Co napisaliśmy poprzednio

W artykule z 23 lipca 2026 o limitach zarobków lekarzy opisaliśmy decyzję Rady Ministrów z 21 lipca: górnym limitem wynagrodzenia medyka ze środków publicznych ma być 16-krotność płacy minimalnej, czyli 76 800 zł brutto miesięcznie, a maksymalną stawką godzinową lekarza na kontrakcie — 240 zł brutto. Reforma zakłada też koniec z rozliczaniem lekarzy „procentem od procedury” i wprowadza nowe narzędzie kontroli: przyjętą w czerwcu ustawę wiążącą dane o wynagrodzeniach medyków z numerem PESEL. Pisaliśmy wtedy, że limit 240 zł leży poniżej rynkowych 250–300 zł, które biorą deficytowi specjaliści, więc uderzy przede wszystkim w wąski, najlepiej zarabiający segment. Teraz mamy pierwszy konkretny przypadek, na którym można to sprawdzić.


Co się zmieniło

  • Wcześniej: limity 240 zł za godzinę i 76 800 zł miesięcznie były założeniami przyjętymi przez rząd 21 lipca.

  • Teraz: Ministerstwo Zdrowia opublikowało gotowe projekty przepisów — i w uzasadnieniu przyznaje wprost, że wprowadzenie indywidualnego limitu 240 zł brutto za godzinę „nie będzie skutkowało bezpośrednimi oszczędnościami dla systemu ochrony zdrowia”. Pakiet okazał się też szerszy, niż wynikało z lipcowych zapowiedzi: obejmuje ograniczenie czasu pracy medyka do równowartości dwóch etatów, czyli około 300 godzin miesięcznie, co ma ukrócić zjawisko tzw. lekarzy walizkowych.

  • Wcześniej: pisaliśmy, że limit 240 zł to realne cięcie dla najlepiej zarabiających.

  • Teraz: dyrektorzy szpitali zgłaszają efekt odwrotny. „W szpitalach, gdzie stawki są niższe niż proponowany górny limit, zauważamy roszczenia lekarzy zmierzające do podniesienia aktualnej stawki do 240 zł za godzinę” — mówią cytowani przez „Do Rzeczy”. Maksimum zaczyna działać jak stawka odniesienia.

„240 zł za godzinę wywołało falę roszczeń”. Dyrektorzy szpitali biją na alarm

Źródło: dorzeczy.pl

  • Wcześniej: Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy zajął stanowisko „Reforma TAK — limity NIE”.
  • Teraz: stanowisko jest bardziej zniuansowane. Przedstawiciel OZZL ocenia, że dla przeciętnego lekarza 240 zł to podwyżka, a „problem nie leży w kwocie, tylko w pomyśle na dalsze kształtowanie tej reformy”. Osobno ostrzegają eksperci: projekt przewiduje wyjątki od stawki maksymalnej, a te „mogą być stosowane znacznie szerzej, a wyjątek stać się regułą”.

Co nowego

Co ogłoszono 5 sierpnia. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski przedstawił wyniki audytu, który ratusz zlecił w czerwcu we wszystkich stołecznych szpitalach miejskich — nie tylko w Szpitalu Południowym. Ustalenia podzielił na trzy obszary: systemowe problemy ochrony zdrowia, błędy w zarządzaniu placówką oraz kwestie wymagające interwencji prokuratury. Dla samego Szpitala Południowego wydano 44 zalecenia — „z każdego z nich szpital będzie rozliczany”. Trzaskowski zastrzegł jednocześnie, że audyt nie odnosił się do procesu leczenia pacjentów.

110 godzin bez przerwy. Najgłośniejsza liczba z konferencji: „Audyt pokazał dyżury po 48, 60, 72 godziny bez przerwy, a rekord w Szpitalu Południowym wyniósł 110 godzin, czyli prawie pięć dób”. Osobno padło, że jeden z lekarzy przepracował prawie 400 godzin w miesiącu. Warto to powiedzieć precyzyjnie, bo w relacjach zaczęło się zacierać: komunikat był bezosobowy — rekordu 110 godzin nikomu nie przypisano imiennie. To ustalenie o placówce, nie o konkretnym lekarzu. Dla porównania, wcześniejszy raport NIK o tym samym szpitalu odnotował przypadek pracy trwającej 55 godzin i 35 minut bez przerwy oraz 304 godziny w miesiącu (marzec 2023).

Nawet 110 godzin na dyżurze. Rafał Trzaskowski pokazał wyniki audytu w Szpitalu Południowym

Źródło: portalsamorzadowy.pl

Skąd liczba 3976 godzin. To nie jest ustalenie audytu z 5 sierpnia. Liczbę podała w czerwcu TVN24 na podstawie danych przekazanych przez sam szpital: „w ubiegłym roku przepracował łącznie 3976 godzin, co daje średnio 331 godzin w miesiącu i niemal 11 godzin dziennie, wliczając niedziele i święta”. Kwota ponad 1,6 mln zł ma jeszcze bardziej konkretne źródło — to oświadczenie majątkowe Dawida Kacprzyka za 2025 r., w którym jako dochód ze świadczonych usług medycznych wpisał 1 595 932,20 zł. Uwaga językowa, która tu naprawdę waży: to godziny rozliczone, a niekoniecznie przepracowane — o to właśnie toczy się cała sprawa.

Arytmetyka, która nie domyka się z limitem. Podzielenie 1,6 mln zł przez 3976 godzin daje efektywną stawkę około 402 zł za godzinę — czyli o dwie trzecie więcej, niż wynosi rządowy limit. Miesięcznie to średnio około 133 tys. zł, czyli o ponad 70 procent powyżej pułapu 76 800 zł. Tyle że sama stawka umowna nie wynosiła 402 zł. Audyt wykazał, że stawki godzinowe jednego z lekarzy w trakcie specjalizacji rosły z 230 zł do 300 zł, a później do 330 zł — bez uzasadnień w dokumentach. Różnica między 330 zł a 402 zł bierze się z innych tytułów: koordynator SOR miał jeszcze odrębną umowę na 10 tys. zł miesięcznie za czynności, które — jak ujawnił Trzaskowski — „częściowo pokrywały się z jego dyżurami”.

Mechanizm: płacono na słowo. To najważniejsza część audytu i to ona odpowiada na pytanie, czego limit stawki nie dotyka:

  • Szpital przez półtora roku płacił za funkcję koordynatora SOR, której formalnie nie było w strukturze organizacyjnej — i nikt nie spisał, za co dokładnie wypłacano te pieniądze.
  • Placówka miała elektroniczny system kart rejestrujących wejścia i wyjścia z budynku, ale w ogóle z niego nie korzystała. „Płacono na podstawie grafików i oświadczeń — czyli na słowo”.
  • Audyt ujawnił rozliczanie tych samych ośmiu godzin dyżuru na dwóch oddziałach jednocześnie oraz czas pracy pozostający poza kontrolą szpitala.
  • „Nikt nie rozdzielił, co jest płacone z której umowy, czyli jest realne ryzyko, że za to samo płacono dwa razy” — powiedział Trzaskowski. To ostrożna formuła: mowa o ryzyku wykazanym w dokumentacji, nie o stwierdzonym przestępstwie.

Osobno dziennikarze udokumentowali, że 30 kwietnia 2025 r., w czasie rozliczanego całodobowego dyżuru, Kacprzyk był gościem stacji TVP3 Warszawa.

Trzy śledztwa, nie dwa. Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi dwa postępowania. Pierwsze dotyczy doprowadzenia Szpitala Południowego do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie nie mniejszej niż 558 558,70 zł w związku z przedłożeniem nierzetelnych faktur, z których wynikał nieprawdziwy czas pracy lekarza. Sformułowanie „nie mniejszej niż” jest tu istotne — to dolna granica szacunku na etapie wszczęcia, a prokuratura zastrzegła, że „pierwotna kwalifikacja i zakres obu postępowań może ulec rozszerzeniu”. Drugie śledztwo dotyczy niegospodarności, funkcjonowania SOR i nadzoru nad szpitalem, a w części odnoszącej się do urzędników ratusza zostało zakwalifikowane jako niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych — art. 231 § 1 Kodeksu karnego. Trzecie, całkowicie odrębne postępowanie prowadzi prokuratura rejonowa: chodzi o podrobienie 20 kart zgonu w szpitalnym prosektorium. Prokuratura podkreśla, że nie ma podstaw, by twierdzić, iż istnieje łączność tej sprawy z pozostałymi.

Dwa śledztwa Prokuratury Okręgowej w Warszawie w sprawie nieprawidłowości w funkcjonowaniu SOR Warszawskiego Szpitala Południowego

Źródło: gov.pl

Zwroty: dwie różne pule i jeden zwrot, który wrócił. Od 15 czerwca Kacprzyk skorygował 33 faktury obejmujące okres od 31 stycznia 2025 r. do 16 czerwca 2026 r. i przelał Szpitalowi Południowemu około 500 tys. zł. Osobno, 16 czerwca, wystawił Szpitalowi Bródnowskiemu faktury korygujące na 108 600 zł i przekazał tej placówce około 80 tys. zł; umowę z Bródnowskim przestał realizować 11 czerwca. To dwie różne pule — komunikat prokuratury mówi wyłącznie o szkodzie na rzecz Szpitala Południowego, więc 80 tys. zł zwrócone Bródnowskiemu nie mieści się w kwocie 558 558,70 zł. Jest jednak zwrot akcji, o którym mówi się rzadziej: Szpital Południowy odesłał Kacprzykowi to pół miliona — z przyczyn formalnych, o czym poinformowała prokuratura. Pieniądze wróciły do lekarza.

W Szpitalu Bródnowskim Kacprzyk wykazał w całym okresie umowy 732 godziny realizacji świadczeń. Przy stawce 350 zł za godzinę — o 50 zł wyższej niż u lekarzy na podobnych stanowiskach w tej placówce — i po doliczeniu ryczałtu za koordynację dałoby to wynagrodzenie przekraczające 350 tys. zł.

Ile instytucji naprawdę to bada. Odpowiedź: siedem — i większość zaczęła przed audytem.

  • NIK opublikowała 15 lipca raport „Funkcjonowanie Warszawskiego Szpitala Południowego” z jedenastoma wnioskami pokontrolnymi. Ta kontrola nie była reakcją na aferę — wszczęto ją z inicjatywy własnej Izby we wrześniu 2025 r., obejmowała lata 2022–2025 i badała m.in. wpływ szpitala tymczasowego na sytuację finansową placówki. NIK ustaliła m.in., że od godz. 11:00 przyjęcia planowe odbywały się w Rejestracji SOR, zamiast w rejestracji przyjęć planowych, a czas pracy personelu i udzielanie świadczeń były niezgodne z harmonogramem umowy z NFZ.
  • NIK ogólnokrajowo: od lipca 2026 Izba prowadzi osobną kontrolę zatrudniania i wynagradzania personelu medycznego w szpitalach w całym kraju, żeby „ustalić systemowe mechanizmy wzrostu wynagrodzeń w publicznej służbie zdrowia”.
  • Ministerstwo Zdrowia zleciło wojewodzie mazowieckiemu i konsultantowi krajowemu w dziedzinie medycyny ratunkowej kontrolę SOR-ów Szpitala Południowego i Szpitala Bródnowskiego — z uwzględnieniem przypadków zgonów pacjentów.
  • CBA zabezpieczyło dokumenty w szpitalu, w Urzędzie m.st. Warszawy i w Urzędzie Dzielnicy Ursus.
  • Równolegle placówkę kontrolują NFZ, stołeczny ratusz i Państwowa Inspekcja Pracy.
  • Naczelna Izba Lekarska wszczęła postępowanie, które ma wyjaśnić, czy lekarz podczas dyżurów pozostawiał pacjentów bez opieki; sam Kacprzyk wystąpił o zawieszenie w prawach członka Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Kto poniósł konsekwencje. Kacprzyk zrezygnował 15 czerwca z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej, a 18 czerwca złożył pisemne oświadczenie o zrzeczeniu się mandatu radnego dzielnicy Ursus. Szpital Południowy rozwiązał z nim wszystkie umowy. Tego samego 18 czerwca, na wniosek Trzaskowskiego, odwołano cały zarząd placówki — nową prezeską została Aneta Gomółka-Siembora. Odwołano też radę nadzorczą, a prezydent Warszawy zapowiedział, że w radach nadzorczych miejskich spółek medycznych nie będzie już polityków. Na początku lipca rezygnacje złożyły dwie wiceprezydentki Warszawy — Renata Kaznowska i Aldona Machnowska-Góra. Całą sprawę ujawniła seria publikacji dziennikarskich serwisu Zero.pl; jak odnotowała „Rzeczpospolita”, śledztwa wszczęto po tych publikacjach.


Co wciąż aktualne

  • Sam limit 240 zł nie zmienił się od naszego lipcowego tekstu. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda podtrzymuje: „To uczciwie wyliczona kwota. I taka jest nasza propozycja”, a celem jest ukrócenie zjawiska „walizkowych lekarzy”. Resort tłumaczy, że przelicznik do 40 tys. zł brutto miesięcznie to granica, której nie powinno się przekraczać przy jednym etacie.
  • Ustawa PESEL-owa — potwierdzona już w naszym artykule z 23 lipca — pozostaje najkonkretniejszym narzędziem kontroli. Dotąd, jak przyznawał resort, agencja nie mogła przypisać zarobków z różnych form zatrudnienia i różnych podmiotów do jednej osoby.
  • Lekarz na kontrakcie wciąż jest poza Kodeksem pracy. Jak stwierdza Rzecznik Praw Obywatelskich, przepisy ustawy o działalności leczniczej o wymaganych okresach odpoczynku i zasadach pełnienia dyżurów „dotyczą wyłącznie zatrudnionych na podstawie umowy o pracę”. Prawo do 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku i limit 48 godzin tygodniowo nie obejmują kontraktowca. Dyżur trwający 110 godzin nie łamie więc wprost normy czasu pracy — bo takiej normy dla niego nie ma.
  • Nie ma centralnego rejestru czasu pracy lekarzy kontraktowych. Każdy szpital prowadzi własną ewidencję i, jak ujmuje to branżowy komentarz, „każdy pracodawca widzi tylko własny grafik”. To dlatego mechanizm z Warszawy nie jest lokalną osobliwością — jest technicznie możliwy wszędzie.

Podsumowanie

Audyt pokazał coś innego, niż reguluje reforma. Rząd ustawił cenę godziny — 240 zł i pułap 76 800 zł miesięcznie. W Szpitalu Południowym problemem była liczba godzin i sposób ich ewidencji: 3976 rozliczonych godzin w roku, te same osiem godzin dyżuru na dwóch oddziałach naraz, funkcja opłacana przez półtora roku mimo braku w strukturze oraz system kart wejść, z którego nikt nie korzystał, bo płacono na podstawie oświadczeń. Sam limit 240 zł ściąłby stawki 300 i 330 zł, ale nie wykryłby godziny wykazanej dwa razy — bo nie ma czym jej porównać. Odpowiedzią na tę część jest inny element pakietu: limit dwóch etatów, około 300 godzin miesięcznie, oraz ustawa wiążąca zarobki z numerem PESEL. Na razie żadne z tych rozwiązań nie obowiązuje. Toczy się siedem postępowań, w tym trzy śledztwa; nikomu nie postawiono zarzutów, a pół miliona zwrócone przez lekarza wróciło na jego konto.