Kluczowe ustalenia
- Do ataku doszło w czwartek 24 września 2026 r. około godz. 9:30 na terenie Opactwa Sióstr Benedyktynek przy ul. Benedyktyńskiej w Jarosławiu (woj. podkarpackie).
- Według policji napastnik ranił nożem pięć osób: czterech mężczyzn i kobietę. Jeden z poszkodowanych, ksiądz, zmarł w szpitalu; cztery osoby zostały ranne.
- Podejrzanym jest 31-letni obywatel Ukrainy Ihor M., zatrzymany na miejscu przez policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Jarosławiu.
- 25 września Prokuratura Okręgowa w Przemyślu przekazała, że sformułowano wobec niego zarzuty zabójstwa, usiłowania zabójstwa i spowodowania ciężkich obrażeń ciała. Grozi mu dożywocie.
- Biegli psychiatrzy stwierdzili u podejrzanego ostre wielopostaciowe zaburzenia psychotyczne — to ciężkie zaburzenie psychiczne (psychoza), w którym człowiek traci kontakt z rzeczywistością. Na razie stan ten uniemożliwia przesłuchanie go i formalne ogłoszenie mu zarzutów. Prokuratura Rejonowa w Jarosławiu przygotowała wniosek o trzymiesięczny areszt w warunkach szpitala psychiatrycznego.
- Motyw ataku nie jest znany — tak mówi prokuratura, która nie mogła jeszcze przesłuchać podejrzanego.
- Według prokuratury w nocy przed atakiem mężczyzna wjechał do Polski z Niemiec i pojechał na przejście graniczne w Korczowej, ale granicy nie przekroczył. 24 września śledczy nie wiedzieli, jak dotarł do Jarosławia.
- W sieci zestawiano zdjęcia nieskutego Ihora M. ze skutymi Polakami — miało to dowodzić, że policja faworyzuje Ukraińców. NASK wyjaśnia, że o kajdankach decyduje ocena ryzyka i stan zdrowia zatrzymanego, a nie jego narodowość. Ustawa z 2013 r. o środkach przymusu bezpośredniego (czyli m.in. o kajdankach i chwytach obezwładniających) nie wymienia narodowości wśród powodów ich użycia.
- Według danych Komendy Głównej Policji obywatelom Ukrainy przypisano ok. 17 tys. przestępstw w 2025 r. (14 tys. w 2024 r., 13,5 tys. w 2023 r.). Eksperci i media wiążą to z tym, jak wielu Ukraińców mieszka w Polsce. Gdy przeliczyć te liczby na liczbę mieszkańców, cudzoziemcom rzadziej stawia się zarzuty niż ogółowi mieszkańców Polski.
Kontekst i tło
Jarosław leży na Podkarpaciu, niedaleko granicy z Ukrainą. W tym samym powiecie jarosławskim jest drogowe przejście graniczne Korczowa–Krakowiec. Właśnie tam — jak podała prokuratura — podejrzany jechał kilka godzin przed atakiem.
Opactwo benedyktynek w Jarosławiu to XVII-wieczny zespół klasztorny. Świadkowie, z którymi rozmawiała TVN24, mówili, że po wybuchu pełnoskalowej wojny w 2022 r. rektor opactwa pomagał Ukraińcom, którzy znajdowali tam schronienie. Przełożona jarosławskich benedyktynek powiedziała, że napastnika nie znała i wcześniej go nie spotkała.
Po ataku do miasta skierowano dodatkowe siły policji. W briefingu w Jarosławiu uczestniczyła wojewoda podkarpacka Teresa Kubas-Hul, a władze miasta ogłosiły żałobę do końca tygodnia i odwołały wydarzenia kulturalne.
Atak wywołał reakcje polityków w Polsce i na Ukrainie. Premier Donald Tusk napisał na X, że sprawca jest w rękach policji i zostanie ukarany z pełną surowością polskiego prawa. Prezydent Karol Nawrocki złożył kondolencje bliskim zmarłego księdza i wspólnocie opactwa. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski napisał, że w opactwie „obywatel Ukrainy dopuścił się straszliwej zbrodni” i że Ukraińcy są „wstrząśnięci tym złem”. Lider Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun opublikował stanowisko zatytułowane „Polska nie może importować przestępczości”. Burmistrz Jarosławia w pierwszych godzinach mówił o „prawdopodobnie ataku terrorystycznym”. Prokuratura przyjęła jednak inną kwalifikację prawną — zabójstwa i usiłowania zabójstwa.
Sprawa trafiła na moment rosnącego napięcia wokół Ukraińców w polskim internecie. Analitycy Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (Aleksandra Wójtowicz, Filip Bryjka) opisali w sierpniu ogromny wzrost zasięgu radykalnych haseł — w rodzaju „Bandera” czy „stop ukrainizacji” — na X, Facebooku i TikToku w okresie od kwietnia do lipca 2026 r.
Szczegółowa analiza
Przebieg ataku według śledczych
Policja w Jarosławiu dostała zgłoszenie około godz. 9:30. Według prokuratury napastnik najpierw wszedł do kuchni na terenie opactwa i tam doszło do pierwszego ataku. Narzędziem był nóż, który 31-latek wziął z klasztornej kuchni. Potwierdziła to prokurator Bożena Harasz-Wołoszyn z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu. Śledczy nie mówią więc, że narzędzie przyniesiono z zewnątrz.

Źródło: rmf24.pl
Policja cytowana przez Al Jazeerę podała, że wśród zaatakowanych był ksiądz w konfesjonale (miejscu, gdzie w kościele odbywa się spowiedź). Prokuratura potwierdziła RMF FM, że jeden z księży został zaatakowany, gdy był w konfesjonale. Przełożona benedyktynek relacjonowała Polskiemu Radiu, że zmarły kapłan rzucił się na napastnika. Sprawcę zatrzymano przed budynkiem kościoła. Najpierw trafił na SOR (szpitalny oddział ratunkowy) w Jarosławiu, a po udzieleniu mu pomocy przewieziono go do komendy. Poszkodowanych leczono w szpitalach w Jarosławiu i Przemyślu.
Zarzuty, stan zdrowia i areszt
W piątek 25 września rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz poinformowała, że wobec Ihora M. sformułowano zarzuty „spowodowania zbrodni zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa pokrzywdzonych i spowodowania ciężkich obrażeń ciała”. Za zarzucane czyny grozi dożywocie.
Uwaga na ważny szczegół: „sformułowanie” zarzutów to co innego niż ich formalne ogłoszenie podejrzanemu. Żeby prokuratura mogła oficjalnie postawić komuś zarzuty, musi być on w stanie brać udział w czynnościach — a tu tak nie jest. Według opinii biegłych psychiatrów 31-latek ujawnia „objawy choroby psychicznej pod postacią ostrych, wielopostaciowych zaburzeń psychotycznych”. Jego obecny stan nie pozwala na udział w czynnościach procesowych. Śledczy nie mogą go przesłuchać ani formalnie ogłosić mu zarzutów. Dlatego Prokuratura Rejonowa w Jarosławiu przygotowała wniosek o trzymiesięczny areszt tymczasowy — ale wykonywany w warunkach szpitala psychiatrycznego. Ponieważ podejrzanego nie przesłuchano, prokuratura nie zna motywu. Pytana o niego, odpowiadała, że na razie nie zna odpowiedzi. Wszystkie tezy o motywach, które krążą w sieci, są więc na tym etapie tylko spekulacjami.
Trasa sprawcy: co wiadomo, a czego nie
Prok. Harasz-Wołoszyn przekazała 24 września, że mężczyzna w godzinach nocnych wjechał z terenu Niemiec do Polski. Następnie pojechał na przejście w Korczowej, ale granicy tam nie przekroczył. „Nie wiemy jeszcze, w jaki sposób dostał się tutaj do Jarosławia” — dodała. Według Al Jazeery prokuratura mówiła, że mężczyzna zmierzał na przejście, by wrócić na Ukrainę, a zamiast tego trafił do opactwa. Późniejsze relacje medialne o tym, którędy dokładnie wjechał do Polski i dlaczego nie wyjechał przez Korczową, różnią się w szczegółach — i nie znaleźliśmy ich spójnego potwierdzenia w komunikatach prokuratury i Straży Granicznej. Pewne jest tylko to, co prokuratura podała publicznie: wjazd z Niemiec, nieudana próba wyjazdu w Korczowej i nieustalona droga do Jarosławia.
Kajdanki: co mówią NASK i ustawa
W ciągu doby po ataku w sieci krążyły wpisy zestawiające zdjęcie zatrzymanego Ihora M. ze zdjęciami skutych Polaków. Policjanci prowadzili mężczyznę z zabandażowanymi dłońmi i bez widocznych kajdanek. Wpisy sugerowały, że Ukrainiec nie został skuty ze względu na narodowość. Na fanpage'u związanym z Konfederacją i Konfederacją Korony Polskiej komentujący porównywali to zatrzymanie z brutalnymi zatrzymaniami Polaków.
Małgorzata Szumna z Zespołu Analizy Trendów Narracyjnych i Fact-checkingu NASK tłumaczy, że o środkach przymusu (czyli o tym, czy i jak obezwładnić zatrzymanego) decydują służby. Biorą przy tym pod uwagę m.in. agresję zatrzymanego, ryzyko ucieczki i zagrożenie dla otoczenia. W przypadku osób rannych lub z zaburzeniami psychicznymi o sposobie zabezpieczenia współdecyduje lekarz lub prokurator. Według NASK narodowość nie ma w tej kwestii żadnego znaczenia.
Potwierdza to tekst ustawy z 24 maja 2013 r. o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej. Art. 11 zawiera zamknięty katalog sytuacji, w których wolno użyć środków przymusu — to znaczy pełną, wyczerpującą listę, poza którą nie wolno wyjść. Należą do nich m.in. odparcie bezpośredniego, bezprawnego zamachu na życie lub zdrowie, ujęcie osoby i udaremnienie jej ucieczki oraz przeciwdziałanie autoagresji (czyli próbom zrobienia sobie krzywdy). Art. 6 i 7 nakazują działać proporcjonalnie do stopnia zagrożenia i wybierać środek „o możliwie jak najmniejszej dolegliwości”. Narodowości na tej liście nie ma. Sam brak kajdanek na zdjęciu z jednego konkretnego momentu nie dowodzi więc nierównego traktowania.
Według NASK treści o rzekomym uprzywilejowaniu sprawcy rozpowszechniały anonimowe profile znane z dezinformacji oraz sympatycy i politycy związani z Konfederacją i Konfederacją Korony Polskiej. Autorzy wpisów odwoływali się też do zbrodni wołyńskiej. W ten sposób przedstawiali pojedyncze zdarzenie kryminalne jako dowód zagrożenia ze strony Ukraińców. Szumna oceniła, że atak „przyczynił się do nasilenia antyukraińskich narracji dezinformacyjnych, które od dłuższego czasu funkcjonują w polskiej infosferze”. NASK odnotował, że natężenie mowy nienawiści wobec Ukraińców osiągnęło najwyższy poziom od pierwszej połowy lipca 2026 r.
Czy dane potwierdzają tezę o „rosnącej przemocy Ukraińców”?
Według danych Komendy Głównej Policji obywatelom Ukrainy przypisano ok. 17 tys. stwierdzonych przestępstw w 2025 r. (Demagog podaje dokładnie 17 027). Dla porównania w 2024 r. było ich ok. 14 tys., a w 2023 r. ok. 13,5 tys. Liczby bezwzględne rzeczywiście rosną. Ale obejmują one wszystkie kategorie przestępstw, nie tylko czyny z użyciem przemocy — więc same w sobie nie mówią nic o trendzie przemocy.

Źródło: demagog.org.pl
„Rzeczpospolita” wskazała, że pierwsze miejsce Ukraińców w statystyce podejrzanych cudzoziemców to „efekt skali ich obecności”. Innymi słowy: Ukraińcy są najliczniejszą grupą cudzoziemców w Polsce, więc i w liczbach bezwzględnych będzie ich najwięcej. Dlatego kluczowe jest przeliczenie na liczbę mieszkańców. Atlas przestępczości w Polsce Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości wyliczył, że w 2023 r. na 100 tys. cudzoziemców przypadało 652 podejrzanych, a na 100 tys. wszystkich mieszkańców Polski — 810. Autorzy podkreślają, że przyjęli ostrożny, raczej zaniżony szacunek liczby cudzoziemców. Mimo to cudzoziemcom rzadziej stawiane są zarzuty niż mieszkańcom Polski.
Dane policji pokazują też zjawisko odwrotne do tego z antyukraińskich wpisów. W pierwszym półroczu 2026 r. do policji wpłynęło 180 zawiadomień o przestępstwach z nienawiści wobec obywateli Ukrainy — o ponad 30% więcej niż rok wcześniej. Gdyby to tempo utrzymało się do końca roku, takich zgłoszeń mogłoby być ok. 360.
Co pozostaje otwarte
Nieznany jest motyw. Jego poznanie zależy od stanu zdrowia podejrzanego i dalszych opinii biegłych. Nie wyjaśniono publicznie, dlaczego mężczyzna nie przekroczył granicy w Korczowej i jak dostał się do Jarosławia. O areszcie zdecyduje sąd.
Podsumowanie
24 września 2026 r. w opactwie benedyktynek w Jarosławiu 31-letni obywatel Ukrainy zaatakował nożem pięć osób. Jeden ksiądz zmarł, cztery osoby zostały ranne. Prokuratura sformułowała zarzuty zabójstwa i usiłowania zabójstwa, ale biegli stwierdzili u podejrzanego ostre zaburzenia psychotyczne — ciężką chorobę psychiczną. Dlatego na razie nie można go przesłuchać, a prokuratura chce aresztu w szpitalu psychiatrycznym. Motyw nie jest znany. Zdjęcia zatrzymanego bez kajdanek nie dowodzą, że policja traktuje Ukraińców łagodniej: przepisy uzależniają użycie kajdanek od zagrożenia i stanu zdrowia, a nie od narodowości. Pierwsze miejsce Ukraińców w policyjnych statystykach cudzoziemców wynika z tego, jak wielu ich mieszka w Polsce — a w przeliczeniu na liczbę mieszkańców cudzoziemcom rzadziej stawia się zarzuty niż ogółowi mieszkańców kraju.