Rzeka, która płynie mimo rekordów

10 września 2024 r. wodowskaz Warszawa-Bulwary pokazał wartość, jakiej wcześniej nie notowano. IMGW zarejestrowało 20 cm — o sześć mniej niż absolutne minimum, które przez lata wynosiło 26 cm i które osiągano kilkukrotnie podczas suszy letnio-jesiennej 2015 roku. W połowie lipca 2026 r. agencja Xinhua podała odczyt jeszcze niższy: 19 cm przy normie około 230 cm. Rekord się przesuwa.

Wisła w Warszawie przy bardzo niskim stanie wody — odsłonięte łachy i kamieniste dno

Źródło: obserwator.imgw.pl

Susza jest realna i szeroka. Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie w komunikacie „Aktualna sytuacja hydrologiczna – Lipiec 2026" wprost pisze o panującej suszy i niskich stanach wód w rzekach, które wpływają także na żeglugę. Ostrzeżenia IMGW-PIB przed suszą hydrologiczną obowiązywały w 64 zlewniach, a jak wskazano w raporcie instytutu, „już około połowa kraju dotknięta jest tym zjawiskiem".

A jednak trwałego zaniku rzeki dane nie potwierdzają. Analiza wieloletnich zmian przepływów Wisły i Bugu z lat 1951–2015, opublikowana w „Przeglądzie Geograficznym", stwierdza „brak trendów lub występowanie trendów o bardzo niewielkim nachyleniu" w średnich przepływach rocznych. Głębsze niżówki zdarzały się już wcześniej — w 1947 r. Wisłą płynęło w Warszawie zaledwie 68 m³ na sekundę. Cytowany przez PAP i Polskie Radio hydrolog Bednarek, pytany wprost o pustynnienie, uspokoił, że na razie nie ma takiego ryzyka — zastrzegł jednak, że rzeki wymagają działań.

Prawdziwym problemem jest więc bilans, nie zanik. Polska dysponuje rocznie około 60 mld m³ odnawialnych zasobów wody słodkiej, czyli mniej więcej 1500–1600 m³ na mieszkańca. To 3. miejsce od końca w Unii Europejskiej — mniej wody na osobę mają tylko Cypr i Malta. Do tego znikoma retencja: zbiorniki zatrzymują nieco ponad 6,5% średniorocznego odpływu rzecznego, podczas gdy realne możliwości szacowane są na 15%. Rolnictwo już płaci za to rachunek — susza rolnicza w uprawach zbóż jarych objęła w 2026 r. 100% gmin w województwach kujawsko-pomorskim i mazowieckim. Radzymin, Piaseczno i Brwinów zakazały podlewania roślin i mycia samochodów wodą z sieci, pod groźbą kary do 5000 zł. Powodem nie było jednak to, że zabrakło wody w ujęciu — o tym za chwilę.


Kontekst i tło

Polska jest krajem o niskich zasobach wodnych nie dlatego, że coś się nagle zepsuło, tylko z powodu geografii i klimatu. Średnia roczna suma opadów wynosi u nas około 600 mm i — jak podaje rządowy portal Retencja — większość tej wody wraca do atmosfery przez parowanie, zanim zdąży zasilić rzeki. Efekt jest taki, że przeciętny roczny odpływ powierzchniowy to około 60 mld m³, co w przeliczeniu na mieszkańca daje zasób blisko trzykrotnie mniejszy niż średnia w innych krajach Europy.

Wisła z lotu ptaka — piaszczyste łachy i wyspy w korycie rzeki

Źródło: polityka.pl

Ten fakt bywa jednak rozdmuchiwany do twierdzeń, które nie są prawdziwe. Popularna teza, że „w Polsce wody jest mniej niż w Egipcie", została sprawdzona i odrzucona jako fałszywa — redakcja Demagog wyliczyła na danych FAO za 2020 r., że w Polsce na mieszkańca przypadało 1574 m³ wody, a w Egipcie trzy razy mniej, bo 535 m³. Do tego samego wniosku doszedł Konkret24: polskie zasoby na mieszkańca były 2,8 raza większe niż egipskie. Prawdziwa jest natomiast węższa wersja tej tezy: jak wynika z danych Eurostatu przywoływanych przez Demagog, Polska, Czechy, Cypr i Malta to jedyne kraje UE, w których na osobę przypada mniej niż 1700 m³ wody rocznie.

Za gospodarkę wodną odpowiada dziś jedna instytucja. Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie powstało na podstawie ustawy Prawo wodne z 20 lipca 2017 r. i od 1 stycznia 2018 r. jest głównym podmiotem odpowiedzialnym za krajową gospodarkę wodną. To ono zatwierdza również taryfy za zbiorowe zaopatrzenie w wodę i odprowadzanie ścieków — czyli decyduje o tym, ile płacimy za wodę z kranu.

Ilość to zresztą tylko połowa problemu. Druga połowa to jakość: w ocenie prowadzonej przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska na potrzeby Ramowej Dyrektywy Wodnej większość polskich rzek nie osiąga dobrego stanu ekologicznego. Najwyższa Izba Kontroli podała, że monitoringiem objęto 3685 rzecznych jednolitych części wód, oceniono 3500 z nich, a za dobry uznano stan zaledwie 13 (0,4%) — za zły 3487 (94,6%).

Warto też pamiętać, że susza i powódź nie są w Polsce alternatywą, tylko dwoma biegunami tej samej rosnącej zmienności. We wrześniu 2024 r. — w tym samym miesiącu, w którym na Wiśle w Warszawie padał rekord niskiego stanu — południowo-zachodnią Polskę dotknęła katastrofalna powódź, która zaczęła się 13 września i przyniosła falę m.in. na Nysie Kłodzkiej.


Szczegółowa analiza

Rekord jest ruchomy — i dlatego liczba bez daty nic nie znaczy

Nagłówki o „rekordowo niskim stanie Wisły" wracają niemal co roku i prawie zawsze dotyczą tej samej stacji: Warszawa-Bulwary. Punkt odniesienia jest jasny: przez lata absolutne minimum wynosiło 26 cm, a wartość tę osiągnięto kilkukrotnie podczas suszy letnio-jesiennej 2015 roku. Potem rekord zaczął się przesuwać. 10 września 2024 r. IMGW zarejestrowało 20 cm, a w połowie lipca 2026 r. agencja Xinhua opisała stan Wisły jako historycznie niski, podając odczyt 19 cm wobec normy około 230 cm.

Problem w tym, że doniesienia z różnych lat mają niemal identyczne tytuły i podają różne wartości w centymetrach. Dlatego każda liczba przypisana do „dziś" wymaga daty pomiaru — bez niej czytelnik nie wie, czy patrzy na epizod sprzed roku, dwóch czy z bieżącego tygodnia.

Centymetry na wodowskazie to nie to samo co metry sześcienne w rzece

To rozróżnienie jest kluczowe i sami hydrolodzy je stawiają. Publikacja „Historyczne niżówki na Wiśle w Warszawie na tle aktualnych stanów i przepływów niskich" (Acta Sci. Pol. Formatio Circumiectus 2020, 19(4):55–83) postawiła pytanie wprost: czy „niepokojące obserwowane ekstremalne niskie stany wody przekładają się na ekstremalne niskie przepływy". Autorzy analizowali dane z trzech warszawskich wodowskazów — Warszawa, Warszawa-Bulwary i Warszawa-Nadwilanówka.

Sens tego pytania jest praktyczny: wodowskaz mierzy wysokość lustra wody nad umownym zerem, a nie objętość wody, która płynie rzeką. To dwie różne wielkości i nie muszą się zmieniać w tym samym tempie. Rekord w centymetrach jest medialnie efektowny, ale sam w sobie nie dowodzi, że rzeką płynie rekordowo mało wody.

Długi trend: brak dowodów na wysychanie

Najmocniejszy argument przeciw tezie o „wysychaniu" pochodzi z recenzowanych badań. Analiza wieloletnich zmian przepływów Wisły i Bugu za lata 1951–2015, opublikowana w „Przeglądzie Geograficznym" Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN, podkreśla „brak trendów lub występowanie trendów o bardzo niewielkim nachyleniu" w przepływach średnich rocznych i półrocznych. Innymi słowy: przez 65 lat pomiarów średni roczny odpływ Wisły nie spadał w sposób statystycznie istotny.

Uzupełnia to praca „Długookresowe wahania przepływów rocznych głównych rzek w Polsce i ich związek z cyrkulacją termohalinową Atlantyku Północnego", która wiąże znaczną część zmienności odpływu polskich rzek z wieloletnimi oscylacjami klimatycznymi, a nie z jednokierunkowym spadkiem. Jak zauważają autorzy, taka zmienność powoduje, że „w wieloletnich przebiegach przepływów rocznych zaznaczają się zmiany znaków trendów" — w zależności od tego, jaki okres się wybierze, trend potrafi wyjść dodatni albo ujemny.

Historia dostarcza jeszcze jednego punktu odniesienia. Tygodnik „Polityka" przypomina, że na Wiśle w Warszawie występowały już duże niżówki, nawet większe od obecnej: w 1947 r. rzeką płynęło w Warszawie zaledwie 68 m³ na sekundę.

Susza 2026: co się faktycznie dzieje

To wszystko nie znaczy, że nic się nie dzieje. IMGW-PIB już 16 kwietnia 2026 r., w prognozie hydrologicznej przedstawionej przez rzeczniczkę i synoptyk Agnieszkę Prasek, ostrzegało, że „wzrasta ryzyko wystąpienia niżówki hydrologicznej, a w konsekwencji istnieje duże prawdopodobieństwo wydania ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną". Trzy miesiące później Wody Polskie potwierdzały już suszę i jej wpływ na żeglugę, a ostrzeżenia obejmowały 64 zlewnie, czyli około połowy kraju.

Charakterystyczny jest sposób, w jaki instytut opisuje sytuację: w Polsce nie występuje zagrożenie powodzią z uwagi na przewagę strefy wody średniej i niskiej w dorzeczu Wisły i Odry, a jednocześnie zwiększa się liczba rzek, na których występują niżówki. To obraz kraju, w którym problemem nie jest jeden rekordowy odczyt, tylko szerokie i długotrwałe obniżenie stanów.

Najostrzej widać to w rolnictwie. Według Systemu Monitoringu Suszy Rolniczej IUNG-PIB susza w uprawach zbóż jarych objęła w 2026 r. 100% gmin w województwie kujawsko-pomorskim i 100% w mazowieckim — a rozkład regionalny pokazuje, że to nie wyjątek: 98% gmin w lubelskim, 96% w lubuskim, 80% w łódzkim i 74% w pomorskim.

Odczuwają to też mieszkańcy. Radzymin, Piaseczno i Brwinów wprowadziły zakazy podlewania roślin i mycia samochodów wodą z sieci wodociągowej, a za złamanie zakazu grozi grzywna od 20 do 5000 zł. Warto przy tym czytać uzasadnienia uchwał dosłownie: gminy tłumaczą ograniczenia „ponadnormatywnym zużyciem wody i spadkami ciśnienia w sieci wodociągowej", a nie tym, że wyschło ujęcie. To problem przepustowości wodociągu w upalny dzień, nie zaniku źródła.

Retencja: 6,5% zamiast 15%

Tu leży najbardziej wymierna słabość polskiego systemu. Według raportu STOP SUSZY całkowita ilość wody zmagazynowanej w zbiornikach retencyjnych w Polsce wynosi około 4 mld m³, co stanowi „tylko nieco ponad 6,5% objętości średniorocznego odpływu rzecznego" — tę samą liczbę powtarza Najwyższa Izba Kontroli.

Zapora zbiornika retencyjnego z lotu ptaka

Źródło: rzgw.szczecin.pl

Inne szacunki mieszczą się w tym samym przedziale: rządowy portal Retencja podaje około 7,5%, a dane Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej przywoływane przez RZGW Szczecin — około 6%, czyli wartość „poniżej średniej europejskiej". Kluczowy jest jednak punkt odniesienia. Ten sam rządowy portal szacuje, że realne możliwości retencji w Polsce, wynikające z warunków topograficznych, demograficznych i gospodarczych, wynoszą 15% średniego rocznego odpływu. Zatrzymujemy więc mniej więcej połowę tego, co przy obecnej geografii i zabudowie dałoby się zatrzymać.

📄 Program przeciwdziałania skutkom suszy — pełny tekst (PDF, źródło: eli.gov.pl)

Co się buduje i czemu to nie zamyka sprawy

Wody Polskie zapowiedziały na 2026 r. ponad miliard złotych na inwestycje w gospodarce wodnej, w tym około 750 mln zł ze środków unijnych programu FEnIKS. Sęk w tym, że część największych zrealizowanych obiektów odpowiada na inne zagrożenie niż susza. Zbiornik Racibórz Dolny — największy tego typu w kraju, budowany w latach 2013–2020 — jest zbiornikiem suchym i, jak zapisano w dokumentacji projektu, „eksploatowany wyłącznie jako suchy zbiornik przeciwpowodziowy" chroniący ponad 1,3 mln mieszkańców. Wody na suszę nie magazynuje. Ukończony i napełniony jest natomiast zbiornik Świnna Poręba na Skawie, dopływie Wisły, przekazany do użytkowania w 2017 r.

Jakość wody: drugi front

Susza uderza nie tylko w ilość, ale i w skład chemiczny rzek. Katastrofa ekologiczna na Odrze w 2022 r. jest tego podręcznikowym przykładem: według NIK bezpośrednią przyczyną masowego śnięcia ryb była toksyna wytwarzana przez glony Prymnesium parvum, czyli tzw. złotą algę, a warunki do jej rozwoju stworzyło wysokie zasolenie wody pochodzące ze zrzutów wód dołowych z zakładów górniczych w połączeniu z niskimi stanami i spowolnionym przepływem. Mniej wody w rzece oznacza mniejsze rozcieńczenie tego, co do niej trafia.

Co mówią eksperci

Prof. Zbigniew Karaczun z Koalicji Klimatycznej zwraca uwagę na asymetrię między dwoma zjawiskami, które w Polsce często stawia się obok siebie: powódź „przychodzi, niszczy, jest taka spektakularna", ale „szybko odchodzi", natomiast susza „zostawia swoje ślady często bardzo długo". Jego zdaniem to susza jest bardziej dewastująca dla systemu przyrodniczego kraju — a jeśli się utrwali, ucierpią też miasta i przemysł.

Wideo: youtube.com

Marek Józefiak z Greenpeace Polska wskazuje na konkretny mechanizm, który jego zdaniem najmocniej pogarsza sytuację rok po roku: zanik pokrywy śnieżnej zimą, będący skutkiem globalnego ocieplenia. Bez zapasu śniegu, który wiosną powoli zasila rzeki, deficyt z jednego sezonu przechodzi na kolejny.

Warto zestawić te głosy z liczbą, która studzi najdalej idące interpretacje. Wskaźnik stresu wodnego — udział poboru wody w odnawialnych zasobach — wynosił dla Polski 5,62% w 2010 r., przy średniej europejskiej 8,39% i progu wysokiego stresu wodnego ustalonym na 20%. Polska pobiera więc stosunkowo niewielką część swoich zasobów. Kryzys nie polega na tym, że wypijamy rzeki do dna, tylko na tym, że mamy ich mało, źle je zatrzymujemy i mocno zanieczyszczamy.

📄 Dostępność wody i wielkość jej zasobów w Polsce — analiza Biura Analiz Sejmowych (PDF, źródło: orka.sejm.gov.pl)


Co pozostaje otwarte

  • Bieżący odczyt. Nie ustaliliśmy jednej, aktualnej na dziś wartości stanu Wisły na stacji Warszawa-Bulwary — publikowane w mediach liczby pochodzą z różnych sezonów. Wiarygodnym punktem odniesienia pozostaje bieżący biuletyn hydrologiczny IMGW-PIB.

  • Przełożenie stanów na przepływy. Publikacja z 2020 r. postawiła pytanie, czy rekordy w centymetrach oznaczają rekordy w metrach sześciennych na sekundę. Odpowiedzi w formie liczbowej nie potwierdziliśmy w niezależnych źródłach — to temat wart osobnego materiału.

  • Los stopnia wodnego Siarzewo. Wokół planowanej zapory na dolnej Wiśle trwa spór inwestora z organizacjami ekologicznymi, a dostępne przekazy o etapie procedury są ze sobą sprzeczne — nie udało nam się ustalić rozstrzygającego stanu sprawy.


Podsumowanie

Wisła nie wysycha w sensie dosłownym. Rekordowo niskie stany na warszawskim wodowskazie są prawdziwe i powtarzają się coraz częściej, ale badania przepływów z lat 1951–2015 nie wykazują trwałego spadku ilości wody płynącej rzeką, a jeszcze głębsze niżówki zdarzały się w przeszłości — na przykład w 1947 roku. Hydrolodzy odrzucają scenariusz pustynnienia Polski.

To nie znaczy, że nie ma problemu. Susza hydrologiczna obejmuje około połowy kraju, w dwóch województwach dotknęła wszystkich gmin uprawiających zboża jare, a samorządy wprowadzają zakazy podlewania. Polska ma jedne z najmniejszych zasobów wody na mieszkańca w Unii Europejskiej, zatrzymuje w zbiornikach nieco ponad 6,5% rocznego odpływu przy realnych możliwościach na poziomie 15%, a większość jej rzek nie osiąga dobrego stanu ekologicznego.

Prawdziwe pytanie nie brzmi więc „czy rzeka zniknie", tylko „czy potrafimy zatrzymać i utrzymać w czystości tę wodę, którą mamy". Na to pytanie dane odpowiadają na razie negatywnie.