Kluczowe ustalenia

  • Od 1 maja 2026 r. lekarze i lekarze dentyści spoza UE muszą mieć dokument potwierdzający znajomość polskiego na poziomie B1. Chodzi o tych, którzy pracują na tzw. warunkowym prawie wykonywania zawodu — czyli na pozwoleniu wydanym pod pewnymi warunkami, które można cofnąć — w ramach procedury uproszczonej, czyli szybkiej ścieżki bez pełnych formalności. Termin na dostarczenie certyfikatu minął 30 kwietnia 2026 r.

  • Sejm i Senat uchwaliły nowelizację (czyli zmianę istniejącej ustawy), która przesuwała ten termin o rok — na 1 maja 2027 r. 11 czerwca 2026 r. prezydent Karol Nawrocki ją zawetował — czyli odmówił podpisu — powołując się na dobro i bezpieczeństwo pacjentów.

  • Weto nie stworzyło nowego obowiązku — zablokowało jego odroczenie. Dalej obowiązuje stan z 1 maja 2026 r., a okręgowe izby lekarskie (to regionalne samorządy zawodowe lekarzy) mają podstawę, by odbierać warunkowe uprawnienia lekarzom bez certyfikatu.

  • Do 11 czerwca izby cofnęły ok. 441 warunkowych uprawnień. Naczelna Izba Lekarska szacuje, że prawo do zawodu może stracić jeszcze ok. 800 lekarzy, których sprawy wciąż się toczą.

  • Głośna liczba „8,8 proc." nie dotyczy egzaminu z języka, lecz Lekarskiego Egzaminu Weryfikacyjnego (LEW) — egzaminu sprawdzającego wiedzę medyczną. To dwie różne sprawy.


Kontekst i tło

Uproszczona ścieżka wpuszczania lekarzy spoza UE powstała w czasie pandemii COVID-19 w 2020 r., a po inwazji Rosji na Ukrainę 24 lutego 2022 r. rozszerzono ją dla obywateli Ukrainy. Pozwalała pracować na warunkowym prawie wykonywania zawodu — czyli bez nostryfikacji dyplomu (urzędowego uznania zagranicznego dyplomu w Polsce) i bez zdanego Lekarskiego Egzaminu Końcowego (LEK), czyli egzaminu kończącego kształcenie lekarza w Polsce. Był to mechanizm awaryjny: szybkie wzmocnienie kadr, gdy do Polski napływały setki tysięcy uchodźców, a w ochronie zdrowia brakowało rąk do pracy.

Wymóg znajomości polskiego na poziomie B1 to element zamykania tego okresu przejściowego. B1 w europejskiej skali biegłości językowej oznacza poziom samodzielności komunikacyjnej — zdolność porozumiewania się w typowych sytuacjach, rozumienia głównych wątków rozmowy i prowadzenia prostej dokumentacji. Zwolennicy wymogu mówią wprost: bez tego lekarz nie zbierze rzetelnego wywiadu ani nie zrozumie dokumentacji pacjenta.

Próba przesunięcia terminu o rok była częścią szerszej ustawy zdrowotnej, która łączyła wydłużenie terminu językowego z przepisami o bezpieczeństwie epidemiologicznym i chorobach zakaźnych. To ważne, bo w polskim prawie nie ma weta częściowego — prezydent nie mógł zawetować samego przepisu o lekarzach. Odmawiając podpisu, zablokował całą ustawę.


Szczegółowa analiza

Co konkretnie zmieniło weto. Najczęstszy skrót w mediach — że prezydent „odebrał lekarzom prawo do pracy" — jest mylący. Wymóg B1 obowiązuje od 1 maja 2026 r. niezależnie od weta. Nowelizacja miała ten wymóg odroczyć do 1 maja 2027 r., dając lekarzom dodatkowy rok na zdobycie certyfikatu. Weto zablokowało to odroczenie. W efekcie zostaje stan, w którym lekarz bez dokumentu B1 nie spełnia warunku zapisanego w ustawie, a okręgowa izba lekarska ma podstawę, by cofnąć jego warunkowe uprawnienie. Dodatkowego roku nie ma — chyba że Sejm odrzuci weto. A to wymaga większości 3/5 głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. To wysoki próg.

Utrata uprawnień nie następuje z dnia na dzień. To kluczowy szczegół, który ginie w nagłówkach. Prawo do zawodu nie znika automatycznie 1 maja — odbiera je decyzja administracyjna okręgowej izby lekarskiej, czyli formalna decyzja urzędu o wygaśnięciu warunkowego prawa wykonywania zawodu. Lekarzowi przysługuje od niej odwołanie. Decyzje zapadają na posiedzeniach rad izb w różnym tempie, dlatego proces rozciąga się w czasie, a liczby rosną stopniowo.

441 lekarzy bez prawa do wykonywania zawodu po wecie prezydenta

Źródło: wiadomosci.radiozet.pl

Liczby — i dlaczego trzeba je czytać ostrożnie. Do 11 czerwca 2026 r. okręgowe izby lekarskie cofnęły ok. 441 warunkowych uprawnień. W mediach pojawia się też niższa liczba — rzędu „ponad 200" czy „ok. 300". Wynika to z różnych dat, na które zbierano dane; rejestry izb aktualizują się na bieżąco. Naczelna Izba Lekarska szacuje dodatkowo, że uprawnienia może stracić jeszcze ok. 800 lekarzy, których sprawy w izbach wciąż trwają. To prognoza ryzyka kadrowego, a nie zamknięty, ostateczny stan rejestrów.

Mylona liczba: 8,8 procent. W debacie krąży teza, że „tylko 8,8 proc. lekarzy z Ukrainy zdaje test dopuszczający do pracy". To odsetek zdawalności Lekarskiego Egzaminu Weryfikacyjnego (LEW) — a nie egzaminu czy certyfikatu językowego B1. LEW sprawdza wiedzę medyczną lekarzy z dyplomem spoza UE i jest filtrem merytorycznym, a nie językowym na drodze do pełnego dopuszczenia do zawodu. Dla porównania: ten sam egzamin wśród lekarzy z Białorusi zdaje 31,5 proc., wobec 8,8 proc. wśród lekarzy z Ukrainy. Łączenie tej liczby z wymogiem językowym wprowadza w błąd — to dwa różne sita: jedno merytoryczne (LEW), drugie językowe (B1).

Tylko 8,8 proc. lekarzy z Ukrainy zdaje Lekarski Egzamin Weryfikacyjny

Źródło: dorzeczy.pl

Dwie narracje, jeden spór. Ministerstwo Zdrowia było inicjatorem nowelizacji i ostrzegało przed luką kadrową — zwłaszcza w szpitalach powiatowych i na oddziałach ratunkowych, które część obsady oparły na lekarzach spoza UE. Po drugiej stronie stoi samorząd lekarski. Naczelna Izba Lekarska przyjęła weto z zadowoleniem, wskazując, że to sygnał, iż bezpieczeństwo pacjentów oraz równe zasady dostępu do zawodu są najważniejsze. Naczelna Rada Lekarska i izby okręgowe — m.in. Wielkopolska Izba Lekarska — broniły wymogu B1 argumentem bezpieczeństwa pacjentów: znajomość polskiego jest niezbędna, żeby zebrać wywiad i prowadzić dokumentację medyczną.


Podsumowanie

Weto prezydenta z 11 czerwca 2026 r. nie wprowadziło nowego obowiązku — zablokowało roczne odroczenie wymogu, który obowiązuje od 1 maja 2026 r. Lekarze spoza UE bez certyfikatu znajomości polskiego na poziomie B1 nie spełniają warunku z ustawy, a izby lekarskie mogą cofać ich uprawnienia. Do 11 czerwca cofnięto ok. 441 takich uprawnień, a samorząd szacuje, że zagrożonych jest jeszcze ok. 800 lekarzy. Utrata prawa do zawodu nie jest jednak natychmiastowa — wymaga decyzji izby, od której można się odwołać. Głośny procent „8,8" dotyczy egzaminu sprawdzającego wiedzę medyczną, a nie znajomości języka — to dwie różne sprawy, które w debacie często się myli.