Co mówią liczby
Liczba, od której zaczyna się cały spór, jest zaskakująco spokojna: sześć procent. Tyle — ok. 6 proc. — muzułmanów liczyła Europa w 2020 r.; wynika to z raportu Pew Research Center z 9 czerwca 2025 r. („How the Global Religious Landscape Changed From 2010 to 2020", czyli „Jak zmienił się globalny krajobraz religijny w latach 2010–2020"). Przez całą dekadę udział ten urósł o mniej niż 1 punkt procentowy. W liczbach bezwzględnych — ok. 45 mln osób.
Wcześniejszy raport Pew, z 29 listopada 2017 r., podawał inną liczbę: 25,8 mln muzułmanów, czyli 4,9 proc. populacji. Mierzył jednak węższy obszar — UE-28 wraz z Norwegią i Szwajcarią, w połowie 2016 r.
Projekcje Pew na 2050 r. rozpięte są między dwoma skrajnymi wariantami: 7,4 proc. przy całkowitym i natychmiastowym wstrzymaniu migracji oraz 14,0 proc. przy migracji wysokiej — wobec 4,9 proc. w punkcie wyjścia z 2016 r. Żaden z nich nie przewiduje muzułmańskiej większości. Nawet przy 14 proc. muzułmanie pozostają grupą wyraźnie mniejszą niż chrześcijanie i niż osoby bez przynależności religijnej. Najwyższe wartości skrajnego wariantu dotyczą pojedynczych państw: Szwecja ok. 30 proc., Niemcy 19,7 proc., Wielka Brytania i Norwegia po ok. 17 proc.
Na tę arytmetykę nałożyła się teoria „wielkiej wymiany" (fr. le grand remplacement), którą francuski pisarz Renaud Camus sformułował w książce z 2011 r. Jej kluczowy element — celowe zastępowanie rdzennej ludności przez elity — nie jest weryfikowalny danymi demograficznymi i nie ma dowodów na zorganizowany plan.
Drugie pytanie tego tekstu dotyczy ustroju. Religia jest wpisana w ustrój państwa w Danii, Grecji, na Malcie, w Monako i w Anglii. Polska religii państwowej nie ma — art. 25 Konstytucji RP nakazuje władzom publicznym bezstronność w sprawach światopoglądowych. W spisie powszechnym 2021 przynależność do Kościoła rzymskokatolickiego zadeklarowało 71,3 proc. ujętych w spisie, a 20,5 proc. odmówiło odpowiedzi na pytanie o wyznanie. Wśród najmłodszych dorosłych regularnie praktykuje już tylko ok. 20–25 proc. A w żadnym państwie europejskim nie działa partia definiująca się religijnie jako islamska, która miałaby znaczący wpływ koalicyjny na poziomie krajowym.
Kontekst i tło
Wszystkie liczby o muzułmanach w Europie pochodzą z szacunków, nie ze spisów. Eurostat nie zbiera danych o wyznaniu, a część państw — jak Francja — nie pyta o religię w spisie powszechnym. Dlatego punktem odniesienia w publicystyce są dwa raporty Pew Research Center, które mierzą jednak różne rzeczy. Ten z 2017 r. dotyczy UE-28 plus Norwegii i Szwajcarii i podaje 4,9 proc. dla połowy 2016 r.; ten z 2025 r. mówi o całej Europie i podaje ok. 6 proc. dla 2020 r. Zestawianie tych wartości jako „wzrostu o 1,1 punktu" jest więc mylące — to inne zbiory państw.

Źródło: pewresearch.org
Drugi filar debaty to dzietność. Tu dane idą pod prąd intuicji: badanie opublikowane w Demographic Research (vol. 36, art. 45) pokazuje, że dzietność większości grup potomków imigrantów we Francji konwerguje do poziomu rdzennych Francuzek. Sam francuski współczynnik dzietności — według INSEE ok. 1,8 dziecka na kobietę w 2021 r. — pozostaje przy tym poniżej poziomu zastępowalności pokoleń.
Trzeci wątek to sekularyzacja, która w Europie Zachodniej postępuje szybciej niż jakakolwiek zmiana po stronie islamu. W spisie powszechnym w Anglii i Walii z 2021 r. chrześcijanie po raz pierwszy w historii znaleźli się poniżej progu połowy — 46,2 proc. — a brak religii zadeklarowało 37,2 proc. mieszkańców wobec 25,2 proc. dekadę wcześniej. Pew opisuje ten proces jako zmianę pokoleniową: każde kolejne pokolenie młodych dorosłych zawiera większy odsetek osób bez przynależności religijnej. Czechy pozostają jedynym krajem Europy Środkowo-Wschodniej objętym badaniem Pew, w którym większość dorosłych deklaruje brak przynależności religijnej. Najnowszy porównawczy zbiór danych o praktykach religijnych w Europie to 11. runda European Social Survey z lat 2023–2024.
Na tym tle powstała narracja o „przejmowaniu Europy". Jej najbardziej rozpoznawalną wersją jest teoria „wielkiej wymiany" Renauda Camusa z 2011 r., z czasem przejęta przez ruchy „remigracyjne" w kilku krajach. Debata o niej regularnie miesza się z bieżącymi kryzysami granicznymi — o tym, jak łatwo w takich sytuacjach rozjeżdżają się liczby podawane przez różne instytucje, pisaliśmy przy okazji kryzysu na granicy Maroko–Ceuta.
Szczegółowa analiza
Co dokładnie mierzą projekcje Pew
Punktem wyjścia wszystkich trzech wariantów Pew jest stan z połowy 2016 r.: 25,8 mln muzułmanów, czyli 4,9 proc. populacji UE-28, Norwegii i Szwajcarii. Wariant zerowej migracji odpowiada na pytanie kontrfaktyczne: co, gdyby napływ ustał natychmiast i na stałe. Odpowiedź brzmi 7,4 proc. w 2050 r. — wzrost napędzany wyłącznie młodszą strukturą wieku i wyższą dzietnością populacji już obecnej w Europie. To wynik ważny dla obu stron sporu: pokazuje, że sam wzrost udziału nie jest wyłącznie funkcją polityki migracyjnej, ale też, że jego skala bez migracji jest umiarkowana.
Wariant wysokiej migracji daje 14,0 proc. — niemal trzykrotność stanu wyjściowego. Pew zaznacza wprost, że nawet w tym scenariuszu populacja muzułmańska pozostaje „considerably smaller" („znacznie mniejsza") niż populacja chrześcijan i osób bez religii. Rozpiętość między krajami jest przy tym ogromna: w Szwecji to ok. 30 proc., w Niemczech 19,7 proc. (z 6,1 proc. w punkcie wyjścia), w Wielkiej Brytanii i Norwegii po ok. 17 proc. Demagog, analizując te same dane, podsumowuje je tak samo: nawet przy całkowitym wstrzymaniu migracji udział wyznawców islamu w ludności Europy wzrósłby do 7,4 proc.
„Wielka wymiana" — co da się sprawdzić, a czego nie
Teoria pochodzi od Renauda Camusa i jego książki z 2011 r., opisanej m.in. przez Encyclopaedia Britannica. Ma dwie warstwy. Pierwsza — że zmienia się struktura religijna populacji — jest mierzalna i częściowo prawdziwa: udział muzułmanów rośnie, choć wolno. Druga — że stoją za tym elity celowo zastępujące rdzenną ludność — jest z założenia niefalsyfikowalna i nie ma dla niej dowodów. Analizy tej koncepcji wskazują, że opisywane procesy są wypadkową migracji zarobkowej, kryzysów humanitarnych, różnic w dzietności i starzenia się społeczeństw, a nie realizacją planu.
Państwo i kościół: co najmniej pięć różnych modeli
Odpowiedź na pytanie, czy wszędzie religia miesza się do polityki tak jak w Polsce, jest zaskakująca dla obu obozów: w kilku państwach Europy związek religii z państwem jest formalnie znacznie silniejszy niż w Polsce.

Źródło: brilliantmaps.com
W Danii § 4 konstytucji czyni Kościół Ewangelicko-Luterański (duń. Folkekirken, „Kościół ludowy") kościołem państwowym, wspieranym jako taki przez władze, a § 6 wymaga, by monarcha był jego członkiem. W Grecji art. 3 konstytucji uznaje prawosławie za religię panującą, a państwo opłaca wynagrodzenia biskupów, księży i diakonów. Na Malcie art. 2 konstytucji deklaruje katolicyzm religią państwa i czyni nauczanie religii katolickiej składnikiem obowiązkowego programu we wszystkich szkołach państwowych. W Monako art. 9 konstytucji stanowi, że religia katolicka jest religią państwa. W Anglii Kościół Anglii pozostaje kościołem ustanowionym, monarcha jest jego Najwyższym Zwierzchnikiem, a 26 biskupów anglikańskich (ang. Lords Spiritual, „duchowni lordowie") zasiada z urzędu w Izbie Lordów.
Na drugim biegunie jest Francja, gdzie ustawa z 9 grudnia 1905 r. o rozdziale kościołów i państwa stanowi, że republika nie uznaje, nie opłaca ani nie subwencjonuje żadnego kultu, a ustawa z 2004 r. zakazuje noszenia ostentacyjnych symboli religijnych w szkołach publicznych. Nawet ten model ma jednak wyjątek: w Alzacji i Mozeli obowiązuje do dziś konkordat napoleoński z 1801 r., na mocy którego państwo wypłaca pensje księżom, pastorom i rabinom, a religia jest w szkołach przedmiotem.
Trzeci wariant to rozdział przeprowadzony niedawno i stopniowo. Kościół Szwecji został oddzielony od państwa 1 stycznia 2000 r. Norwegia usunęła zapis o kościele państwowym z konstytucji w 2012 r., a Kościół Norwegii stał się odrębnym podmiotem prawnym z początkiem 2017 r., gdy biskupi, pastorzy i diakoni przestali być urzędnikami publicznymi.
Polska mieści się pośrodku: nie ma religii państwowej, art. 25 Konstytucji RP wprowadza równouprawnienie kościołów i bezstronność władz publicznych, a relacje z Kościołem katolickim reguluje konkordat podpisany w 1993 r. i ratyfikowany w 1998 r.
Kto płaci za kościoły
Modele finansowania różnią się jeszcze mocniej niż modele ustrojowe. W Niemczech działa podatek kościelny (niem. Kirchensteuer), z którego oba główne Kościoły otrzymują rocznie ok. 12–13 mld euro; sam Kościół katolicki inkasuje ok. 6–6,5 mld euro. We Włoszech system otto per mille („osiem promili") pozwala podatnikowi wskazać, na który kościół albo na jakie cele społeczne państwa trafi 0,8 proc. jego podatku dochodowego — a środki niezadeklarowane rozdziela się proporcjonalnie do złożonych deklaracji. W Hiszpanii analogiczny mechanizm (hiszp. casilla de la iglesia, „kratka kościelna") dotyczy 0,7 proc. podatku i opiera się na porozumieniach państwo–Kościół z 1979 r. W Polsce działa Fundusz Kościelny powołany w 1950 r. jako rekompensata za przejęte przez państwo dobra martwej ręki; jego środki idą przede wszystkim na składki ubezpieczeniowe duchownych oraz na konserwację i remonty zabytkowych obiektów sakralnych.
Religia w szkole
Tu polski model jest bliżej europejskiej normy, niż sugeruje debata publiczna. W Niemczech art. 7 ust. 3 Ustawy Zasadniczej czyni religię zwyczajnym przedmiotem nauczania (niem. ordentliches Lehrfach) w szkołach publicznych, prowadzonym zgodnie z zasadami danej wspólnoty wyznaniowej. W Polsce katecheci są zatrudniani na podstawie skierowania biskupa (łac. missio canonica, „posłanie kanoniczne"), a ich wynagrodzenie pokrywa budżet oświaty. Francja jest wyjątkiem — religii w szkołach publicznych nie ma, poza Alzacją i Mozelą. W zdecydowanej większości państw europejskich nauczanie religii odbywa się w ramach systemu oświaty publicznej i jest finansowane z budżetu — dotyczy to m.in. Niemiec, Austrii, Włoch, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Grecji.
Gdzie religia realnie waży w ustawodawstwie
Formalny status kościoła i jego wpływ na prawo to dwie różne rzeczy — i to właśnie na tym drugim polu widać, że Polska jest przypadkiem szczególnym. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r. (sygn. K 1/20) wyeliminował z polskiego prawa przesłankę embriopatologiczną dopuszczalności aborcji, czyniąc polskie przepisy jednymi z najbardziej restrykcyjnych w Unii Europejskiej. Polska pozostaje też — obok Litwy, Słowacji, Bułgarii i Rumunii — jednym z nielicznych państw UE bez ustawy o związkach partnerskich i bez małżeństw jednopłciowych.
Kraje z formalnie mocniejszą pozycją kościoła poszły w drugą stronę. Malta, mająca katolicyzm w konstytucji, wprowadziła rozwody dopiero w 2011 r. i miała do 2023 r. całkowity zakaz aborcji — ale w 2017 r. zalegalizowała małżeństwa jednopłciowe, a nowelizacja z 2023 r. dopuściła przerwanie ciąży przy zagrożeniu życia kobiety. Irlandia w referendum z 2015 r. jako pierwszy kraj na świecie wprowadziła małżeństwa jednopłciowe w głosowaniu powszechnym, a w 2018 r. ok. 66 proc. głosujących uchyliło 8. poprawkę do konstytucji, legalizując aborcję do 12. tygodnia. Grecja — z prawosławiem jako religią panującą — zalegalizowała małżeństwa jednopłciowe w lutym 2024 r. jako pierwszy kraj z prawosławną większością, mimo otwartego sprzeciwu Kościoła Prawosławnego Grecji. Francja w 2024 r. wpisała prawo do aborcji do konstytucji. Odwrotny kierunek obrały Węgry, których Ustawa Zasadnicza z 2011 r. odwołuje się w preambule do chrześcijaństwa i św. Stefana oraz definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Dla porządku: Włochy wprowadziły związki partnerskie w 2016 r. (wł. unioni civili, „związki cywilne"), ale równości małżeńskiej nie uznały nigdy; Hiszpania zrobiła to w 2005 r., a Niemcy w 2017 r.
📄 Ustawa Zasadnicza Węgier — polski przekład (PDF, źródło: biblioteka.sejm.gov.pl)
Reprezentacja polityczna i druga strona bilansu
Politycy o muzułmańskich korzeniach osiągają w Europie najwyższe stanowiska: Sadiq Khan jest burmistrzem Londynu od 2016 r. i uzyskał reelekcję w 2024 r., a Humza Yousaf pełnił funkcję pierwszego ministra Szkocji w latach 2023–2024. To jednak kariery indywidualne w partiach ogólnokrajowych, nie efekt osobnej reprezentacji religijnej — w żadnym państwie europejskim nie działa partia definiująca się jako islamska, która miałaby znaczący wpływ koalicyjny na poziomie krajowym. Próby zakładania takich ugrupowań we Francji pod koniec lat 90. i w 2009 r. zakończyły się bez sukcesów wyborczych.
Równolegle idzie druga część bilansu. Według raportu Agencji Praw Podstawowych UE z 2024 r. ok. 47 proc. muzułmanów w Unii doświadcza dyskryminacji lub ataków na tle rasistowskim. W poprzedniej edycji badania FRA, z 2017 r., odsetek deklarujących doświadczenie dyskryminacji wynosił ok. 39 proc.
Co pozostaje otwarte
- Udziały muzułmanów w poszczególnych krajach. Krążące w debacie wartości dla Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii pochodzą z szacunków sprzed kilku lat i nie znalazły dostatecznie mocnego potwierdzenia w źródłach, które sprawdziliśmy. Podobnie jest z odczytem spisu z 2021 r. dla Anglii i Walii w części dotyczącej islamu — pewny jest wynik dla 2011 r. (4,9 proc.).
- Reprezentacja muzułmanów w parlamentach. Nie udało nam się potwierdzić w wiarygodnych źródłach liczby posłów muzułmańskich w Izbie Gmin, Bundestagu ani Zgromadzeniu Narodowym, a tym samym skali ich nad- lub niedoreprezentowania.
- Skala publicznego finansowania kościołów w porównaniu międzynarodowym. Twierdzenie, że polski Fundusz Kościelny jest relatywnie niewielki na tle Niemiec czy Włoch, brzmi wiarygodnie w świetle kwot, ale nie ma porównywalnej metodologicznie podstawy, która obejmowałaby wszystkie strumienie wsparcia (ulgi podatkowe, katecheza, dotacje konserwatorskie).
Podsumowanie
Muzułmanie to dziś ok. 6 proc. mieszkańców Europy — ok. 45 mln osób. Przez całą dekadę 2010–2020 ich udział wzrósł o mniej niż punkt procentowy. Najbardziej znane prognozy mówią, że do 2050 r. będzie to od 7,4 proc. przy całkowitym zatrzymaniu migracji do 14 proc. przy migracji bardzo wysokiej. W żadnym z tych wariantów muzułmanie nie stają się większością, a różnice w dzietności między grupami zmniejszają się z pokolenia na pokolenie.
Odpowiedź na drugie pytanie jest równie jednoznaczna: nie, religia nie miesza się do polityki wszędzie tak samo — a tam, gdzie miesza się formalnie najmocniej, wcale nie musi to oznaczać najbardziej konserwatywnego prawa. Dania, Grecja, Malta, Monako i Anglia mają kościoły państwowe zapisane w ustawach zasadniczych, a mimo to Malta zalegalizowała małżeństwa jednopłciowe, a Grecja zrobiła to wbrew własnemu Kościołowi prawosławnemu. Francja stoi na przeciwnym biegunie z ustawą o rozdziale z 1905 r., ale i ona ma wyjątek w Alzacji i Mozeli. Polska nie ma religii państwowej, za to ma jedno z najbardziej restrykcyjnych praw aborcyjnych w Unii i należy do ostatniej piątki krajów bez związków partnerskich. Formalny model to jedno, realny wpływ religii na prawo — drugie.