Kluczowe ustalenia
- Wpis, od którego zaczęła się sprawa, pojawił się 6 sierpnia 2026 na Telegramie, w grupie dyskusyjnej o nazwie „Broń palna Polska”. Autorem był 23-letni Mikołaj T., mieszkaniec województwa lubelskiego — ustaliło to CBZC.
- Mężczyznę zatrzymano 12 sierpnia, a komunikat CBZC i konferencja prokuratury nastąpiły dopiero 21 sierpnia — dziewięć dni później. Fala publikacji ruszyła tego samego dnia, co komunikat, nie w dniu zatrzymania.
- Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie zastosował wobec podejrzanego tymczasowy areszt na 30 dni. Media podawały, że za zarzucane czyny grozi kara do 20 lat pozbawienia wolności.
- Prokuratura postawiła dwa rodzaje zarzutów: przygotowania do przestępstw przeciwko pokojowi, ludzkości oraz przestępstw wojennych i publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa.
- Prokuratura utrzymuje zarazem, że autor wpisu nie poprzestał na deklaracji: miał zachęcać innych uczestników grupy do dokonania zamachu i rozpocząć „proces rekrutacji przyszłych współsprawców planowanej zbrodni”.
- Prok. Mariusz Boroń z Prokuratury Okręgowej w Krakowie powiedział wprost: „W tym wpisie, o którym mówimy, nie było konkretnych nazwisk. Mówił o zamachu na kilkunastu polityków”. Tego samego dnia TVN24 opublikował materiał zatytułowany „Pisał o zamachu na polityków KO i PiS”.
- Komunikat CBZC nosił tytuł „Zatrzymanie 23-latka, który planował zamach terrorystyczny na czołowych polskich polityków” — mimo że w relacjonowanej treści zarzutów nie ma kwalifikacji przestępstwa o charakterze terrorystycznym.
- Podczas przeszukania wzywano przewodnika psa do wyszukiwania broni i materiałów wybuchowych. Takich przedmiotów nie znaleziono.
Wideo: cbzc.policja.gov.pl
Kontekst i tło
Sprawę prowadzi prokuratura w Krakowie, choć podejrzany mieszka na Lubelszczyźnie — to konsekwencja tego, że wpis wypatrzyli funkcjonariusze krakowskiej jednostki Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, formacji powołanej do ścigania przestępczości w sieci. O ustaleniach informował prok. Mariusz Boroń, zastępujący rzecznika Prokuratury Okręgowej w Krakowie.
Dziewięciodniowa przerwa między zatrzymaniem a komunikatem nie oznacza, że przez ten czas trwało samo zatrzymanie. Polska procedura karna jest tu sztywna: zatrzymany musi w ciągu 48 godzin trafić do dyspozycji sądu, a jeśli w ciągu kolejnych 24 godzin nie otrzyma postanowienia o tymczasowym aresztowaniu wraz z zarzutami — należy go zwolnić. Przedstawienie zarzutów i decyzja sądu nastąpiły więc najpóźniej w połowie sierpnia. Dziewięć dni dotyczy wyłącznie momentu, w którym o sprawie dowiedziała się opinia publiczna.
Drugi element tła to konstrukcja samego zarzutu. W polskim prawie karnym samo przygotowanie do przestępstwa jest karalne tylko wtedy, gdy ustawa wyraźnie tak stanowi (art. 16 §2 k.k.) — regułą pozostaje bezkarność czynności przygotowawczych. Ustawodawca wskazał kilka wyjątków i to w tym katalogu trzeba szukać podstawy zarzutu wobec Mikołaja T.
Tu pojawia się różnica, która decyduje o całej sprawie. Art. 118 §1 polskiego Kodeksu karnego obejmuje działanie w celu wyniszczenia grupy narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub grupy o określonym światopoglądzie. Konwencja ONZ o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa z 1948 r. oraz Statut Rzymski Międzynarodowego Trybunału Karnego nie obejmują grup politycznych definicją ludobójstwa — polski ustawodawca dopisał je sam.
![]()
Źródło: pl.wikipedia.org
Sprawa trafiła też w gorący moment. Tydzień wcześniej opinią publiczną wstrząsnęła inna historia z wątkiem zamachu — pisaliśmy o niej w tekście o udaremnionym zamachu w Warszawie i twierdzeniu premiera o „pierwszym takim przypadku” w NATO. Równolegle rząd przygotowywał zmianę w prawie karnym, która ma pozwolić karać nie tylko za popełnianie zbrodni ludobójstwa, ale także za negowanie lub umniejszanie znaczenia takich czynów.
Szczegółowa analiza
Co dokładnie zarzuciła prokuratura. Komunikat wymienia trzy elementy: zarzut „podjęcia czynności mających stworzyć warunki do przedsięwzięcia czynu zmierzającego bezpośrednio do dokonania ludobójstwa”, zarzut przygotowania do przestępstw przeciwko pokojowi, ludzkości oraz przestępstw wojennych, a także zarzut publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa. Prostuje to jedno z najczęściej powtarzanych uproszczeń: podejrzany nie usłyszał zarzutu ludobójstwa. Usłyszał zarzut czynienia przygotowań do niego — a to w polskim prawie karnym osobny typ czynu, z osobną, niższą sankcją.
Który to przepis. Prokuratura opisała zarzuty słowami, nie numerami artykułów, więc kwalifikację trzeba zrekonstruować z tego opisu. Przygotowanie do przestępstw z rozdziału XVI Kodeksu karnego — czyli tych przeciwko pokojowi, ludzkości oraz wojennych — penalizuje art. 126c k.k. Jak wskazuje analiza opublikowana w czasopiśmie naukowym Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, art. 126c §1 k.k. jest zbrodnią zagrożoną karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 3 lata i obejmuje czynienie przygotowań do czynów z art. 117, art. 118 oraz art. 120 k.k. Warto od razu wykluczyć przepis, który w publicznej dyskusji pojawiał się przez pomyłkę: art. 168 k.k. dotyczy przygotowania do przestępstw przeciwko bezpieczeństwu powszechnemu (sprowadzenie katastrofy, zamach na statek), a nie do czynów z rozdziału XVI. Z tą sprawą nie ma nic wspólnego.
Drugi zarzut jest znacznie lżejszy. Publiczne nawoływanie do popełnienia występku — w podstawowym wariancie z art. 255 §1 k.k. — zagrożone jest grzywną, karą ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Zestawienie tych dwóch liczb pokazuje, skąd bierze się cała temperatura sporu: to nie zarzut nawoływania podnosi stawkę do dwucyfrowych wyroków, tylko sięgnięcie po rozdział o zbrodniach przeciwko pokojowi i ludzkości.
📄 Ekspertyza o art. 255 k.k. — nawoływanie i pochwalanie przestępstwa (PDF, źródło: otwarta.org)
Co jest we wpisie według prokuratury. Wersja śledczych nie jest łagodna. Z treści publikowanych wpisów miało wynikać, że autor jest niezadowolony z rządów „duopolu” i planuje przeprowadzenie zamachu na czołowych polityków dwóch największych partii. Według prokuratury mężczyzna nie poprzestał na deklaracji: zachęcał innych uczestników grupy do dokonania takiego zamachu i rozpoczął — jak ujęła to prokuratura — „proces rekrutacji przyszłych współsprawców planowanej zbrodni”. Osobno śledczy podkreślali czynnik ryzyka: wpis padł nie w przypadkowym miejscu, tylko w grupie o tematyce broni palnej, co według CBZC dodatkowo uzasadniało obawy funkcjonariuszy.
Czego we wpisie nie było. Ta sama prokuratura, która mówi o rekrutacji współsprawców, podkreśla też, że we wpisie nie padły żadne nazwiska, a mowa była ogólnie o „kilkunastu politykach”. Zatrzymany nie wskazał też precyzyjnej daty ataku. Sam Mikołaj T. przyznał się do dokonania wpisu i wyjaśnił: „Przyznaję się formalnie, że dokonałem takiego wpisu. Natomiast zrobiłem to z głupoty”, dodając, że nie chciał nikogo skrzywdzić. W publicznie dostępnych relacjach nie ma mowy o żadnych materialnych śladach przygotowań — ani o gromadzeniu broni, ani o rozpoznaniu celów, liście nazwisk, harmonogramie czy podziale ról. Przeszukanie z udziałem psa do wyszukiwania broni i materiałów wybuchowych zakończyło się bez znaleziska.
Ocena z zewnątrz i z wewnątrz służb. Prawniczka cytowana przez Kurier Lubelski oceniła, że „zarzut ludobójstwa w takim kontekście, jak zaprezentowały media, wydaje mi się wręcz niedorzeczny”. Podobnie sprawę komentowali anonimowi funkcjonariusze służb, którzy twierdzili, że zatrzymany nie ma żadnych związków z terroryzmem, a całą akcję określali jako działanie na pokaz. To krytyka sposobu zakwalifikowania czynu i oprawy zatrzymania, a nie ustalenie sądu — sprawa jest w fazie postępowania przygotowawczego i żadnej z tych ocen nie zweryfikował dotąd wyrok.
Gdzie nagłówki rozjechały się z treścią. Rozjazd nie polega na tym, że media zmyśliły sprawę — polega na tym, że tytuły były o jeden stopień mocniejsze niż zawartość własnych tekstów. Tytuł komunikatu CBZC mówił o „zamachu terrorystycznym”, choć wśród relacjonowanych zarzutów kwalifikacji terrorystycznej nie ma. TVN24 zatytułował swój materiał „Pisał o zamachu na polityków KO i PiS”, a w tekście pod tym tytułem sam przytoczył słowa prokuratury, że nazwisk we wpisie nie było. Wirtualna Polska opublikowała materiał „Nawoływał do zamachu. 23-latek przyznał się do winy”, podczas gdy z cytowanych wyjaśnień wynika przyznanie się do zamieszczenia wpisu, nie do zarzucanej zbrodni. Fakt.pl w swoim tekście konsekwentnie używał inicjału „Mikołaj P.” zamiast „Mikołaj T.”.
Tło dezinformacyjne. Wokół spraw kryminalnych z udziałem młodych mężczyzn regularnie pojawia się w Polsce ten sam schemat — fałszywe przypisanie sprawcy ukraińskiej narodowości. Dwa tygodnie przed sprawą Mikołaja T. rozeszła się w sieci informacja, że nożownik, który zaatakował 15-letniego chłopca w Kamiennej Górze, to 16-letni Ukrainiec. Policja i MSWiA ustaliły, że zarówno sprawca, jak i ofiara byli Polakami, a rzeczniczka resortu określiła rozpowszechnianie takich treści jako „ruską dezinformację”, której celem jest skłócanie Polaków i Ukraińców.

Źródło: demagog.org.pl
Co pozostaje otwarte
- Powód dziewięciodniowej zwłoki w komunikacji. Wiadomo, kiedy doszło do zatrzymania i kiedy poinformowano o nim opinię publiczną. Nie wiadomo, co zdecydowało o takim rozłożeniu tych dat w czasie.
- Dokładna kwalifikacja prawna. Prokuratura opisała zarzuty słownie. Numery artykułów, na których formalnie opiera się postanowienie o przedstawieniu zarzutów, nie zostały potwierdzone w niezależnych od siebie źródłach.
- Skala zjawiska. Ile postępowań o publiczne nawoływanie do przestępstwa prowadzi się w Polsce rocznie i czy sięgnięcie po rozdział o zbrodniach przeciwko pokojowi wobec wpisu w internecie ma precedens — na to nie znaleźliśmy wiarygodnych danych. To pytanie warte osobnego materiału.
- Opinia biegłych. Śledczy czekali na ocenę poczytalności podejrzanego. Jej treść może przesądzić o dalszym biegu sprawy.
Podsumowanie
23-letni Mikołaj T. napisał 6 sierpnia 2026 r. na Telegramie, w grupie poświęconej broni palnej, że chce zorganizować zamach na kilkunastu polityków, i szukał chętnych do udziału. Sześć dni później zatrzymało go CBZC, sąd zastosował 30-dniowy areszt, a opinia publiczna dowiedziała się o wszystkim 21 sierpnia — dziewięć dni po zatrzymaniu.
Prokuratura zarzuciła mu dwie rzeczy: czynienie przygotowań do przestępstw przeciwko pokojowi, ludzkości i przestępstw wojennych oraz publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa. To nie to samo, co zarzut ludobójstwa, choć w nagłówkach oba określenia zlały się w jedno. Kwalifikacja z tego rozdziału kodeksu jest możliwa dlatego, że polska definicja ludobójstwa — inaczej niż konwencja ONZ z 1948 r. i Statut Rzymski — obejmuje także grupy polityczne.
Trzy rzeczy są prawdziwe jednocześnie. Wpis istniał, jego autor sam się do niego przyznał, a prokuratura twierdzi, że zaczął szukać współsprawców. Zarazem nie padło w nim żadne nazwisko ani data, a przeszukanie nie ujawniło broni ani materiałów wybuchowych. I wreszcie: to nagłówki dołożyły do sprawy słowo „terrorystyczny”, nazwy konkretnych partii i przyznanie się do winy — trzy elementy, których nie było w tym, co przekazała prokuratura. Sprawa jest na etapie postępowania przygotowawczego i o niczym jeszcze nie rozstrzygnął sąd.