Kluczowe ustalenia

  • Skala zagrożenia rośnie. Jawny raport ABW (Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego — polska służba zajmująca się m.in. kontrwywiadem), opublikowany 6 maja 2026 r., podaje, że w latach 2024–2025 służby prowadziły ponad 60 śledztw o szpiegostwo na rzecz obcych służb — łącznie wszczęto ich 69, z czego 48 w samym 2025 roku. Od 2022 r. status podejrzanego nadano 91 osobom, a 62 zatrzymano.

  • Zmienia się charakter działań. Według raportu ABW rosyjski wywiad coraz częściej stosuje metody charakterystyczne dla wojsk specjalnych — czyli rozpoznanie i dywersję (celowy sabotaż, niszczenie infrastruktury). Swoje przedsięwzięcia prowadzi „w sposób planowy i skoordynowany”. Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński określił dywersję i szpiegostwo jako „niezmiennie” najpoważniejsze zagrożenia inspirowane przez rosyjskie służby.

  • Cel to nie tylko wojsko. Biała księga PISM (Polski Instytut Spraw Międzynarodowych — rządowy think tank) wskazuje, że w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej — pasie morza, gdzie Polska ma wyłączne prawo do zasobów — wykryto od 2022 r. kilkanaście zdarzeń o znamionach działań hybrydowych. Działania hybrydowe to wroga aktywność poniżej progu otwartej wojny — sabotaż, cyberataki, dezinformacja. W tym przypadku chodziło m.in. o rozpoznanie instalacji podwodnych prowadzone przez jednostki cywilne. Premier Donald Tusk poinformował o cyberatakach na dwie elektrociepłownie i system zarządzania prądem z OZE (odnawialne źródła energii). Zastrzegł jednak, że dowody wskazujące na rosyjskie służby są pośrednie.

  • Instytucjonalna luka. Pełnomocnik Rządu ds. Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej RP, powołany w sierpniu 2022 r., został zniesiony rozporządzeniem z lutego 2024 r. i nie doczekał się następcy o tym samym zakresie zadań. Polska nie ma też wyznaczonego krajowego koordynatora ds. usług cyfrowych — mimo że unijne rozporządzenie DSA (Akt o usługach cyfrowych — unijne prawo regulujące platformy internetowe) obowiązuje bezpośrednio.

  • Blokady działają bez uzasadnienia. Wśród domen zablokowanych przez ABW za prokremlowskie treści wymieniane są myslpolska.info, pl.sputniknews.com, wolnemedia.net i wrealu24.pl. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę, że przepisy nie przewidują informowania administratora strony ani o przyczynie blokady, ani o czasie jej trwania.

  • Edukacja ma pomiar, blokady nie. Badania przywoływane w analizach wskazują, że prebunking — czyli uodparnianie ludzi na manipulację, zanim się z nią zetkną — obniża podatność na dezinformację o 10–20 proc. w krótkim okresie, a efekt słabnie bez powtarzania. Polski fact-checker Demagog opublikował analizę stwierdzającą, że badania potwierdzają skuteczność prebunkingu.

  • Podział społeczny jest paliwem, nie skutkiem ubocznym. W badaniu CBOS 46 proc. respondentów wskazało spór polityczny i polaryzację jako jedno z dwóch największych zagrożeń dla stabilności państwa.

Raport Defence24 o rosyjskich atakach hybrydowych na Polskę w latach 2020-2025

Źródło: defence24.pl


Kontekst i tło

Polska stała się celem intensywnych działań hybrydowych po 24 lutego 2022 r., gdy przekształciła się w główne centrum logistyczne pomocy dla Ukrainy. Ten związek opisuje raport Defence24, który zbiera i porządkuje incydenty z lat 2020–2025. Jego autor, dr Aleksander Olech, ocenił w rozmowie z Onetem, że Rosja prowadzi w Polsce „laboratorium testowe wojny” — czyli sprawdza tu nowe metody. Dodał jednocześnie, że polskie służby odpierają te ataki coraz skuteczniej.

Odpowiedź instytucjonalna była nieciągła. Rozporządzeniem Rady Ministrów z 11 sierpnia 2022 r. ustanowiono Pełnomocnika Rządu ds. Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej RP. Jego zadaniem było wyłapywanie i analizowanie działań informacyjnych wymierzonych w bezpieczeństwo i wizerunek Polski, wskazywanie stojących za nimi podmiotów zagranicznych oraz neutralizowanie zagrożeń. Funkcję objął Stanisław Żaryn. Urząd zniesiono w lutym 2024 r. Powołany w kwietniu 2026 r. Pełnomocnik Rządu ds. Systemu Bezpiecznej Łączności Państwowej to odrębny urząd o innym zakresie działania — nie następca tamtego. W czerwcu 2026 r. wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zadeklarował, że „wszystkie siły i możliwości resortu obrony narodowej” będą walczyć z dezinformacją i manipulacją.

Stanisław Żaryn, Pełnomocnik Rządu ds. Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej RP

Źródło: gov.pl

Ramy prawne są przy tym jednoznaczne. Art. 54 Konstytucji RP zapewnia każdemu wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Art. 31 ust. 3 dopuszcza ograniczenia tej wolności tylko w ustawie, tylko gdy są konieczne w demokratycznym państwie — m.in. dla jego bezpieczeństwa — i bez naruszania istoty samej wolności. Art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka stawia analogiczny, trzyczęściowy test: ograniczenie musi jednocześnie być przewidziane ustawą, służyć uprawnionemu celowi i być konieczne w społeczeństwie demokratycznym.


Szczegółowa analiza

Jak wygląda rosyjska operacja informacyjna w Polsce. NASK (państwowy instytut badawczy zajmujący się m.in. cyberbezpieczeństwem) opisał zewnętrzne linie narracyjne obecne w polskiej infosferze — czyli powtarzalne wątki wtłaczane do polskiej debaty z zewnątrz. Ukraińcy mają w nich stanowić grupę atakującą i okradającą Polaków, wsparcie dla Kijowa ma odbierać pieniądze przeznaczone na infrastrukturę przeciwpowodziową, a równolegle strona rosyjska „w sposób cykliczny” straszy Polaków widmem odwetowego ataku nuklearnego. Kluczowa jest jednak nie treść, lecz mechanizm. Analizy wskazują, że kampanie rzadko tworzą nowe podziały od zera — wzmacniają istniejące napięcia wokół polaryzacji politycznej, migracji, kosztów energii i stosunku do pomocy Ukrainie. Jak ujął to rozmówca Onetu, „Rosjanie nie opowiadają nam żadnych nowych historii. Oni po prostu wykorzystują istniejące napięcia i podlewają je benzyną”. To odpowiedź na pytanie, czy działania obronne „dzielą społeczeństwo”: podziały są surowcem, który operacja bierze na wejściu, a nie jej produktem — co nie zwalnia państwa z obowiązku, by własnymi narzędziami ich nie pogłębiać.

Skala reakcji platform jest mierzalna. Z raportu Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK-PIB, którego premiera odbyła się 5 marca 2026 r. w Centrum Europa Experience w Warszawie, wynika, że w 2025 r. zgłoszono 46 511 materiałów, a platformy usunęły ponad 5,5 tys. z nich. NASK stosuje też narzędzia miękkie — czyli takie, które niczego nie blokują, tylko ostrzegają. Wydał rekomendacje dla mediów apelujące o ostrożność wobec informacji ze źródeł rosyjskich i białoruskich — na przykładzie komunikatu białoruskich służb o rzekomym udaremnieniu przemytu „największej w historii” partii materiałów wybuchowych z Polski.

Twarde narzędzie: blokady bez uzasadnienia. Najbardziej sporny instrument to administracyjne blokowanie domen — czyli odcinanie dostępu do strony decyzją urzędu, bez wyroku sądu. RPO w piśmie do premiera wskazał, że zablokowanie strony bez jakiejkolwiek informacji o przyczynie i okresie blokady może naruszać prawa i wolności obywatelskie, a takie działania powinny podlegać skutecznej kontroli chroniącej przed nadużyciami. Droga sądowa okazała się wąska. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie 11 kwietnia 2017 r. oddalił skargę Fundacji ePaństwo na odmowę udostępnienia informacji o zablokowanych treściach, a NSA podtrzymał (Naczelny Sąd Administracyjny — najwyższa instancja w tych sprawach), że ABW nie musi tych danych ujawniać. Fundacja Panoptykon ostrzegała przy tym przed tworzeniem czarnej listy serwisów blokowanych przez operatorów. Standard strasburski — czyli linia orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu — jest odmienny: Trybunał uznał hurtowe blokowanie stron za środek skrajny, porównywalny z zakazem dostępu do gazety lub stacji telewizyjnej — musi więc być proporcjonalne i nie może naruszać uzasadnionej wolności słowa.

📄 Pismo RPO do Prezesa Rady Ministrów w sprawie blokowania stron internetowych (PDF, źródło: bip.brpo.gov.pl)

Istnieją jednak polskie mechanizmy zbudowane inaczej. Lista Ostrzeżeń CERT Polska, obejmująca strony phishingowe i oszukańcze (podszywające się pod banki czy sklepy, by wyłudzić dane lub pieniądze), jest jawna i publikowana publicznie — także w formacie zgodnym z filtrami adblock — a jej stosowanie opiera się na porozumieniu z operatorami telekomunikacyjnymi. Podobnie unijne rozporządzenie o zwalczaniu treści terrorystycznych online przewiduje kontrolę sądową nakazów usunięcia wydawanych przez Szefa ABW oraz prawo zaskarżenia decyzji przez dostawców hostingu i dostawców treści. Różnica między tymi rozwiązaniami a blokadą domen sprowadza się do trzech rzeczy: jawności listy, poinformowania zainteresowanego i dostępności odwołania.

Spór o DSA: gdzie dokładnie przebiega linia. Sejm uchwalił nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną wdrażającą unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA), prezentowaną przez Ministerstwo Cyfryzacji jako ustawę wzmacniającą ochronę użytkowników. Prezydent Karol Nawrocki ustawę zawetował. W uzasadnieniu wskazał, że pozwalałaby blokować treści bez wyroku sądu, a sytuację, w której o dopuszczalności treści decyduje urzędnik podległy rządowi, porównał do Ministerstwa Prawdy z powieści „Rok 1984” George'a Orwella.

Analiza Demagoga o argumentach prezydenta za wetem wobec ustawy wdrażającej DSA

Źródło: demagog.org.pl

Ministerstwo Cyfryzacji odpowiedziało, że weto osłabia prawa użytkowników i pozostawia internautów bez ochrony wobec gigantów technologicznych. Rządowy projekt przewidywał przy tym mechanizm działający w drugą stronę: gdy platforma nadmiernie usunie treści, KRRiT może wydać nakaz ich przywrócenia. Sejm wrócił do prac nad wdrożeniem, a spór o blokowanie treści podzielił rząd i opozycję. Szerzej o tym, jak rząd rozbił wdrożenie na dwa osobne projekty, pisaliśmy w analizie z 30 lipca.

Warto rozdzielić dwie rzeczy, które w tej debacie się zlewają. Analizy prawne wskazują, że DSA nie zakazuje dezinformacji jako takiej — reguluje treści nielegalne, a dezinformację traktuje jako ryzyko systemowe, które bardzo duże platformy mają obowiązek oceniać i ograniczać. Za nieprzestrzeganie przepisów grożą im kary do 6 proc. globalnego rocznego obrotu — czyli od całości ich rocznych przychodów na świecie, a nie samego zysku. Status bardzo dużej platformy przyznaje się po przekroczeniu progu 45 mln użytkowników miesięcznie w UE, który Komisja Europejska uznała za wciąż adekwatny. Egzekwowanie jest współdzielone: Komisja działa razem z krajowymi koordynatorami ds. usług cyfrowych — a takiego koordynatora Polska, wobec braku ustawy wdrażającej, nie ma wyznaczonego. Dobrowolny unijny kodeks postępowania w zakresie dezinformacji został tymczasem przekształcony w kodeks postępowania w ramach DSA.

Wideo: youtube.com

Co ma udokumentowaną skuteczność. Najlepiej przebadaną interwencją jest prebunking, czyli uodparnianie odbiorców na techniki manipulacji, zanim się z nimi zetkną. Badanie polowe opisane w HKS Misinformation Review objęło kampanię na Instagramie skierowaną do 375 597 użytkowników w wieku od 18 do 34 lat w Wielkiej Brytanii, z 19-sekundowym filmem w Story Feed. Metaanalizy psychologicznej inokulacji (Huang i in. 2024, Simchon i in. 2025) — „inokulacja” to szczepionka informacyjna: pokazanie sztuczki manipulacyjnej w małej dawce, by potem łatwiej ją rozpoznać — wykazują istotną poprawę zdolności rozróżniania dezinformacji. Efekty są jednak umiarkowane i nietrwałe. W badaniu naukowców UW przywołanym przez Demagoga prebunking zmniejszył podatność o 10 punktów procentowych, a debunking o 6 — debunking to obalanie fałszu już po tym, jak się rozszedł — przy czym efekty tych interwencji są czasowe i słabną z upływem czasu. To argument za systematycznością, nie za jednorazowymi kampaniami.

Modele zagraniczne rozwiązują ten sam dylemat inaczej. Szwecja powołała w 2022 r. Agencję Obrony Psychologicznej (Myndigheten för psykologiskt försvar, „urząd obrony psychologicznej”), której zadaniem jest wykrywanie zagranicznych kampanii i budowanie odporności obywateli, a nie cenzurowanie internetu. Finlandia jest wskazywana jako lider europejskich indeksów odporności dzięki włączeniu edukacji medialnej do programów nauczania już od szkoły podstawowej. Na poziomie unijnym Europejska Służba Działań Zewnętrznych opisuje rosyjskie operacje jako prowadzone w sposób zintegrowany — przez sieci dyplomatyczne, służby bezpieczeństwa, media państwowe, kanały społecznościowe, prywatne firmy i lokalnych pośredników. Jej czwarty raport o zagrożeniach FIMI — FIMI to zagraniczna manipulacja informacjami i ingerencja w przestrzeń informacyjną — opiera się na narzędziach Response Framework, FIMI Toolbox i FIMI Deterrence Playbook, których celem jest uczynienie takiej działalności kosztowniejszą i mniej opłacalną dla sprawców. W tę samą logikę wpisuje się postulat PISM: państwa dotknięte dywersją nie powinny bać się atrybucji, czyli jasnego wskazywania sprawców — bo jej brak utrudnia wychwytywanie wzorców i skoordynowaną odpowiedź.

Komunikacja państwa jest częścią obrony — i częścią problemu. Anna Maria Dyner z PISM oceniła, że incydenty na kolei i potencjalne próby wykolejenia pociągów wskazują, iż Rosjanie są gotowi na ofiary wśród cywilów. Jednocześnie po nocnym incydencie dronowym MSWiA i Dowództwo Operacyjne RSZ tłumaczyły brak nocnych alertów RCB (Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, które rozsyła SMS-owe ostrzeżenia) tym, że nie było bezpośredniego zagrożenia dla życia i zdrowia, a komunikat o tej porze „spowodowałby niebywałą panikę”. Każda taka decyzja tworzy próżnię informacyjną. NASK ostrzegł po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej, że istnieje realne ryzyko wykorzystania zdarzenia przez rosyjski aparat propagandowy w celu pogłębienia polaryzacji społecznej. Tło jest niesprzyjające: Rzeczpospolita opisuje zjawisko news avoidance w Polsce („unikanie wiadomości”), w którym coraz więcej osób świadomie rezygnuje ze śledzenia informacji, a ich miejsce zajmują media społecznościowe i influencerzy.


Podsumowanie

Zagrożenie jest udokumentowane liczbami, a nie domysłami: raport ABW mówi o ponad 60 śledztwach o szpiegostwo w dwa lata, 91 podejrzanych i 62 zatrzymanych, a rosyjskie działania coraz bardziej przypominają operacje wojsk specjalnych. Państwo ma na to trzy rodzaje odpowiedzi — i bardzo różnią się one poziomem kontroli.

Pierwszy to blokowanie treści. Działa szybko, ale w polskiej wersji nie przewiduje informowania właściciela strony o przyczynie ani czasie blokady, a sądy uznały, że służby nie muszą ujawniać, co blokują. Europejski Trybunał Praw Człowieka nazywa hurtowe blokowanie środkiem skrajnym. Istnieją polskie mechanizmy zbudowane inaczej — jawna Lista Ostrzeżeń CERT Polska czy przewidziana w przepisach antyterrorystycznych droga odwoławcza do sądu — i to one pokazują, jak wygląda ograniczenie z realną kontrolą.

Drugi to regulacja platform. Unijne przepisy nie zakazują dezinformacji jako takiej — zobowiązują największe serwisy do ograniczania ryzyk, pod groźbą kar do 6 proc. globalnego obrotu. Polska wciąż nie ma ustawy wdrażającej ani krajowego koordynatora, bo pierwsza wersja została zawetowana, a Sejm wrócił do prac.

Trzeci to odporność obywateli — i tylko on ma badania mierzące skutek. Prebunking obniża podatność na manipulację o kilkanaście procent, ale efekt słabnie bez powtarzania. Szwecja i Finlandia postawiły właśnie na ten filar. Granica, o którą pytamy, jest więc wyznaczona przez prawo dość precyzyjnie: ograniczenie wolności słowa musi wynikać z ustawy, mieć uprawniony cel i być konieczne — a w praktyce oznacza to jawną listę, powiadomionego zainteresowanego i dostępne odwołanie. Tam, gdzie tych trzech elementów brakuje, spór o cenzurę wraca — i sam staje się materiałem dla kolejnych kampanii.