Punkt wyjścia: co ustaliliśmy 7 sierpnia
7 sierpnia 2026 r. opublikowaliśmy artykuł „Dług Polski przebił 2 biliony złotych. Krajowa miara mieści się w limitach, unijna już nie”. Wniosek był jeden, a liczby dwie. To samo zadłużenie opisują bowiem dwie równoległe miary: krajowy państwowy dług publiczny, który na koniec I kwartału 2026 r. wyniósł 2 008,2 mld zł (50,6 proc. PKB), oraz unijny dług sektora instytucji rządowych i samorządowych — 2 444,3 mld zł, czyli 61,6 proc. PKB.
Różnica nie jest przypadkiem. Miara unijna obejmuje fundusze ulokowane przy Banku Gospodarstwa Krajowego, w tym Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, a krajowa ich nie wykazuje. Oba polskie limity zadłużenia — ustawowy próg 55 proc. i konstytucyjny 60 proc. — odnoszą się wyłącznie do miary krajowej. Wskazaliśmy też, że problemem jest nie tyle poziom długu, ile tempo jego przyrostu, a główne źródła presji to obronność finansowana w dużej części poza budżetem, rosnące potrzeby ochrony zdrowia i pożyczkowa część Krajowego Planu Odbudowy.
Co się zmieniło od tamtej pory
Wcześniej pisaliśmy o ustawie budżetowej na 2026 r.: dochody 647 mld zł, wydatki 918,9 mld zł, deficyt nie większy niż 271,7 mld zł. Teraz na stole leży projekt na 2027 r. z dochodami podatkowymi i niepodatkowymi 695 mld zł, wydatkami 977,6 mld zł i deficytem 282,6 mld zł. Te liczby podali 27 sierpnia 2026 r. dziennikarze Wirtualnej Polski Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, opisując je wyraźnie jako „ustalenia Wirtualnej Polski”, a nie jako dane z oficjalnego komunikatu rządu.
Wcześniej podawaliśmy, że deficyt całego sektora finansów publicznych ma w 2026 r. sięgnąć ok. 6,5 proc. PKB przy unijnej wartości referencyjnej 3 proc. Teraz na 2027 r. Komisja Europejska prognozuje dla Polski deficyt sektora na poziomie 6,1 proc. PKB, a Bank Pekao — 5,7 proc. PKB, przy założeniu utrzymania wydatków wojskowych powyżej 4 proc. PKB. Innymi słowy: nominalnie deficyt rośnie, ale w relacji do PKB — według dostępnych prognoz — nie.
Wcześniej ustaliliśmy, że w ustawie na 2026 r. na obronność zapisano 124,8 mld zł, co odpowiadało 3,0 proc. PKB w samym budżecie państwa. Teraz premier Donald Tusk mówi o 5 proc. PKB. To nie jest ta sama miara — polskie 5 proc. obejmuje także wydatki spoza budżetu państwa, co opisał między innymi Demagog. Różnicę rozkładamy na czynniki niżej.
Wcześniej pisaliśmy, że Fitch utrzymał ocenę A-, obniżając perspektywę do negatywnej. Teraz, w sierpniowym przeglądzie, agencja potwierdziła rating A- i utrzymała perspektywę negatywną. Dołożyła prognozę: wobec braku jasnej strategii konsolidacji deficyt sektora sięgnie 6,1 proc. PKB w 2028 r. — czyli w roku, w którym Polska ma zamknąć procedurę nadmiernego deficytu.
Wcześniej zwracaliśmy uwagę, że luka w finansowaniu ochrony zdrowia — szacowana przez Federację Przedsiębiorców Polskich i Instytut Finansów Publicznych na co najmniej 250 mld zł w trzy lata — nie ma wskazanego źródła po stronie dochodowej. Teraz rząd zapowiada, że na ochronę zdrowia trafi z budżetu o 17 mld zł więcej, a Ministerstwo Zdrowia mówi o dotacji dla NFZ zwiększonej o prawie tę samą kwotę.
Co nowego
Liczby, których rząd jeszcze nie potwierdził
Rada Ministrów zwołała na piątek 28 sierpnia 2026 r. specjalne posiedzenie poświęcone projektowi budżetu — „w piątek o godz. 9 rozpocznie się posiedzenie Rady Ministrów”, informowały media. Poprzedziło je nieformalne, robocze spotkanie ministrów, o którego zakończeniu poinformował PAP rzecznik rządu Adam Szłapka; ustalono wtedy, że rozstrzygnięcie w sprawie całego budżetu zapadnie właśnie 28 sierpnia.
Źródło: businessinsider.com.pl
To rozróżnienie jest ważniejsze, niż się wydaje. Wszystkie krążące w mediach liczby — 282,6 mld zł deficytu, 695 mld zł dochodów, 977,6 mld zł wydatków — pochodzą z dziennikarskich ustaleń sprzed posiedzenia, a nie z komunikatu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów czy Ministerstwa Finansów. Sam termin nie jest sporny: zgodnie z art. 141 ustawy z 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych Rada Ministrów przedkłada Sejmowi projekt ustawy budżetowej do 30 września roku poprzedzającego rok budżetowy.
Jeśli te liczby się potwierdzą, arytmetyka jest prosta. Przy wydatkach 977,6 mld zł i dochodach 695 mld zł ok. 29 proc. planowanych wydatków budżetu państwa nie ma pokrycia w dochodach i musi zostać sfinansowane długiem. Portal Money.pl opisał projekt hasłem „Gigadeficyt. Jest potwierdzenie. Rząd odkrył karty”.
„Gigadeficyt” w liczbach nominalnych, ale nie w relacji do PKB
Tu zaczyna się rozjazd między nagłówkiem a treścią. Nominalnie deficyt budżetu państwa rośnie o ok. 11 mld zł, czyli o ok. 4 proc. wobec planu na 2026 r. To mniej niż zakładany wzrost gospodarki w ujęciu nominalnym — i dlatego relacja deficytu do PKB nie musi rosnąć. Deficyt zapisany na 2026 r. odpowiada ok. 6,5 proc. PKB, czyli o pół punktu procentowego mniej niż w 2025 r.
Punktem odniesienia, którego w publicystyce brakuje, jest rok 2025. Według wstępnego szacunku GUS deficyt sektora finansów publicznych wyniósł wtedy 7,2 proc. PKB — ponad 7 proc. i wyraźnie powyżej wszystkiego, co planowano. Dla porównania: unijna wartość referencyjna to 3 proc. PKB.
Najostrzejszą miarą rozjazdu między planem a rzeczywistością jest jednak własny dokument resortu finansów. W średniookresowym planie budżetowo-strukturalnym — tym samym, na podstawie którego Rada UE wyznaczyła Polsce ścieżkę korekty — Ministerstwo Finansów prognozowało spadek deficytu sektora do 3,3 proc. PKB w 2027 r., po 4,4 proc. w 2025 r. i 3,8 proc. w 2026 r. Żaden z tych trzech punktów nie został trafiony, a rozbieżność dla 2027 r. — między obiecanymi 3,3 proc. a prognozowanymi dziś ok. 6 proc. — jest niemal dwukrotna.
Pięć procent na obronność — ale czyim liczydłem
To najczęściej powtarzana liczba tego tygodnia i zarazem najbardziej myląca. W komunikacie KPRM zapisano wypowiedź premiera: „Polska wydaje najwięcej na bezpieczeństwo i ochronę granicy w Europie. Nasze 5% PKB na obronność, to średnio dwa razy więcej niż inni członkowie NATO”.
Źródło: gov.pl
Problem polega na tym, że porównywane są dwie różne miary. Polskie 5 proc. liczone jest metodyką ustawy o obronie Ojczyzny, która obok wydatków budżetu państwa uwzględnia pozabudżetowy Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych przy BGK. Najwyższa Izba Kontroli zauważa wprost, że Fundusz „funkcjonował poza budżetem państwa”. Jak podaje serwis Radar rp.pl, „wydatki na obronność w Polsce pochodzą z dwóch źródeł: budżetu państwa [...] oraz Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych”. To dokładnie ten sam mechanizm, który opisywaliśmy w sierpniu przy różnicy między krajową a unijną miarą długu: ponad jedna trzecia polskich wydatków obronnych w 2026 r., czyli 79,5 mld zł, to zadłużenie Funduszu realizowane poza budżetem.
Sojusznicy liczą inaczej. Samo NATO przyjęło zobowiązanie na poziomie 5 proc. PKB, ale złożone z 3,5 proc. PKB na tzw. core defence oraz 1,5 proc. PKB na infrastrukturę i odporność („broader defence- and security-related spending”, czyli szerzej rozumiane wydatki na obronność i bezpieczeństwo) — a horyzontem jest 2035 r., nie 2027 r.
Jak Polska wypada w tej metodyce? Z raportu rocznego Sekretarza Generalnego NATO wynika, że w 2025 r. próg 3,5 proc. PKB przekroczyły trzy państwa: Polska, Litwa i Łotwa, z Polską na czele (4,30 proc. wobec 4,00 proc. Litwy i 3,74 proc. Łotwy). Ale już w zestawieniu za 2026 r. kolejność się odwraca: „najwyższy poziom wydatków w relacji do PKB odnotowano na Litwie — 5,33 proc. Kolejne miejsca zajmują: Estonia (5,1 proc.), Łotwa (4,92 proc.), Polska (4,68 proc.)”. W 2026 r. pięciu członków NATO ma przekroczyć próg 3,5 proc. PKB na core defence.
Wniosek dla czytelnika jest więc podwójny. Twierdzenie o „dwa razy więcej niż inni” ma oparcie w tym, że reszta Sojuszu startuje z dużo niższego poziomu — w 2025 r. po raz pierwszy wszyscy sojusznicy przekroczyli dawny cel 2 proc. PKB, a wielu zatrzymało się niewiele powyżej. Ale zdanie o wydawaniu „najwięcej w Europie” nie jest prawdziwe jako udział w PKB — w relacji do gospodarki wyprzedzają Polskę wszystkie trzy państwa bałtyckie. W liczbach bezwzględnych Polska rzeczywiście jest w europejskiej czołówce. To dwie różne rzeczy, a premier użył miary procentowej.
Siedemnaście miliardów na zdrowie — na co dokładnie
Zapowiedź premiera brzmi jednoznacznie: „Przekażemy o 17 mld zł więcej z budżetu na ochronę zdrowia i to jest nasz priorytet”. Dostępne materiały pozwalają wskazać jedną konkretną pozycję, na którą ta kwota się składa — i jest to dotacja podmiotowa dla Narodowego Funduszu Zdrowia.
Źródło: money.pl
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda poinformowała, że „wstępne założenia projektu budżetu na 2027 rok przewidują zwiększenie dotacji dla Narodowego Funduszu Zdrowia o prawie 17 mld zł”. Kluczowa jest jednak druga liczba z tej samej wypowiedzi: łącznie da to ponad 41 mld zł dodatkowych środków dla Funduszu poza szacowanymi wpływami ze składki zdrowotnej. To pokazuje skalę zjawiska — 17 mld zł jest przyrostem, a nie całością budżetowego wsparcia dla NFZ.
Sama minister uzasadnia to zmianą modelu finansowania: „System, który był oparty jedynie o składkę zdrowotną, już się wyczerpał”, a w niektórych miejscach w kraju budżet NFZ jest przeznaczany „w ponad 100 proc. na wynagrodzenia, co nie powinno mieć miejsca”. Warto przy tym zaznaczyć, czego w publicznie dostępnych materiałach nie ma: pełnego rozbicia 17 mld zł na dotację, składkę za osoby nieubezpieczone i świadczenia wysokospecjalistyczne. Znamy przeznaczenie i skalę, nie znamy szczegółowej struktury.
Założenia makroekonomiczne i to, czego w nich nie ma
Fundament rachunku budżetowego rząd przyjął już 9 czerwca, wraz z propozycją średniorocznych wskaźników wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej. Zgodnie z rządowymi prognozami w 2027 r.:
- wzrost realnego PKB ma wynieść 3,1 proc., przy czym kluczowe znaczenie mają mieć „wysokie nakłady inwestycyjne, finansowane zarówno ze środków krajowych, jak i funduszy unijnych”;
- średnioroczna inflacja — 2,5 proc.;
- stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec roku — 5,6 proc.;
- nominalny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej — również 5,6 proc.
Ta zbieżność dwóch różnych wskaźników na tej samej liczbie 5,6 proc. bywa myląca — to dwie odrębne pozycje rządowej prognozy, a nie ta sama wartość podana dwa razy. Z tych samych założeń wynika też płaca minimalna: od 1 stycznia 2027 r. ma wynieść 4950 zł brutto.
Ocena analityków jest umiarkowanie przychylna. Jak podał PAP Biznes, w ocenie ING założenia są „realistyczne i bliskie własnym prognozom banku, pod warunkiem niewystąpienia eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie”. I tu jest haczyk, który wyłapał Bankier.pl: w scenariuszu bazowym „resort finansów nie uwzględnił skutków wojny na Bliskim Wschodzie”. Realizm prognozy jest więc warunkowy — opiera się na założeniu, którego sam dokument nie testuje.
Kto zapłaci za obniżkę PIT
Strona dochodowa projektu opiera się na przesunięciu ciężaru podatkowego. Rządowa propozycja zmian w PIT od 2027 r. przewiduje, że „obecny próg 32 proc. przesuwa się ze 120 do 150 tys. zł, a dla dochodów od 130 do 150 tys. zł będzie obowiązywać stawka 24 proc.”.

Źródło: rmf24.pl
Rządowa liczba 3,5 mln podatników jest podawana konsekwentnie zarówno przez premiera, jak i przez resort finansów. Premier mówił: „Zmiany oznaczają, że zyska około 3,5 mln podatników w przyszłym roku, a ta grupa będzie rosła”. Minister finansów Andrzej Domański doprecyzował skalę korzyści: maksymalnie ok. 3,6 tys. zł rocznie, przy czym aby skorzystać w pełni, trzeba zarabiać nie mniej niż 14,8 tys. zł brutto. Sens reformy dobrze oddaje inna liczba resortu: bez zmiany parametrów odsetek osób płacących stawkę 32 proc. spadnie „prawie o połowę, z 14,0 proc. do 7,2 proc. podatników na skali podatkowej” — czyli reforma zatrzymuje wchodzenie kolejnych osób w wyższy próg, wywołane wzrostem płac.
Ubytek dochodów ma zostać sfinansowany po drugiej stronie. Chodzi o podniesienie CIT z 19 do 22 proc. dla podmiotów o rocznych przychodach powyżej 50 mln euro, zwiększenie daniny solidarnościowej z 4 do 5 proc. oraz powrót do limitu przychodów dla ryczałtowców na poziomie 250 tys. euro — zamiast obecnych 2 mln euro.
Ważne dla podatników jest to, że część zmian ma odroczone działanie. Z wyliczeń zawartych w projekcie ustawy wynika, że „do 30 kwietnia 2027 r. osoby fizyczne obowiązane do zapłaty daniny solidarnościowej zastosują obecną stawkę, czyli 4 proc. od nadwyżki ponad 1 mln zł dochodu”. Wyższa stawka obejmie dochody wykazywane w zeznaniach składanych dopiero od 1 maja 2027 r. Oznacza to, że dochodowy efekt części zmian pojawi się w kasie państwa później, niż sugeruje sama data ich uchwalenia.
Rada Fiskalna: „nie księgowe sztuczki”
Najostrzejszy głos krytyczny płynie z Rady Fiskalnej. Jej przewodniczący Sławomir Dudek ocenił, że „projekt budżetu na 2027 r. powinien zakładać rzeczywiste zmniejszenie deficytu sektora finansów publicznych, a nie wyłącznie poprawę wskaźników księgowych”, a w wywiadzie dla Business Insidera zarzucił rządowi, że „wypiera prawdę o stanie finansów publicznych”.

Źródło: bankier.pl
Merytoryczne jądro tego zarzutu jest policzalne. W rozmowie „Pulsu Biznesu” o kształcie budżetu padło stwierdzenie, że „deficyt sektora finansów publicznych przekraczający 7 proc. PKB sprawia, że sama strategia wyrastania z długu przez wzrost gospodarczy przestaje działać”. To jest właśnie spór, który stoi za hasłem „gigadeficyt”: rząd wskazuje, że relacja deficytu do PKB nie rośnie, krytycy — że stabilizacja na poziomie dwukrotnie przekraczającym unijny limit nie jest konsolidacją, tylko utrwaleniem problemu.
Co wciąż aktualne
Dwie miary długu i ich rozbieżność nie zmieniły się. Państwowy dług publiczny to nadal 2 008,2 mld zł, czyli 50,6 proc. PKB na koniec I kwartału 2026 r., a dług liczony metodą unijną — 2 444,3 mld zł, czyli 61,6 proc. PKB. Potwierdza to nasze ustalenia z artykułu z 7 sierpnia 2026 r.
Polskie limity zadłużenia wciąż dotyczą tylko miary krajowej. Ustawowy próg ostrożnościowy 55 proc. PKB i konstytucyjny limit 60 proc. PKB odnoszą się do państwowego długu publicznego, a nie do długu liczonego metodą unijną. Minister finansów Andrzej Domański prognozował dla miary unijnej 66,8 proc. PKB na koniec 2026 r., czyli 63,7 proc. po korekcie o pożyczkową część KPO.
Unijna ścieżka korekty pozostaje w mocy. Rada UE 21 stycznia 2025 r. zaleciła Polsce zakończenie nadmiernego deficytu do 2028 r., wyznaczając limity nominalnego wzrostu wydatków netto: 6,3 proc. w 2025 r., 4,4 proc. w 2026 r. i 4,0 proc. w 2027 r. To ten limit, a nie sam poziom deficytu, jest formalnym zobowiązaniem Polski wobec Brukseli.
Koszt samego długu i tempo wykonania budżetu nie zwolniły. Na obsługę długu Skarbu Państwa w 2026 r. zaplanowano 90 mld zł, a deficyt budżetu państwa po pierwszym półroczu 2026 r. wyniósł 123,7 mld zł — mniej więcej połowę rocznego limitu po połowie roku.
Podsumowanie
Trzy tygodnie po naszym raporcie o przekroczeniu przez dług publiczny 2 bilionów złotych rząd zabrał się za budżet na kolejny rok — i obraz jest bardziej złożony niż jedno słowo w nagłówku.
Po pierwsze: liczby, które obiegły media, pochodzą z dziennikarskich ustaleń sprzed posiedzenia rządu, a nie z oficjalnego komunikatu. Warto to sprawdzić po publikacji dokumentu.
Po drugie: „gigadeficyt” jest prawdziwy nominalnie i wątpliwy w relacji do PKB. Deficyt rośnie o ok. 11 mld zł, czyli wolniej niż gospodarka — a prognozy Komisji Europejskiej i banków wskazują raczej na stabilizację niż wzrost relacji deficytu do PKB. Problem polega na tym, na jakim poziomie się stabilizuje: dwukrotnie powyżej unijnego limitu 3 proc.
Po trzecie: dwie sztandarowe liczby rządu wymagają przypisu. Pięć procent PKB na obronność liczone jest miarą, która obejmuje pozabudżetowy Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych — czyli dokładnie ten mechanizm, który powiększa dług w miarze unijnej i nie widać go w krajowej. A zdanie o wydawaniu „najwięcej w Europie” nie broni się jako udział w PKB: wyprzedzają nas Litwa, Estonia i Łotwa. Siedemnaście miliardów na zdrowie to z kolei realny przyrost dotacji dla NFZ, choć nie znamy jeszcze pełnej struktury tej kwoty.
Najtrwalszy wniosek jest ten sam, co w sierpniu: o kondycji polskich finansów nie mówi jedna liczba, tylko to, którą miarą została policzona.