Termin, którego nie można przekroczyć

Do końca czwartku 23 lipca 2026 każdy poseł, senator i europoseł PiS ma złożyć jedną pisemną deklarację: że nie należy do stowarzyszeń o charakterze politycznym. Pod groźbą wykluczenia z partii. Ultimatum ogłoszono 15 lipca, a wymierzone było w dwa stowarzyszenia założone przez czołowych polityków partii — „Rozwój Plus" Mateusza Morawieckiego i „Po pierwsze Polska" Jacka Sasina.

Do piątku deklaracje o nieprzynależności złożyło około 130 parlamentarzystów. Klub liczy około 190 posłów i około 30 senatorów, więc większość reprezentacji wybrała lojalność wobec kierownictwa. Opór był, ale mniejszościowy: list 45 polityków PiS do Jarosława Kaczyńskiego z 17 lipca apelował o dialog.

Potem jeden z bohaterów sporu ustąpił. Jacek Sasin ogłosił zakończenie działalności „Po pierwsze Polska" i zadeklarował lojalność. Mateusz Morawiecki nie zwinął swojej inicjatywy — zapowiedział rozmowę z prezesem, mówiąc, że „wyjaśnimy sobie" sytuację. Nad całą sprawą wisi jedna liczba: sondaże dla hipotetycznej partii ze środowiska Morawieckiego dawały jej od 2,3 do 6,9 proc. poparcia, przy progu wyborczym do Sejmu wynoszącym 5 proc.


Dwa stowarzyszenia i deklaracja lojalności

Spór dotyczy dwóch inicjatyw, które powstały wewnątrz PiS wokół polityków z pierwszego szeregu. „Rozwój Plus" powołał Mateusz Morawiecki — były premier — wraz z bliskimi współpracownikami z partii. Drugie, „Po pierwsze Polska", zbudował Jacek Sasin; w jego zarządzie znaleźli się m.in. Elżbieta Witek, europosłowie Tobiasz Bocheński i Patryk Jaki, poseł Michał Moskal jako sekretarz oraz poseł Marek Wesoły jako skarbnik.

Morawiecki, Kaczyński i Sasin — trzej główni bohaterowie sporu w PiS

Źródło: rmf24.pl

Liczy się ton, w jakim te stowarzyszenia powstawały. Przy zakładaniu „Po pierwsze Polska" Sasin deklarował pełną lojalność wobec PiS i Jarosława Kaczyńskiego oraz zapewniał, że stowarzyszenie nie będzie tworzyć własnych struktur terenowych ani działać poza partią. Zapewnienia nie wystarczyły. Kierownictwo uznało oba stowarzyszenia za zagrożenie dla spójności ugrupowania — i to napięcie stało się zarzewiem obecnego kryzysu.


Niecałe dwa tygodnie

Sekwencja jest zwarta. 15 lipca 2026 kierownictwo ogłosiło ultimatum: każdy parlamentarzysta i europoseł ma do końca czwartku 23 lipca złożyć pisemną deklarację, że nie należy do stowarzyszeń o charakterze politycznym. Stawką było wykluczenie z partii. Rzecznik PiS Rafał Bochenek określił działalność stowarzyszenia Morawieckiego jako „działalność polityczną" niezgodną z wytycznymi władz partii — co wskazało główny cel dyscyplinującego kroku.

Rafał Bochenek, Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński

Źródło: rmf24.pl

Odpowiedź środowiska nie była jednolita. Już 17 lipca list do Jarosława Kaczyńskiego podpisało 45 polityków PiS, wyrażając sprzeciw lub prośbę o dialog. Równolegle rosła liczba tych, którzy się podporządkowali: do piątku deklaracje złożyło około 130 parlamentarzystów. Zestawione z wielkością klubu — około 190 posłów i 30 senatorów — te liczby mówią jedno: zdecydowana większość reprezentacji parlamentarnej wybrała lojalność, a jawny opór pozostał mniejszościowy.

Punktem zwrotnym była kapitulacja jednej ze stron. Po uchwale Jacek Sasin ogłosił zakończenie działalności „Po pierwsze Polska", deklarując lojalność wobec partii. Morawiecki zachował się inaczej. Nie zwinął od razu swojej inicjatywy i zdecydował się na rozmowę. Były premier zapowiadał spotkanie z Kaczyńskim i komentował je publicznie słowami, że „wyjaśnimy sobie" zaistniałą sytuację — sygnał raczej negocjacji niż zerwania.

22 lipca, dzień przed terminem, rzecznik Bochenek napisał, że „decyzja kierownictwa PiS zapadła", ponownie uderzając w Morawieckiego. Formalnie sprawa nie jest jednak zamknięta na poziomie rzecznika: ostateczne decyzje o ewentualnych wykluczeniach ma zatwierdzić Komitet Polityczny partii. To istotny detal proceduralny — retoryka rzecznika wyprzedza rozstrzygnięcie organu, który realnie może kogokolwiek usunąć.

Pytanie o realny rozłam rozstrzyga się na poziomie liczb wyborczych. Sondaże uwzględniające hipotetyczną nową partię ze środowiska Morawieckiego przypisywały jej poparcie w przedziale około 2,3–6,9 proc. Dolny kraniec tego przedziału jest poniżej progu wyborczego do Sejmu, który wynosi 5 proc. głosów w skali kraju. Samodzielny start nowego ugrupowania byłby więc ryzykowny — w części pomiarów partia w ogóle nie weszłaby do parlamentu, co osłabia kalkulację rozłamu.


Bliżej dyscypliny niż rozłamu

Ultimatum Kaczyńskiego postawiło polityków PiS przed prostym wyborem: stowarzyszenie albo partia. W praktyce większość klubu — około 130 parlamentarzystów — podporządkowała się, Jacek Sasin rozwiązał swoje stowarzyszenie i zadeklarował lojalność, a Mateusz Morawiecki wybrał negocjacje zamiast zerwania. Na razie jest to więc bardziej udana próba dyscypliny wewnętrznej niż realny rozłam — choć ostateczne decyzje o wykluczeniach ma jeszcze zatwierdzić Komitet Polityczny, a sondaże pokazują, że samodzielna partia z tego środowiska balansowałaby na granicy progu wyborczego.