Kluczowe ustalenia

  • Do 17 czerwca 2026 Polska nie przekazała Ukrainie ostatniej zapowiadanej partii MiG-29 — transfer pozostaje wstrzymany.
  • Plan dotyczył do 9 egzemplarzy MiG-29 kończących resursy eksploatacyjne. Dla porównania w 2023 roku Polska przekazała Ukrainie 14 maszyn (jako pierwszy kraj NATO, który dostarczył samoloty bojowe), a Słowacja równolegle 13 myśliwców MiG-29.
  • MON podał dwie różne wersje uzasadnienia w ciągu dwóch dni: wiceszef MON Cezary Tomczyk wskazał na niewywiązanie się Kijowa z umowy technologicznej, a wiceszef MON Paweł Zalewski — na brak zainteresowania Ukrainy maszynami bez modernizacji.
  • Nie istnieją publiczne dowody na to, że wstrzymanie transferu jest formą nacisku w sporze o symbolikę historyczną (jednostka „Bohaterów UPA”, Order Orła Białego) — Zalewski temu zaprzeczył.
  • Żadne ukraińskie władze obronne nie potwierdziły publicznie tezy o braku zainteresowania — opiera się ona wyłącznie na relacji polskiego wiceministra.

Kontekst i tło

Polska była pierwszym państwem NATO, które przekazało Ukrainie myśliwce bojowe. W 2023 roku trafiło tam 14 maszyn MiG-29, niemal równolegle z dostawą 13 sztuk ze Słowacji. Były to maszyny tego samego typu — sowieckiej konstrukcji z lat 80. XX wieku, które oba kraje i tak wycofywały ze służby.

Pozostałe polskie MiG-29 są w podobnym stanie: to leciwe maszyny o wyczerpujących się resursach płatowcowych, stopniowo zastępowane przez lekkie samoloty FA-50 oraz oczekiwane F-35. To istotny kontekst dla całego sporu: przedmiotem ewentualnego transferu nie jest nowoczesny sprzęt, lecz konstrukcje u kresu eksploatacji.

Polskie MiG-29 — MON ujawnia szczegóły transferu dla Ukrainy

Źródło: defence24.pl

Temat kolejnej partii wrócił w styczniu 2026, gdy wiceszef MON poinformował, że decyzja zapadła o przekazaniu Ukrainie ostatnich maszyn. Pół roku później okazało się jednak, że samoloty wciąż stoją w Polsce — a wyjaśnienia, dlaczego tak się stało, zaczęły się rozjeżdżać.


Szczegółowa analiza

Dwie wersje w 48 godzin. Sednem sprawy jest rozbieżność wewnątrz samego resortu obrony. Najpierw, około 14–15 czerwca 2026, wiceszef MON Cezary Tomczyk w Radiu ZET stwierdził, że transfer się nie odbył, ponieważ sprawa „nie została dopięta”, a strona ukraińska, według relacji Rzeczpospolitej, „nie wywiązała się z umowy dotyczącej korzystania z technologii dronowej”. W tej wersji ciężar odpowiedzialności spoczywa na Kijowie, który nie zrealizował uzgodnionej wymiany technologicznej.

Dwa dni później, około 17 czerwca, drugi wiceszef MON Paweł Zalewski przedstawił inny obraz. Według relacji Onetu problemem miał być brak zainteresowania po stronie ukraińskiej: Kijów oczekuje maszyn zmodernizowanych, a Polska nie zamierza pokrywać kosztów takiej modernizacji. Tu akcent przesuwa się z „Ukraina nie dotrzymała umowy” na „Ukraina nie chce maszyn w obecnym stanie”.

Wiceszef MON Paweł Zalewski o samolotach MiG-29 dla Ukrainy

Źródło: interia.pl

Te dwa wyjaśnienia nie składają się w jedną spójną narrację. Pierwsze lokalizuje problem w niezrealizowanym przez Kijów warunku polskim (wzajemność technologiczna), drugie — w samym braku chęci Ukrainy do przejęcia leciwych maszyn. Można je częściowo pogodzić (Polska chciała ekwiwalentu technologicznego i nie chciała dopłacać do modernizacji, a Ukraina nie akceptowała oferty w tym kształcie), ale bez oficjalnego sprostowania MON pozostają to dwa różne komunikaty resortu w sprawie tej samej decyzji.

Na czym polegała „wzajemność”. Tłem dla obu wypowiedzi jest zasada wzajemności, którą wcześniej deklarował minister obrony i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Jak relacjonował dorzeczy.pl, nie chodziło o prostą donację — w zamian za myśliwce Polska oczekiwała, że Ukraina pomoże jej w pozyskaniu zdolności rakietowych lub dronowych. To właśnie to „niedopięcie” wymiany technologicznej przywoływał Tomczyk. Z dostępnych źródeł nie wynika jednak jednoznacznie, czy ustalenia te miały formę umowy międzyrządowej, porozumienia resortowego czy ustaleń na poziomie przemysłu — wykracza to poza zakres tego, co potwierdzają cytowane wypowiedzi.

Czy to nacisk w sporze o historię. Sprawa MiG-29 splata się czasowo z bieżącym napięciem polsko-ukraińskim wokół symboliki historycznej. W maju 2026 jedna z ukraińskich jednostek wojskowych otrzymała nazwę odwołującą się do „Bohaterów UPA”, co wywołało spór z Polską; rzecznik MSZ Ukrainy oświadczył wówczas, że decyzja nie była wymierzona w Polaków i że na polsko-ukraińskich sporach korzysta wyłącznie Moskwa. Równolegle w Polsce pojawił się postulat odebrania prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego — szef MSZ Radosław Sikorski dystansował się od tego pomysłu.

Mimo zbieżności w czasie nie ma publicznie dostępnych dowodów na bezpośredni związek przyczynowy między wstrzymaniem transferu a sporem o symbolikę historyczną. Zalewski wprost zaprzeczył, jakoby decyzja była formą politycznego nacisku, wskazując na przyczyny techniczno-proceduralne. Pozostaje korelacja czasowa i spekulacje komentatorów — niepotwierdzona kauzalność.

Czego brakuje w tej układance. Najważniejsza luka dotyczy strony ukraińskiej. W dostępnych źródłach nie ma bezpośredniego stanowiska ukraińskiego MON ani Sił Powietrznych, które potwierdzałoby tezę o braku zainteresowania czy żądaniu maszyn zmodernizowanych. Cała wiedza o „stanowisku Kijowa” pochodzi z relacji polskiego wiceministra — nie z komunikatu strony ukraińskiej. Dlatego prosta narracja „to Ukraina nie chce polskich MiG-29” jest zbyt uproszczona: pomija warunki postawione przez samą Polskę i nie ma potwierdzenia z pierwszej ręki.


Podsumowanie

Polska do 17 czerwca 2026 nie przekazała Ukrainie ostatniej partii myśliwców MiG-29 — planowano do 9 maszyn, podczas gdy w 2023 roku trafiło tam 14 sztuk. Dwóch wiceministrów obrony podało w ciągu dwóch dni różne powody: jeden obarczył winą Kijów za niedotrzymanie umowy o technologii dronowej, drugi mówił o braku zainteresowania Ukrainy maszynami bez modernizacji. Żadna z tych wersji nie została potwierdzona przez stronę ukraińską, a teza „to Ukraina ich nie chce” pomija warunki postawione przez Polskę. Nie ma też dowodów, że wstrzymanie transferu jest karą za spór o historię — jest tylko zbieżność w czasie.