Kluczowe ustalenia
- Narodowy Fundusz Zdrowia zakończył kontrolę w szpitalu powiatowym w Mogilnie (woj. kujawsko-pomorskie) z wynikiem negatywnym i nałożył karę ponad 2,6 mln zł. To najmocniej udokumentowany element sprawy — decyzja administracyjna wobec szpitala jako świadczeniodawcy, nie wyrok sądu wobec konkretnych osób.
- Sprawę współpracy szpitali powiatowych ze spółką neurochirurgów bada prokuratura oraz CBA — na etapie postępowania przygotowawczego (stan na lipiec 2026). Dopóki nie ma prawomocnego wyroku, obowiązuje domniemanie niewinności.
- Według ustaleń dziennikarskich szpitale w kilku województwach mogły płacić spółce nawet 26 tys. zł za godzinę pracy specjalisty i ponad 300 tys. zł za jeden dzień, a sama spółka miała pobierać ok. 65 proc. wyceny NFZ za zabieg — szpitalowi zostawało wtedy ok. 35 proc. na infrastrukturę, personel pomocniczy i materiały.
- Konsultant wojewódzki oszacował możliwe wyłudzenia w jednym tylko szpitalu (Miastko, woj. pomorskie) na blisko 13 mln zł, mówiąc o „fikcyjnej dokumentacji szpitalnej”. To szacunek eksperta z postępowania, a nie prawomocnie ustalona kwota.
- Szpital w Mogilnie nie ma pieniędzy na lipcowe wynagrodzenia, a wobec placówki prowadzone jest postępowanie egzekucyjne (komornik).
Kontekst i tło
Sprawa wybuchła medialnie 6–7 lipca 2026 na bazie śledztwa dziennikarskiego Wirtualnej Polski, które podchwyciły RMF FM, Rzeczpospolita, Onet, Interia, Polsat News, Fakt, Bankier i branżowa Termedia (Menedżer Zdrowia). Dotyczy współpracy publicznych szpitali powiatowych ze spółką neurochirurgów działającą w formule outsourcingu: spółka wykonywała zabiegi, a szpital rozliczał je następnie z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Centralną placówką jest szpital powiatowy w Mogilnie. To właśnie tam NFZ zakończył kontrolę i nałożył karę. Kluczowy dla zrozumienia sprawy jest jeden szczegół organizacyjny: szpital podpisał umowę ze spółką w 2023 r., mimo że sam nie ma nawet poradni neurochirurgicznej. Drugim ogniskiem jest szpital w Miastku w woj. pomorskim; według ustaleń spółka działała łącznie na terenie kilku województw.
Warto pamiętać, o jakie pieniądze chodzi. Refundacja NFZ pochodzi ze składki zdrowotnej — to publiczne środki. Kara pokontrolna, ewentualny zwrot nienależnej refundacji i egzekucja komornicza uderzają wprost w płynność małego szpitala powiatowego, którego sytuacja finansowa i tak jest napięta. Zagrożenie niewypłacalnością przekłada się bezpośrednio na dostęp mieszkańców do leczenia — oddziałów, ostrego dyżuru, wynagrodzeń personelu.
Szczegółowa analiza
Co jest twardo udokumentowane. Najmocniejszym elementem sprawy jest decyzja Narodowego Funduszu Zdrowia. Kontrola w szpitalu w Mogilnie zakończyła się w maju 2026 r. wynikiem negatywnym dla placówki, a Fundusz stwierdził nieprawidłowości polegające na wyłudzaniu wyższej refundacji i nałożył karę ponad 2,6 mln zł. To decyzja administracyjna skierowana do szpitala jako świadczeniodawcy — istotnie mocniejsza w statusie niż zarzut karny, bo opiera się na ustaleniach kontroli, a nie na doniesieniach. NFZ wskazywał, że na trop trafił po analizie rozliczeń tego typu świadczeń w skali kraju.

Źródło: portalsamorzadowy.pl
Co jest doniesieniem prasowym o skali zarobków. Kwoty, które obiegły media — nawet 26 tys. zł za godzinę i ponad 300 tys. zł za dniówkę — pochodzą przede wszystkim z ustaleń Wirtualnej Polski, powtórzonych przez kolejne redakcje. Media konsekwentnie używają trybu warunkowego („mogły płacić”, „mieli zarabiać”), bo są to ustalenia postępowania i dziennikarskie, a nie prawomocnie stwierdzone fakty. Do tego dochodzi mechanizm podziału pieniędzy: spółka miała pobierać ok. 65 proc. wyceny, jaką NFZ płacił za zabieg — co oznacza, że szpitalowi zostawało jedynie ok. 35 proc. refundacji na pokrycie kosztów sali, sprzętu, personelu pomocniczego i materiałów. To właśnie ta proporcja tłumaczy, jak współpraca mogła prowadzić placówkę ku ruinie finansowej.
Na czym miał polegać mechanizm nieprawidłowości. Według ustaleń kontrolnych relacjonowanych przez media spółka miała raportować zabiegi ok. 4-krotnie droższe niż faktycznie wykonane, w tym krótkie procedury trwające 3–10 minut realizowane seryjnie w soboty. Konsultant wojewódzki, który oceniał dokumentację medyczną, stwierdził wprost, że „wytworzenie fikcyjnej dokumentacji szpitalnej posłużyło jedynie do wyłudzenia środków z NFZ”, i oszacował skalę możliwych wyłudzeń w jednym tylko szpitalu — w Miastku — na blisko 13 mln zł. Trzeba to czytać precyzyjnie: 13 mln zł to szacunek eksperta sporządzony na potrzeby postępowania, a nie prawomocnie zasądzona ani ostatecznie zwrotowa kwota.
Nowe wątki ujawnione w toku sprawy. Kolejne doniesienia dołożyły szczegóły wykraczające poza same stawki. Aparat rentgenowski, którym wykonywano zabiegi w Mogilnie, nie był dopuszczony do użytku na sali operacyjnej szpitala. Spółka miała też nieoficjalnie dopłacać personelowi — instrumentariuszki miały dostawać dodatkowo od 300 do 450 zł miesięcznie. Skutki finansowe uderzyły w placówkę realnie: dyrekcja szpitala w Mogilnie nie ma pieniędzy na lipcowe wynagrodzenia, a wobec szpitala toczy się postępowanie egzekucyjne prowadzone przez komornika.
Kto formalnie odpowiada. Sprawa ma dwa równoległe wymiary, których nie należy mylić. W wymiarze administracyjnym karę poniósł szpital — to placówka jako świadczeniodawca odpowiada przed NFZ, i to na nią spadła kara 2,6 mln zł oraz obowiązek rozliczenia się z Funduszem. To zresztą podkreśla drugą, strukturalną stronę sporu: umowę z 2023 r. podpisała dyrekcja szpitala, mimo braku odpowiedniej poradni. W wymiarze karnym sprawę prowadzą prokuratura i CBA — i to tu pojawiają się „nowe zarzuty” wobec spółki. Na tym etapie, bez prawomocnego wyroku, wszystkie doniesienia o wyłudzeniach pozostają zarzutami objętymi domniemaniem niewinności.
Podsumowanie
Pewne jest jedno: NFZ po kontroli nałożył na szpital w Mogilnie karę ponad 2,6 mln zł za nieprawidłowe rozliczanie świadczeń, a placówka popadła w kłopoty finansowe — nie ma na lipcowe pensje i ma komornika. Reszta obrazu — 26 tys. zł za godzinę, 300 tys. zł za dniówkę, blisko 13 mln zł wyłudzeń, zabiegi zawyżane 4-krotnie — to ustalenia dziennikarskie i szacunki ekspertów z toczącego się śledztwa prokuratury i CBA. Dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok, są to zarzuty, a nie fakty przesądzone. Sprawa dotyka wprost pieniędzy ze składki zdrowotnej i pokazuje, jak wyłudzenie refundacji w jednym powiecie potrafi zagrozić dostępowi mieszkańców do lokalnego szpitala.