Kluczowe ustalenia

  • Sąd nie orzekł, że wysadzenie Nord Stream nie było przestępstwem. Sędzia Dariusz Łubowski podkreślił w ustnym uzasadnieniu, że przedmiotem postępowania nie było ustalenie, czy ścigany dopuścił się zarzucanego mu przez stronę niemiecką czynu, a jedynie czy czyn ten może stanowić podstawę do wykonania europejskiego nakazu aresztowania.
  • Sędzia wprost zdjął z siebie kwestię sprawstwa. Wskazał, że nie ma jurysdykcji w zakresie ustalenia, czy to Żurawlow był sprawcą wysadzenia gazociągu.
  • Postanowienie uprawomocniło się bez zaskarżenia. Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie wniosła zażalenia, a minister sprawiedliwości Waldemar Żurek potwierdził brak odwołania słowami: „Decyzja niezawisłego sądu bardzo nas cieszy”. Żurawlow nie został przekazany władzom niemieckim.
  • 19 sierpnia 2026 r. chorwacka policja zatrzymała go w Puli na podstawie tego samego niemieckiego nakazu. Poprzednie zatrzymanie nastąpiło 30 września 2025 r. w Polsce i skończyło się zwolnieniem po 17 dniach.
  • Sąd w Puli zastosował areszt ekstradycyjny z powodu ryzyka ucieczki. Sprawę prowadzi chorwacki sąd żupański, w postępowaniu niezależnym od polskiego rozstrzygnięcia.
  • Zarzuty niemieckiej Prokuratury Federalnej są trzy: wspólne sprowadzenie eksplozji materiału wybuchowego, sabotaż antykonstytucyjny oraz zniszczenie budowli.
  • Brak jurysdykcji państwa wydającego nakaz nie jest samodzielną podstawą odmowy. Ani art. 607p, ani art. 607r Kodeksu postępowania karnego nie wymienia takiej przesłanki w odniesieniu do zdarzenia na morzu.

Wołodymyr Żurawlow zatrzymany w Chorwacji w sprawie wysadzenia Nord Stream

Źródło: bbc.com


Kontekst i tło

26 września 2022 r. eksplozje uszkodziły trzy z czterech nitek gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2. Ładunki wybuchły na głębokości około 80 metrów w pobliżu duńskiej wyspy Bornholm. Szwedzki dziennik „Expressen” opublikował później zdjęcia, z których wynikało, że wyrwa w rurociągu ma co najmniej 50 metrów.

Zdjęcia uszkodzonego gazociągu Nord Stream opublikowane przez szwedzki dziennik „Expressen”

Źródło: rmf24.pl

Miejsca wybuchów leżały w wyłącznych strefach ekonomicznych Danii i Szwecji, a nie na morzu terytorialnym któregokolwiek państwa — stacje sejsmiczne zarejestrowały eksplozje na wodach międzynarodowych. To właśnie ten status prawny miejsca zdarzenia stał się później osią sporu o to, kto w ogóle może sprawę osądzić.

Oba kraje, na których wodach doszło do wybuchów, wycofały się ze sprawy. W lutym 2024 r. Szwecja i Dania umorzyły własne śledztwa, przekazując materiały stronie niemieckiej. Szwedzka prokuratura ujęła to krótko: „Materiały śledztwa zostały przekazane niemieckim organom ścigania, które w dalszym ciągu prowadzą śledztwo”. Od tego momentu jedynym postępowaniem z realnym biegiem pozostało niemieckie.

Latem 2024 r. Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe wydał europejski nakaz aresztowania wobec Żurawlowa; niemieccy prokuratorzy wystąpili z nim do polskich władz w czerwcu 2024 r. W niemieckich dokumentach procesowych figuruje on jako „Vladimir Z.” — zgodnie z tamtejszymi zasadami ochrony danych osobowych. Żurawlow jest z zawodu nurkiem i według niemieckich organów ścigania należał do grupy, która podłożyła ładunki na obu gazociągach we wrześniu 2022 r.

Nakaz zrealizowano w Polsce 30 września 2025 r. — Żurawlowa zatrzymali funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie, a wniosek o tymczasowe aresztowanie uwzględnił VIII Wydział Karny Sądu Okręgowego w Warszawie. Ten sam wydział rozpoznawał następnie wniosek o przekazanie.

To nie pierwszy raz, gdy skuteczność europejskiego nakazu aresztowania okazuje się zależeć od decyzji innego państwa — o granicach tego mechanizmu pisaliśmy przy okazji sprawy Marcina Romanowskiego.


Szczegółowa analiza

Co sąd powiedział, a czego nie powiedział

Popularna wersja sprawy brzmi: polski sąd uznał, że wysadzenie Nord Stream nie było przestępstwem. Treść ustnego uzasadnienia mówi coś innego. Sędzia Dariusz Łubowski dwukrotnie zawęził przedmiot postępowania. Po pierwsze, podkreślił, że nie rozstrzyga o sprawstwie: przedmiotem sprawy nie było ustalenie, czy ścigany dopuścił się zarzucanego mu czynu, a jedynie czy czyn ten może stanowić podstawę do wykonania nakazu. Po drugie, stwierdził, że polski sąd nie ma jurysdykcji w zakresie ustalenia, kto był sprawcą wysadzenia gazociągu. Innymi słowy — sąd odmówił wykonania nakazu, a jednocześnie odmówił zajęcia stanowiska w sprawie samego czynu.

Ta różnica nie jest formalna. Orzeczenie o tym, że coś „nie jest przestępstwem”, zamykałoby drogę do ścigania. Orzeczenie o tym, że sąd nie bada sprawstwa, nie zamyka niczego poza polskim postępowaniem o przekazanie — i dlatego niemiecki nakaz mógł rok później zadziałać w innym państwie.

Publicznie znana motywacja to relacja z ustnego uzasadnienia, przekazana przez media obecne na sali. Pełnej pisemnej motywacji postanowienia nie udało nam się uzyskać, więc przypisanie orzeczeniu jednej, konkretnej podstawy prawnej z katalogu ustawowego pozostaje poza zasięgiem tego artykułu.

Czy któraś z trzech hipotez mieści się w katalogu odmowy

W debacie publicznej krążyły trzy wyjaśnienia decyzji sądu: brak jurysdykcji Niemiec wobec zdarzenia na wodach międzynarodowych, ocena czynu jako obrony zaatakowanej Ukrainy oraz obawa o brak rzetelnego procesu za Odrą. Sprawdziliśmy, jak każda z nich ma się do przepisów.

Podstawy odmowy są zamknięte i wyliczone. Decyzja ramowa Rady 2002/584/WSiSW zawiera je w art. 3 (obligatoryjne), art. 4 (fakultatywne) i art. 4a — ten ostatni dotyczy orzeczeń wydanych pod nieobecność oskarżonego. Polska implementacja to art. 607p i art. 607r Kodeksu postępowania karnego; ten drugi wymienia m.in. sytuację, gdy nakaz dotyczy przestępstw popełnionych w całości lub w części na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej albo na polskim statku wodnym lub powietrznym.

Braku jurysdykcji państwa wydającego nakaz nad zdarzeniem na morzu w tym katalogu nie ma. Ani art. 607p, ani art. 607r nie wymieniają takiej przesłanki jako samodzielnej podstawy odmowy — przepis o miejscu popełnienia czynu chroni jurysdykcję polską, a nie kwestionuje niemiecką.

Trzecia hipoteza — ryzyko nierzetelnego procesu — ma umocowanie w orzecznictwie, ale obwarowane twardym testem. Zgodnie z wyrokami Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawach Aranyosi i Căldăraru oraz LM/Celmer organ wykonujący nakaz musi najpierw wykazać uchybienia systemowe lub ogólne w państwie wydającym, a dopiero potem ocenić, czy konkretna osoba jest realnie narażona na naruszenie prawa do niezawisłego sądu w świetle jej sytuacji osobistej. Sam ogólny zarzut wobec obcego wymiaru sprawiedliwości nie wystarcza.

Prof. Piotr Kruszyński ocenił postanowienie warszawskiego sądu jako precedens — i to określenie oddaje istotę sporu prawnego lepiej niż którakolwiek z trzech hipotez.

Co zarzuca Berlin i co dzieje się w Chorwacji

Niemiecka Prokuratura Federalna stawia Żurawlowowi trzy zarzuty: współudział w spowodowaniu wybuchów, sabotaż antykonstytucyjny oraz zniszczenie budynków i innych budowli. Postępowanie prowadzi Generalbundesanwalt, a Berlin chce, by po zakończeniu procedury ekstradycyjnej podejrzany stanął przed sądem federalnym w Karlsruhe.

Do zatrzymania w Puli doszło w okolicznościach, które same w sobie stały się tematem doniesień: według niemieckiego portalu prawniczego LTO Żurawlow przebywał tam w związku z produkcją filmu inspirowanego sabotażem z 2022 r., pracując jako konsultant.

Chorwacki sąd nie poszedł polskim śladem. Sędzia w Puli zastosowała areszt z uwagi na ryzyko ucieczki, wskazując, że decyzja zapadła „mit Blick auf seine Auslieferung” („z myślą o jego wydaniu”) stronie niemieckiej. Przytoczony przez sąd w Puli argument brzmiał: „Das Verfahren sei durch europäisches Recht klar geregelt” („postępowanie jest jasno uregulowane przez prawo europejskie”). Sprawę prowadzi sąd żupański właściwy dla Puli, w procedurze niezależnej od tego, jak rok wcześniej orzekł sąd w Warszawie.

Precedens włoski: ten sam nakaz, inny przebieg

Żurawlow nie jest jedynym ściganym w tym śledztwie. Serhij K., 49-letni Ukrainiec, został zatrzymany w sierpniu 2025 r. w okolicach Rimini, gdzie przebywał z rodziną. Jego sprawa pokazuje, jak bardzo bieg postępowania zależy od instancji: sąd apelacyjny w Bolonii zgodził się na przekazanie go Niemcom, ale włoski Najwyższy Sąd Kasacyjny uchylił tę zgodę i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.

Powód uchylenia był merytoryczny, a nie proceduralny — Sąd Kasacyjny zakwestionował kwalifikację prawną czynu przyjętą przez stronę niemiecką, uznając w tym rozstrzygnięciu, że rurociąg był legalnym celem wojskowym. Włoski tor pokazuje więc coś innego niż polski: nie odmowę zamykającą sprawę, lecz spór o to, pod jaki przepis podciągnąć czyn.

Równolegle sam niemiecki wymiar sprawiedliwości utrzymał swoje stanowisko. Trzeci Senat Karny Federalnego Trybunału Sprawiedliwości oddalił zażalenie na areszt podejrzanego o udział w zamachach, potwierdzając istnienie uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa oraz obawy ucieczki.

📄 Pełny tekst postanowienia Federalnego Trybunału Sprawiedliwości, sygn. AK 23/26 (PDF, źródło: bundesgerichtshof.de)

Warstwa polityczna i reakcja Moskwy

Polska scena polityczna oceniła postanowienie sądu zgodnie, ponad podziałami. Premier Donald Tusk napisał, że sąd „słusznie” odmówił ekstradycji, a prezydent Karol Nawrocki odniósł się do orzeczenia równie przychylnie: „Mamy wyrok niezależnego polskiego sądu z jednej strony — i bardzo dobrze, że pan Żurawlow zostaje w Polsce”.

W sierpniu 2026 r. premier powtórzył swoje stanowisko, wskazując, że Niemcy nie powinni ścigać tych, którzy podejmują działania w sytuacji, gdy ich kraj został napadnięty. Dodał: „Ja tu zdania nie zmienię i uważam, że wstydzić powinni się ci, którzy wybudowali ten gazociąg, a nie ci, którzy go unieruchomili”.

Moskwa odpowiedziała trzema głosami. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow skomentował wypowiedź premiera, oceniając, że poparcie dla takich aktów nie może wywołać „niczego poza zdziwieniem i niezrozumieniem”. Rosyjskie MSZ ustami Marii Zacharowej określiło stanowisko Warszawy jako „demonstracyjne” i zapowiedziało, że może się ono odbić na bezpieczeństwie samej Polski.

Władimir Putin odpowiada na słowa Donalda Tuska w sprawie Nord Stream

Źródło: polsatnews.pl

23 sierpnia 2026 r. głos zabrał Władimir Putin — w rozmowie z Pawłem Zarubinem dla portalu „Wiesti”, rozpowszechnionej następnie przez agencję TASS. Rosyjski przywódca stwierdził, że zna Tuska od czasów przygotowań do budowy Nord Stream 2, a stanowisko polskiego rządu wyjaśnił słowami: „Motywy są bardzo proste” — chodzi o korzyść ekonomiczną. Polskie redakcje tłumaczyły to sformułowanie różnie: jako „doraźne korzyści ekonomiczne”, „opłacalność ekonomiczną” i „ekonomiczną doraźność”.


Co pozostaje otwarte

  • Wynik chorwackiej procedury. Sąd żupański w Puli dopiero rozstrzygnie o przekazaniu. Areszt zastosowano z uwagi na ryzyko ucieczki, ale to decyzja zabezpieczająca, a nie rozstrzygnięcie o wydaniu.
  • Dalszy bieg włoskiej sprawy Serhija K. Po uchyleniu zgody na ekstradycję przez Najwyższy Sąd Kasacyjny sprawa wróciła do ponownego rozpoznania. Kolejnych rozstrzygnięć w tym postępowaniu nie udało nam się potwierdzić w niezależnych źródłach na tyle pewnie, by je tu opisywać.
  • Pisemne uzasadnienie polskiego postanowienia. Wszystko, co wiadomo o motywach sądu, pochodzi z relacji z ustnego uzasadnienia. Bez pełnego dokumentu nie da się jednoznacznie wskazać przepisu, na którym oparto odmowę.

Podsumowanie

Polski sąd nie orzekł, że wysadzenie gazociągów Nord Stream nie było przestępstwem. Sędzia prowadzący sprawę powiedział coś odwrotnego: że sąd nie zajmuje się tym, czy Wołodymyr Żurawlow popełnił zarzucany mu czyn, i że nie ma jurysdykcji, by ustalać, kto wysadził rurociąg. Badał wyłącznie to, czy niemiecki nakaz można wykonać. Odmowa dotyczyła więc przekazania człowieka, a nie oceny samego wybuchu.

Prokuratura nie złożyła zażalenia, więc postanowienie się uprawomocniło i Żurawlow wyszedł na wolność po siedemnastu dniach aresztu. Nakaz wydany przez sąd w Karlsruhe nie przestał jednak obowiązywać w pozostałych krajach Unii. Dlatego 19 sierpnia 2026 r. tego samego mężczyznę zatrzymała chorwacka policja w Puli, a tamtejszy sąd osadził go w areszcie z powodu ryzyka ucieczki.

Niemcy zarzucają mu współudział w spowodowaniu wybuchów, sabotaż antykonstytucyjny i zniszczenie budowli, i chcą sądzić go w Karlsruhe. Przepisy o europejskim nakazie aresztowania — polskie i unijne — zawierają zamkniętą listę powodów, dla których państwo może odmówić wydania ściganego. Brak jurysdykcji państwa wydającego nakaz wobec zdarzenia na morzu na tej liście się nie znajduje, a odmowa z powodu obaw o rzetelność procesu wymaga według Trybunału Sprawiedliwości UE spełnienia dwóch warunków naraz: wykazania systemowych problemów w danym kraju i realnego zagrożenia dla konkretnej osoby.

Podobna sprawa toczy się we Włoszech wobec drugiego z podejrzanych. Tam sąd apelacyjny zgodził się na wydanie, a Sąd Kasacyjny tę zgodę uchylił i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. To pokazuje, że decyzja jednego państwa nie przesądza o niczym poza jego własnym postępowaniem — każdy kraj rozstrzyga samodzielnie.