Kluczowe ustalenia

  • Według eksperymentalnych danych GUS metodą „śladów życia” na 31 grudnia 2025 r. w Polsce przebywało ok. 38,8 mln osób posiadających numer PESEL i wykazujących aktywność w rejestrach administracyjnych. To liczba potwierdzona przez GUS i opisana przez media po konferencji urzędu ok. 1 lipca 2026 r.

  • Wbrew wrażeniu z nagłówków, wynik „śladów życia” był tylko o ok. 40 tys. wyższy niż rok wcześniej — a nie skokowo większy. Gwałtownie rosła natomiast jedna składowa: liczba cudzoziemców.

  • GUS naliczył metodą śladów życia ok. 2,3 mln cudzoziemców (wobec ok. 2,08 mln na koniec 2024 r.), czyli wzrost o niemal 215 tys. w skali roku. Około 73 proc. tej grupy — ok. 1,68 mln osób — stanowili obywatele Ukrainy.

  • Udział cudzoziemców sięgnął blisko 6 proc. (ok. 5,93 proc.) populacji śladów życia — najwyższy poziom w historii tej metody.

  • Kluczowe zastrzeżenie: GUS wprost ostrzegł, że są to dane eksperymentalne, które nie są oficjalną statystyką liczby ludności i nie należy ich porównywać z oficjalnym stanem ludności. Ten oficjalny stan (metoda bilansowa) na koniec 2025 r. wyniósł ok. 37,3 mln (rok wcześniej było to 37,5 mln) i zmniejszył się o ok. 157 tys.


Kontekst i tło

Polska od lat zmaga się z kurczeniem populacji. Liczba ludności liczona metodą bilansową maleje nieprzerwanie od 2012 r.: w końcu 2023 r. wyniosła 37 637 tys. (ok. 37,6 mln), o niespełna 130 tys. mniej niż rok wcześniej, a kolejne lata przyniosły dalsze spadki — do 37,5 mln na koniec 2024 r. i ok. 37,3 mln na koniec 2025 r.

Metoda bilansowa to podstawowy, wieloletni sposób szacowania ludności. GUS przyjmuje wyniki ostatniego spisu powszechnego jako bazę wyjściową, a następnie co roku uwzględnia ruch naturalny (urodzenia i zgony) oraz migracje na pobyt stały i czasowy. Zgodnie z krajową definicją zamieszkania do ludności gminy zalicza się osoby przebywające tam co najmniej 3 miesiące.

Na tym tle w lipcu 2026 r. GUS pokazał zupełnie inne narzędzie — statystykę eksperymentalną opartą na „śladach życia”. Zamiast szacunku od spisu urząd zliczył konkretne osoby aktywne w rejestrach państwowych. To pierwsza próba policzenia, ile osób faktycznie funkcjonuje w kraju na dany dzień, niezależnie od formalnego meldunku czy statusu rezydenta.

📄 Sytuacja demograficzna Polski 2023-2024 — pełny raport (PDF, źródło: rrl.stat.gov.pl)


Szczegółowa analiza

Na czym polega metoda śladów życia? Jak wyjaśniła Joanna Hausman-Czerwińska, dyrektor Departamentu Integracji i Zarządzania Danymi GUS, ślad życia to „potwierdzenie obecności osoby na określonym terenie”. Osobę zalicza się do tej populacji, gdy w rejestrach administracyjnych odnotowano ją co najmniej dwukrotnie — że ma numer PESEL i na przykład chodzi do szkoły albo pracuje. W praktyce liczba 38,8 mln obejmuje więc obywateli polskich i cudzoziemców, którzy mają PESEL i zostawili przynajmniej jeden dodatkowy „ślad” swojej aktywności w państwowych bazach.

I tu tkwi sedno nieporozumienia, które napędziło część lipcowych nagłówków. Liczba 38,8 mln ze śladów życia i 37,3 mln z oficjalnego bilansu mierzą różne rzeczy. Ślady życia to osoby fizycznie wykazujące aktywność w rejestrach na dany dzień. Bilans to populacja rezydująca, liczona od spisu z uwzględnieniem urodzeń, zgonów i migracji, według definicji trzymiesięcznego pobytu. Dlatego — jak podkreślają analizy portalu Bankier.pl — zestawianie tych dwóch liczb jako dowodu na „nagły przyrost ludności o 1,5 mln” jest metodologicznie nieuprawnione. To nie jest tak, że Polaków przybyło; to dwa różne liczniki mierzące dwie różne kategorie ludzi.

Prawdziwą zmianą, którą pokazują dane, jest rosnąca obecność cudzoziemców. Ich liczba według śladów życia wzrosła z ok. 2,08 mln na koniec 2024 r. do ok. 2,3 mln na koniec 2025 r. — o niemal 215 tys. w rok. Zdecydowaną większość, ok. 73 proc., stanowią obywatele Ukrainy (ok. 1,68 mln). W efekcie udział cudzoziemców w całej populacji śladów życia sięgnął blisko 6 proc. — najwyżej, odkąd GUS prowadzi to badanie.

Te same dane różne redakcje ubrały w przeciwstawne narracje. „Rzeczpospolita” opublikowała je pod nagłówkiem „Wcale nie jest nas tak mało. To dzięki napływowi obcokrajowców”, akcentując, że migracja łagodzi ubytek demograficzny. Inne tytuły eksponowały „gwałtowny wzrost liczby cudzoziemców”. Obie ramy opierają się na tych samych liczbach GUS — różnią się tym, co z nich wyciągają.

Skalę znaczenia cudzoziemców dla gospodarki widać w danych ZUS i rynku pracy. Ponad 1,3 mln cudzoziemców opłaca dziś składki w ZUS, dzięki czemu łączna liczba ubezpieczonych pozostaje stabilna mimo kurczenia się rodzimej populacji. Ich odsetek wśród wszystkich ubezpieczonych rósł systematycznie: z ok. 6,9 proc. na koniec 2023 r. do blisko 7,3 proc. na koniec 2024 r. i 7,6 proc. na koniec czerwca 2025 r. Z kolei według eksperymentalnej statystyki GUS „Kapitał ludzki” na koniec lipca 2025 r. pracę w Polsce wykonywało 1106,3 tys. cudzoziemców — o 6,2 proc. więcej niż rok wcześniej.


Podsumowanie

Liczba 38,8 mln jest prawdziwa, ale nie oznacza, że w Polsce nagle przybyło mieszkańców. To wynik nowej, eksperymentalnej metody GUS liczącej osoby aktywne w rejestrach państwowych — a sam urząd zastrzega, że nie wolno jej porównywać z oficjalną statystyką ludności. Oficjalnie Polska liczy ok. 37,3 mln osób i ta liczba wciąż spada, drugi rok z rzędu i nieprzerwanie od 2012 r. Realną zmianą jest wzrost liczby cudzoziemców do ok. 2,3 mln (blisko 6 proc. populacji), w większości Ukraińców. To oni, płacąc składki i pracując, łagodzą skutki demograficznego kurczenia się kraju — ale nagłówek o „38,8 mln Polaków” jest mylący.