Wróćmy do jednego akapitu

W punkcie monitoringowym nr 3 w rejonie Portu Gliwice pomiar pokazał liczbę, jakiej wcześniej tego lata nie było: 273 mln komórek na litr. Ta liczba jest powodem, dla którego wracamy do sprawy, którą sami odłożyliśmy do przeszłości.

3 sierpnia 2026 r. opublikowaliśmy analizę „Wisła nie wysycha, choć rekordowe niżówki są faktem”. Sprawdzaliśmy w niej, czy popularna teza o wysychaniu największej polskiej rzeki broni się w danych. Nie broniła się: badania przepływów z lat 1951–2015 nie pokazują trwałego spadku odpływu Wisły, choć rekordowo niskie stany na warszawskim wodowskazie są prawdziwe, a susza hydrologiczna obejmowała ostrzeżeniami około połowy kraju. Wniosek był taki, że polski problem z wodą leży gdzie indziej — w retencji, zmienności i jakości wód.

Wątek jakościowy zamknęliśmy wtedy jednym akapitem: o katastrofie na Odrze z 2022 r. i złotej aldze, jako o zdarzeniu z przeszłości. Ten follow-up dotyczy tego samego mechanizmu — tyle że teraz, w sierpniu 2026 r., w Kanale Gliwickim.


Co się zmieniło od tamtego akapitu

Trzy rzeczy, które wtedy zostawiliśmy jako tło, dziś mają twarde liczby.

Wcześniej złotą algę Prymnesium parvum opisywaliśmy wyłącznie retrospektywnie — jako sprawcę masowego śnięcia ryb na Odrze w 2022 r. Teraz zakwit trwa i jest mierzony na bieżąco. Komunikat Międzyresortowego Zespołu ds. Odry z 11 sierpnia 2026 r. podaje, że w VI sekcji Kanału Gliwickiego, w punkcie monitoringowym nr 3 w rejonie Portu Gliwice, liczebność glonu „osiągnęła poziom 273 mln komórek/litr, co odpowiada II stopniowi zagrożenia (w trzystopniowej skali)”. Podstawą były badania prowadzone „od 3 do 10 sierpnia bieżącego roku”. Warto od razu odnotować proporcje, które łatwo zgubić w nagłówkach: II stopień nie jest najwyższym poziomem tej skali — najwyższy, III, opisywany jest przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska jako „bardzo duży zakwit […] i bardzo wysokie ryzyko wystąpienia śnięcia ryb”.

Przedstawiciel Najwyższej Izby Kontroli przemawia przy mikrofonie na tle logotypu Izby

Źródło: portalsamorzadowy.pl

Wcześniej pisaliśmy, że warunki do rozwoju algi stworzyło wysokie zasolenie ze zrzutów wód dołowych — ale bez skali zjawiska. Teraz skalę policzyła Najwyższa Izba Kontroli w 2025 r. W latach 2020–2023 kopalnie z województwa śląskiego wprowadzały do dorzeczy Odry i Wisły średnio 183 mln m³ wód dołowych rocznie, łącznie 733,51 mln m³. Wraz z nimi „do rzek trafiło 5,91 mln ton soli (chlorków i siarczanów), czyli ok. 1,5 mln ton rocznie”. Średnie zasolenie tych wód wynosiło 8 promili i było wyższe niż w Morzu Bałtyckim (ok. 7 promili).

Wcześniej nie opisywaliśmy żadnego narzędzia, którym państwo realnie hamuje zakwit. Teraz takie narzędzie istnieje i było już użyte. W lipcu 2025 r. Międzyresortowy Zespół ds. Odry zdecydował o dozowaniu nadtlenku wodoru w Kłodnicy „ze względu na utrzymującą się […] wysoką liczebność tego glonu oraz znaczące ryzyko przedostania się »złotej algi« do nurtu Odry” — czyli H₂O₂ wyszedł już poza fazę eksperymentu. W 2026 r. wojewoda śląski Marek Wójcik zapewnił, że służby są gotowe użyć go ponownie: „Jesteśmy przygotowani do tego, żeby […] osłonić rzeki Kłodnicę oraz Odrę przed złotą algą”.


Co nowego

Gdzie dokładnie jest alga — i gdzie jej nie ma

Jedna liczba z nagłówka mówi mniej niż to, jak się rozkłada. Komunikat z 11 sierpnia rozbija pomiar na poszczególne odcinki, i to ten podział jest tu istotny. Poza rekordowym punktem w Porcie Gliwice glon wykryto „również w sekcjach V i IV Kanału Gliwickiego, jednak jej liczebność pozostaje poniżej poziomu ostrzegawczego (odpowiednio 423 tys. i 103 tys. komórek/litr)”. Osobno raportowane jest Jezioro Farskie, zbiornik techniczny w powiecie gliwickim, gdzie alga utrzymuje się „na poziomie odpowiadającym I stopniowi zagrożenia (14 mln komórek/litr)”.

Posiedzenie Międzyresortowego Zespołu ds. Odry — materiał ze źródła: gov.pl

Źródło: gov.pl

Odczyt z Portu Gliwice jest ponad sześćset razy wyższy niż ten z sekcji V. Zakwit jest więc skrajnie skoncentrowany, a nie rozlany po całym kanale.

Liczba 273 mln robi wrażenie, ale nie jest rekordem. Jak podaje Portal Samorządowy, „w poprzednich latach [stężenie] przekraczało nawet 400 mln osobników” na litr. Obecny zakwit jest więc bardzo duży, lecz mieści się w przedziale znanym z wcześniejszych sezonów.

Co faktycznie zamknięto

Działania są konkretne i weryfikowalne. Wody Polskie informują, że „w sekcjach V i VI Kanału Gliwickiego całkowicie ograniczono przepływ wód w dół kanału, w tym wstrzymano do odwołania śluzowania na śluzie Łabędy i Dzierżno”. Potwierdza to relacja Portalu Samorządowego: „Aby zapobiec śnięciu ryb prewencyjnie zatrzymano przepływ wód w dół z V i VI sekcji”.

Śluza Dzierżno na Kanale Gliwickim — materiał ze źródła: portalsamorzadowy.pl

Źródło: portalsamorzadowy.pl

Jest przy tym niuans proceduralny, który znika w medialnych skrótach. Zespół ds. Odry 11 sierpnia podtrzymał rekomendację całkowitego ograniczenia przepływu — a nie ustanowił jej po raz pierwszy. Decyzja zapadła wcześniej i 11 sierpnia została utrzymana w mocy wobec rosnących odczytów.

Komunikat zapowiada też zagęszczenie pomiarów: „W dniach 11, 12 i 14 sierpnia 2026 r. przeprowadzony zostanie dodatkowy monitoring »złotej algi« w celu bieżącej oceny rozwoju sytuacji”.

Równolegle z zamknięciem śluz Wody Polskie zadeklarowały gotowość do odławiania ryb — jeszcze zanim pojawiło się publiczne potwierdzenie masowych śnięć. W relacji z 11 sierpnia zapisano to wprost: „Wody Polskie są w gotowości, aby podjąć interwencje związane z odłowem śniętych ryb, o ile takie się pojawią”. Śnięcia były więc dla służb scenariuszem spodziewanym, a nie wykluczonym.

Warto dodać, że sama infrastruktura, którą teraz zamknięto, jest po niedawnym remoncie — modernizacja śluz w Łabędach i Dzierżnie była pierwszą gruntowną od lat 30. XX wieku, gdy obiekty powstały.

Nadtlenek wodoru: skuteczność potwierdzona, ale to nie jest lek na przyczynę

Przytaczany w debacie publicznej wynik „spadek populacji o ponad 90 proc.” ma pokrycie w dokumentach. Według wstępnego raportu Instytutu Ochrony Środowiska – PIB eksperyment na Kłodnicy z 2024 r. „spowodował zniszczenie komórek »złotej algi« i doprowadził do redukcji tego glonu z efektywnością na poziomie 90–99,9%”. Śląski Urząd Wojewódzki podawał tę samą wartość, a wyliczenia resortu klimatu mówiły o redukcji „w minimalnym ujęciu o 95 proc., a w maksymalnym […] w godzinach nocnych 99 proc.”.

Konferencja prasowa o działaniach wobec złotej algi — materiał ze źródła: gov.pl

Źródło: gov.pl

Trzeba jednak czytać to precyzyjnie. To skuteczność niszczenia komórek w miejscu dozowania, a nie usunięcia przyczyny zakwitu. Perhydrol działa objawowo — zabija glon, który już się namnożył, i osłania odcinek poniżej punktu dozowania.

Czym w ogóle jest złota alga

Prymnesium parvum to jednokomórkowy mikroglon z gromady Haptophyta o wielkości ok. 5–10 mikrometrów, a dzięki dwóm wiciom może poruszać się w wodzie. Jak opisuje SGGW, „jest zdolny do fotosyntezy, ale może także odżywiać się heterotroficznie” — czyli, jak zwierzę, pobierać gotową materię organiczną. Ta podwójna strategia odżywiania tłumaczy, dlaczego glon radzi sobie w wodach o zmiennych warunkach, w których inne organizmy przegrywają.

Powtórka z Odry czy epizod lokalny

Sierpień 2026 nie jest pierwszym takim epizodem na tym kanale — i to może najważniejszy kontekst dla czytelnika. W kwietniu 2024 r. pracownicy Wód Polskich w Gliwicach podczas inspekcji zauważyli ok. 39 sztuk śniętych ryb na wysokości I, II, III i V sekcji Kanału Gliwickiego. Rok później skala wymagała już decyzji administracyjnych: 4 lipca 2025 r. wojewoda śląski wydał rozporządzenie porządkowe zakazujące korzystania z wód Kłodnicy, a na miejsce skierowano żołnierzy 5 Pułku Chemicznego z Tarnowskich Gór.

Mechanizm za każdym razem jest ten sam — dokładnie ten, który opisywaliśmy przy Odrze w 2022 r. Portal Samorządowy streszcza go tak: „Rozwojowi złotej algi w Kanale Gliwickim sprzyja połączenie kilku czynników. To m.in. stagnacja wód, ich nagrzewanie podczas upałów oraz wysoki poziom zasolenia”. Naukowcy z SGGW stawiają sprawę ostrzej: „Nie ma wątpliwości, że podstawową przyczyną […] jest zrzut zasolonych wód dołowych ze śląskich kopalń”, ale masowego zamierania organizmów „nie byłoby także bez innych czynników: ich regulacji, wysokich temperatur, niskiego poziomu wody”.

To domyka klamrę z naszym poprzednim tekstem: niżówka, o której wtedy pisaliśmy, nie jest tu tłem, tylko jednym ze składników zapalnika.

Zarzuty wobec monitoringu

Organizacje przyrodnicze oceniają system reagowania krytycznie. WWF Polska pisze, że „interwencyjny monitoring wód w Polsce praktycznie nie istnieje”, i argumentuje, że „monitoring rzek powinien być automatyczny, zintegrowany i z dostępnymi w niemal rzeczywistym czasie danymi”. Bez tego, jak podnosi organizacja, „prognozowanie oraz na bazie tej prognozy ostrzeganie […] staje się tym samym niemożliwe”. Zarzut nie brzmi więc, że służby nic nie robią — lecz że reagują na odczyt, który już padł, zamiast wyprzedzać go prognozą.


Czego nie udało nam się potwierdzić

Uczciwie zaznaczamy granice tego materiału. Kilku wątków z bieżących doniesień nie potwierdziliśmy na tyle mocno, by je publikować jako ustalenia:

  • Bilans wyłowionych ryb w sierpniu 2026 r. Krążące w mediach liczby kilogramów śniętych ryb z VI sekcji nie znalazły jednoznacznego pokrycia w źródłach, które udało nam się zweryfikować — część dostępnych relacji o odłowach dotyczy wcześniejszych sezonów (2024 i 2025), a ich pomylenie z bieżącym epizodem jest łatwe, bo opisy brzmią niemal identycznie. Do czasu opublikowania zbiorczego bilansu przez Wody Polskie każda konkretna liczba wymaga daty i odcinka.
  • Dokładny przebieg komunikacji o pierwszych śnięciach. Nie ustaliliśmy rozstrzygająco, kiedy padło pierwsze udokumentowane śnięcie w bieżącym zakwicie ani czy wcześniejsze komunikaty zostały formalnie skorygowane.
  • Odczyt dla Kłodnicy i posiedzenie 18 sierpnia. Nie potwierdziliśmy w sposób rozstrzygający ani wartości podawanej dla Kłodnicy w komunikacie z 11 sierpnia, ani przebiegu i skutków zapowiadanego posiedzenia zespołu.

Co wciąż aktualne

  • Przyczyna jest strukturalna, nie pogodowa. Zakwit w Kanale Gliwickim potwierdza mechanizm, który opisaliśmy przy katastrofie odrzańskiej z 2022 r. w artykule z 3 sierpnia 2026 r.: zasolenie plus niżówka plus upał. Upał i niżówka wracają co lato — stałą, którą można zmieniać decyzją, jest sól.
  • Zmiana systemowa jest odłożona o lata. Na uporanie się z zasoleniem Odry rząd daje sobie perspektywę dekady: zapowiadane jest znaczne ograniczenie zasolenia do 2030 r., a osiągnięcie dobrego lub bardzo dobrego stanu wód na wszystkich odcinkach Odry — do 2035 r. Oznacza to, że systemowe odsalanie wód dołowych nie zostało wdrożone do 2026 r., a każde kolejne lato do tego czasu zaczyna się z tym samym obciążeniem rzek.
  • Diagnoza z poprzedniego tekstu się broni. Pisaliśmy, że problemem polskich rzek nie jest zanik wody, lecz jej jakość i to, jak mało jej zatrzymujemy. Sierpniowy zakwit jest tego ilustracją: nie brakuje wody na tyle, by kanał wysechł — jest jej za mało, by rozcieńczyć to, co do niej trafia.

Podsumowanie

W Kanale Gliwickim trwa duży, ale silnie zlokalizowany zakwit złotej algi: 273 mln komórek na litr w rejonie Portu Gliwice to II stopień w trzystopniowej skali, przy czym w sąsiednich sekcjach V i IV odczyty pozostają poniżej poziomu ostrzegawczego, a rekordy z wcześniejszych lat przekraczały 400 mln. Służby zareagowały narzędziami, którymi dysponują: całkowicie odcięły przepływ w sekcjach V i VI, wstrzymały śluzowanie w Łabędach i Dzierżnie, zagęściły pomiary i zadeklarowały gotowość użycia nadtlenku wodoru — środka o potwierdzonej skuteczności rzędu 90–99,9 proc., który jednak działa na skutek, nie na przyczynę.

Przyczyna jest znana i policzona: 1,5 mln ton soli rocznie trafiającej do rzek z kopalń, w wodach bardziej zasolonych niż Bałtyk. W połączeniu z niżówką i upałem daje to ten sam zapalnik co w 2022 r. Dopóki ten składnik się nie zmieni — a rząd planuje to w perspektywie 2030–2035 r. — kolejne lata będą się różnić głównie tym, w której sekcji kanału padnie odczyt i jak szybko ktoś zamknie śluzę.