Co napisaliśmy poprzednio

11 sierpnia 2026 r. opublikowaliśmy analizę „Pomoc powodziowa dla trzech firm z jednej wsi. Cztery niezależne rejestry nie odnotowały tam wody”. Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego wypłaciła trzem podmiotom z Dziwiszowa — wsi w gminie Jeżów Sudecki pod Jelenią Górą — ok. 4,5 mln zł wsparcia dla poszkodowanych przez powódź z września 2024 r. Jednym z beneficjentów była firma męża ówczesnej wiceprezes agencji Anny Konieczyńskiej, polityczki Koalicji Obywatelskiej. Dziennikarze Wirtualnej Polski sprawdzili adresy beneficjentów w czterech niezależnych rejestrach — Państwowej Straży Pożarnej, Wód Polskich, unijnego systemu Copernicus EMS i danych satelitarnych ICEYE — i żaden nie potwierdził, że pod tymi adresami była woda powodziowa. Sprawę badały wtedy dwie instytucje krajowe: Centralne Biuro Antykorupcyjne i prokuratura w Jeleniej Górze.


Co się zmieniło

  • Wcześniej: sprawą zajmowały się wyłącznie instytucje krajowe — CBA od 29 kwietnia 2026 r. i prokuratura w Jeleniej Górze od 10 sierpnia. Teraz: 13 sierpnia 2026 r. własne śledztwo wszczęła Prokuratura Europejska (EPPO) — instytucja unijna z siedzibą w Luksemburgu, powołana do ścigania przestępstw godzących w interesy finansowe Unii. Potwierdziło to Wirtualnej Polsce biuro prasowe EPPO, a datę podał wprost „Fakt”: „Śledztwo zostało wszczęte w czwartek, 13 sierpnia”.

  • Wcześniej: pisaliśmy, że media rozbieżnie podają, czy reakcję podjęła prokuratura rejonowa, czy okręgowa. Teraz: to już rozstrzygnięte — czynności sprawdzające 10 sierpnia 2026 r. wdrożyła Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze. Jej rzeczniczka Ewa Węglarowicz-Makowska wskazała wątek „przekroczenia uprawnień służbowych w celu osiągnięcia korzyści majątkowej”.

  • Wcześniej: po odwołaniu wiceprezes 11 sierpnia prezesem agencji pozostawał Hubert Papaj, a jego dymisji sprzeciwiali się politycy Bezpartyjnych Samorządowców. Teraz: 14 sierpnia 2026 r. zarząd województwa dolnośląskiego odwołał Papaja oraz całą radę nadzorczą spółki. Dzień wcześniej dymisji domagali się radni Koalicji Obywatelskiej w sejmiku, żądając też niezależnego audytu zewnętrznego. Rozszerzył się również obraz politycznego zaplecza prezesa: według Wirtualnej Polski poza Bezpartyjnymi Samorządowcami stało za nim PSL — w jego sprawie mieli dzwonić do marszałka Władysław Kosiniak-Kamysz i Piotr Zgorzelski.

Zarząd województwa dolnośląskiego odwołał prezesa Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego Huberta Papaja i całą radę nadzorczą spółki

Źródło: wydarzenia.interia.pl

  • Wcześniej: za komunikatem resortu funduszy pisaliśmy, że Fundusz wsparcia przedsiębiorstw dotkniętych powodzią finansowano ze środków „reużycia”, czyli ze spłat pożyczek udzielonych w czasie pandemii. Teraz: dokumenty samego operatora mówią więcej. Strona programu „Pożyczka powodziowa” prowadzona przez agencję podaje, że Bank Gospodarstwa Krajowego wdraża Fundusz Powierniczy na podstawie umowy zawartej ze Skarbem Państwa – Ministrem Funduszy i Polityki Regionalnej, a wkład finansowy pochodzi ze środków Zasobów Zwróconych Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. To pieniądze o rodowodzie unijnym — i dokładnie ta okoliczność otwiera drogę Prokuraturze Europejskiej.

Co nowego

Co Prokuratura Europejska powiedziała — i czego nie powiedziała

Potwierdzenie jest krótkie i celowo puste. Rzeczniczka EPPO Tine Hollevoet przekazała mediom: „Mogę potwierdzić, że EPPO wszczęło postępowanie w tej sprawie. Aby nie zagrozić wynikom śledztwa, na razie nie można ujawniać żadnych dalszych informacji”. Ten sam cytat w identycznym brzmieniu opublikowały Wirtualna Polska i „Do Rzeczy”.

Do 16 sierpnia EPPO nie ujawniła ani kwalifikacji prawnej czynów, ani kręgu osób, których dotyczy postępowanie, ani jego zakresu przedmiotowego. Nie wiadomo też, czy Prokuratura Europejska przejęła sprawę od prokuratury w Jeleniej Górze, czy prowadzi własne postępowanie równolegle do krajowego. Rozporządzenie 2017/1939 pozwala jej na przejęcie sprawy, a takie postępowania prowadzą delegowani prokuratorzy europejscy — polscy prokuratorzy, którzy w tych sprawach nie podlegają Prokuraturze Krajowej, tylko strukturze w Luksemburgu.

Warto też odnotować, jak wąska jest podstawa tej informacji. Jedynym publicznym potwierdzeniem jest odpowiedź biura prasowego EPPO na zapytanie dziennikarskie Wirtualnej Polski — nie ma komunikatu na stronie eppo.europa.eu ani osobnej depeszy agencyjnej. Wszystkie późniejsze publikacje powołują się na ten sam przekaz. Sam w sobie jest wiarygodny: to standardowa formuła instytucji, która z zasady nie komentuje spraw w toku i sama decyduje, kiedy je ujawnia. Ale oznacza to również, że o zakresie śledztwa możemy się nie dowiedzieć jeszcze długo.

Prokuratura Europejska wszczęła śledztwo w sprawie pożyczek powodziowych wypłacanych przez Karkonoską Agencję Rozwoju Regionalnego

Źródło: fakt.pl

Skąd pochodziły pieniądze i dlaczego to sprawa dla instytucji unijnej

Przedsiębiorcy poszkodowani przez powódź mieli dwa odrębne kanały wsparcia, oba obsługiwane na Dolnym Śląsku przez tę samą agencję. Pierwszy to program Ministerstwa Rozwoju i Technologii z pożyczkami do 200 tys. zł na usuwanie szkód. Drugi to Fundusz wsparcia przedsiębiorstw dotkniętych powodzią, utworzony przez Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej wspólnie z Bankiem Gospodarstwa Krajowego — na starcie 100 mln zł dla przedsiębiorców, z limitem 5 mln zł na jedną firmę.

To właśnie ten drugi kanał ma unijny rodowód. Regulamin udzielania pożyczek opublikowany przez agencję 15 maja 2025 r. wskazuje umowę o finansowanie nr 1/POIR/ZZ/2025, zawartą 28 stycznia 2025 r. między Skarbem Państwa – Ministrem Funduszy i Polityki Regionalnej a BGK. Skrót POIR to Program Operacyjny Inteligentny Rozwój 2014–2020, zatwierdzony decyzją Komisji Europejskiej; „ZZ” to zasoby zwrócone. Identyczne sformułowania o „środkach Zasobów Zwróconych Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój” znajdują się w dokumentach innych operatorów tego samego funduszu w Polsce.

📄 Regulamin udzielania pożyczek z Funduszu wsparcia przedsiębiorstw dotkniętych powodzią — Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego, 15 maja 2025 r.

Kompetencja Prokuratury Europejskiej obejmuje przestępstwa naruszające interesy finansowe Unii — wynika to z rozporządzenia Rady (UE) 2017/1939 oraz dyrektywy 2017/1371, zwanej dyrektywą PIF. Dokument operatora, który wprost wywodzi pieniądze z programu unijnego, jest więc najprostszym wytłumaczeniem, dlaczego sprawą zajęła się instytucja z Luksemburga.

Jedno zastrzeżenie jest tu istotne. Zasoby zwrócone to pieniądze, które raz już wypłacono z programu unijnego, przedsiębiorcy je spłacili, a państwo użyło ich ponownie. Czy po takim obrocie nadal mają status środków UE w rozumieniu przepisów o ochronie interesów finansowych Unii — tego ani resort funduszy, ani BGK publicznie nie rozstrzygnęły. Sama EPPO też tego nie skomentowała.

„To nie nasz resort” — kto za co odpowiadał w rządzie

12 sierpnia 2026 r. Wirtualna Polska opublikowała odpowiedź MSWiA w sprawie afery powodziowej. Padło w niej stwierdzenie: „Jeżeli chodzi o przypadek dotyczący Karkonoskiej Agencji Rozwoju, to nie dotyczy on Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i ministra Marcina Kierwińskiego. Nie wchodziło to w zakres jego odpowiedzialności” — tak szefa resortu bronił Czesław Mroczek, sekretarz stanu w MSWiA.

Sprawdziliśmy tę linię obrony i podział kompetencji ją potwierdza. W rządowym pakiecie po powodzi z 2024 r. MSWiA odpowiadało za zasiłki dla osób fizycznych, wypłacane przez gminy i koordynowane przez wojewodów. Wsparcie dla przedsiębiorców leżało gdzie indziej: pożyczki do 200 tys. zł prowadziło Ministerstwo Rozwoju i Technologii, a Fundusz z limitem 5 mln zł — Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej razem z BGK. Pieniądze, które wypłacała agencja w Jeleniej Górze, płynęły więc dwoma strumieniami, z których żaden nie przechodził przez resort spraw wewnętrznych.

Czyja to jest spółka

To najczęściej mylony element całej sprawy. Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego jest spółką akcyjną wpisaną do Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem KRS 0000073772, o kapitale zakładowym 35,2 mln zł. 99,99 proc. akcji należy do samorządu województwa dolnośląskiego.

Ma to konkretne konsekwencje. Zarząd województwa nie jest organem spółki — jest organem wykonawczym samorządu, który wykonuje prawa z posiadanych akcji, czyli działa jako akcjonariusz na walnym zgromadzeniu. Dlatego mógł odwołać zarówno zarząd, jak i radę nadzorczą, nie czekając na decyzję rady. Informację o odwołaniach przekazał mediom Michał Nowakowski, rzecznik marszałka województwa dolnośląskiego, uzasadniając decyzję troską o transparentność działania agencji.

Nadzór właścicielski nad spółką sprawuje więc samorząd, a nie administracja rządowa — rząd nie ma uprawnień, by bezpośrednio odwoływać władze tej agencji. Województwem dolnośląskim rządzi koalicja tworzona przez Koalicję Obywatelską, Polskie Stronnictwo Ludowe i Bezpartyjnych Samorządowców.

To rozróżnienie nie zdejmuje odpowiedzialności z poziomu rządowego, tylko ją rozdziela. Za obsadę władz spółki i nadzór nad nią odpowiada samorząd. Za konstrukcję samego programu — regulaminy, umowę o finansowanie, wybór funduszy pożyczkowych i to, czego od nich nie wymagano — odpowiadają resorty i BGK.

Skala się nie zmieniła

Między 11 a 16 sierpnia nie ujawniono publicznie żadnych nowych beneficjentów ani kwot wykraczających poza opisane wcześniej ok. 4,5 mln zł. Nie ma też informacji wskazujących, że śledztwo Prokuratury Europejskiej obejmuje wypłaty dokonane przez operatorów innych niż agencja w Jeleniej Górze albo poza województwem dolnośląskim. Sprawa pozostaje na razie sprawą jednej agencji i trzech podmiotów.

Jak sprawa jest opisywana

Wejście instytucji unijnej natychmiast przełożyło się na język relacji. Media prawicowe — „Do Rzeczy” i Niezalezna.pl — opisały śledztwo EPPO jako dotyczące „afery rządu” i „afery powodziowej partii Tuska”, choć w treści tych samych tekstów pada informacja, że 99,99 proc. akcji spółki należy do samorządu województwa. Ta sama sprawa bywa więc równocześnie nazywana aferą rządową i opisywana jako sprawa spółki samorządowej.


Co wciąż aktualne

  • Ok. 4,5 mln zł dla trzech podmiotów. Kwota potwierdziła się w nowych publikacjach z 14 sierpnia: spółka Kadalore otrzymała ok. 3,2 mln zł w dwóch pożyczkach, firma Amarcord należąca do Piotra Konieczyńskiego — 200 tys. zł, czyli maksimum programu ministerialnego, a Agencja Dami dwie wypłaty: 123 tys. zł i 1 mln zł. Szczegóły opisaliśmy w artykule z 11 sierpnia.
  • Luka w procedurze pozostaje niezmieniona. Przepisy programu nie nakładały na operatora finansowego obowiązku niezależnej weryfikacji hydrologicznej. Podstawą wypłaty było zaświadczenie wójta lub prezydenta miasta oraz oszacowanie szkody. Sama agencja przekazała TVN24, że cały proces opierał się na wnioskach z zaświadczeniami gminy i szacunkach biegłych lub rzeczoznawców.
  • Kalendarium Anny Konieczyńskiej bez zmian. Wiceprezes agencji od 1 lutego 2025 r. — czyli już po powodzi i w trakcie trwania programu. W prawach członka Koalicji Obywatelskiej zawieszona od 23 czerwca 2026 r., na długo przed sierpniowymi publikacjami. Odwołana z funkcji w spółce 11 sierpnia 2026 r.
  • Postępowania krajowe trwają równolegle. Kontrola CBA w agencji i czynności sprawdzające Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze nie zostały zamknięte — śledztwo europejskie ich nie zastępuje.

Podsumowanie

Od naszej publikacji z 11 sierpnia w sprawie pomocy powodziowej z Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego zdarzyły się dwie rzeczy. 13 sierpnia śledztwo wszczęła Prokuratura Europejska — nie ujawniając, kogo i czego dotyczy. 14 sierpnia zarząd województwa dolnośląskiego odwołał prezesa agencji i całą radę nadzorczą.

Na pytanie, czy chodzi o pieniądze unijne, odpowiedź daje dokument samej agencji: część wypłat pochodziła z Funduszu wdrażanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego ze środków zwróconych z unijnego Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. To najprostsze wyjaśnienie, dlaczego sprawą zajęła się instytucja z Luksemburga — choć czy takie środki formalnie zachowują status pieniędzy UE, nikt publicznie nie rozstrzygnął.

Na pytanie, kto odpowiada, odpowiedź jest podzielona. Agencja to spółka akcyjna, w której samorząd województwa ma 99,99 proc. akcji — i to zarząd województwa, nie rząd, mógł odwołać jej władze i to zrobił. Ale program, z którego płynęły pieniądze, zaprojektowały resorty rozwoju oraz funduszy razem z BGK, i to one ustaliły, że operator nie musi sprawdzać, czy woda rzeczywiście tam dotarła. Określenia „afera rządu” i „sprawa spółki samorządowej” opisują dwa różne kawałki tej samej historii — i żaden z nich nie opisuje jej w całości.

Nie zmieniła się natomiast skala. Wciąż mowa o ok. 4,5 mln zł dla trzech podmiotów z jednej wsi. Czy to wyjątek, czy fragment większego problemu, powiedzą dopiero wyniki trzech równoległych postępowań.