Kluczowe ustalenia

  • 20 sierpnia 2026 r. prezydent Karol Nawrocki skierował lex szarlatan do Trybunału Konstytucyjnego. Zrobił to w trybie tzw. kontroli prewencyjnej z art. 122 ust. 3 Konstytucji — czyli poprosił Trybunał o sprawdzenie ustawy, zanim zacznie ona obowiązywać. Ani jej nie podpisał, ani nie zawetował. Konstytucyjny termin na decyzję — 21 dni — upływał 21 sierpnia.
  • Tego samego dnia prezydent ogłosił decyzje w sprawie trzech ustaw: podpisał nowelizację o opiece nad dziećmi do lat 3, zawetował ustawę o dostępności transportu publicznego i odesłał lex szarlatan do Trybunału.
  • Uchwalony tekst ustawy z 31 lipca 2026 r. (druk sejmowy nr 2598) opisuje praktykę pseudomedyczną przez trzy kategorie działań. Każde z nich, żeby podpadło pod ustawę, musi być robione „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej” — czyli dla pieniędzy albo dla innej osobistej korzyści (np. stanowiska, przysługi, awansu), niekoniecznie finansowej.
  • Warunek, że chodzi o osobę niewykonującą zawodu medycznego, pojawia się tylko w pierwszej kategorii (art. 67zj ust. 1 pkt 1). Druga — dotycząca leczenia małoletnich, chorób onkologicznych (nowotworowych), ciężkich chorób nieuleczalnych i zaburzeń psychicznych — takiego ograniczenia nie ma. Trzecia obejmuje prowadzenie działalności leczniczej bez wpisu do rejestru.
  • Dodany rozdział 13d o dezinformacji medycznej dotyczy „osoby fizycznej, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej” — więc również bez zawężenia do osób bez uprawnień medycznych.
  • Najwyższa kara pieniężna, jaką mógł nałożyć Rzecznik Praw Pacjenta, miała wzrosnąć z 500 tys. zł do 1 mln zł. Decyzja nakazująca zaprzestanie praktyki dostawała rygor natychmiastowej wykonalności (obowiązywała od razu, zanim sąd ją sprawdzi), a to strona postępowania — nie urząd — musiała udowodnić, że praktyki zaprzestano. To jest sedno prezydenckiego zarzutu, że kontrola sądowa jest pozorna.
  • Bez tej ustawy Rzecznik i tak działa: w 2025 r. wszczął 429 postępowań w sprawach zbiorowych praw pacjentów i nałożył 24 kary na łącznie prawie 1,2 mln zł. Najwyższa kara w historii urzędu to 280 800 zł.

Ustawa o pseudomedycynie po decyzji prezydenta — reakcje strony rządowej i środowisk medycznych

Źródło: portalsamorzadowy.pl


Kontekst i tło

Projekt tej ustawy (formalnie: nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta) Rada Ministrów przyjęła 12 maja 2026 r. Pierwsze czytanie odbyło się na posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia 9 czerwca 2026 r., a Sejm uchwalił ustawę 3 lipca. Za głosowały kluby koalicji: 153 posłów Koalicji Obywatelskiej, 27 z PSL, 21 z Lewicy, 13 z Centrum, 9 z Polski 2050 i 4 z koła Razem. Prawo i Sprawiedliwość w zdecydowanej większości wstrzymało się od głosu (160 posłów, 7 przeciw), a przeciw zagłosowali posłowie Konfederacji (14) i Konfederacji Korony Polskiej (3). Senat wniósł cztery poprawki przygotowane przez własne Biuro Legislacyjne — techniczne i redakcyjne, niezmieniające sensu ustawy. Ostateczny tekst, ustalony po rozpatrzeniu poprawek Senatu, nosi datę 31 lipca 2026 r.

Na etapie prac w Komisji Zdrowia posłowie przyjęli poprawki, które oddzielają legalną, stosowaną od wieków fitoterapię (leczenie ziołami) od znachorstwa — tak, żeby samo ziołolecznictwo nie było uznane za praktykę pseudomedyczną. Ustawa miała wejść w życie po upływie 3 miesięcy od dnia ogłoszenia.

Nowe uprawnienia zaprojektowano na wzór ochrony konsumentów. Rzecznik Praw Pacjenta miał dostać narzędzia zbliżone do tych, jakimi dysponuje Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK): publiczne ostrzeżenia, decyzje administracyjne i kary pieniężne. Kontrola prewencyjna, po którą sięgnął prezydent, oznacza jedno: ustawa nie zostanie podpisana ani nie wejdzie w życie, dopóki Trybunał Konstytucyjny nie orzeknie, że jej przepisy są zgodne z konstytucją.

Posiedzenie Rady Ministrów, na którym przyjęto projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta

Źródło: gov.pl

Zobacz też: Berek kandydatem do TK. Karencję dla polityków koalicja sama uchwaliła, ale przepis nigdy nie zaczął obowiązywać


Szczegółowa analiza

Co dokładnie mówi definicja. Sedno sporu o to, kogo ustawa obejmuje, mieści się w jednym przepisie — art. 67zj ust. 1. Wymienia on trzy typy zachowań, a warunkiem wspólnym dla wszystkich jest cel: „osiągnięcie korzyści majątkowej lub osobistej”. Punkt 1 to „udzielanie świadczeń zdrowotnych stwarzających ryzyko uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia, albo śmierci człowieka przez osobę niewykonującą zawodu medycznego”. Punkt 2 to „oferowanie lub stosowanie metody diagnostycznej lub leczniczej niebędącej świadczeniem zdrowotnym, w przypadku której wprowadza się w błąd, że posiada właściwości świadczenia zdrowotnego” — chodzi o rozpoznawanie lub leczenie małoletnich, chorób onkologicznych, ciężkich nieuleczalnych chorób lub zaburzeń psychicznych. Punkt 3 to prowadzenie działalności leczniczej bez wpisu do rejestru z art. 103 ustawy o działalności leczniczej.

Wniosek z lektury jest jednoznaczny: filtr „osoby bez uprawnień medycznych” działa tylko w punkcie 1. Punkty 2 i 3 opisują, co ktoś zrobił, a nie kim jest — nie patrzą na status sprawcy. Dlatego mogą objąć także firmę działającą legalnie i osobę, która ma prawo wykonywania zawodu.

Rozdział o dezinformacji sięga jeszcze szerzej. Nowy rozdział 13d definiował dezinformację medyczną jako publiczne rozpowszechnianie lub promowanie nieprawdziwych informacji o metodzie rozpoznawania choroby (diagnostycznej) albo o metodzie leczniczej — robione dla korzyści majątkowej lub osobistej „przez osobę fizyczną, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną”. Rzecznik miał prowadzić jawny rejestr takich podmiotów, publikowany na stronie urzędu. Wpisowi towarzyszyła procedura: 14 dni na sprzeciw od zawiadomienia i 30 dni dla Rzecznika na decyzję o wpisie albo o odstąpieniu od niego. Najdalej szedł art. 67zn ust. 10 — nakładał na firmę telekomunikacyjną, która daje dostęp do internetu, obowiązek przekierowania (w terminie 7 dni od wniosku Rzecznika) połączeń kierujących do wskazanej domeny na stronę urzędu z komunikatem ostrzegawczym.

Analiza fact-checkingowa zakresu ustawy: zawody dietetyka i masażysty pozostają legalne

Źródło: demagog.org.pl

Tryb, który prezydent nazwał drogą na skróty. Ustawa pozwalała Rzecznikowi podać do publicznej wiadomości informację o praktyce już przy „uzasadnionym podejrzeniu” — w drodze postanowienia, na które przysługiwała skarga do sądu administracyjnego. Osobna decyzja tymczasowa mogła zapaść w postępowaniu tylko raz i obowiązywać nie dłużej niż miesiąc od doręczenia; dostawała rygor natychmiastowej wykonalności (czyli obowiązywała od razu). Decyzja uznająca praktykę za pseudomedyczną nakazywała jej zaprzestanie — również z rygorem natychmiastowej wykonalności — a udowodnienie, że praktyki zaprzestano, ustawa przerzucała na stronę postępowania (to ona, nie urząd, musiała to wykazać).

Do tego dochodziła siatka kar: do 1 mln zł za złamanie zakazu, do 100 tys. zł za nieprzekazanie Rzecznikowi żądanych dokumentów, do 20 tys. zł za niezrealizowanie innego żądania oraz osobna kara dla kierownika podmiotu leczniczego — do dwudziestokrotności przeciętnego wynagrodzenia ogłaszanego przez Prezesa GUS, jeśli umyślnie dopuścił do naruszenia. Karę można było nakładać wielokrotnie, ale kolejne postępowanie dopiero po 6 miesiącach od dnia, w którym poprzednia decyzja stała się ostateczna; na zapłatę przewidziano 14 dni od doręczenia. Rzecznik zyskiwał też prawo żądać wszczęcia postępowania cywilnego i brać w nim udział na prawach prokuratora — w tym w sprawach o roszczenia po śmierci pacjenta — oraz obowiązek publikowania pełnej treści decyzji z zaznaczeniem, czy są prawomocne.

📄 Tekst projektu ustawy w rządowym procesie legislacyjnym (PDF, źródło: legislacja.rcl.gov.pl)

Argumentacja prezydenta. Nawrocki zastrzegł, że „cel tej ustawy jest słuszny, ale problemem mogą okazać się proponowane w niej środki”, i ocenił, że rząd „zamiast realnie rozwiązać problem, poszedł jak zwykle drogą na skróty, oddając pełnię władzy urzędnikowi”. Zarzucił, że do jednej grupy tzw. szarlatanów rząd wrzucił „realnie zagrażających, szkodzących zdrowiu szaleńców oraz tysiące polskich firm i osób zajmujących się zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną”.

Drugi wątek dotyczył procedury. Prezydent wskazywał, że „ustawa pozwala na wykonanie kar i blokad przed prawomocnym wyrokiem sądu”, przez co „przedsiębiorca może zbankrutować, zanim doczeka się sądu”. Zwracał też uwagę, że procedura nie gwarantuje udziału niezależnych ekspertów medycznych, a decyzję o dezinformacji podejmuje jednoosobowo urzędnik — co jego zdaniem może godzić w konstytucyjną wolność działalności gospodarczej i naruszać zasadę proporcjonalności (czyli zasadę, że środek nie może być bardziej dolegliwy, niż to konieczne do celu).

Tego samego dnia prezydent ogłosił własny pomysł: nowelizację Kodeksu karnego i ustawy o prawach pacjenta z nowym przestępstwem — nakłaniania do niebezpiecznych decyzji zdrowotnych. Kary miałyby sięgać 3 lat więzienia za samo nakłanianie chorego do rezygnacji ze zleconego leczenia, 5 lat, jeśli pacjent pod wpływem sprawcy przerwał terapię, 10 lat za ciężki uszczerbek na zdrowiu i od 2 do 15 lat, jeśli pacjent umrze. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz zapewniał, że projekt „wyklucza penalizację opinii, wyklucza penalizację prowadzenia debaty naukowej”, powołując się na konstytucyjną swobodę badań naukowych i wolność słowa; przewiduje też, że Rzecznik Praw Pacjenta może (ale nie musi) brać udział w postępowaniach karnych o nowy czyn. O tym, ile prezydenckich projektów faktycznie trafia pod obrady Sejmu, pisaliśmy w analizie sejmowej zamrażarki.

Odpowiedź strony rządowej i środowiska medycznego. Ministerstwo Zdrowia odrzuciło zarzut, że ustawa uderza w legalny biznes. Według resortu ustawa nie obejmowała firm oferujących na przykład zioła czy masaże — o ile nie deklarowały, że wyleczą ciężkie choroby, ani nie nakłaniały do rezygnacji z terapii. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda jeszcze przed decyzją mówiła w TVN24: „Mam nadzieję, że ta ustawa uzyska podpis pana prezydenta”, a po decyzji podkreśliła, że nad projektem pracowali lekarze, eksperci, organizacje pacjenckie i Rzecznik Praw Pacjenta, i że „właśnie tych narzędzi zostaliśmy dziś pozbawieni”. Wiceminister Katarzyna Kęcka wskazywała, że pseudomedycyna to nie tylko dezinformacja, ale dochodowy biznes oparty na wykorzystaniu niewiedzy i lęku pacjentów — najczęściej onkologicznych. Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec ocenił, że brak nowych przepisów oznacza „więcej przestrzeni dla niebezpiecznej i szkodliwej działalności szarlatanów i medycznych oszustów”.

Wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej Klaudiusz Komor tłumaczył w TOK FM, gdzie jest luka: wobec lekarzy stosujących niesprawdzone metody samorząd lekarski może prowadzić postępowania w pionie orzecznictwa zawodowego, ale „w przypadku tych osób, które nie są lekarzami, niestety my nie mamy żadnej władzy”. Naczelna Izba Lekarska 20 sierpnia przypomniała, że granicą wolności każdej działalności powinien być interes społeczny w ochronie zdrowia i życia — podobnie jak przy ograniczeniach reklamy i sprzedaży wyrobów tytoniowych oraz alkoholu. Immunolożka prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska zwracała uwagę, że prezydencka propozycja rozwiązuje inny problem: „prawo karne wchodzi do akcji po fakcie, gdy krzywda już się stała”, a sens lex szarlatan polegał na zatrzymaniu oszusta „zanim chory odstawi chemioterapię”. Skalę zjawiska pokazywała prof. Anna Raciborska z Instytutu Matki i Dziecka, opisując 5-letnią pacjentkę z mięsakiem (nowotworem), której matka odłożyła leczenie na rzecz medycyny niekonwencjonalnej — po kilku tygodniach dziecko miało już chorobę rozsianą (rozprzestrzenioną po organizmie). Premier Donald Tusk napisał 20 sierpnia na platformie X: „Trudno w to uwierzyć, ale Karol Nawrocki zablokował ustawę chroniącą pacjentów przed oszustami, wyłudzeniami i groźnymi niesprawdzonymi terapiami. Zamiast po stronie chorych, stanął po stronie szarlatanów”.

Kto naciskał na weto. Instytut Ordo Iuris przekazał prezydentowi 20 lipca 2026 r. analizę prawną nowelizacji wraz z wnioskiem, by skorzystał z art. 122 ust. 5 Konstytucji — czyli zawetował ustawę i zwrócił ją Sejmowi. Apel o weto z 25 tys. podpisów zaniosła do Kancelarii Prezydenta delegacja propagatorów tzw. medycyny niekonwencjonalnej, w tym Jerzy Zięba — w 2023 r. prawomocnie skazany za znieważenie i zniesławienie lekarzy, odpowiadający też przed sądem m.in. za bezprawną sprzedaż środków, którym przypisywano właściwości lecznicze. Osobny apel — tym razem o skierowanie ustawy do Trybunału w trybie kontroli prewencyjnej — wystosowała do Marty Nawrockiej Dorota Gudaniec, matka dziecka z zespołem Downa udzielająca porad jako naturoterapeutka. Konfederacja, której posłowie głosowali przeciw ustawie, argumentowała 20 sierpnia, że „nauka rozwija się poprzez spór, badania i podważanie dotychczasowych poglądów, a nie poprzez urzędowe ogłaszanie jednej niepodważalnej prawdy”.

Co Rzecznik może dziś, bez tej ustawy. Urząd nie jest bezbronny. W 2025 r. Biuro Rzecznika wszczęło 429 postępowań w sprawach zbiorowych praw pacjentów i wydało 419 decyzji w sprawie praktyk naruszających te prawa — dla porównania w całym okresie 2019–2023 Najwyższa Izba Kontroli naliczyła 874 wszczęte postępowania. W 2025 r. Rzecznik nałożył 24 kary na łącznie prawie 1,2 mln zł, w tym cztery w samym grudniu na blisko pół miliona; 28 decyzji dotyczyło tzw. receptomatów i dostępu do leków odurzających. Sądy te decyzje utrzymują — Wojewódzki Sąd Administracyjny wyrokiem z 11 czerwca 2026 r. podtrzymał karę 126 tys. zł.

Słabością jest tempo i skala kar: najwyższa kara w historii urzędu to 280 800 zł, czyli niespełna 60 proc. ówczesnego maksimum. A NIK w raporcie „Prawa pacjenta nadal łamane” z września 2024 r. wytknęła, że w skrajnym przypadku czynności prowadzono z opóźnieniem sięgającym 20 miesięcy.

Co pozostaje otwarte. Trybunał nie ma ustawowego terminu na rozpoznanie takiego wniosku w trybie kontroli prewencyjnej, a dopóki nie orzeknie, ustawa pozostaje niepodpisana. W Trybunale czeka już zresztą inna sprawa dotycząca ustawy o prawach pacjenta — Kp 4/25 obejmuje nowelizację z 25 czerwca 2025 r. i odnosi się do art. 7a, czyli dostępu małoletniego po 13. roku życia do ambulatoryjnej opieki psychiatrycznej bez zgody przedstawiciela ustawowego. Nie znamy też jeszcze treści prezydenckiego projektu nowelizacji Kodeksu karnego — na razie jest znany wyłącznie z zapowiedzi i wysokości kar podanych przez Kancelarię.


Podsumowanie

Prezydent wstrzymał wejście w życie ustawy o pseudomedycynie, ale jej nie zawetował: skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego, więc nie zacznie obowiązywać, dopóki Trybunał się nie wypowie. Jego główny zarzut brzmiał, że ustawa uderza nie tylko w oszustów, ale też w tysiące legalnie działających firm — zielarskich, dietetycznych, zajmujących się medycyną komplementarną.

Lektura uchwalonego tekstu pokazuje, że sprawa nie jest zero-jedynkowa. Zapis o „osobie niewykonującej zawodu medycznego” znalazł się tylko w pierwszym z trzech punktów definicji praktyki pseudomedycznej. Drugi punkt — o wprowadzaniu w błąd co do metod leczenia dzieci, chorób nowotworowych, ciężkich chorób nieuleczalnych i zaburzeń psychicznych — oraz rozdział o dezinformacji medycznej opisują zachowanie, a nie status sprawcy, więc mogą objąć również podmiot z uprawnieniami. Z drugiej strony każde z tych działań musiało być podjęte dla zysku lub innej korzyści, a sejmowa Komisja Zdrowia dopisała wyłączenie dla legalnego ziołolecznictwa. Rząd utrzymuje, że firmy sprzedające zioła czy masaże nie były objęte ustawą, o ile nie obiecywały wyleczenia ciężkich chorób.

Mocniej udokumentowana jest druga część prezydenckiej argumentacji, ta o procedurze: ustawa rzeczywiście przewidywała natychmiastową wykonalność decyzji, publiczne ostrzeżenie już na etapie uzasadnionego podejrzenia i przerzucenie ciężaru dowodu na kontrolowanego. Bez nowych przepisów Rzecznik Praw Pacjenta zachowuje dotychczasowe narzędzia — setki postępowań rocznie i kary sięgające kilkuset tysięcy złotych — ale nie zyskuje szybkiej ścieżki reagowania wobec osób, które nie wykonują zawodu medycznego i nad którymi samorząd lekarski nie ma żadnej władzy.