Co napisaliśmy poprzednio

14 lipca 2026 opisaliśmy w artykule Pułap na rosyjską ropę groził skokiem z 44 do 58 dolarów. Dlaczego UE nie domknęła 21. pakietu sankcji, jak unijny instrument nacisku na Kreml stanął w miejscu. Obowiązujący wtedy pułap cenowy na rosyjską ropę transportowaną drogą morską wynosił 44,10 dolara za baryłkę, ale automatyczny mechanizm korygujący groził podniesieniem go do około 58 dolarów, jeśli państwa UE nie zdążą jednomyślnie go zamrozić do 15 lipca. Rozmowy 12 i 13 lipca zakończyły się bez porozumienia, bo 21. pakiet sankcji blokowało naraz kilka stolic — każda z innego powodu. Morał był prosty: instrument zapowiadany jako mocny okazał się zakładnikiem wyjątków i wet. Trzy tygodnie później ten sam wzorzec powtórzył się po drugiej stronie Atlantyku.


Co się zmieniło

  • Wcześniej: pułap cenowy 44,10 dolara miał automatycznie wzrosnąć do około 58 dolarów, jeśli państwa UE nie zdążą zamrozić mechanizmu do 15 lipca. Scenariusz skoku był realny i nierozstrzygnięty w dniu publikacji. Teraz: do skoku nie doszło. Pułap pozostał na poziomie 44,10 dolara za baryłkę — potwierdzają to Bloomberg, Euronews i RMF24. Nie udało nam się natomiast potwierdzić, na jak długo mechanizm zawieszono — źródła podają rozbieżne terminy.

  • Wcześniej: 21. pakiet sankcji utknął po dwóch dniach nieudanych rozmów, a szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas mówiła tylko, że negocjatorzy są „quite close” („dość blisko”). Teraz: ocena okazała się trafna. Rada Unii Europejskiej przyjęła 21. pakiet 23 lipca 2026 — dziesięć dni po opisywanym przez nas impasie. Restrykcje uderzają w sektor energetyczny, usługi finansowe i kryptowaluty.

  • Wcześniej: termin 15 lipca przedstawiano jako twardy deadline, po którym pułap rośnie automatycznie. Teraz: Politico Europe opisało, że Komisja Europejska była wprawdzie prawnie zobowiązana przeliczyć pułap po 15 lipca, ale nowy poziom wszedłby w życie dopiero 1 sierpnia. Bruksela miała więc dwutygodniowy margines, którego w lipcowych relacjach nie było widać.

21. pakiet sankcji wobec Rosji. Jest decyzja ambasadorów państw UE

Źródło: rmf24.pl


Co nowego

Senat głosował w piątek 7 sierpnia — nad ustawą o innym numerze, niż podają media. Zgodnie z oficjalnym dziennikiem prasowym Senatu izba rozpatrywała tego dnia ustawę H.R.5334, która posłużyła jako wehikuł legislacyjny dla pakietu sankcyjnego, i przeprowadziła cztery głosowania imienne — w tym nad poprawką senatora Randa Paula numer 6715. Sam projekt sankcyjny wnieśli w kwietniu 2025 senatorowie Lindsey Graham i Richard Blumenthal, z 50 współautorami już w dniu złożenia.

Wynik głosowania: 86 do 11 według większości mediów, ale nie bez rozbieżności. Zdecydowana większość redakcji — od NBC News i CNBC po Interię i RMF24 — podała wynik 86 głosów za i 11 przeciw. Portal Do Rzeczy napisał natomiast o 81 do 11. Nie dotarliśmy do samego imiennego zestawienia głosów z serwisu Senatu, które rozstrzygałoby sprawę definitywnie, więc traktujemy liczbę 86 jako szeroko udokumentowaną, ale niepotwierdzoną źródłem pierwotnym. Prawdopodobne wyjaśnienie rozbieżności leży w procedurze: tego dnia odbyły się cztery osobne głosowania imienne, więc łatwo pomylić wynik proceduralny z finalnym.

Cła: z 500 procent zostało 100. To najważniejsza zmiana merytoryczna wobec pierwotnego projektu. Uchwalona wersja autoryzuje cła do 100 procent wobec państw objętych ustawą. One-pager biura senatora Blumenthala opisuje tę zmianę wprost jako doprecyzowanie uprawnienia celnego — z ryczałtowego cła 500 procent na cła do 100 procent wobec pięciu największych nabywców rosyjskiej ropy i gazu ziemnego. Atlantic Council precyzuje, że upoważnienie trafia do Przedstawiciela Handlowego USA. Chodzi o cła ad valorem nakładane na wszystkie towary importowane z państw zidentyfikowanych jako pięciu największych importerów rosyjskiej ropy lub gazu pod względem wolumenu w ostatnim dwunastomiesięcznym okresie.

📄 One-pager biura senatora Blumenthala — podsumowanie ustawy

Obowiązkowe czy uznaniowe? Jedno i drugie naraz. To sedno sporu między narracją o „piekielnych sankcjach” a oceną „ustawa bez zębów” — i odpowiedź nie jest zerojedynkowa. Ustawa zawiera waiver prezydencki: prezydent może uchylić sankcje, restrykcje lub cła, jeśli przedstawi Kongresowi uzasadnienie i certyfikację, że odstępstwo leży w interesie narodowym Stanów Zjednoczonych. Politico podało 28 lipca, że przepisana wersja jednocześnie rozszerza listę rosyjskich podmiotów objętych sankcjami obowiązkowymi — w tym flotę cieni transportującą ropę — i daje Donaldowi Trumpowi szerokie uprawnienia do odstępstw. Warto dodać kontekst, którego w polskich relacjach brakuje: taki waiver nie jest wynalazkiem tej ustawy. Odpowiada rozwiązaniom stosowanym we wcześniejszych amerykańskich ustawach sankcyjnych, w tym w CAATSA z 2017 roku.

Wyłączenie dla importerów gazu — z zastrzeżeniem. Ustawa przewiduje zwolnienie z ceł dla państw, które importują z Rosji mniej niż 15 procent swojego gazu ziemnego i jednocześnie podejmują działania ograniczające ten import. Zastrzeżenie jest istotne: część relacji opisuje ten próg zupełnie inaczej — jako odsetek całkowitego rocznego eksportu gazu z Rosji, a nie importu danego państwa. To dwa różne mechanizmy o bardzo różnej surowości, a rozstrzygnięcie wymaga tekstu ustawy, do którego nie udało nam się dotrzeć. Publikujemy więc tylko tę wersję, którą potwierdziliśmy, i nie uznajemy sprawy za zamkniętą.

Senat przyjął pakiet sankcji wobec Rosji

Źródło: pbs.org

Kto realnie trafiłby pod cła — i dlaczego to problem dla Unii. Według CBS News pięcioma największymi nabywcami rosyjskiej ropy są obecnie Chiny, Indie, Słowacja, Węgry i Azerbejdżan. Część analiz — jak zestawienie Kyiv Independent — umieszcza w tej grupie także Turcję, importującą i ropę, i gaz rurociągiem TurkStream. Rozbieżność nie jest błędem: różne zestawienia liczą samą ropę albo ropę i gaz łącznie. Kluczowe jest co innego — na obu listach są państwa członkowskie Unii Europejskiej. Węgry i Słowacja to jedyne kraje UE, które nadal importują rosyjską ropę rurociągiem Przyjaźń na podstawie wyłączenia z unijnego embarga. Według danych ośrodka CREA Unia jako grupa była czwartym co do wielkości nabywcą rosyjskich surowców energetycznych z udziałem 8 procent, przy czym największym importerem wewnątrz UE były Węgry, następnie Słowacja, Francja, Holandia i Belgia.

Sponsorzy mówili o Chinach i Indiach, nie o Budapeszcie i Bratysławie. W komunikatach publicznych autorzy ustawy wskazywali jako adresatów ceł przede wszystkim Chiny i Indie, nie wymieniając Węgier ani Słowacji. To rozdźwięk między polityczną intencją a mechaniką przepisu — bo kryterium jest wolumen importu, a nie lista państw wpisana do ustawy.

Dla Polski skutek bezpośredni jest bliski zeru — pośredni już nie. Polska nie importuje rosyjskiej ropy naftowej od 2023 roku, a Orlen zdywersyfikował dostawy między innymi o surowiec z Arabii Saudyjskiej, Norwegii i Stanów Zjednoczonych. Polska nie znajduje się też wśród pięciu największych nabywców rosyjskiej ropy ani gazu, więc cłami z ustawy Grahama nie zostałaby objęta bezpośrednio. Problem leży gdzie indziej: wspólna polityka handlowa jest wyłączną kompetencją Unii na podstawie art. 207 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Gdyby Waszyngton nałożył cła na Węgry czy Słowację, Budapeszt i Bratysława nie mogłyby odpowiedzieć samodzielnie — reakcja musiałaby przyjść od Komisji Europejskiej. Spór dwustronny natychmiast stałby się sporem UE–USA, a Polska znalazłaby się w nim po stronie, której nie wybierała. Precedens już istnieje: 22 października 2025 Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na dwa największe rosyjskie koncerny naftowe, co miało istotne konsekwencje dla państw Europy Środkowej utrzymujących powiązania energetyczne z Rosją.

Poza cłami ustawa uderza w kilka twardych punktów. Nakłada sankcje na najwyższych przywódców rosyjskich, w tym Władimira Putina, oligarchów i rosyjski sektor finansowy. Obejmuje obowiązkowymi sankcjami flotę cieni — statki przewożące rosyjską ropę z pominięciem restrykcji. Zakazuje też obywatelom i podmiotom amerykańskim nabywania rosyjskiego długu suwerennego, co w polskich relacjach niemal nie wybrzmiało.

Najważniejsze zastrzeżenie: to jeszcze nie jest prawo. Ustawa uchwalona przez Senat wymaga jeszcze przyjęcia przez Izbę Reprezentantów i podpisu prezydenta. Izba jest na przerwie wakacyjnej i wraca do obrad 31 sierpnia 2026 — dopiero wtedy może się sprawą zająć. Administracja Donalda Trumpa i Biały Dom blokowały projekt przez ponad rok, argumentując, że sztywne cła wtórne ograniczają elastyczność negocjacyjną władzy wykonawczej. Sceptycyzm nie zniknął po głosowaniu — i to z obu stron. Kongresmeni Gregory Meeks i Don Beyer oświadczyli, że ustawa pozwoliłaby prezydentowi Trumpowi uniknąć rozliczenia Rosji i nałożyć kolejne cła w ramach wojen handlowych, których koszt poniosą Amerykanie. Warto pamiętać, że podobny pakiet już raz utknął: w grudniu 2025 Meeks i Brian Fitzpatrick kierowali pakiet sankcyjny ku styczniowemu głosowaniu plenarnemu w Izbie, do którego ostatecznie nie doszło.


Co wciąż aktualne

  • Pierwotny pułap cenowy G7 i UE na rosyjską ropę morską z grudnia 2022 wynosił 60 dolarów za baryłkę — potwierdzone w naszym artykule z 14 lipca 2026, a teraz ponownie przez Radę Unii Europejskiej, Brookings i OSW. To punkt odniesienia dla oceny, jak daleko instrument przesunął się od pierwotnego zamysłu.

  • Węgry i Słowacja pozostają wąskim gardłem unijnej polityki sankcyjnej. Oba państwa wielokrotnie blokowały lub groziły zablokowaniem kolejnych unijnych pakietów wobec Rosji. Zestawienie tego z faktem, że obie stolice są na liście największych nabywców rosyjskiej ropy, tłumaczy, dlaczego amerykańska ustawa jest dla Brukseli tematem niewygodnym.

  • Komisja Europejska pracuje nad własnymi cłami na rosyjską ropę importowaną przez Węgry i Słowację, aby obejść obowiązujące wyłączenia z embarga. Innymi słowy: dwie stolice mogą trafić pod cła z dwóch kierunków naraz.

Unia Europejska szykuje własne cła na rosyjską ropę

Źródło: euronews.com


Podsumowanie

Wzorzec z lipca się powtórzył. Wtedy unijny pułap cenowy — instrument zapowiadany jako mocny — okazał się zakładnikiem jednomyślności i wet. Teraz amerykańska ustawa sankcyjna, reklamowana jako cios w finanse Kremla, wyszła z Senatu z cłami obniżonymi z 500 do maksymalnie 100 procent, z prezydencką furtką w postaci odstępstwa „w interesie narodowym” i z wyłączeniem dla części importerów gazu.

To nie znaczy, że ustawa jest pusta. Sankcje na Putina, oligarchów, sektor finansowy i flotę cieni są obowiązkowe, a zakaz nabywania rosyjskiego długu działa bez uznaniowości. Ale najgłośniejszy element — cła wtórne — jest upoważnieniem, nie automatem, i jego użycie zależy od decyzji Białego Domu, który projekt blokował przez ponad rok.

Dla Polski bezpośredniego zagrożenia nie ma: rosyjskiej ropy nie kupujemy od 2023 roku i nie jesteśmy w pierwszej piątce nabywców. Ryzyko jest pośrednie. Na liście największych odbiorców rosyjskich surowców są Węgry i Słowacja, a ponieważ polityka handlowa to wyłączna kompetencja Unii, cła nałożone na jedno państwo członkowskie zamieniłyby się w spór między Brukselą a Waszyngtonem — z Polską w środku.

I najważniejsze zastrzeżenie: nic z tego jeszcze nie obowiązuje. Izba Reprezentantów wraca z wakacji 31 sierpnia, a podobny pakiet już raz utknął w tej samej izbie w styczniu 2026.