Kluczowe ustalenia
- Bitcoin koryguje trudność wydobycia co 2016 bloków, czyli średnio co około dwa tygodnie, tak by średni czas bloku wracał do docelowych 10 minut. Forbes opisuje to jako automatyczną korektę celu wydobycia: mniej mocy w sieci oznacza łatwiejsze bloki, więcej mocy — trudniejsze.
- Jedna korekta nie może być dowolnie duża. Reguły konsensusu ograniczają ją do czterokrotnego wzrostu albo spadku o 75 procent. Ten limit zaprojektowano po to, by pojedyncza anomalia w danych — na przykład górnik podający fałszywy znacznik czasu — nie mogła jednym ruchem rozbić sieci.
- W protokole nie istnieje minimalny próg mocy obliczeniowej, poniżej którego Bitcoin automatycznie przestaje działać. Minimalna możliwa trudność wynosi 1 — dokładnie tyle, ile miał blok genezis z 2009 roku.
- Sprawdzanie transakcji nie wymaga kopania. Pełne węzły samodzielnie weryfikują każdy blok i każdą transakcję pod kątem reguł konsensusu, a potem przekazują je dalej. Nie potrzebują do tego układów ASIC — wystarczy zwykły komputer.
- Jeśli nieprawidłowa transakcja trafi do bloku, wszystkie pełne węzły odrzucą cały blok, niezależnie od tego, ile mocy obliczeniowej za nim stoi.
- Ale potwierdzenia wymagają górników. Bez aktywnego wydobycia transakcje nadal krążą po sieci i są walidowane, natomiast nie otrzymują nowych potwierdzeń zapisanych w łańcuchu. To jest realny koszt odpływu mocy — nie zatrzymanie sieci, tylko jej spowolnienie.
- W 2026 roku to przestało być teorią. W lipcu zmiana trudności wydobycia rok do roku po raz drugi w historii sieci była ujemna według Hashrate Index firmy Luxor. Poprzedni taki przypadek nastąpił po zakazie kopania w Chinach w 2021 roku.
- Bitcoin już raz stracił ponad połowę mocy w kilka tygodni. Po zakazie ogłoszonym przez Pekin w maju 2021 roku z sieci zniknęło ponad 50 procent globalnego hashrate — wcześniej szacowano, że 65–75 procent światowego wydobycia odbywało się w Chinach.

Źródło: hashrateindex.com
Kontekst i tło
Pytanie o to, co się stanie, gdy kopanie przestanie być opłacalne, opiera się na milczącym założeniu, że opłacalność jest wielkością stałą, a górnicy albo kopią, albo nie. W Bitcoinie jest odwrotnie — opłacalność jest wielkością, którą sieć sama reguluje.
Przychód górnika składa się z dwóch elementów: subsydium blokowego i opłat transakcyjnych. Głównym kosztem operacyjnym jest energia elektryczna, do której dochodzą amortyzacja koparek, hosting i chłodzenie — analiza ekonomiki wydobycia w 2026 roku wskazuje energię jako pozycję dominującą w rachunku. Gdy cena BTC spada, część operatorów przestaje pokrywać rachunki i wyłącza sprzęt. Mniej mocy w sieci oznacza, że pozostali górnicy znajdują bloki rzadziej — aż do momentu, w którym protokół obniża trudność i ci, którzy zostali, zaczynają zarabiać więcej na jednostkę mocy.

Źródło: news.bitcoin.com
Na wykresie widać to jako różnicę kształtów: cena zmienia się płynnie, z dnia na dzień, a trudność — schodkowo, skokami co dwa tygodnie. Sieć nie reaguje na każdy ruch kursu, tylko na jego skumulowany efekt w postaci tempa powstawania bloków.
Subsydium blokowe kurczy się według sztywnego harmonogramu: co 210 000 bloków, czyli mniej więcej co cztery lata, spada o połowę. Po halvingu z kwietnia 2024 roku wynosi 3,125 BTC za blok — wcześniej było to 6,25 BTC. Piąty halving, oczekiwany około marca lub kwietnia 2028 roku przy bloku 1 050 000, obniży je do 1,5625 BTC. Emisja nowych bitcoinów skończy się około 2140 roku, gdy subsydium spadnie do zera i jedynym przychodem górników pozostaną opłaty transakcyjne.
Precedens dla scenariusza gwałtownego odpływu mocy istnieje i jest dobrze udokumentowany. W maju 2021 roku wicepremier Chin Liu He zapowiedział ograniczenie wydobycia i handlu bitcoinami. W ciągu trzech miesięcy globalny hashrate spadł o połowę — jak podsumował to „Parkiet”, był to najtrudniejszy moment w historii sieci. Bloki powstawały przez cały ten czas, a moc obliczeniowa wróciła później na rekordowe poziomy.
Szczegółowa analiza
Jak dokładnie wygląda okres przejściowy
Korekta trudności nie jest natychmiastowa — i to w tej luce czasowej mieści się cała niedogodność. Protokół przelicza trudność dopiero po 2016 blokach. Jeśli w trakcie epoki znika część mocy, bloki powstają wolniej i epoka trwa dłużej niż zakładane dwa tygodnie.
Czerwiec 2026 roku dostarczył konkretnego pomiaru. Po około 15-procentowym spadku ceny bitcoina od początku miesiąca epoka rozciągnęła się do około 15,6 dnia wobec docelowych 14 dni, zanim sieć dokonała korekty. To skala zjawiska przy realnym, dotkliwym dla górników spadku ceny: bloki wolniejsze o kilkanaście procent, nie o rzędy wielkości.
Spirala śmierci i dlaczego limit korekty ją ogranicza
Hipoteza „spirali śmierci” zakłada zamkniętą pętlę: spadek ceny wypycha górników, wolniejsze bloki podkopują zaufanie, brak zaufania obniża cenę, co wypycha kolejnych górników — aż sieć się zatrzymuje. Scenariusz jest logicznie spójny, ale wymaga, by cały cykl przebiegł, zanim protokół zdąży obniżyć trudność.

Źródło: coinjournal.net
Tu wraca limit z reguł konsensusu: pojedyncza korekta może obniżyć trudność maksymalnie o 75 procent. Działa on w obie strony — chroni przed manipulacją, ale też oznacza, że przy naprawdę drastycznym odpływie mocy sieć potrzebowałaby kilku kolejnych korekt, żeby wrócić do dziesięciominutowego rytmu. Jednocześnie nie ma dolnego progu, na którym proces mógłby się zatrzymać: trudność może zejść aż do 1, czyli do poziomu bloku genezis.
Co się dzieje z transakcjami
Warto rozdzielić dwie czynności, które w potocznym języku zlewają się w jedno „przeliczanie transakcji”.
Walidacja to sprawdzenie, czy transakcja jest zgodna z regułami: czy środki istnieją, czy nie zostały już wydane, czy podpisy się zgadzają. Robią to pełne węzły — na zwykłym sprzęcie, bez koparek. Zasada jest zapisana wprost już w oryginalnym dokumencie Bitcoina: „Węzły akceptują blok wyłącznie wtedy, gdy wszystkie zawarte w nim transakcje są prawidłowe i nie zostały wcześniej wydane”.
Potwierdzanie to umieszczenie transakcji w bloku i przykrycie jej kolejnymi blokami. To robią górnicy i tego nie da się zastąpić. Gdyby wydobycie ustało całkowicie, transakcje nadal rozchodziłyby się po sieci i były sprawdzane przez węzły, ale utknęłyby bez potwierdzeń. W praktyce jednak wydobycie nie ustaje na zero — bo z każdą korektą w dół rośnie opłacalność dla tych, którzy zostali.
Realne ryzyko to nie zatrzymanie sieci, tylko tańszy atak
Niższy hashrate obniża koszt przeprowadzenia ataku 51 procent i to jest najpoważniejsza konsekwencja odpływu mocy. Zakres szkód, jakie taki atak umożliwia, jest jednak węższy, niż sugeruje jego nazwa. Napastnik z większością mocy może cenzurować transakcje i podwójnie wydać własne środki. Nie może natomiast cofnąć transakcji innych użytkowników, ukraść monet z cudzych adresów ani wykreować nowych bitcoinów poza regułami protokołu — węzły odrzuciłyby takie bloki.
Ataki 51 procent były w praktyce przeprowadzane, ale na mniejszych łańcuchach opartych na Proof of Work: Bitcoin Gold, Ethereum Classic, Verge. Na Bitcoinie — nigdy.
Dlaczego moc uciekła w 2026 roku
Spadek z 2026 roku nie był efektem decyzji regulatora. CoinDesk odnotował 30 marca, że hashrate spadł w pierwszym kwartale po raz pierwszy od sześciu lat, bo spółki wydobywcze przestawiają infrastrukturę na sztuczną inteligencję i obliczenia wysokiej wydajności, gdzie zwroty są wyższe i bardziej przewidywalne. Core Scientific, IREN, TeraWulf i Riot Platforms przekształcają hale i kontrakty energetyczne w centra danych dla AI, dywersyfikując przychody.
Presja narastała stopniowo. 19 stycznia 2026 roku CoinDesk podał, że hashrate spadł o około 15 procent od październikowego szczytu, a kapitulacja górników trwała już blisko 60 dni. 21 czerwca Galaxy Research potwierdziło, że górnicy weszli w fazę kapitulacji — czyli są wypychani z sieci przez straty, a nie odchodzą z niej strategicznie. Punktem odniesienia jest szczyt z końca 2025 roku, gdy moc sieci przekroczyła 1 zettahash na sekundę, czyli 1000 EH/s.
Nie każde wyłączenie koparek jest zresztą oznaką kłopotów. Górnicy w Teksasie uczestniczą w programach demand response operatora ERCOT: wyłączają sprzęt na sygnał z sieci energetycznej i dostają za to wynagrodzenie. Skutkiem są krótkotrwałe wahania hashrate bez żadnych zakłóceń w działaniu Bitcoina. Jak ujął to CryptoSlate przy okazji styczniowej burzy śnieżnej w USA: „slow blocks aren't Bitcoin 'breaking'” („wolne bloki nie oznaczają, że Bitcoin się psuje”).
Co pozostaje otwarte
Trzy wątki wykraczają poza to, co dało się ustalić na podstawie dostępnych źródeł.
Długoterminowy budżet bezpieczeństwa. Gdy subsydium spadnie do zera, jedynym przychodem górników będą opłaty transakcyjne. Czy wystarczą — to spór nierozstrzygnięty. Jedną z odpowiedzi jest tail emission, czyli stała minimalna emisja BTC po wyczerpaniu subsydium, zgłaszana między innymi przez Petera Todda. Wymagałaby hard forka i nie ma dla niej konsensusu społeczności.
Spór o BIP-110. W 2026 roku propozycja dotycząca budżetu bezpieczeństwa sieci podzieliła środowisko na tyle mocno, że komentatorzy opisują to jako wojnę domową. Krytycy ostrzegają, że jej wdrożenie z dużym prawdopodobieństwem doprowadziłoby do podziału sieci na dwa konkurujące łańcuchy.
Opłacalność w polskich warunkach. W 2026 roku kopanie w Polsce ma szansę być opłacalne wyłącznie dla dużych farm przemysłowych, zdolnych negocjować niskie ceny energii — dla użytkownika indywidualnego domowe wydobycie jest przedsięwzięciem deficytowym od pierwszego dnia. Sprzęt też się rozwarstwia: nowoczesne układy ASIC schodzą poniżej 20 dżuli na terahash (J/TH), a generacje powyżej 30 J/TH wyłączane są jako pierwsze. Precyzyjnych, aktualnych wyliczeń kosztu wydobycia jednego bitcoina w Polsce nie udało się potwierdzić — dostępne kalkulacje rozjeżdżają się między sobą.
Podsumowanie
Nie ma ceny bitcoina ani poziomu mocy obliczeniowej, przy którym sieć automatycznie się zatrzymuje. Co 2016 bloków, czyli mniej więcej co dwa tygodnie, protokół sam obniża trudność wydobycia — o tyle, by ci górnicy, którzy zostali, znów znajdowali bloki co około dziesięć minut. Jedna taka korekta może zmniejszyć trudność najwyżej o 75 procent, więc przy gwałtownym odpływie mocy potrzeba kilku kolejnych, a w międzyczasie bloki powstają wolniej. Tyle i aż tyle.
Sprawdzanie transakcji nie zniknie razem z górnikami: robią to pełne węzły na zwykłych komputerach i odrzucą każdy blok z nieprawidłową transakcją, choćby stała za nim cała moc świata. Bez wydobycia transakcje nie dostaną jednak nowych potwierdzeń zapisanych w łańcuchu — i to jest prawdziwa cena odpływu mocy.
Historia dała już odpowiedź w praktyce. W 2021 roku Bitcoin stracił ponad połowę mocy obliczeniowej w trzy miesiące po zakazie w Chinach i działał dalej. W 2026 roku moc znów odpływa, tym razem do centrów danych obsługujących sztuczną inteligencję. Realne ryzyko nie polega na tym, że sieć stanie, tylko na tym, że staje się tańsza do zaatakowania — a pytanie, czy same opłaty transakcyjne wystarczą, gdy nagroda za blok spadnie do zera, wciąż czeka na odpowiedź.