Co napisaliśmy poprzednio

29 sierpnia 2026 r. opisaliśmy niezapowiedzianą wizytę szefa CIA w Moskwie i rozbieżne oceny wywiadów. Sierpniowa ocena amerykańskiego wywiadu wskazywała okno od jesieni 2026 do 2029 roku, w którym Rosja może zdecydować się na ograniczone działanie przeciwko jednemu z państw Sojuszu — nie po to, by wywołać wielką wojnę, ale by sprawdzić, czy NATO zareaguje wspólnie. Europejskie służby odpowiadały, że nie widzą żadnych oznak przygotowań do ataku militarnego. Instytut Studiów nad Wojną łączył oba wątki: pełnoskalowa inwazja na kraj Sojuszu jest w bliskiej perspektywie mało prawdopodobna, ale możliwy jest akt agresji wymierzony właśnie w podważenie artykułu 5 i paraliż decyzyjny NATO. W ostrzeżeniach padały wtedy nazwy Litwy, Łotwy i Estonii — nie Polski.


Co się zmieniło

  • Wcześniej: pisaliśmy, że rosyjskim celem może być nie zdobycie terytorium, lecz doprowadzenie do sytuacji, w której Sojusz nie zdoła jednomyślnie uznać zdarzenia za napaść objętą artykułem 5. Teraz: pytanie o wiarygodność tego artykułu stanęło w centrum polskiej debaty publicznej. 1 września 2026 r. w porannej audycji Radia ZET Bogdan Rymanowski zapytał o to wprost szefa klubu parlamentarnego PiS, a odpowiedź uruchomiła całodniowy spór polityczny.
  • Wcześniej: ustaliliśmy, że w ostrzeżeniach amerykańskiego wywiadu wymieniane są Litwa, Łotwa i Estonia, a Polska nie jest wskazywana jako pierwszy cel. Teraz: dokładnie o te trzy państwa zapytano Mariusza Błaszczaka, a on odpowiedział, że Polska „też jest na froncie”, bo graniczy z Rosją, która — jak stwierdził — praktycznie objęła terytorium Białorusi.

Co nowego

Co dokładnie padło w Radiu ZET

Mariusz Błaszczak — wiceprezes PiS i szef klubu parlamentarnego partii, wcześniej wicepremier i w latach 2018–2023 minister obrony narodowej — był 1 września 2026 r. gościem porannej audycji Bogdana Rymanowskiego. Prowadzący zadał pytanie: „Jeśli Rosjanie zaatakują Estonię, Łotwę bądź Litwę, czy polscy żołnierze powinni im pójść z odsieczą?”.

Mariusz Błaszczak w Radiu ZET

Źródło: wiadomosci.radiozet.pl

Odpowiedź brzmiała: „Polscy żołnierze powinni bronić Polski. Trzeba być silnym w sojuszach, tak było za rządów PiS, stawiać na współpracę z USA” — zanotowała redakcja Radia ZET. W wersji przytoczonej przez „Rzeczpospolitą” zdanie jest dłuższe: „Trzeba być silnym w sojuszach, tak było za rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy byłem ministrem obrony narodowej. Trzeba stawiać na współpracę ze Stanami Zjednoczonymi”.

Dopytany o artykuł 5, Błaszczak dodał: „My graniczymy z Rosją, która praktycznie objęła terytorium Białorusi, więc my też jesteśmy na froncie”. W relacji TVN24 z tej samej wypowiedzi po tym zdaniu pada jeszcze jedno: „Ten artykuł [piąty — red.] oczywiście stanowi o solidarności”.

Po fali krytyki polityk odniósł się do swoich słów wpisem: „Na rozgrzane głowy zalecam trochę lodu. Nigdy wcześniej niż za czasów rządu Prawa i Sprawiedliwości współpraca militarna Polski z państwami bałtyckimi nie była bardziej rozwinięta”. Nie znaleźliśmy natomiast żadnego materiału źródłowego, w którym Błaszczak wprost tłumaczyłby, że artykuł 5 uruchamiany jest kolektywnie przez Radę Północnoatlantycką.

Co mówi artykuł 5 — i czego nie mówi

Polski tekst urzędowy traktatu ogłoszono w Dz.U. 2000 nr 87 poz. 970. Kluczowe zdanie artykułu 5 brzmi tak: każda ze Stron udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, „podejmując niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego”.

📄 Traktat północnoatlantycki — pełny tekst po polsku (PDF, źródło: zpe.gov.pl)

To sformułowanie jest istotą sporu. Traktat nakłada obowiązek udzielenia pomocy, ale wybór środków zostawia każdemu państwu z osobna. Jak ujmuje to Deutsche Welle w omówieniu klauzuli: „Każde z państw Sojuszu zdecyduje jednak samo za siebie, jakiej pomocy chce udzielić. Nie ma zatem obowiązku odpowiedzi bezpośrednią akcją zbrojną”. Wsparcie może więc oznaczać wysłanie brygady, ale też transport, wywiad, obronę powietrzną, cyberobronę albo dostawy sprzętu.

Automatyzm wyklucza także artykuł 11 traktatu: „Niniejszy Traktat podlega ratyfikacji, a jego postanowienia zostaną wprowadzone w życie przez Strony zgodnie z ich procedurami konstytucyjnymi”. Innymi słowy — traktat z góry odsyła do prawa krajowego każdego z sojuszników. Drugi akapit artykułu 5 dodaje jeszcze jeden bezpiecznik: o napaści i o wszystkich podjętych środkach ma być „bezzwłocznie powiadomiona Rada Bezpieczeństwa” ONZ, a środki mają zostać zaniechane, gdy Rada przywróci międzynarodowy pokój.

Zanim jednak artykuł 5 zostanie zastosowany, ktoś musi uznać, że doszło do zbrojnej napaści. Robi to Rada Północnoatlantycka, w której decyzje zapadają w drodze konsensusu wszystkich państw członkowskich. Osobnym, znacznie częściej używanym mechanizmem jest artykuł 4, który przewiduje wyłącznie konsultacje: „Strony będą się wspólnie konsultowały, ilekroć — zdaniem którejkolwiek z nich — zagrożone będą: integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze Stron”.

Jedyna aktywacja w historii: po 11 września 2001 roku

Artykuł 5 uruchomiono w historii NATO tylko raz — po zamachach na Stany Zjednoczone. Przebieg tej jedynej aktywacji dobrze pokazuje, jak niewiele wspólnego ma ona z automatycznym wysłaniem wojsk.

12 września 2001 r. Rada Północnoatlantycka wydała oświadczenie warunkowe: jeśli zostanie ustalone, że atak został skierowany przeciwko USA z zagranicy, będzie traktowany jako działanie objęte artykułem 5. Warunek uznano za spełniony dopiero 2 października 2001 r., a 4 października sojusznicy uzgodnili osiem konkretnych środków wsparcia — opisała to redakcja fact-checkingowa Konkret24.

Efektem były dwie operacje. Operacja Eagle Assist, czyli patrolowanie nieba nad Stanami Zjednoczonymi przez samoloty wczesnego ostrzegania AWACS, trwała od 12 października 2001 r. do 16 maja 2002 r.; wzięło w niej udział 830 członków załóg z 13 państw NATO, którzy wykonali ponad 360 lotów. Druga — morskie patrole antyterrorystyczne Active Endeavour na Morzu Śródziemnym — została formalnie nazwana i uruchomiona rozkazem z 26 października 2001 r.

Czego w tej liście nie ma? Inwazji na Afganistan. Operacja Enduring Freedom była przedsięwzięciem koalicji pod dowództwem USA, a nie operacją Sojuszu w trybie artykułu 5. Misja ISAF działała na podstawie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1386 z 20 grudnia 2001 r., a NATO przejęło nad nią dowodzenie dopiero 18 sierpnia 2003 r. Jedyna aktywacja artykułu 5 w historii dała więc samoloty radarowe i okręty patrolowe — nie desant.

Kto w Polsce decyduje o wysłaniu żołnierzy za granicę

Konstytucja RP rozstrzyga tę kwestię jednym zdaniem. Artykuł 117 stanowi: „Zasady użycia Sił Zbrojnych poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej określa ratyfikowana umowa międzynarodowa lub ustawa”. Sama ustawa zasadnicza nie wskazuje więc organu decydującego — odsyła do ustawy.

Tą ustawą jest akt z 17 grudnia 1998 r. o zasadach użycia lub pobytu Sił Zbrojnych RP poza granicami państwa (Dz.U. 1998 nr 162 poz. 1117; tekst jednolity: Dz.U. 2023 poz. 755). Jej artykuł 3 ustęp 1 brzmi: „O użyciu jednostek wojskowych poza granicami państwa postanawia Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, na wniosek Rady Ministrów”.

📄 Ustawa o zasadach użycia lub pobytu Sił Zbrojnych RP poza granicami państwa — tekst jednolity (PDF, źródło: eli.gov.pl)

Sejm nad taką decyzją nie głosuje. Ustawa nakłada na prezydenta obowiązek niezwłocznego poinformowania Marszałka Sejmu i Marszałka Senatu o podjętym postanowieniu — i na tym udział parlamentu się kończy. Samo postanowienie musi być konkretne: określa jednostki wojskowe, ich nazwy i liczebność, czas i obszar działania, cel skierowania i zakres zadań, system kierowania i dowodzenia oraz uzbrojenie i sprzęt.

W tym układzie minister obrony narodowej nie jest organem rozstrzygającym. Jego rola to udział w pracach Rady Ministrów, która składa wniosek, oraz wykonanie postanowienia prezydenta. Jak opisuje to Kancelaria Prezydenta: „Prezydent, na wniosek Rady Ministrów lub Prezesa Rady Ministrów, decyduje o wysłaniu Sił Zbrojnych poza granice kraju”, a „w czasie pokoju Prezydent Rzeczypospolitej sprawuje zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi za pośrednictwem Ministra Obrony Narodowej”. Prezydent jest przy tym — na mocy artykułu 134 ustęp 1 Konstytucji — najwyższym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. Osobną ścieżką jest stan wojny: o nim, zgodnie z artykułem 116 Konstytucji, decyduje Sejm, a gdy nie może się zebrać na posiedzenie — prezydent.

Wniosek jest prosty: ani poseł opozycji, ani nawet urzędujący szef MON nie mają kompetencji, by przesądzić, czy polscy żołnierze pojadą na Łotwę.

Co Polska faktycznie ma na wschodniej flance

Batalionowe grupy bojowe w formule wzmocnionej wysuniętej obecności powstały na mocy decyzji szczytu NATO w Warszawie w lipcu 2016 r. i zostały w pełni rozmieszczone w lipcu 2017 r. — w Estonii, na Łotwie, Litwie i w Polsce. Państwem ramowym grupy na Łotwie jest Kanada, w Estonii Wielka Brytania, na Litwie Niemcy, a w Polsce Stany Zjednoczone.

Polski Kontyngent Wojskowy na Łotwie

Źródło: gov.pl

Polski Kontyngent Wojskowy Łotwa to pododdział pancerny podporządkowany operacyjnie kanadyjskiemu dowódcy. Według Ministerstwa Obrony Narodowej cała grupa bojowa liczy ponad 1000 żołnierzy, a obok Kanadyjczyków i Polaków służą w niej wojskowi z Włoch, Albanii, Słowenii i Hiszpanii. Kontyngent stacjonuje w bazie Ādaži, a jego zasadniczym sprzętem były czołgi PT-91 Twardy. W komunikacie o wzmocnieniu kontyngentu MON cytuje zapowiedź szefa resortu: „Już w czerwcu przyjadą kolejni żołnierze […] wtedy będzie około 300 żołnierzy polskich”.

Drugi filar to Baltic Air Policing. Misja trwa od 2004 r. i polega na rotacyjnym wysyłaniu kontyngentów lotniczych przez państwa Sojuszu, bo żaden z krajów bałtyckich nie ma własnego lotnictwa myśliwskiego; bazami są Šiauliai na Litwie i Ämari w Estonii. Siły Powietrzne RP pełnią w niej dyżury od 2006 r., początkowo na MiG-29, później na F-16 — według zestawienia portalu Defence24 polskie zmiany przypadały na lata 2006, 2008, 2010, 2012, 2014, 2016 i 2017.

Mariusz Błaszczak kierował MON od 9 stycznia 2018 r. do 13 grudnia 2023 r. W tym okresie Polska utrzymywała kontyngent na Łotwie i pełniła dyżury nad państwami bałtyckimi — na co sam się powołał, odpierając krytykę: „to, że mamy swoich żołnierzy, polskich żołnierzy na Łotwie”, „polscy żołnierze rozpoczęli stacjonowanie na Łotwie, polskie F-16 chroniły niebo Litwy, Łotwy i Estonii”.

Zobacz też: Zalewski, głowice i program DCA. Spór dotyczy dwóch różnych mechanizmów, nie nowej decyzji

Reakcje

Najostrzej zareagował wiceszef MON Cezary Tomczyk, który napisał w serwisie X: „Były minister obrony narodowej, który podważa świętość polskiego bezpieczeństwa, czyli artykuł 5 NATO, jest durniem. I to nieskończonym”.

Rzecznik rządu Adam Szłapka sięgnął po argument z kalendarza: „Mariusz Błaszczak w zasadzie podważył dziś najważniejszą zasadę NATO — artykuł 5. Traktatu, który mówi o wzajemnej pomocy państw sojuszniczych w razie ataku na jakiekolwiek z nich. 1 września. W rocznicę wybuchu wojny, która zaczęła się właśnie od tego, że wolny świat uznał, że cudzy problem nie jest jego problemem”.

Oficjalny profil Polski 2050 opublikował krótki komentarz: „Panie Błaszczak, NATO działa w obie strony — albo nie działa wcale”. Poseł Maciej Konieczny z Razem napisał na X: „Rosja testuje granice naszej solidarności. Każda wypowiedź, która podważa art. 5, zwiększa prawdopodobieństwo wojny”.


Co wciąż aktualne

  • Traktat północnoatlantycki podpisano 4 kwietnia 1949 r. w Waszyngtonie. Polska przystąpiła do niego 12 marca 1999 r., a Litwa, Łotwa i Estonia zostały członkami Sojuszu 29 marca 2004 r. Zobowiązanie z artykułu 5 obejmuje więc wszystkie cztery państwa, o których była mowa w audycji.
  • Formalne stanowisko Sojuszu się nie zmieniło. Po szczycie NATO w Ankarze 8 lipca 2026 r. sekretarz generalny Mark Rutte oświadczył, że sojusznicy potwierdzili „niezłomne zobowiązanie do zbiorowej obrony na podstawie artykułu 5”.
  • Mechanizmem realnie używanym pozostaje artykuł 4. Polska sięgała po niego m.in. w 2014 r. po aneksji Krymu oraz w lutym 2022 r., po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę — za każdym razem chodziło o konsultacje, nie o wspólną obronę.
  • Ustalenia z naszej poprzedniej analizy pozostają w mocy. Rozbieżność między amerykańską oceną ryzyka a europejskim „nie widzimy przygotowań”, którą opisaliśmy w tekście z 29 sierpnia, nie została publicznie wyjaśniona.

Podsumowanie

Spór po audycji w Radiu ZET biegnie dwoma torami i warto je rozdzielić.

Pierwszy dotyczy tego, co padło. Zapytany, czy polscy żołnierze powinni pójść z odsieczą Estonii, Łotwie lub Litwie, Mariusz Błaszczak odpowiedział, że powinni bronić Polski, i dodał, że Polska też jest na froncie. Politycy koalicji uznali to za podważenie artykułu 5. Sam Błaszczak odpowiedział, że to za rządów PiS współpraca wojskowa z państwami bałtyckimi była najbardziej rozwinięta.

Drugi tor to prawo — i tu odpowiedź jest jednoznaczna. Artykuł 5 nie nakazuje wysłania wojsk. Zobowiązuje do udzielenia pomocy, ale każde państwo samo decyduje, jakie działania uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej. Traktat wprost odsyła do procedur konstytucyjnych każdego kraju. Jedyna aktywacja artykułu 5 w historii, po 11 września 2001 roku, oznaczała samoloty radarowe nad USA i patrole morskie na Morzu Śródziemnym, a nie desant.

W Polsce o wysłaniu żołnierzy za granicę postanawia prezydent na wniosek Rady Ministrów. Minister obrony narodowej takiej kompetencji nie ma, a poseł tym bardziej. Cokolwiek powiedziałby polityk w porannej audycji, nie zmienia to ani treści traktatu, ani polskiej procedury.