Co napisaliśmy poprzednio
1 września 2026 r. w tekście „Pożary w Skarżysku i Lublinie. Obcy wywiad jest w kwalifikacji tylko jednego śledztwa, Rosja nie pada w żadnym komunikacie” sprawdzaliśmy, czy państwo faktycznie nazwało serię sierpniowych pożarów rosyjską dywersją. Odpowiedź brzmiała: nie. Prokuratura Krajowa wszczęła 31 sierpnia śledztwo w sprawie pożaru w zakładzie WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej i wpisała do niego udział w działalności obcego wywiadu oraz przestępstwo o charakterze terrorystycznym, ale w komunikacie nie padło ani słowo „sabotaż”, ani „dywersja”, ani nazwa Rosji. Pożar hali JFG Composites w Lublinie prowadziła osobno prokuratura okręgowa, w zwykłej kwalifikacji i z trzema równorzędnymi wersjami, w tym awarią techniczną. Nikomu nie postawiono wtedy zarzutów, a żaden organ nie połączył publicznie tych spraw w jedno postępowanie.
Co się zmieniło
-
Wcześniej: w komunikacie o Skarżysku-Kamiennej prokuratura używała wyłącznie ustawowej formuły o obcym wywiadzie — bez słowa „dywersja” i bez nazwania państwa. Teraz: w postanowieniu z 25 września prokurator wszczął śledztwo „w sprawie działania w dniu 23 września bieżącego roku w miejscowości Wola Krobowska na rzecz obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej i dokonania aktu dywersji oraz przestępstwa o charakterze terrorystycznym”. Rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak dodał w komunikacie dla redakcji: „Z dotychczasowych ustaleń wynika, że pożar był wynikiem podpalenia. Nadto w sprawie zachodzi uzasadnione podejrzenie, że sprawcy działali na polecenie rosyjskich służb specjalnych i na rzecz obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej”. To pierwszy raz w tej serii zdarzeń, gdy Rosja pada w przekazie samego organu prowadzącego sprawę, a nie tylko w wypowiedziach polityków.
-
Wcześniej: w Skarżysku-Kamiennej kwalifikacja obejmowała art. 130 § 1 i 7 k.k. w związku z art. 163 § 1 pkt 1 i 3 k.k., a prokuratura podała wartość szkody: co najmniej 15 mln zł. Teraz: w Woli Krobowskiej postępowanie wszczęto w kierunku przestępstwa z art. 130 § 7 k.k. w zbiegu z art. 163 § 1 pkt 1 k.k., zagrożonego karą pozbawienia wolności nie krótszą niż 10 lat albo dożywociem. Kwoty szkody prokuratura nie podała — opisała skutek jako „spowodowanie szkody w mieniu w wielkich rozmiarach”.
-
Wcześniej: sprawy prowadziły dwie różne jednostki, a ewentualne przejęcie którejś z nich przez Prokuraturę Krajową wskazywaliśmy jako pierwszy twardy sygnał, że służby widzą jeden zamysł. Teraz: sprawa pod Grójcem trafiła na najwyższy szczebel w ciągu dwóch dni. „Początkowo postępowanie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Grójcu. Teraz sprawę przejęła Prokuratura Krajowa” — śledztwo wszczął prokurator Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie, czyli warszawski odpowiednik krakowskiego wydziału, który prowadzi sprawę Skarżyska-Kamiennej.

Źródło: wydarzenia.interia.pl
Co nowego
Data zdarzenia to 23 września, nie 24. Zgłoszenie o pożarze przy instalacjach antenowych firmy teleinformatycznej w Woli Krobowskiej wpłynęło do stanowiska kierowania komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Grójcu w środę 23 września 2026 r. o godz. 21:07. Tę samą datę zawiera postanowienie prokuratora o wszczęciu śledztwa. Rozjazd w publikacjach bierze się z terminu publikacji, a nie z dokumentów: pierwsze materiały — Polsat News, Reuters, teksty agencyjne — ukazały się dopiero 24 września, po tym, jak o sprawie poinformowało RMF FM. Na miejsce skierowano trzy zastępy: dwa z jednostki ratowniczo-gaśniczej PSP w Grójcu i jeden z Ochotniczej Straży Pożarnej.
Skala pożaru nie zgadza się z nagłówkami. Publikacje mówiły o „stacji bazowej Starlink w płomieniach” i o tym, że stacja spłonęła. Oficer prasowy komendanta powiatowego PSP w Grójcu mł. kpt. Michał Maroszek przekazał natomiast, że po dojechaniu pierwszych zastępów strażacy zastali pożar obudowy skrzynki zasilającej, a powierzchnia pożaru objęła około trzech metrów kwadratowych. Ogień ugaszono jednym prądem wody. Uszkodzeniu uległy rozdzielnia oraz zasilający całość agregat prądotwórczy — według ustaleń RMF FM to właśnie rozdzielnia, z którą połączone są anteny, uległa spaleniu. Wicepremier Krzysztof Gawkowski mówił o ogniu, który objął stację zasilającą i agregat, i o czasowym wyłączeniu stacji z powodu uszkodzenia źródeł zasilania. O uszkodzeniu samych anten ani toru transmisyjnego polskie komunikaty nie mówią, a stacja nie została wyłączona z eksploatacji na stałe — Exatel oświadczył, że „żadna infrastruktura EXATEL w wyniku tych działań nie została zniszczona, a zaistniałe zdarzenie nie miało wpływu na bieżące funkcjonowanie usług i bezpieczeństwo sieci firmy”. Resort cyfryzacji do 25 września nie odnotował przerw w dostępie do sieci w Polsce.

Źródło: rmf24.pl
Służby: z wysokim prawdopodobieństwem podpalenie. W czynnościach na miejscu brali udział funkcjonariusze kryminalni z Radomia oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnego Biura Śledczego Policji. Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak powiedział 25 września: „Mając informacje ze służb, mogę powiedzieć, że z wysokim prawdopodobieństwem uważamy to za celowe podpalenie”. Dodał, że przeanalizowano zapis monitoringu i zabezpieczono okoliczne kamery, a wersja awarii elektrycznej jest „raczej nieprawdopodobna”. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski ocenił, że pożar był „celową próbą zakłócenia działania stacji, która jest hubem internetowym, też zapewniającym bezpieczeństwo działania internetu na Ukrainie”, i że „nie można wykluczyć akcji sabotażowej” oraz że zdarzenie wpisuje się „w rosyjską, nową doktrynę ataku”. Zastrzegł przy tym, że na tym etapie nie można powiedzieć, czy za pożarem na pewno stoją Rosjanie.
Gdzie kończy się komunikat, a zaczyna anonimowe źródło. Równolegle z oficjalnym przekazem krążą trzy twierdzenia o innym ciężarze. Po pierwsze, „Rzeczpospolita” opisała pożar jako celowe podpalenie „przeprowadzone przez zawodowców” z inspiracji Rosji — powołując się na nieujawnione źródło w służbach, a nie na ustalenie organu prowadzącego sprawę. Po drugie, przypisywany tej sprawie cytat ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka o tym, że „to była robota profesjonalistów”, pochodzi z 18 listopada 2025 r. i dotyczył aktów dywersji na kolei — nie potwierdziliśmy, by minister wypowiadał się w ten sposób o zdarzeniu pod Grójcem. Po trzecie, Gawkowski nazwał publicznie Exatel „operatorem tej stacji”, a spółka odpowiedziała wprost: „Nie jesteśmy operatorem infrastruktury. Nie jesteśmy też właścicielem infrastruktury”. Exatel podał, że dzierżawi grunt w Woli Krobowskiej, poddzierżawia go klientowi i dostarcza tam usługę transmisji danych.
Co to za obiekt. Stacja w Woli Krobowskiej to naziemna brama (gateway) systemu Starlink — element łączący satelity z naziemną siecią światłowodową. Satelity same nie są źródłem internetu i muszą „widzieć” stację podłączoną do ziemskiej sieci. Obiekt obsługiwał ruch zapewniający łączność w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym na terytorium Ukrainy, i działa w parze ze stacją w rejonie Kowna na Litwie; to jedyne dwie takie bramy w tej części Europy, następne stoją w Szwecji i w Niemczech. Puls Biznesu ustalił, że obecna lokalizacja pod Grójcem była lokalizacją awaryjną — „Starlink wymagał działki, prądu i światłowodu”, a pierwotnie anteny miały stanąć w innym miejscu. Kilkaset metrów od uszkodzonej stacji znajduje się wojskowe Centrum Rozpoznania i Wsparcia Walki Radioelektronicznej. Defence24 zwraca uwagę, że położenie stacji bazowych Starlinka nie jest utajnione, a same obiekty są łatwo rozpoznawalne — anteny osłaniają charakterystyczne białe kopuły przypominające piłki golfowe.
Tło: Starlink w polskiej polityce. Polska przekazała Ukrainie ponad 29 tys. terminali Starlink i nadal finansuje ich działanie. Jednocześnie sama firma SpaceX wyłączyła Polskę z europejskiego regionu mobilnej usługi Starlink Roam: konta zarejestrowane w Polsce są traktowane jako przeznaczone wyłącznie do użytku w kraju, a zmiany objęły dotychczasowych klientów od 17 sierpnia 2026 r.
Co wciąż aktualne
- Kwalifikacja z postanowienia to kierunek pracy śledczych, a nie ustalenie, kto działał i na czyje zlecenie. Tak samo jak w sprawie Skarżyska-Kamiennej: prok. Przemysław Nowak podkreślił, że „postępowanie jest prowadzone w sprawie” i dotychczas nikomu nie przedstawiono zarzutów. Do 25 września w sprawie pożaru pod Grójcem nikogo też nie zatrzymano.
- Droga od pożaru do imiennego oskarżenia liczy się w latach. Punkt odniesienia z naszego artykułu z 1 września 2026 r. się nie zmienił: od podpalenia Centrum Handlowego Marywilska 44 z 12 maja 2024 r. do aktu oskarżenia przeciwko pięciu osobom z 25 marca 2026 r. minęły prawie dwa lata.
- W sierpniowych sprawach nie ruszyło nic, co byłoby widoczne publicznie. Do 25 września nie pojawiły się informacje o zatrzymaniach ani zarzutach w śledztwie dotyczącym pożaru w WB Electronics, a w sprawie hali JFG Composites w Lublinie nie podano publicznie, czy biegły z zakresu pożarnictwa ustalił przyczynę — w obu przypadkach wciąż obowiązuje to, co zapisaliśmy trzy tygodnie temu.
Podsumowanie
Na pytanie „czy to już oficjalnie rosyjska dywersja” odpowiedź w sprawie Woli Krobowskiej jest bliższa twierdzącej niż w sierpniu. Prokuratura Krajowa wpisała do postanowienia akt dywersji, działanie na rzecz obcego wywiadu i przestępstwo o charakterze terrorystycznym, a jej rzecznik powiedział wprost, że istnieje uzasadnione podejrzenie działania na polecenie rosyjskich służb specjalnych. To jednak nadal hipoteza śledcza: postępowanie toczy się w sprawie, nikogo nie zatrzymano, nikomu nie przedstawiono zarzutów, a sprawstwa i zleceniodawcy nie ustalono.
Druga część odpowiedzi dotyczy skali. Z relacji straży pożarnej wynika, że spłonęła obudowa skrzynki zasilającej na powierzchni około trzech metrów kwadratowych, a ogień ugaszono jednym prądem wody; poważniej uszkodzone zostały rozdzielnia i agregat prądotwórczy. Nagłówki o spalonej stacji tego nie oddają: anten i toru transmisyjnego komunikaty nie wymieniają, stacja nie została trwale wyłączona, a przerw w dostępie do internetu w Polsce nie odnotowano. Najmocniejszy wniosek nie dotyczy więc ognia, lecz ochrony — brama satelitarna obsługująca łączność dla części Europy, w tym Ukrainy, stała na prywatnej posesji w lokalizacji awaryjnej, kilkaset metrów od jednostki wojskowej, i wystarczyło podpalić jej zasilanie.