Jak z 368 hektarów zrobiono plan aneksji

Zaczęło się od włamania. W sierpniu 2026 r. w czeskiej i polskiej przestrzeni informacyjnej ruszyła skoordynowana kampania dezinformacyjna, która rozpowszechniała jedną fałszywą tezę: że Polska zgłasza roszczenia terytorialne wobec Czech, przede wszystkim wobec Zaolzia. Przebieg operacji udokumentowało śledztwo portalu Seznam Zprávy z 25 sierpnia 2026 r.

Cieszyn i pogranicze polsko-czeskie — teren, wokół którego zbudowano kampanię

Źródło: seznamzpravy.cz

Operacja szła kilkoma torami naraz. Ktoś włamał się na serwis polskiego Radia PiK i opublikował tam fałszywy tekst „Czeskie media: Polska planuje zajęcie terytorium Czech”. Powstał klon czeskiego portalu publicznego iRozhlas z artykułem o rzekomej wyprzedaży domów na pograniczu. Na Facebooku pojawił się fałszywy profil podszywający się pod ambasadora Czech w Warszawie Břetislava Dančáka, a z niego — wygenerowane przez sztuczną inteligencję wideo z jego wizerunkiem i sfabrykowane pismo dyplomatyczne. Na końcu przyszła próba wyprowadzenia ludzi na ulicę. Narracja była dwukierunkowa i lustrzana: Czechom mówiono, że mieszkańcy pogranicza wyprzedają nieruchomości ze strachu przed Polakami, Polakom — że Polska przygotowuje zajęcie czeskiego terytorium.

Pod tym wszystkim leżał realny fakt. Tzw. czeski dług terytorialny wobec Polski wynosi 368,44 ha i bierze się z niepełnej realizacji umowy granicznej PRL–Czechosłowacja z 13 czerwca 1958 r. Zgodnie z odpowiedzią MSZ na zapytanie poselskie resort prowadzi w tej sprawie długofalowe działania dyplomatyczne, a temat wracał na spotkaniach ministrów spraw zagranicznych obu państw. Kampania wzięła tę liczbę i zawyżyła ją do około 600 ha — o mniej więcej 73 proc. — a trwające negocjacje zamieniła w rzekomy plan jednostronnego zajęcia ziemi.

Czeskie MSZ zdementowało doniesienia o polskich roszczeniach, opublikowało infografikę wyjaśniającą, czym jest dług terytorialny, i podziękowało polskiemu ministrowi spraw zagranicznych Radosławowi Sikorskiemu za przedstawienie z własnej inicjatywy propozycji rozwiązania sprawy. Służby bezpieczeństwa w Polsce i Czechach podejrzewają rosyjskie sprawstwo, ale w publicznie dostępnych materiałach z sierpnia 2026 r. nie ma formalnego przypisania tej kampanii konkretnej służbie czy operacji. NASK w komentarzu dla CyberDefence24 stwierdził wprost: „V této fázi nebyla provedena jednoznačná atribuce incidentu” („Na tym etapie nie dokonano jednoznacznej atrybucji incydentu”).


Kontekst i tło

Granica polsko-czeska jest uregulowana traktatowo w trzech warstwach: umową graniczną PRL–Czechosłowacja z 1958 r., układem o dobrym sąsiedztwie z 6 października 1991 r. oraz umową o wspólnej granicy państwowej z 1996 r. Wszystkie trzy figurują w wykazie umów dwustronnych prowadzonym przez ambasadę Czech w Warszawie. Umowa z 1958 r. zamknęła spory terytorialne ciągnące się od rozpadu Austro-Węgier w 1918 r. — granicę wyprostowano i skrócono o osiemdziesiąt kilometrów, a przy rozliczeniu wymiany gruntów po polskiej stronie zabrakło 368,44 ha. To właśnie ta różnica nazywana jest długiem terytorialnym.

Sprawa nie jest ani tajna, ani nowa. Wraca w polsko-czeskich rozmowach od lat dziewięćdziesiątych i opisywały ją media po obu stronach granicy. W kwietniu 2016 r. serwis Novinky pisał o polskim oczekiwaniu zwrotu 368 hektarów, w maju 2025 r. Seznam Zprávy informował o chęci domknięcia negocjacji, a w październiku 2025 r. tygodnik Respekt donosił o planach wznowienia rozmów po czeskich wyborach parlamentarnych. Czeska telewizja publiczna ČT24 publikowała nawet materiały o tym, które konkretnie gminy oddałyby część gruntów — z okolic Vidnavy miałoby to być ponad trzydzieści hektarów.

Drugą warstwą tła jest historia samego Zaolzia. Spór o Śląsk Cieszyński rozstrzygnęła 28 lipca 1920 r. Rada Ambasadorów podczas konferencji w Spa, rezygnując z zapowiadanego plebiscytu i dzieląc region; po czechosłowackiej stronie Olzy znalazła się liczna polska mniejszość, co dało początek pojęciu „Zaolzie”. W 1938 r., po układzie monachijskim, Polska zajęła ten obszar — to epizod, który w czeskiej pamięci zbiorowej pozostał trwałym obciążeniem, a w ówczesnej opinii brytyjskiej i francuskiej przyniósł Polsce porównanie do szakala. To ta asymetria pamięci jest paliwem, na którym kampania z 2026 r. próbowała jechać.

Śląsk Cieszyński — podział regionu, z którego wywodzi się pojęcie Zaolzia

Źródło: pl.wikipedia.org

Warto też pamiętać, jak wyglądał ostatni realny spór między Warszawą a Pragą. Konflikt o kopalnię Turów zakończył się 3 lutego 2022 r., gdy premierzy Mateusz Morawiecki i Petr Fiala podpisali umowę definitywnie kończącą sprawę; Polska zapłaciła 45 mln euro, a Czechy wycofały skargę z Trybunału Sprawiedliwości UE. Sporne kwestie w tych relacjach kończą się umowami, a nie eskalacją — i to jest kontekst, który kampania musiała przemilczeć.


Szczegółowa analiza

Włamanie jako punkt startowy. Pierwszym publicznie odnotowanym elementem operacji było przełamanie zabezpieczeń serwisu bydgoskiego Radia PiK. Jak opisał to Demagog, hakerzy weszli na stronę po wykradzeniu hasła jednego z pracowników redakcji i opublikowali tekst zatytułowany „Czeskie media: Polska planuje zajęcie terytorium Czech”, w którym opisano zmyślone fakty. Euronews odnotował ten incydent 20 sierpnia. Mechanizm nie jest przypadkowy: fałszywka opublikowana na serwerze prawdziwej rozgłośni publicznej dziedziczy jej wiarygodność, a zrzut ekranu z prawdziwej domeny krąży dalej nawet po usunięciu tekstu. W materiale mowa była o przejęciu przez Polskę około 600 hektarów czeskiego terytorium.

Klon czeskiego radia i narracja dla Czechów. Równolegle powstała witryna wiernie imitująca portal czeskiego radia publicznego iRozhlas, zarejestrowana pod łudząco podobną domeną. Opublikowano na niej artykuł sugerujący, że mieszkańcy czeskiego pogranicza masowo wyprzedają nieruchomości w obawie przed zmianą granic. Cytowany przez Seznam Zprávy fałszywy tekst brzmiał: „V postižených oblastech Česka výrazně přibylo inzerátů na prodej nemovitostí. Lidé se obávají nejistoty a raději prodávají” („W dotkniętych regionach Czech przybyło ogłoszeń sprzedaży domów; ludzie boją się niepewności”). To druga połowa lustra: Polakom sprzedawano opowieść o polskiej ekspansji, Czechom — o czeskiej panice.

Podszycie się pod dyplomatę i deepfake. Kluczowym nośnikiem fałszywego pisma dyplomatycznego był usunięty już profil na Facebooku podszywający się pod ambasadora Republiki Czeskiej w Polsce Břetislava Dančáka. Z tego samego konta rozpowszechniano wygenerowane przez sztuczną inteligencję nagranie z osobą do złudzenia przypominającą ambasadora, w którym rzekomo sprzeciwiał się on polskim żądaniom terytorialnym. Samo pismo — udające korespondencję strony polskiej — nosiło znamiona fabrykacji: zawierało błędy językowe, a w ostatnim zdaniu pierwotnej wersji język czeski mieszał się z polskim. Ta niechlujność jest sygnaturą produkcji masowej, a nie precyzyjnej mistyfikacji.

Próba wyjścia z internetu na ulicę. Najdalej idącym elementem kampanii była próba wywołania fizycznego zgromadzenia. Konto o nazwie „Adam Sikora” promowało antypolską demonstrację, która miała się odbyć w sobotę na rynku w Trzyńcu (cz. Třinec) na Zaolziu, pod hasłami ochrony czeskich granic. Radna Trzyńca Pavla Golasowská przekazała ČT24, że żadne takie zgromadzenie nie zostało zgłoszone, choć ustawowy termin już minął. Zarówno autor konta, jak i część uczestników internetowych dyskusji najprawdopodobniej nie istnieją. To moment, w którym operacja informacyjna próbuje zamienić się w wydarzenie — bo prawdziwa demonstracja, choćby dziesięcioosobowa, dałaby materiał zdjęciowy do kolejnej rundy przekazu.

Reakcja instytucji. Czeskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło rozpowszechniane w serwisie X doniesienia o rzekomych polskich roszczeniach jako dezinformację i opublikowało infografikę tłumaczącą, czym jest dług terytorialny i jak może zostać rozwiązany. Resort podziękował też Radosławowi Sikorskiemu, który — jak podało ministerstwo — z własnej inicjatywy wystąpił z propozycją możliwego rozwiązania; szczegółów propozycji nie ujawniono.

Granica polsko-czeska — obszar, którego dotyczy rozliczenie długu terytorialnego

Źródło: rmf24.pl

Stanowisko czeskiej dyplomacji jest niezmienne od dawna: pytany o polskie oczekiwania terytorialne czeski minister spraw zagranicznych mówił, że to jedna z niewielu otwartych kwestii między państwami i że „Jsme maximálně otevření a vstřícní jakýmkoli jednáním” („Jesteśmy maksymalnie otwarci i przychylni wszelkim rozmowom”). Po polskiej stronie wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski nazwał akcję dotyczącą Zaolzia jedną z najgłupszych, przypomniał przy tym własną ocenę wydarzeń z 1938 r. i zaapelował: „Nie dajmy się skłócić”. Działania podjął NASK, a odrębne postępowanie prowadzi Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości.

Kto za tym stoi — i czego jeszcze nie wiadomo. Tu potrzebna jest precyzja, bo różnica między „podejrzeniem” a „ustaleniem” ma w tej sprawie zasadnicze znaczenie. Demagog wskazał, że sposób działania odpowiada znanym metodom strony rosyjskiej i że czeskie służby również podejrzewają Rosję; źródła Seznam Zprávy w czeskim środowisku bezpieczeństwa mówią o zorganizowanym działaniu strony rosyjskiej. Jednocześnie ani czeskie BIS, NÚKIB i Centrum proti hybridním hrozbám, ani polskie NASK i ABW nie opublikowały komunikatu przypisującego tę konkretną kampanię wskazanej z nazwy służbie lub operacji informacyjnej. Sam NASK zastrzegł, że jednoznaczna atrybucja nie została przeprowadzona, a portale relacjonujące sprawę zaznaczały brak dowodów pozwalających przypisać autorstwo państwu lub grupie. Czeskie Centrum proti hybridním hrozbám, działające przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, jest wyspecjalizowaną jednostką analityczną zajmującą się wpływami obcych państw i dezinformacją zagrażającą bezpieczeństwu wewnętrznemu — jego milczenie w tej konkretnej sprawie jest informacją samą w sobie.

Ten sam szablon, inni sąsiedzi. Kampania zaolziańska nie jest odosobniona. Polskie służby specjalne informują na portalu gov.pl, że aparat propagandowy Kremla kontynuuje narrację o rzekomych przygotowaniach Polski do zajęcia zachodniej Ukrainy. Rosyjska propaganda kierowana do Ukraińców mówi wprost o polskich planach zajęcia Lwowa i doprowadzenia do rozbioru Ukrainy. 25 czerwca 2026 r. ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji ostrzegło przed prowokacjami z użyciem polskich symboli, których celem miałoby być pogłębienie podziałów między Polską a Ukrainą. W lutym 2026 r. rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego oświadczyła, że państwa zachodnie, w tym Polska i Niemcy, gromadzą siły i zasoby, by wymusić zmianę porządku konstytucyjnego na Białorusi; Rosja oskarżyła też Polskę o udział w zamachu na GRU, co szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. bryg. Jarosław Stróżyk nazwał typowym przykładem dezinformacji. 28 lipca 2026 r. polskie MSZ określiło sugestie Moskwy o rzekomych planach aneksji zachodnich ziem Ukrainy przez Polskę jako prymitywną próbę dezinformacji.

Infrastruktura i nowe narzędzia. Za powtarzalnością tych narracji stoi rozpoznana infrastruktura. Francuska agencja VIGINUM opisała w lutym 2024 r. sieć Portal Kombat (znaną też jako Pravda) jako ustrukturyzowaną i skoordynowaną prorosyjską sieć portali — francuskie władze mówiły wówczas o 193 witrynach.

📄 Pełny raport techniczny VIGINUM o sieci Portal Kombat (PDF, źródło: sgdsn.gouv.fr)

Techniki użyte na Zaolziu odpowiadają metodom znanym z operacji Doppelgänger (klonowanie stron mediów), Storm-1516 oraz Matryoshka / Operation Overload. Nowszym rozdziałem jest tzw. LLM grooming — masowe publikowanie spreparowanych materiałów przez farmy treści po to, by zatruć odpowiedzi chatbotów opartych na dużych modelach językowych. Czwarty roczny raport Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych o zagrożeniach FIMI, opublikowany w marcu 2026 r., opisuje z kolei przenoszenie rosyjskiej infrastruktury z wyborów parlamentarnych w Mołdawii na wybory parlamentarne w Armenii zaplanowane na czerwiec 2026 r. — te same sieci i taktyki, inny cel na mapie.

Po polskiej stronie skalę zjawiska mierzy NASK: Ośrodek Analizy Dezinformacji opublikował raport o reakcjach platform społecznościowych na zgłoszenia w 2025 roku. Szerzej o tym, jakimi narzędziami dysponuje polskie państwo i gdzie przebiega granica z wolnością słowa, pisaliśmy w analizie polskich mechanizmów obrony przed rosyjską dezinformacją. Sam Sikorski w wystąpieniu na sejmowej konferencji „Wojna o umysły” stwierdził, że Rosja prowadzi przeciwko Polsce pełnoskalową wojnę kognitywną, a nie wyłącznie działania dezinformacyjne.


Podsumowanie

Polska nie zgłasza roszczeń terytorialnych wobec Czech. Istnieje natomiast stara, drobna i jawna sprawa: przy wytyczaniu granicy w 1958 r. po polskiej stronie zabrakło 368,44 hektara i od lat dziewięćdziesiątych obie stolice szukają sposobu, by to rozliczyć. Sierpniowa kampania wzięła tę prawdziwą liczbę, powiększyła ją do około 600 hektarów i zamieniła rozmowy dyplomatów w opowieść o planowanej aneksji. To właśnie ten dług terytorialny był „ziarnem prawdy”, wokół którego zbudowano całą resztę.

Sposób działania był ten sam po obu stronach granicy, tylko przekaz odwrotny: Czechom mówiono, że sąsiedzi z pogranicza uciekają przed Polakami, Polakom — że polskie państwo szykuje zabór ziemi. Użyto włamania na stronę prawdziwej rozgłośni, podrobionej kopii czeskiego radia publicznego, fałszywego konta ambasadora, wygenerowanego przez sztuczną inteligencję nagrania i sfabrykowanego pisma z błędami językowymi. Na końcu próbowano wyprowadzić ludzi na rynek w Trzyńcu — na demonstrację, której nikt nigdy nie zgłosił.

Ministerstwa spraw zagranicznych obu państw zareagowały zgodnie i szybko, a Praga publicznie podziękowała Warszawie za propozycję rozwiązania sporu o hektary. Kto stał za operacją, na razie oficjalnie nie ustalono: służby w Polsce i Czechach zakładają rosyjskie sprawstwo, bo metody odpowiadają wcześniejszym rosyjskim operacjom, ale żadna instytucja nie przypisała jeszcze tej kampanii konkretnej służbie. To rozróżnienie warto zapamiętać — podejrzenie i dowód to nie to samo. A najskuteczniejsza obrona przed taką operacją jest banalna: sprawdzić, skąd naprawdę pochodzi tekst, zanim się go poda dalej.