Co napisaliśmy poprzednio
W tekście z 23 lipca 2026 o limitach zarobków lekarzy opisaliśmy moment, w którym rząd przeszedł od ogólnej diagnozy do twardych liczb. Rada Ministrów przyjęła 21 lipca założenia reformy: maksymalna stawka godzinowa lekarza na kontrakcie finansowanym ze środków publicznych miała wynieść 240 zł brutto, a górny pułap miesięczny — 16-krotność płacy minimalnej, czyli 76 800 zł. Do tego koniec z wynagrodzeniami liczonymi jako procent od wartości wykonanej procedury i nowe narzędzia kontroli, bo uchwalona wcześniej ustawa powiązała dane o zarobkach medyków z numerem PESEL. Zaznaczyliśmy wtedy, że to wciąż tylko założenia przed konsultacjami, a samorząd lekarski i związkowcy zapowiadali ostry opór. Dwa miesiące później projekty są gotowe — i różnią się od zapowiedzi.
Co się zmieniło
-
Wcześniej: pisaliśmy — za rządem i za mediami — o maksymalnej stawce 240 zł brutto za godzinę. Tak brzmiała lipcowa zapowiedź ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy: „Naszą stawką wyjściową, którą proponujemy, jest kwota do 240 zł brutto za godzinę”.
-
Teraz: w przyjętym projekcie nie ma równej liczby. Stawka jest wskaźnikowa — to 1/20 minimalnego wynagrodzenia za pracę, co w 2026 r. daje 240,30 zł brutto (Radio ZET). Różnica 30 groszy jest bez znaczenia dla portfela, ale zasadnicza dla mechanizmu: limit będzie rósł sam z płacą minimalną. Jeśli ta wzrośnie od stycznia 2027 r. do 4 950 zł, maksymalna stawka podniesie się do 247,50 zł brutto.
-
Wcześniej: podawaliśmy miesięczny pułap 76 800 zł brutto jako 16-krotność płacy minimalnej.
-
Teraz: mechanizm jest ten sam, ale liczba inna. Płaca minimalna w 2026 r. to 4 806 zł, więc szesnastokrotność wynosi 76 896 zł brutto — tak wyliczyło Radio ZET, podczas gdy większość redakcji, w tym portalsamorzadowy.pl i TVN24, trzyma się zaokrąglonych 76,8 tys. W ujęciu rocznym to limit rzędu 900 tys. zł brutto dla jednego lekarza.
-
Wcześniej: opisywaliśmy pułap jako limit miesięczny — tyle i nie więcej w danym miesiącu.
-
Teraz: to już nie jest sztywny limit, lecz średnia. Po korektach w projekcie zapisano, że kwota nie obowiązuje w każdym miesiącu z osobna, tylko jako średnie miesięczne wynagrodzenie w okresie rozliczeniowym nie dłuższym niż cztery miesiące — Rynek Zdrowia podsumował to nagłówkiem „limit płac – tak, ale nie miesięczny”. Praktyczny skutek: lekarz może mieć miesiąc znacznie powyżej pułapu, jeśli zrównoważy go chudszym.
-
Wcześniej: resort zdrowia deklarował długie przejście. Ministra Sobierańska-Grenda mówiła w TVP Info: „Wsłuchaliśmy się w głosy środowiska i zaproponujemy wejście w życie ustawy po 12 miesiącach”.
-
Teraz: tuż przed posiedzeniem rządu premier Donald Tusk skrócił ten termin o połowę. „Postanowiliśmy z panią minister zdrowia skrócić czas przygotowania jednostek do nowego systemu. To nie będzie 12 miesięcy, tylko maksimum 6 miesięcy” — powiedział. Same ustawy mają wejść w życie po upływie miesiąca od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw — okres przejściowy biegnie dopiero od tego momentu, a nie od decyzji rządu.
-
Wcześniej: rząd zapowiadał, że projekty trafią do Sejmu na początku września.
-
Teraz: przyjęto je na posiedzeniu Rady Ministrów 22 września — z kilkutygodniowym poślizgiem wobec zapowiedzi, które cytowaliśmy w lipcu.

Źródło: wiadomosci.radiozet.pl
Co nowego
Rdzeń reformy ma numer. Kluczowy dokument to projekt oznaczony w rządowym wykazie jako UD439 — nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. To w nim siedzą razem trzy rzeczy: limity wynagrodzeń, ograniczenia czasu pracy i wzmocnione uprawnienia kontrolne NFZ (portalsamorzadowy.pl). Obok niego rząd przyjął UD434 — nowelizację ustawy o działalności leczniczej oraz ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia.
Nie tylko pieniądze — także zegar. Projekt ogranicza łączny czas pracy medyka do 320 godzin miesięcznie, czyli równowartości dwóch pełnych etatów — to 8 godzin razy 20 dni roboczych razy dwa. Wprowadza też maksimum dwa miejsca zatrudnienia i wymóg, by medyk był zatrudniony co najmniej na pół etatu w jednej, głównej placówce mającej kontrakt z NFZ; podjęcie pracy u kolejnego podmiotu wymaga zgody tej pierwszej.
Gdzie przebiega granica prywatnego. Tu kryje się najmniej oczywisty zapis. Limit wynagrodzenia dotyczy wyłącznie świadczeń finansowanych ze środków publicznych — kto pracuje wyłącznie komercyjnie, nowym ograniczeniom nie podlega. Limit czasu pracy sięga jednak dalej: do 320 godzin mają być wliczane również wizyty i dyżury w placówkach prywatnych. Reforma nie jest też bezwyjątkowa — projekt dopuszcza odstępstwa przy brakach kadrowych i konieczności pełnienia dyżurów, a także dodatki powyżej limitu stawki za transplantologię kliniczną, świadczenia wysokospecjalistyczne i pracę w centrach urazowych.
Czym rząd to uzasadnia. Premier mówił 22 września o końcu „wyzyskiwania NFZ” i przywołał przypadek medyka z Braniewa, który zadeklarował, że w ciągu doby przepracował 72 godziny. Padł też drugi przykład: ortopeda z Grójca, który zarobił 3,2 mln zł w ciągu roku. Oba kazusy to ta sama linia narracyjna, która zaczęła się od afery w warszawskim Szpitalu Południowym — to po niej opinia publiczna dowiedziała się o skali najwyższych kontraktów.

Źródło: rmf24.pl
Kto ma tego pilnować — i tu robi się ciekawie. Egzekwowanie limitu godzin ma się opierać na centralnym systemie ewidencji, nazywanym w debacie „tachografem”: placówki mają przekazywać NFZ godzinowe zestawienia obecności personelu. Fundusz zyska też prawo do kontroli bez wcześniejszego uprzedzenia, a za udaremnianie kontroli czy odmowę udostępnienia dokumentacji grozić ma grzywna do 30 tys. zł. W uzasadnieniu projektu zapisano, że wymaga to zwiększenia zatrudnienia w NFZ o około 480 osób — 432 w Departamencie Kontroli i 48 w oddziałach wojewódzkich.
Tyle że na kontrolerów nie ma pieniędzy. Dzień przed posiedzeniem rządu okazało się, że Ministerstwo Finansów odrzuciło wniosek NFZ o finansowanie tych etatów, przekazując resortowi zdrowia, że powinien znaleźć środki we własnym budżecie. Fundusz planował ponad 400 dodatkowych kontrolerów kosztem ok. 500 mln zł w perspektywie dziesięciu lat. Tło jest twarde: od 2027 r. dodatkowe pieniądze z budżetu nie mogą zwiększać deficytu NFZ, a do domknięcia finansów Funduszu wciąż brakuje ok. 12–16 mld zł. Eksperci i prawnicy ostrzegają, że bez działającego systemu weryfikacji limit czasu pracy zostanie na papierze: „Jeżeli miałoby się to opierać wyłącznie na oświadczeniach lekarzy, to będzie absolutna fikcja”.
Środowisko przeszło z protestu do konkretnego żądania. Naczelna Izba Lekarska i organizacje pracodawców w konsultacjach wnioskowały o odroczenie wejścia limitów o rok, argumentując, że dostosowanie umów w praktycznie wszystkich podmiotach leczniczych w pierwotnym terminie jest niezwykle trudne. Rząd najpierw poszedł im naprzeciw 12-miesięcznym vacatio legis, a następnie ściął je do sześciu miesięcy.
Co jeszcze jest w pakiecie. Poza limitami rząd przyjął zwiększenie jawności postępowań konkursowych na stanowiska w szpitalach oraz umów finansowanych ze środków publicznych, a także uszczelnienie zasad opłacania składek zdrowotnych od zagranicznych świadczeń emerytalno-rentowych. Osobno rząd zdecydował, że nadwyżka z podwyższonej akcyzy na alkohol trafi do NFZ: 1,4 mld zł rocznie w latach 2027 i 2028, łącznie 2,8 mld zł. Niezależnie od pakietu zdrowotnego część najlepiej zarabiających lekarzy może stracić prawo do ryczałtu — rząd chce obniżyć limit przychodów uprawniający do tej formy rozliczenia z 2 mln euro do 250 tys. euro rocznie.
Co wciąż aktualne
- Koniec z „procentem od procedury” przetrwał konsultacje. To, co w lipcu było zapowiedzią, jest dziś zapisem projektu: zakazuje on ustalania pensji jako procentu wartości świadczeń rozliczonych z NFZ — dokładnie tak, jak pisaliśmy 23 lipca.
- Ostrzeżenie samorządu lekarskiego brzmi tak samo. Naczelna Izba Lekarska podtrzymuje, że limit w wysokości 240 zł za godzinę może skończyć się katastrofą w części placówek — najmocniej w szpitalach powiatowych, które ściągają dojeżdżających specjalistów właśnie stawką.
- Baza wyliczeń płac się nie zmieniła. Nowe najniższe wynagrodzenia zasadnicze w podmiotach leczniczych obowiązują od 1 lipca 2026 r. i są liczone od przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce za 2025 r. w wysokości 8 903,56 zł, co oznaczało wzrost wskaźnika o 8,82 proc. — tę liczbę potwierdziliśmy już w lipcu.
Podsumowanie
Rząd zrobił kolejny krok: z założeń zrobiły się projekty ustaw, które pojadą do Sejmu. Im bliżej tekstu prawnego, tym bardziej rozmywa się jednak hasło, które krążyło po mediach od lipca. Stawka to nie równe 240 zł, tylko jedna dwudziesta płacy minimalnej — dziś 240,30 zł, za rok automatycznie więcej. Pułap 76 896 zł nie obowiązuje w każdym miesiącu z osobna, tylko jako średnia z okresu do czterech miesięcy, co daje sporo swobody w układaniu grafików. Twardsze zrobiło się za to tempo: szpitale mają na dostosowanie umów sześć miesięcy zamiast dwunastu.
Dla pacjenta najważniejsze jest jednak to, czego w liczbach nie widać. Całość stoi na założeniu, że ktoś będzie w stanie policzyć, ile godzin naprawdę pracuje lekarz w kilku miejscach naraz — a na kontrolerów, którzy mieli to robić, Ministerstwo Finansów właśnie odmówiło pieniędzy. Jeśli „tachograf” nie ruszy, limit godzin pozostanie deklaracją. A ryzyka, przed którym ostrzega samorząd lekarski — że specjaliści ograniczą dyżury w małych szpitalach albo przejdą do sektora czysto prywatnego, którego limit wynagrodzeń nie obejmuje — nikt na razie nie policzył. Następny test: pierwsze czytanie w Sejmie.