Kluczowe ustalenia

  • 6 sierpnia 2026 r. okresy przywołania na rynku mocy objęły pięć kolejnych godzin: 17:00–18:00, 18:00–19:00, 19:00–20:00, 20:00–21:00 i 21:00–22:00. Wynika to wprost z listy komunikatów operatora i potwierdza to depesza PAP Biznes, którą cytuje Bankier.pl.
  • Dwa dni wcześniej, 4 sierpnia, mechanizm obejmował dwie godziny: 17:00–18:00 i 18:00–19:00 (komunikat PSE). Poprzednie przywołanie przed 2026 r. przypadło na 6 listopada 2024 r., czyli poza sezonem letnim, w czasie bezwietrznej i pochmurnej pogody.
  • Powody podane przez operatora: wysokie zapotrzebowanie związane z upałami, niska prognozowana generacja wiatrowa oraz niedostępność mocy w jednostkach konwencjonalnych. Nie jedna przyczyna, tylko trzy naraz.
  • Przywołanie nie dotyczy odbiorców indywidualnych. Zobowiązuje wyłącznie dostawców mocy z zawartymi umowami mocowymi — elektrownie, magazyny energii i jednostki redukcji zapotrzebowania — do dostarczenia mocy albo ograniczenia poboru, pod groźbą kar.
  • Stopni zasilania w sierpniu 2026 r. nie wprowadzono. To osobne, znacznie mocniejsze narzędzie: skala od 11 do 20, obejmuje odbiorców o mocy umownej co najmniej 300 kW, a gospodarstwa domowe są z niej wyłączone. PSE nazywają je „środkiem ostatniej szansy”.
  • Właściwym punktem odniesienia jest sierpień 2015 r. — wtedy, po fali upałów i przy niskich stanach rzek, wprowadzono realne ograniczenia dla przemysłu, z 20. stopniem zasilania włącznie.
  • Stan Wisły był najniższy od ponad 70 lat. Na stacji hydrologicznej w Annopolu odczyt wyniósł 160 cm wobec dotychczasowego minimum 162 cm sprzed ponad siedmiu dekad.

Rekordowo niski poziom wody w Wiśle w sierpniu 2026 r.

Źródło: polsatnews.pl

  • Enea tłumaczy ograniczenia pracy elektrowni hydrologią. Krzysztof Bomba, kierownik Biura Komunikacji i PR Enei Wytwarzanie, mówił o „okresowych wahaniach przepływów oraz obniżonych stanach wody”.
  • Sam fakt ogłoszenia przywołania nie tworzy nowej pozycji na rachunku. Stawki opłaty mocowej na 2026 r. Prezes URE ustalił z góry — w informacji nr 58/2025 z 30 października 2025 r.

Kontekst i tło

Rynek mocy działa w Polsce na podstawie ustawy z 8 grudnia 2017 r., ogłoszonej 3 stycznia 2018 r. Pierwsze aukcje mocy przeprowadzono w 2018 r., ale faktyczne dostawy mocy i obowiązki mocowe ruszyły dopiero w 2021 r. To rozróżnienie ma znaczenie przy każdej próbie liczenia, „ile razy w historii” sięgano po przywołanie — mechanizm fizycznie nie mógł zadziałać przed 2021 r., choć ustawa obowiązuje od 2018 r.

Idea rynku mocy jest prosta: państwo płaci wytwórcom, magazynom energii i dużym odbiorcom za samą gotowość do zadziałania w godzinie napięcia bilansowego. Okres przywołania to moment, w którym ta opłacona wcześniej gotowość zostaje realnie wywołana. Podstawą jest art. 57 ust. 9 ustawy o rynku mocy, przywoływany w każdym komunikacie operatora o ogłoszeniu okresów przywołania.

Zupełnie inną konstrukcją prawną są stopnie zasilania. Wprowadza się je na podstawie art. 11 ustawy Prawo energetyczne oraz rozporządzenia Rady Ministrów, a Prezes URE uzgadnia z operatorem plan ograniczeń z rocznym wyprzedzeniem — operator przedstawia go do 30 kwietnia, uzgodnienie następuje do 31 maja. To nie jest improwizacja w kryzysie, tylko dokument leżący w szufladzie na wypadek, gdyby wszystko inne zawiodło.

Ostatni raz zawiodło w sierpniu 2015 r. Analiza Forum Energii opisuje ówczesny zbieg fali upałów i sytuacji hydrologicznej głównych rzek, który doprowadził do ograniczeń dla odbiorców przemysłowych i ogłoszenia 20. stopnia zasilania. Wtedy jeszcze nie istniał mechanizm, który pozwalałby zawczasu wywołać zakontraktowaną rezerwę — rynek mocy dopiero powstawał.

Sierpień 2015 r. — niedobory mocy w polskim systemie elektroenergetycznym

Źródło: forum-energii.eu


Szczegółowa analiza

Chronologia trzech dni. Sekwencja zaczęła się od uspokojenia: 3 sierpnia, przed nadejściem fali upałów, PSE opublikowały komunikat zatytułowany „Krajowy System Elektroenergetyczny gotowy na falę upałów!”, w którym zapewniały, że system jest dobrze przygotowany na pokrywanie zapotrzebowania w okresie letnim. Nazajutrz, 4 sierpnia rano, operator ogłosił dwie godziny przywołania na popołudnie. W środę 5 sierpnia — w dobie pomiędzy jednym a drugim uruchomieniem mechanizmu — przywołania nie planowano. W czwartek 6 sierpnia komunikat pojawił się na liście operatora ze znacznikiem 09:11 i obejmował już pięć godzin, aż do 22:00. Brytyjsko-polski serwis Notes from Poland odnotował to jako sięgnięcie po awaryjne uprawnienia sieciowe po raz drugi w ciągu trzech dni.

Co dokładnie robi przywołanie. Operator ma obowiązek ogłosić je najpóźniej na osiem godzin przed planowanym czasem dostawy — stąd poranne komunikaty przy popołudniowych i wieczornych oknach. W ogłoszonych godzinach wszystkie podmioty objęte obowiązkami mocowymi muszą je zrealizować: wytwórcy przedstawiają moc do dyspozycji operatora albo wprowadzają energię do sieci, a odbiorcy uczestniczący w rynku mocy jako jednostki redukcji zapotrzebowania muszą ograniczyć pobór zgodnie z zawartymi umowami. Niewywiązanie się grozi karami finansowymi. Dla wszystkich pozostałych — czyli dla gospodarstw domowych — nie zmienia się nic; operator konsekwentnie powtarza, że przywołanie „nie ma wpływu na odbiorców indywidualnych i nie pociąga za sobą żadnych utrudnień”.

Dlaczego to nie są stopnie zasilania. Różnica nie jest kosmetyczna. Przywołanie sięga po moc, za którą państwo już zapłaciło. Stopnie zasilania odbierają moc odbiorcom. Skala biegnie od 11 do 20: stopień 11 oznacza pobór na zasadach umownych, czyli brak ograniczeń, a stopień 20 — pobór wyłącznie do wysokości mocy minimalnej. Obowiązek dotyczy tylko podmiotów o mocy umownej równej lub większej niż 300 kW; jak zauważają PSE, większość domów i mieszkań ma moc umowną rzędu kilkunastu kilowatów. Prezes URE ujmuje to jednoznacznie: ograniczenia nie dotkną odbiorców w gospodarstwach domowych. Operator opisuje stopnie zasilania jako środek stosowany w ostateczności, gdy wszystkie inne środki okażą się niewystarczające — po to, by nie dopuścić do spadku częstotliwości i wielkoobszarowej awarii. Innymi słowy: przywołanie jest jednym z tych „innych środków”, które mają sprawić, by po stopnie zasilania nie trzeba było sięgać.

Co realnie ubyło z systemu. Najlepiej udokumentowanym ubytkiem jest ten po stronie węgla, i to z powodu wody. Elektrownie Enei w Kozienicach i Połańcu ograniczyły pracę bloków, a spółka tłumaczy to sytuacją hydrologiczną Wisły. „Enea Wytwarzanie odnotowuje okresowe wahania przepływów oraz obniżone stany wody, szczególnie w okresach wysokich temperatur i długotrwałego braku opadów” — przekazał PAP Krzysztof Bomba z Enei Wytwarzanie. Mechanizm jest jednocześnie fizyczny i prawny: każda elektrownia ma pozwolenie wodnoprawne określające maksymalne dopuszczalne temperatury zrzutu, a przy niskim przepływie i ciepłej rzece nie da się oddać ciepła bez przekroczenia tych parametrów. Skala jednostek pokazuje, dlaczego to boli: Kozienice to około 4 GW mocy zainstalowanej i największa elektrownia na węgiel kamienny w Polsce — sam blok B11 ma 1075 MW — a Połaniec to kolejne ok. 1,8 GW. Jednej potwierdzonej liczby megawatów, które w tych dniach ubyły z systemu, nie udało nam się jednak ustalić: krążące w mediach szacunki nie dają się pogodzić ze sobą. Po drugiej stronie równania stała pogoda: fala upałów z temperaturami zbliżającymi się do 40 stopni, przy czerwcowym rekordzie 40,5°C zanotowanym 28 czerwca w Słubicach.

Ile to kosztuje odbiorcę. Wynagrodzenie za gotowość, którą przywołanie wywołuje, jest finansowane z opłaty mocowej — a jej stawki na cały 2026 r. ustalono z góry, w informacji Prezesa URE nr 58/2025 z 30 października 2025 r. Dla odbiorców innych niż gospodarstwa domowe stawka wynosi 0,2194 zł/kWh, czyli 219,40 zł za MWh energii pobranej w godzinach objętych opłatą.

📄 Informacja Prezesa URE nr 58/2025 w sprawie stawek opłaty mocowej na 2026 r. (PDF, źródło: bip.ure.gov.pl)

Osobno działa taryfa: w 2026 r. ceny energii dla gospodarstw domowych zostały odmrożone, a zatwierdzona przez URE cena wynosi 495,16 zł netto za MWh. Regulator szacuje, że przy tańszej energii i droższej dystrybucji średni miesięczny rachunek rośnie o ok. 3 proc., czyli mniej więcej na poziomie inflacji. Sierpniowe godziny napięcia zostawiły ślad w rozliczeniach hurtowych — 6 sierpnia operator opublikował odrębny komunikat dotyczący rozliczeń na rynku bilansującym za doby handlowe 4 i 5 sierpnia — ale to rozliczenie między uczestnikami rynku, a nie osobna pozycja doklejana do rachunku gospodarstwa domowego.

Dwie narracje i to, co je rozstrzyga. Po jednej stronie stoją zapewnienia: premier Donald Tusk po spotkaniu z operatorem i spółkami energetycznymi oświadczył, że sytuacja jest pod kontrolą, a rzecznik PSE Maciej Wapiński stwierdził, że „system pracuje stabilnie, a rynek mocy jest jednym ze środków służących zapewnieniu jego bezpieczeństwa”.

Premier Donald Tusk po spotkaniu w sprawie sytuacji w energetyce

Źródło: biznes.interia.pl

Po drugiej stronie w mediach społecznościowych przedstawiano przywołanie jako zapowiedź blackoutu i dowód porażki transformacji energetycznej. Ta druga teza nie znajduje potwierdzenia w tym, jak mechanizm działa — przywołanie jest narzędziem prewencyjnym, uruchamianym właśnie po to, by nie trzeba było sięgać po ograniczenia poboru. Warto jednak zauważyć, że żadna ze stron sporu nie ma tu pełnej racji: uspokajający komunikat operatora z 3 sierpnia o gotowości systemu wyprzedził o jeden dzień pierwsze w tym tygodniu przywołanie, a mechanizm, który przed 2026 r. uruchamiano ostatnio w listopadzie 2024 r., w samym 2026 r. zadziałał już trzy razy. To nie jest blackout — ale nie jest to też rutyna.


Podsumowanie

W sierpniu 2026 r. Polsce nie groziły wyłączenia prądu w domach. PSE dwa razy w ciągu trzech dni — 4 i 6 sierpnia — ogłosiły okresy przywołania na rynku mocy. To wezwanie skierowane do elektrowni, magazynów energii i dużych odbiorców, którzy wcześniej podpisali umowy i biorą pieniądze za gotowość: w wyznaczonych godzinach mają dostarczyć moc albo ograniczyć własne zużycie. Gospodarstw domowych to nie dotyczy i nie pojawia się z tego powodu żadna nowa pozycja na rachunku.

Czym innym są stopnie zasilania — realne ograniczenia poboru dla zakładów o mocy umownej od 300 kW wzwyż, wprowadzane rozporządzeniem, które również nie obejmują gospodarstw domowych. Po nie w sierpniu 2026 r. nie sięgnięto. Ostatni raz było to konieczne w sierpniu 2015 r.

Nie zawiodło jedno źródło energii, tylko zbiegły się trzy rzeczy: upały podbiły zapotrzebowanie, wiatr wiał słabo, a część bloków węglowych musiała zejść z mocą, bo Wisła miała najniższy poziom od ponad siedemdziesięciu lat i zabrakło wody do chłodzenia. Rekordowo niska rzeka uderzyła więc nie w wiatraki, tylko w węgiel.