Kluczowe ustalenia

  • To wydarzyło się 22 września 2025 r., a nie w 2026. Seria niewyjaśnionych obserwacji dronów (bezzałogowych statków latających) nad europejskimi lotniskami cywilnymi i obiektami wojskowymi zaczęła się rok wcześniej, niż sugerują krążące dziś relacje. Depesza Reutersa o wstrzymaniu ruchu w Kopenhadze nosi datę 22 września 2025 r., a Ośrodek Studiów Wschodnich opublikował swoją analizę 3 października 2025 r.

  • Lotnisko Kopenhaga-Kastrup wstrzymało wszystkie starty i lądowania o godz. 20:26 czasu lokalnego (18:26 GMT). Tak podał FlightRadar24 — komercyjny serwis, który śledzi loty na całym świecie — cytowany przez Reutersa. Przerwa w ruchu trwała około czterech godzin. Lotnisko wznowiło pracę po północy, a opóźnienia i odwołania ciągnęły się jeszcze przez kolejną dobę.

Lotniska w Kopenhadze i Oslo zamknięte po zgłoszeniach o dronach

Źródło: bbc.com

  • Liczby 51 przekierowanych i 109 odwołanych lotów nie pochodzą od żadnego urzędu. W dostępnych materiałach nikt ich nie przypisuje ani komunikatowi operatora lotniska (Københavns Lufthavne), ani agencji ruchu lotniczego Naviair, ani duńskiemu nadzorowi lotniczemu Trafikstyrelsen. Redakcja fact-checkingowa Demagog przypisuje je portalowi FlightRadar24. Niezależnie od tego telewizja TV 2 podała rząd wielkości: około 100 odwołanych odlotów i lądowań.

  • Żaden duński komunikat nie zawierał dowodu na udział Rosji — tylko ocenę. Premier Mette Frederiksen nazwała incydent najpoważniejszym jak dotąd atakiem na duńską infrastrukturę krytyczną (czyli kluczowe obiekty, jak lotniska czy elektrownie). Ale w tej samej wypowiedzi zastrzegła: „Vi udelukker selvsagt ikke nogen optioner, i forhold til hvem der står bag” („Oczywiście nie wykluczamy żadnych opcji co do tego, kto za tym stoi”). Dziennik „Politiken” napisał wprost, że żadne duńskie władze nie potwierdziły, iż za incydentem stoją Rosjanie.

  • Dwa rządowe dochodzenia zakończone w czerwcu 2026 r. dały sprzeczne wnioski. Duńskie siły zbrojne w raporcie z 19 czerwca 2026 r. stwierdziły, że drony nad Danią były. Sześć dni później policja z Kopenhagi ogłosiła, że tego nie potrafi udowodnić — i że w zebranym materiale nie znalazła konkretnych dowodów.

  • Część nagrań „dronów” pokrywa się z lotem samolotu szkoleniowego. Firma Copenhagen Airtaxi potwierdziła, że jej Socata TB-20 Trinidad o znakach OY-CDT wykonywał lot treningowy w tym samym rejonie i czasie, w którym policja zgłosiła obserwację drona. Układ świateł tej maszyny pasuje do tego, co widać na nagraniu norweskiej telewizji NRK.

  • Dania rozważała zwołanie konsultacji z art. 4 traktatu waszyngtońskiego, ale ostatecznie z nich zrezygnowała. Art. 4 to zapis, który pozwala państwu NATO zwołać sojuszników na rozmowy, gdy czuje zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa. Dla porównania Estonia art. 4 uruchomiła — po tym, jak rosyjskie myśliwce MiG-31 spędziły 12 minut w jej przestrzeni powietrznej. Rosja zaprzeczyła udziałowi w incydentach nad Kopenhagą i Oslo.


Kontekst i tło

Wieczór 22 września 2025 r. nie był pojedynczym epizodem — był początkiem serii, która ciągnęła się niemal tydzień. W kolejnych dniach zgłoszenia przesunęły się z wyspy Zelandia na Półwysep Jutlandzki. Krótko przed godz. 22 policja Syd- og Sønderjylland dostała zgłoszenia o dronach przy lotniskach w Esbjergu i Sønderborgu oraz przy bazie lotniczej Skrydstrup, gdzie stacjonują duńskie F-16 i F-35. W nocy ze środy na czwartek 25 września funkcjonariusze byli w pobliżu wszystkich trzech miejsc.

Drony zaobserwowano także nad Karup — największą bazą wojskową Danii. Możliwe obserwacje zgłaszano równolegle w Niemczech, Norwegii i na Litwie. To właśnie ta skala, a nie pojedynczy incydent, przesądziła o politycznej reakcji.

Drony nad duńskimi bazami wojskowymi w kolejnych dniach serii

Źródło: bbc.com

Dania poprosiła sojuszników o pomoc oraz poinformowała NATO i Unię Europejską. Według analizy Ośrodka Studiów Wschodnich z 3 października 2025 r. wsparcia udzieliła koalicja dziesięciu państw: Niemcy, Francja, Szwecja, Ukraina, Norwegia, Finlandia, Polska, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Holandia. Mette Frederiksen zapowiedziała wtedy, że zarówno wojsko, jak i policja zwiększą obecność wokół infrastruktury krytycznej, korzystając ze sprzętu do zwalczania dronów.

Temat nie zniknął wraz z końcem serii. 19 września 2026 r. w Kopenhadze odbyła się konferencja prasowa przewodniczącego Komitetu Wojskowego NATO i szefa duńskich sił zbrojnych. Rok po tamtych wydarzeniach obrona przed dronami wciąż była tematem rozmów sojuszników na najwyższym szczeblu.


Szczegółowa analiza

Skąd wzięły się liczby, które dziś krążą jako urzędowe. Sam przebieg wieczoru jest dobrze udokumentowany: loty wstrzymano o 20:26 czasu lokalnego, przerwa trwała blisko cztery godziny, po północy lotnisko stopniowo wracało do pracy. Problem zaczyna się przy skali zakłóceń. Powtarzane w relacjach 51 przekierowanych i 109 odwołanych lotów to w dostępnych materiałach dane FlightRadar24 — komercyjnego serwisu śledzącego loty, a nie operatora lotniska, agencji ruchu lotniczego Naviair czy nadzoru Trafikstyrelsen. Ta różnica ma znaczenie: FlightRadar24 liczy to, co widzi w sygnałach z transponderów (urządzeń w samolotach, które nadają pozycję maszyny), a nie to, co lotnisko oficjalnie zaksięgowało jako odwołanie. Dla porównania TV 2 mówiła o około 100 odwołanych odlotach i lądowaniach łącznie. Dwa źródła, dwie metody liczenia — i liczby, które w przekazie zaczęły żyć własnym życiem.

Co dokładnie powiedzieli duńscy politycy — i czego nie powiedzieli. Mette Frederiksen określiła zdarzenie jako najpoważniejszy jak dotąd atak na duńską infrastrukturę krytyczną. To mocne słowa, ale dotyczą skutku, a nie sprawcy. Pytana o to, kto za tym stoi, nie wykluczyła żadnej możliwości, w tym Rosji — a to nie to samo, co wskazanie Rosji. Osobno, w kontekście całej jesiennej serii, premier Danii powiedziała: „Den, der fører hybridkrig mod Europa, er Rusland” („Tym, kto prowadzi wojnę hybrydową przeciw Europie, jest Rosja”). To ocena strategiczna dotycząca szerszego zjawiska, a nie ustalenie śledcze co do konkretnego lotu nad Kastrup.

Ówczesny minister obrony Troels Lund Poulsen opisywał charakter operacji, a nie jej autora: mówił o działaniu systematycznym, a nie o przypadkowym amatorze — „ikke bare er Jens Hansen, som flyver med en Fætter BR-drone” („to nie jest po prostu Jens Hansen latający dronem z marketu”). Duński wicepremier nazwał to atakiem hybrydowym o systematycznym charakterze, przeprowadzonym przez profesjonalistów działających blisko infrastruktury krytycznej. Żadna z tych wypowiedzi nie zawiera dowodu — wszystkie opisują ocenę prawdopodobieństwa. Potwierdza to relacja „Politiken”: duńskie władze nie potwierdziły, że stoją za tym Rosjanie.

Dziewięć miesięcy później państwo nie mówiło jednym głosem. W czerwcu 2026 r. zakończyły się dwa rządowe dochodzenia i doszły do przeciwnych wniosków. Duńskie siły zbrojne w raporcie z 19 czerwca 2026 r. stwierdziły, że drony nad Danią były. Policja z Kopenhagi 25 czerwca ogłosiła, że tego nie udowodniła. Szef inspektoratu Søren Thomassen ujął to symetrycznie: nie możemy potwierdzić, że doszło do aktywności dronów, ale też nie możemy jej wykluczyć. Policja podała, że w zebranym materiale nie znalazła konkretnych dowodów. Ten rozjazd między wojskiem a policją — opisany także przez Bloomberga — jest dziś najtwardszym ustaleniem całej sprawy: po dziewięciu miesiącach śledztwa nie ma pewności nawet co do tego, czy nad lotniskiem był dron.

Jeden trop dało się sprawdzić — i prowadził donikąd. Firma Copenhagen Airtaxi potwierdziła, że jej samolot szkoleniowy Socata TB-20 Trinidad o znakach rejestracyjnych OY-CDT wykonywał lot treningowy w tym samym rejonie i czasie, w którym policja zgłosiła obserwację drona. Po obejrzeniu nagrania norweskiej telewizji NRK przedstawiciele firmy potwierdzili, że układ świateł ich maszyny pasuje do tego, co widać na filmie. To nie wyjaśnia wszystkich zgłoszeń z tamtego tygodnia, ale pokazuje mechanizm: światła nawigacyjne małego samolotu w nocy dają obraz, który obserwator z ziemi łatwo weźmie za dużego drona.

Trasa lotu samolotu szkoleniowego Socata TB-20 na FlightRadar24

Źródło: forsal.pl

Reakcja sojuszników była ostrożniejsza, niż się dziś pamięta. Dania rozważała zwołanie konsultacji z art. 4 traktatu waszyngtońskiego — i ostatecznie tego nie zrobiła. Jak duża to różnica, widać w zestawieniu z Estonią, która w tym samym miesiącu art. 4 uruchomiła po wlocie trzech myśliwców MiG-31 i ich 12-minutowym pobycie w estońskiej przestrzeni powietrznej. Tam chodziło o rozpoznane maszyny obcego państwa i policzalny czas ich pobytu w powietrzu; w Danii — o serię zgłoszeń, których nie udało się potwierdzić. Kopenhaga wybrała drogę pośrednią: prośbę o pomoc do sojuszników i poinformowanie NATO oraz Unii Europejskiej, bez formalnego mechanizmu z traktatu. Rosja zaprzeczyła, że jest za to odpowiedzialna.

Dlaczego to ma znaczenie w Polsce. Polski wrzesień 2026 r. ma własną, oddzielną chronologię incydentów przy granicy. Według relacji z 17 września 2026 r. obiekt uderzył w cel lub został zwalczony (czyli zneutralizowany — niekoniecznie zestrzelony; mógł zostać np. zagłuszony albo przechwycony) około 4 km od granicy z Polską, po stronie ukraińskiej — w rejonie Jagodzina, naprzeciw przejścia granicznego w Dorohusku. Mimo poderwania myśliwców Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych przekazało, że polska przestrzeń powietrzna została zabezpieczona i nie odnotowano jej naruszenia. O wcześniejszych zdarzeniach w tym samym rejonie pisaliśmy w analizie rozbieżnych odległości w komunikatach spod Dorohuska.

Duński przypadek pokazuje, jak łatwo w takich sytuacjach zatrzeć granicę między obserwacją a ustaleniem. Polski kontekst dokłada do tego problem czysto techniczny: przy rosyjskich dronach odrzutowych Gierań-5 obrona przeciwlotnicza ma około sześciu sekund na reakcję — przy wolniejszych Shahedach była to około minuty. Tak wąskie okno na decyzję oznacza, że system musi rozstrzygnąć, czym jest obiekt, zanim człowiek zdąży go obejrzeć.


Co pozostaje otwarte

  • Wątek norweski. Poza zaprzeczeniem Rosji dotyczącym obu stolic nie udało się w wiarygodnych źródłach potwierdzić szczegółów zamknięcia przestrzeni nad Oslo-Gardermoen — ani godziny ponownego otwarcia, ani liczby dotkniętych lotów. Krążące doniesienia są ze sobą sprzeczne.
  • Zatrzymania. Nie potwierdziliśmy, czy zatrzymanie cudzoziemca sterującego dronem przy lotnisku w Oslo i sprawa dwóch obywateli Singapuru to jedno zdarzenie, czy dwa — ani czy komukolwiek postawiono zarzuty powiązane ze sprawą lotnisk.
  • Bilans fałszywych alarmów. Ani duńskie, ani norweskie władze nie opublikowały zestawienia, ile zgłoszeń o dronach z tamtego tygodnia ostatecznie okazało się fałszywymi.
  • Konkretny sprzęt sojuszników. Wiadomo, które państwa udzieliły Danii wsparcia; nie ma natomiast oficjalnego zestawienia, jakim dokładnie sprzętem do zwalczania dronów to zrobiły.

Podsumowanie

Lotnisko w Kopenhadze zamknięto na cztery godziny wieczorem 22 września 2025 roku — nie rok później. Kto wysłał drony, do dziś nie wiadomo, a duńska policja po dziewięciu miesiącach śledztwa nie potrafiła nawet rozstrzygnąć, czy drony nad lotniskiem w ogóle były. Duńskie siły zbrojne w osobnym raporcie stwierdziły, że były.

Politycy od początku mówili o ataku hybrydowym i wskazywali Rosję jako najbardziej prawdopodobne źródło, ale żaden oficjalny komunikat nie zawierał dowodu — tylko ocenę prawdopodobieństwa. Rosja zaprzeczyła, że jest za to odpowiedzialna. Co najmniej część nagrań rzekomych dronów pokrywa się z lotem treningowym małego samolotu szkoleniowego, co potwierdziła firma, do której maszyna należy.

Najczęściej powtarzane liczby — 51 przekierowanych i 109 odwołanych lotów — nie pochodzą od lotniska ani od duńskiego nadzoru lotniczego, tylko z komercyjnego serwisu śledzącego loty. Dania rozważała zwołanie konsultacji sojuszniczych z art. 4, ale z nich zrezygnowała; konsultacje uruchomiła w tym samym miesiącu Estonia, gdy rosyjskie myśliwce spędziły 12 minut w jej przestrzeni powietrznej.