Co napisaliśmy poprzednio

1 sierpnia 2026 r. opisaliśmy uchwaloną dzień wcześniej przez Sejm nowelizację Prawa oświatowego oraz ustawy o systemie informacji oświatowej, która miała pozwolić państwu zbudować własny, bezpłatny dziennik elektroniczny. W tekście Państwowy eDziennik: 216,47 mln zł do 2035 roku, ale żadna szkoła nie musi z niego korzystać ustaliliśmy dwie rzeczy. Po pierwsze — art. 6 ustawy wyznaczał maksymalny limit wydatków budżetu państwa na 216,47 mln zł w latach 2026–2035, w tym niespełna 15 mln zł w 2026 r. i blisko 54 mln zł w 2027 r. Po drugie — teza o „końcu monopolu Librusa i Vulcana” była myląca, bo ustawa nikomu niczego nie nakazywała: o wejściu do systemu decydować miał dyrektor szkoły w porozumieniu z organem prowadzącym. Sejm uchwalił ustawę 31 lipca 2026 r. wynikiem 251 głosów za, 24 przeciw i 168 wstrzymujących się. Tekst kończyliśmy trzema pytaniami otwartymi — jednym z nich było to, czy ustawa przejdzie przez Senat i biurko prezydenta bez zmian.


Co się zmieniło

  • Wcześniej: na 1 sierpnia 2026 r. ustawa była na etapie senackim i nie trafiła jeszcze do prezydenta. Teraz: senacka Komisja Edukacji 5 sierpnia zarekomendowała przyjęcie nowelizacji bez poprawek, a cały Senat zajmował się nią na posiedzeniu 5–7 sierpnia, ostatnim przed przerwą wakacyjną. Trzy tygodnie później, 28 sierpnia 2026 r., prezydent Karol Nawrocki odmówił podpisania ustawy.

  • Wcześniej: pisaliśmy, że ministerstwo nie podało publicznie, ile placówek weźmie udział w pierwszej fazie, i my także nie dotarliśmy do wiążącej liczby. Teraz: wiadomo, że pilotaż miał objąć około 40 szkół podstawowych i ponadpodstawowych w roku szkolnym 2026/2027.

  • Wcześniej: pilotaż miał ruszyć we wrześniu 2026 r. Teraz: prace nad wdrożeniem zostały zatrzymane — bez wejścia ustawy w życie pilotaż nie może się rozpocząć. Zgodnie z projektem rozporządzenia Ministerstwa Edukacji Narodowej miał on zresztą startować nie 1 września, tylko 22 września 2026 r.

  • Wcześniej: podawaliśmy, że rodzice płacą za mobilne dodatki rzędu 33–43 zł na rok szkolny. Teraz: widełki 32,99–42,89 zł pochodzą ze źródeł z listopada 2024 r. i nie opisują dzisiejszego cennika. Aktualna potwierdzona stawka po stronie Librusa to 49,99 zł z góry za rok szkolny — tyle kosztuje rozszerzony wariant „Mobilne Dodatki Plus”.


Co nowego

28 sierpnia 2026 r. na biurko prezydenta trafiło siedem ustaw. Cztery podpisał, trzy zawetował. Poza eDziennikiem sprzeciw dotyczył nowelizacji o programach ochrony powietrza przygotowywanych przez samorządy oraz nowelizacji Prawa energetycznego. W przypadku Prawa energetycznego Kancelaria Prezydenta wyjaśniła weto tym, że w marcu 2026 r. prezydent podpisał poprzednią nowelizację tej samej ustawy, a po kilku miesiącach dostał przepisy, które w części odwracały tamte zmiany.

Sam eDziennik prezydent zawetował, nie kwestionując pomysłu jako takiego. Podkreślił, że sama idea wprowadzania cyfrowych rozwiązań jest słuszna, a niezrozumiały jest dla niego sposób, w jaki resort edukacji podszedł do wdrożenia. Postawił trzy warunki poprawy ustawy: „konsultacje z nauczycielami i ekspertami, realne zabezpieczenie danych dzieci oraz rozsądne i przejrzyste koszty”. Sprawdziliśmy każdy z tych trzech wątków osobno.

Argument pierwszy: „ogromne koszty”

Prezydent ocenił, że „budowa systemu ma kosztować ponad dwieście milionów złotych — to ogromne koszty z publicznych pieniędzy”. W komunikacie nie podał, jakiego okresu ta kwota dotyczy.

Uczniowie w klasie podczas lekcji — zdjęcie ilustracyjne z materiału bankier.pl o wecie do ustawy o eDzienniku

Źródło: bankier.pl

I to jest sedno sprawy. Kwota „ponad 200 mln zł” nie jest niezależnym wyliczeniem ani kontrpropozycją — to ta sama liczba, którą wpisano do zawetowanej ustawy. Resort edukacji wyliczył, że stworzenie, a potem funkcjonowanie dziennika elektronicznego będzie kosztowało państwo w ciągu dziesięciu lat około 216,5 mln zł. Prezydent nie mówi więc o innym horyzoncie czasowym niż ustawa — mówi o dokładnie tym samym, tyle że bez wskazania, że chodzi o dekadę. Różnica między „ponad 200 mln” a 216,47 mln zł to zaokrąglenie w dół, nie spór o metodologię.

Warto dodać, że w obiegu funkcjonowała też niższa liczba: Interia Biznes pisała o kosztach wdrożenia i utrzymania systemu w latach 2026–2035 rzędu około 190 mln zł. To wcześniejszy szacunek z prac nad projektem — i był on niższy, a nie wyższy od finalnego limitu.

Argument drugi: „chaos organizacyjny”

Kancelaria Prezydenta powołała się na ryzyko chaosu organizacyjnego w szkołach, argumentując, że szkoły potrzebują czasu, szkoleń i odpowiedniego przygotowania.

Ten argument trzeba zestawić z harmonogramem, który zapisano w ustawie. Zawetowana nowelizacja nie nakładała na żadną szkołę ustawowego obowiązku wdrożenia systemu z dniem 1 września 2026 r.na rok szkolny 2026/2027 zaplanowano wyłącznie pilotaż, a pełną funkcjonalność systemu ustawa przewidywała dopiero od roku szkolnego 2027/2028 — wtedy z eDziennika miały móc korzystać wszystkie uprawnione i zainteresowane szkoły.

Liczby domykają obraz: pilotaż miał objąć około 40 szkół przy 14 030 publicznych szkołach podstawowych i ponadpodstawowych ujętych w danych systemu informacji oświatowej na 31 grudnia 2025 r. — czyli około 0,3 proc. placówek, mniej więcej jedną szkołę na trzysta pięćdziesiąt. Start przewidziano na 22 września, trzy tygodnie po rozpoczęciu roku szkolnego.

Jest natomiast realne ziarno w postulacie konsultacji. Ścieżka parlamentarna była wyjątkowo szybka: Rada Ministrów przyjęła projekt 21 lipca 2026 r., pierwsze czytanie odbyło się 29 lipca na połączonych komisjach, drugie 30 lipca, a Sejm uchwalił ustawę 31 lipca. Cała droga od rządu do uchwalenia zajęła dziesięć dni, a od pierwszego czytania do głosowania — dwa. Konsultacje publiczne odbyły się wcześniej, na etapie rządowym, i ministerstwo odniosło się do zgłoszonych uwag, ale sam Sejm nad ustawą praktycznie się nie zatrzymał.

Argument trzeci: dane uczniów w „ogromnej bazie”

Tu argument prezydenta ma udokumentowanych poprzedników — i to nie po stronie firm komercyjnych. Związek Powiatów Polskich w opinii do projektu ostrzegał, że „przetwarzanie tak szczegółowych informacji, jak PESEL, data urodzenia, numer telefonu, wydaje się zbyteczne w świetle zasady minimalizacji danych osobowych”, i że e-dziennik nie powinien funkcjonować jako centralne źródło informacji o wszystkich uczestnikach procesu oświaty i wychowania. Osobno Związek Nauczycielstwa Polskiego podnosił, że pilotaż będzie oznaczał dublowanie obowiązków, bo w fazie pilotażowej przewidziano równoległe prowadzenie dwóch dzienników elektronicznych.

📄 Opinia Związku Powiatów Polskich do projektu z danymi o e-dziennikach w szkołach (PDF, źródło: zpp.pl)

Osłabia ten argument jedna rzecz: eDziennik nie miał być nową bazą zbudowaną od zera. Miał być zintegrowany z Systemem Informacji Oświatowej, a integracja z SIO miała umożliwić szkołom wykorzystanie danych znajdujących się już w rejestrach państwowych. Te same kategorie danych są dziś zresztą przetwarzane komercyjnie: rodzice i uczniowie korzystający z Librusa i eduVULCAN-a mają wgląd m.in. w oceny, frekwencję, uwagi czy plan lekcji, a operatorzy tych systemów podlegają przepisom o ochronie danych osobowych. Weto nie przenosi więc danych uczniów z serwerów do sejfu — zostawia je tam, gdzie są dzisiaj.

Spór o motywy: co potwierdzają dokumenty, a co nie

Reakcja resortu edukacji była natychmiastowa. Ministra edukacji Barbara Nowacka napisała na platformie X: „Lobbystyczne weto do ustawy o bezpłatnym, państwowym e-dzienniku”. Wiceministra Katarzyna Lubnauer wskazywała na praktyczny skutek decyzji: „rodzice nadal mogą płacić za pełne funkcje komercyjnych aplikacji; dane o uczniach, ich ocenach i frekwencji pozostaną na serwerach prywatnych firm”.

Ministra edukacji Barbara Nowacka i wiceministra Katarzyna Lubnauer w Sejmie — fot. rmf24.pl

Źródło: rmf24.pl

Zarzut lobbingu jest jednak twierdzeniem o motywach, a nie o treści ustawy — i tu podział nie przebiega tak, jak sugeruje spór partyjny. Oceny Barbary Nowackiej nie podzielił poseł koalicji rządzącej i czynny nauczyciel Marcin Józefaciuk: „Prezydent zawetował ustawę o państwowym eDzienniku. Sam o to wnioskowałem i uważam, że to właściwa decyzja”. Na wpis ministry odpowiedział też poseł i były minister cyfryzacji Janusz Cieszyński, według którego zawetowana ustawa nie gwarantowała tego, o czym mówi resort.

Publicznie udokumentowane zastrzeżenia zgłoszone w toku prac nad projektem, do których dotarliśmy, pochodzą od samorządowców i od związku zawodowego nauczycieli — czyli od organizacji, które nie sprzedają dzienników elektronicznych. To nie dowodzi, że lobbingu nie było; oznacza tylko tyle, że słowo „lobbystyczne” pozostaje w tej chwili oceną intencji, a nie ustaleniem popartym dokumentem.

Co dalej z ustawą

Weto nie kończy sprawy, tylko cofa ją do Sejmu. Prezydent miał 21 dni od przedstawienia ustawy przez Marszałka Sejmu na podpis albo na odmowę — i z tego terminu skorzystał. Teraz zgodnie z art. 122 ust. 5 Konstytucji Sejm może odrzucić weto większością 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Przy pełnej frekwencji oznacza to, że z 460 posłów co najmniej 276 musi opowiedzieć się za odrzuceniem sprzeciwu.

Kiedy to nastąpi — nie wiadomo. Analiza Biura Analiz Sejmowych wskazuje, że regulamin Sejmu nie wprowadza żadnego terminu na to działanie, choć autorzy analizy dopuszczają rozważenie nałożenia takiego terminu przez Marszałka Sejmu lub Prezydium. O umieszczeniu głosowania w porządku obrad decyduje więc Marszałek. Gdyby weto zostało odrzucone, prezydent w ciągu 7 dni podpisuje ustawę i zarządza jej ogłoszenie w Dzienniku Ustaw.


Co wciąż aktualne

Dłonie na klawiaturze laptopa — zdjęcie ilustracyjne z materiału interia.pl o dziennikach elektronicznych

Źródło: interia.pl

Zobacz też: Edukacja zdrowotna obowiązkowa od 1 września. Wypisać można tylko z drugiego, osobnego przedmiotu — pozostałe zmiany, które w tym roku szkolnym faktycznie weszły w życie.


Podsumowanie

Prezydent zawetował ustawę, powołując się na trzy rzeczy: koszty, chaos organizacyjny i bezpieczeństwo danych. Pierwszy argument jest najsłabszy — „ponad 200 mln zł” to zaokrąglone 216,47 mln zł rozłożone na dziesięć lat, czyli liczba wprost z zawetowanej ustawy, a nie alternatywne wyliczenie. Drugi rozmija się z harmonogramem: żadna szkoła nie musiała niczego wdrażać 1 września, pilotaż był dobrowolny, miał objąć około 40 placówek i ruszyć 22 września. Trzeci ma udokumentowanych poprzedników — samorządowcy naprawdę pisali o nadmiarze danych w jednym miejscu — ale mierzy się z faktem, że PESEL, oceny i frekwencja są dziś przetwarzane i w państwowym systemie informacji oświatowej, i przez komercyjne systemy, z których korzysta ponad 97 proc. szkół.

Realny skutek weta jest prosty i dotyczy portfela: darmowa państwowa alternatywa nie powstanie w tym roku szkolnym, a rodzic, który chce pełnych funkcji aplikacji mobilnej, dalej za nie płaci — w Librusie za rozszerzony pakiet 49,99 zł z góry za rok szkolny. Sam dziennik w przeglądarce pozostaje bezpłatny, tak jak był.

Sprawa wraca do Sejmu. Do odrzucenia weta potrzeba 276 głosów przy pełnej sali, a Konstytucja ani regulamin Sejmu nie wyznaczają terminu, w którym musi się to stać — datę głosowania wybierze Marszałek Sejmu.