Kluczowe ustalenia

  • Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) za pośrednictwem systemu CANARD potwierdził 22 maja 2026 roku, że odcinkowy pomiar prędkości (OPP) na autostradzie A6 między węzłami Szczecin Dąbie i Rzęśnica działał błędnie i zawyżał mierzoną prędkość pojazdów.

  • Urządzenie naliczało kierowcom prędkość o ponad 7 km/h wyższą niż w rzeczywistości — jak ujął to Polsat News, system wskazywał, że pojazdy jadą szybciej, niż jechały naprawdę.

  • Błędny pomiar trwał od 29 kwietnia 2026 roku od godziny 12:00 do 4 maja do godziny 9:27. W tym oknie czasowym zarejestrowano około 2 tys. wykroczeń.

  • Przyczyną było błędne wprowadzenie długości mierzonego odcinka przy konfiguracji i legalizacji urządzenia — przyznał to wykonawca systemu, firma Sprint S.A.

  • GITD/CANARD zapewnia, że żadna osoba objęta błędnym pomiarem nie została ukarana mandatem karnym, a sprawy zamknięto systemowo na etapie administracyjnym.

  • Brak mandatu karnego nie oznacza jednak braku kosztów: firmy leasingowe i CFM pobierają od leasingobiorców opłatę rzędu 50–150 zł za wskazanie kierującego pojazdem — niezależnie od tego, czy mandat ostatecznie zostanie nałożony.

Mandaty za prędkość na A6 anulowane. Radar zawyżał wyniki pomiarów

Źródło: fakt.pl


Kontekst i tło

Odcinkowy pomiar prędkości (OPP, potocznie „odcinkówka") różni się od klasycznego fotoradaru tym, że nie mierzy chwilowej prędkości w jednym punkcie. System rejestruje moment wjazdu pojazdu na początek odcinka i moment wyjazdu na jego końcu, a następnie wylicza prędkość średnią — dzieląc znaną długość odcinka przez czas przejazdu. Cała dokładność takiego pomiaru opiera się więc na dwóch wartościach: precyzyjnym pomiarze czasu oraz poprawnie wprowadzonej długości mierzonego odcinka.

I właśnie ta druga wartość okazała się na A6 błędna. Jeśli system „myśli", że odcinek jest dłuższy, niż jest w rzeczywistości, to przy tym samym czasie przejazdu wylicza zawyżoną prędkość. Efekt jest w przybliżeniu stały — dotyka każdego pojazdu, który przejechał odcinkiem w okresie obowiązywania błędnej konfiguracji. W tym wypadku oznaczało to systematyczne zawyżenie o ponad 7 km/h.

Sprawa ma także wymiar instytucjonalny. GITD jest administratorem systemu CANARD i organem prowadzącym czynności wobec właścicieli pojazdów — to on rejestruje naruszenia, wysyła wezwania i zamyka sprawy. Sprint S.A. występuje jako wykonawca i serwisant urządzenia, odpowiedzialny za jego konfigurację. Rozdzielenie tych ról ma znaczenie: w relacji z kierowcą za skutki działania systemu odpowiada urząd, natomiast ewentualna odpowiedzialność wykonawcy wobec urzędu to odrębna kwestia kontraktowa, która nie była przedmiotem publicznych komunikatów.


Szczegółowa analiza

Najbardziej zaskakujący w całej sprawie jest sposób, w jaki wykryto błąd. To nie była rutynowa kontrola metrologiczna ani audyt urzędu — błąd wychwycili sami kierowcy ciężarówek. Porównali rzeczywisty czas przejazdu odcinka z prędkością, jaką naliczył im system, i zorientowali się, że liczby się nie zgadzają. W przypadku zawodowych kierowców, którzy znają trasę i własne tachografy, taka rozbieżność rzuca się w oczy szybciej niż u przeciętnego kierowcy osobówki. Money.pl opisał to wprost: kierowcy ciężarówek odkryli, że „fotoradar kłamie".

Po zgłoszeniu nieprawidłowości GITD zaczął wyjaśniać sprawę i ostatecznie przyznał rację kierowcom. CANARD opublikował na swojej stronie osobny dokument zatytułowany „Wyjaśnienia Wykonawcy w sprawie nieprawidłowości pomiarów", w którym wykonawca systemu odniósł się do przyczyny usterki. Zgodnie z relacjami mediów źródłem problemu było błędne wprowadzenie długości mierzonego odcinka podczas legalizacji urządzenia — czyli błąd parametryzacji, a nie awaria sprzętu czy wada konstrukcyjna. To istotne rozróżnienie, bo błąd ludzki przy konfiguracji daje przewidywalne, stałe zawyżenie, podczas gdy awaria sprzętu zwykle objawia się losowymi anomaliami.

Odcinkowy pomiar prędkości na A6 zawyżał wynik. Co z mandatami?

Źródło: motoryzacja.interia.pl

Skala incydentu jest konkretna: w spornym oknie czasowym między 29 kwietnia a 4 maja system zarejestrował około 2 tys. wykroczeń. Mimo to GITD/CANARD utrzymuje, że nikt nie poniósł kary. Marek Konkolewski z GITD oświadczył, że żadna osoba objęta błędnym pomiarem nie została ukarana mandatem karnym, a wszystkie sprawy zostały — jak to ujęto — zamknięte systemowo na etapie administracyjnym, czyli zanim doszło do nałożenia mandatu. Inspekcja Transportu Drogowego potwierdziła anulowanie mandatów z A6.

Tu jednak pojawia się napięcie, na które zwracają uwagę zwłaszcza firmy transportowe. „Nikt nie został ukarany mandatem" oraz „kierowcy ponieśli realne koszty" to dwa twierdzenia, które wcale się nie wykluczają — odnoszą się bowiem do dwóch różnych rzeczy. Mandat karny to jedno, a koszty administracyjne i leasingowe to drugie. Gdy wezwanie trafia do firmy leasingowej, ta — jako formalny właściciel pojazdu — musi wskazać, kto faktycznie nim kierował. Za tę czynność leasingodawcy pobierają od leasingobiorcy opłatę rzędu 50–150 zł. Jest to powszechna praktyka rynkowa, a opłata jest naliczana niezależnie od tego, czy mandat ostatecznie zostanie wystawiony. W tym sensie błędny pomiar mógł kosztować część kierowców i firm konkretne pieniądze, nawet jeśli żaden mandat karny nie został nałożony.

Sprawę nagłośnił między innymi były minister infrastruktury Alvin Gajadhur, który opublikował dokument wskazujący, że system CANARD na A6 pod Szczecinem zawyżał średnią prędkość pojazdu o ponad 7 km/h. Warto przy tym zaznaczyć, że wartość ta pojawia się w przekazie medialnym w zaokrąglonej postaci — „ok. 7" albo „ponad 7 km/h" — i tak należy ją traktować, dopóki nie zostanie podana dokładna liczba z pełnej dokumentacji technicznej.

Dla kierowcy, który dostanie mandat z odcinkowego pomiaru i uważa go za bezzasadny, kluczowa jest jedna data. Po otrzymaniu mandatu z OPP kierowca ma 7 dni na złożenie wniosku o jego uchylenie do sądu rejonowego właściwego dla miejsca wykroczenia. Termin liczy się od dnia otrzymania mandatu, a właściwy jest sąd miejsca, w którym doszło do wykroczenia — nie sąd miejsca zamieszkania kierowcy. Jeśli sprawa jest dopiero na etapie wezwania do wskazania kierującego, to jeszcze nie mandat, a kierowca ma prawo wystąpić o materiał dowodowy.


Podsumowanie

Inspekcja Transportu Drogowego potwierdziła, że odcinkowy pomiar prędkości na autostradzie A6 między węzłami Szczecin Dąbie i Rzęśnica przez kilka dni na przełomie kwietnia i maja 2026 roku naliczał kierowcom prędkość zawyżoną o ponad 7 km/h. Powodem była źle wprowadzona długość mierzonego odcinka, a błąd jako pierwsi wychwycili kierowcy ciężarówek. W spornym okresie zarejestrowano około 2 tys. wykroczeń, ale urząd zapewnia, że nikt nie dostał mandatu karnego, bo sprawy zamknięto, zanim doszło do ukarania. Trzeba jednak pamiętać, że brak mandatu karnego to nie to samo co brak kosztów — firmy leasingowe pobierają od kierowców 50–150 zł za samo wskazanie, kto prowadził pojazd, i ta opłata nie znika tylko dlatego, że radar się pomylił. Kto otrzyma mandat z odcinkowego pomiaru i się z nim nie zgadza, ma 7 dni na złożenie wniosku o jego uchylenie do sądu właściwego dla miejsca wykroczenia.