W słoneczny, długi czerwcowy weekend 2026 roku Polska miała problem, który jeszcze kilka lat temu brzmiałby absurdalnie: za dużo prądu. Operator sieci kazał farmom fotowoltaicznym ograniczyć produkcję, a chwilowa cena na giełdzie spadła poniżej zera. Mimo to rachunki gospodarstw domowych ani drgnęły. Poniżej tłumaczymy, co się stało i kto naprawdę za to płaci.

Kluczowe ustalenia

  • W pierwszych dniach czerwca Polskie Sieci Elektroenergetyczne ograniczyły pracę fotowoltaiki na dużą skalę: 4 czerwca maksymalnie o ok. 2,4 GW (w godzinach ok. 8:00–19:00), 6 czerwca do ok. 1,7 GW (8:00–17:00), a 7 czerwca o ok. 2 GW (7:00–18:00).
  • 6 czerwca po godz. 16:15 minimalna cena na 15-minutowym kontrakcie giełdy energii spadła blisko minus 100 zł za MWh — czyli wytwórcy musieli dopłacać za to, że ktoś odbierze ich prąd.
  • Do końca maja 2026 roku z powodu przymusowych ograniczeń zmarnowano ok. 0,9 TWh energii z odnawialnych źródeł — tyle, ile w skali roku wystarczyłoby do zasilenia setek tysięcy gospodarstw domowych.
  • Ujemne ceny hurtowe nie obniżyły rachunków — bo cena, którą płaci gospodarstwo domowe, jest oderwana od chwilowych notowań giełdowych.
  • Najbardziej tracą duże farmy słoneczne; prosumenci nie dostają polecenia wyłączenia, ale tracą produkcję inaczej — gdy napięcie w lokalnej sieci rośnie i ich falowniki same się odłączają.

Kolejne wyłączenia OZE w Polsce — marnowanie czystej i taniej energii

Źródło: biznes.interia.pl


Kontekst i tło

To nie był pierwszy taki epizod. Przymusowe wyłączenia odnawialnych źródeł energii i chwilowe ujemne ceny pojawiały się w Polsce już w słoneczne weekendy w 2024 i 2025 roku, a ich skala rośnie z roku na rok. Powód jest strukturalny: w środku słonecznego dnia, przy niskim weekendowym zapotrzebowaniu, fotowoltaika produkuje więcej, niż system jest w stanie zużyć lub odprowadzić.

Stoi za tym ogromny przyrost mikroinstalacji. Według raportu Urzędu Regulacji Energetyki na koniec 2025 roku w Polsce działało już ponad 1,6 mln prosumentów — gospodarstw i firm z własnymi panelami na dachu. Do tego dochodzą wielkoskalowe farmy słoneczne podłączone do sieci wysokiego i średniego napięcia. Razem tworzy to moc, która w pogodne południe potrafi zalać system tanią energią.

Raport URE: w Polsce mamy już ponad 1,6 mln mikroinstalacji OZE

Źródło: ure.gov.pl

To zjawisko nie jest polską specjalnością. Ujemne ceny i wyłączenia odnawialnych źródeł zdarzają się także w Niemczech i Hiszpanii — to ogólnoeuropejski objaw transformacji, w której moc paneli i wiatraków rośnie szybciej niż elastyczność systemu, który ma je obsłużyć.


Szczegółowa analiza

Jak działa przymusowe wyłączenie. Mechanizm nazywa się redysponowaniem nierynkowym. To procedura, w której PSE jako operator systemu przesyłowego nakazuje przymusową redukcję produkcji instalacji odnawialnych z pominięciem mechanizmów rynkowych — gdy zwykłe narzędzia nie wystarczają do zbilansowania krajowego systemu albo gdy zagrożone jest bezpieczeństwo sieci. Podstawą prawną jest unijne rozporządzenie 2019/943 o rynku wewnętrznym energii oraz polskie Prawo energetyczne. Co ważne, wyłączenie farm to ostateczność: najpierw operator obniża moc bloków konwencjonalnych do ich minimów technicznych i maksymalizuje eksport przez połączenia z sąsiadami, a dopiero potem sięga po wyłączanie paneli.

📄 Sprawozdanie URE o redysponowaniu (PDF, źródło: ure.gov.pl)

Skąd biorą się ujemne ceny. Na Rynku Dnia Następnego giełdy TGE handluje się m.in. kontraktami 15-minutowymi, godzinowymi i blokowymi, a notowania obrazuje sześć indeksów cenowych. Gdy podaż taniej energii ze słońca przewyższa popyt, cena może zejść poniżej zera — wtedy wytwórcy muszą dopłacać za odbiór swojej energii, bo wyłączenie i ponowny rozruch bloku bywa droższe niż chwilowa dopłata. Tak właśnie 6 czerwca po 16:15 cena na kontrakcie 15-minutowym osunęła się w okolice minus 100 zł za MWh.

Minusowe ceny prądu i dopłaty dla odbiorców. Energia spadła poniżej zera

Źródło: portalsamorzadowy.pl

Spór o przyczyny. Think-tank Forum Energii argumentuje, że skala wyłączeń byłaby mniejsza, gdyby polskie bloki węglowe miały niższe minima techniczne i szybciej obniżały moc w odpowiedzi na rosnącą produkcję paneli. Wysokie, sztywne minima sprawiają, że w słoneczne południe węgiel „blokuje” miejsce w bilansie, które mogłaby zająć darmowa energia ze słońca. Eksperci wskazują też na inne wąskie gardła — zbyt mało magazynów energii, które mogłyby przesunąć nadwyżkę z południa na wieczorny szczyt, oraz ograniczenia samej sieci. Spółki energetyczne zaczynają reagować: Enea zapowiedziała wszczęcie postępowań w sprawie budowy pierwszych wielkoskalowych magazynów energii w pierwszym kwartale 2026 roku. Te narracje się nie wykluczają — to suma niedostatecznej elastyczności bloków, braku magazynów i ograniczeń sieci.

Dlaczego rachunek się nie zmienia. Tu jest sedno paradoksu. Po pierwsze, sprzedawcy energii kupują większość wolumenu w kontraktach długoterminowych (forward, PPA) zawieranych z wyprzedzeniem nawet 1–3 lat, a nie na rynku spot z chwilowymi ujemnymi cenami. Po drugie, ceny dla gospodarstw domowych w taryfie G są zatwierdzane przez Prezesa URE lub regulowane ustawowo przez mechanizmy mrożenia — to odcina odbiorcę od chwilowych spadków na giełdzie. Po trzecie, sama energia czynna to tylko część rachunku (rzędu 30–50%); resztę tworzą opłaty dystrybucyjne, systemowe (m.in. mocowa, OZE, kogeneracyjna) oraz podatki, które nie maleją wraz z ceną hurtową.

Kto realnie traci. Najmocniej obrywają farmy fotowoltaiczne podłączone do sieci wysokiego i średniego napięcia. Przy przymusowym wyłączeniu nie sprzedają energii, a rekompensaty od PSE — liczone na podstawie cen z godzin wyłączeń, czyli ujemnych lub bliskich zera — nie pokrywają utraconych korzyści z kontraktów i dotacji. Prosumenci z dachowymi panelami nie dostają polecenia wyłączenia, ale tracą inaczej: gdy w lokalnej sieci niskiego napięcia jest dużo paneli i mało odbioru, napięcie rośnie. Po przekroczeniu dopuszczalnej granicy 253 V (zgodnie z normą PN-EN 50160, czyli 230 V powiększone o 10%) falowniki automatycznie odłączają instalację. Do tego w obowiązującym od kwietnia 2022 roku systemie net-billing prosument rozlicza oddane do sieci nadwyżki po cenie rynkowej — więc przy niskich lub ujemnych cenach hurtowych wartość tej nadwyżki jest minimalna.


Podsumowanie

W pierwszym tygodniu czerwca 2026 roku operator sieci kilkukrotnie ograniczał pracę fotowoltaiki — od ok. 1,7 do 2,4 GW dziennie — bo system nie był w stanie zużyć całej energii ze słońca. Chwilowo cena hurtowa spadła poniżej zera, do ok. minus 100 zł za MWh, a do końca maja zmarnowano ok. 0,9 TWh czystej energii. Mimo to rachunki gospodarstw nie spadły: odbiorca płaci cenę z długoterminowych kontraktów i regulowanych taryf, a nie chwilową cenę giełdową, w której energia czynna to zaledwie część kwoty. To zjawisko jest jednocześnie dowodem szybkiego rozwoju odnawialnych źródeł i sygnałem, że systemowi brakuje elastyczności — magazynów, sprawniejszych bloków i lepszej sieci — by tę tanią energię realnie wykorzystać.