Co mówią dane

Ustawę z 10 stycznia 2018 r. o ograniczeniu handlu w niedziele i święta wdrażano etapowo. Od marca 2018 r. dozwolone były dwie niedziele handlowe w miesiącu, od stycznia 2019 r. — jedna, a od 2020 r. obowiązuje niemal pełny zakaz. W 2026 r. przypada osiem niedziel handlowych i 44 niehandlowe.

Bilans po ośmiu latach układa się wbrew obietnicom. Największymi beneficjentami okazały się sieci convenience i franczyzowe — przede wszystkim Żabka — oraz sklepy na stacjach paliw, a nie tradycyjny, niezależny handel osiedlowy, który ustawa miała chronić. Obroty sklepów na stacjach wzrosły w pierwszym roku obowiązywania zakazu o 16,2% — to dane Nielsen cytowane przez „Rzeczpospolitą". Cel wolnych niedziel dla pracowników handlu osiągnięto tylko częściowo: przez szeroki katalog wyjątków około połowa zatrudnionych w handlu nadal pracuje w niedziele niehandlowe. Makroekonomicznego załamania nie było — sprzedaż się głównie redystrybuowała w czasie i między kanałami.


Skąd się wziął zakaz

Ustawa wyrosła z obywatelskiego projektu firmowanego przez NSZZ „Solidarność" — jej sekcję handlu. Sejm przyjął ją pod koniec 2017 r. przy poparciu ówczesnego rządu Prawa i Sprawiedliwości, jak informowała PAP. Dla związku był to wieloletni postulat: wolne niedziele dla pracowników, czas dla rodzin oraz — w warstwie deklaratywnej — wzmocnienie małego, rodzimego handlu kosztem dużych sieci.

Zakaz nie wszedł od razu w pełnym wymiarze. Harmonogram wygaszania rozłożono na trzy lata: od 1 marca 2018 r. dozwolone były dwie niedziele handlowe w miesiącu (pierwsza i ostatnia), od 1 stycznia 2019 r. — tylko ostatnia, a od 2020 r. obowiązuje niemal pełny zakaz z kilkoma niedzielami handlowymi w roku.

Zakaz handlu w niedziele ma już trzy lata. Kto na nim zyskał, a kto stracił

Źródło: businessinsider.com.pl

Kluczem do całego bilansu jest katalog wyjątków. Ustawa w art. 6 zawiera szeroką listę wyłączeń — w debacie publicznej mówiono o około 32 wyjątkach — obejmującą m.in. stacje paliw, apteki, kioski, piekarnie, placówki pocztowe, dworce oraz sklepy prowadzone osobiście przez właściciela. To te wyłączenia zdecydowały, kto zyskał, a kto stracił.


Kto naprawdę zyskał

Najczęściej wskazywanym beneficjentem zakazu jest Żabka. Sieć wykorzystała dwa ustawowe wyjątki: dla placówek prowadzonych osobiście przez właściciela — franczyzobiorcę — oraz wyjątek pocztowy. Od kwietnia 2018 r., dzięki umowie z operatorem Point Pack, jej sklepy mogły funkcjonować jako placówki świadczące usługi pocztowe i pozostawać czynne we wszystkie niedziele. „Polityka" pisała wprost, że Żabka chciałaby być pocztą, by ominąć ograniczenia. W latach 2018–2024 sieć zwiększyła liczbę placówek z około 5 500 do ponad 10 000 — to skala rozwoju, jakiej nie odnotował żaden tradycyjny, niezależny detal.

Żabka zmusza franczyzobiorców do niedzielnego handlu?

Źródło: newsweek.pl

Korzyść marki nie oznacza jednak korzyści każdego franczyzobiorcy. Indywidualni operatorzy publicznie skarżyli się, że są de facto zmuszani przez centralę do osobistej pracy w niedziele — co podważa jeden z głównych celów ustawy, czyli zapewnienie odpoczynku. „Newsweek" opisywał, jak Żabka zmusza franczyzobiorców do niedzielnego handlu, a „Bankier" relacjonował ciemne kulisy presji wywieranej na prowadzących sklepy. Beneficjentem był model convenience i franczyzy. Część kosztu poniósł pracujący osobiście właściciel.

Drugim wyraźnym wygranym są stacje paliw. Sklepy przy nich, objęte ustawowym wyjątkiem, przejęły znaczną część „awaryjnego" popytu w niedziele niehandlowe. Według danych Nielsen cytowanych przez „Rzeczpospolitą" obroty tych placówek od początku roku do końca kwietnia w pierwszym roku obowiązywania zakazu wzrosły o 16,2%. Paradoks polega na tym, że pracownicy stacji nie zyskali wolnych niedziel — przeciwnie, presja na pracę w te dni tam wzrosła.


Dyskonty się obroniły, galerie ucierpiały

Wbrew obawom duże sieci dyskontowe — Biedronka, Lidl — nie straciły trwale pozycji rynkowej. Dostosowały się przez wydłużenie godzin otwarcia w piątki i soboty, agresywne promocje weekendowe oraz optymalizację logistyki. Popyt przepłynął do innych dni, a nie zniknął.

Inaczej było z centrami handlowymi. Niedziela przestała być dla wielu Polaków dniem wizyt w galeriach, co osłabiło je jako miejsce niedzielnego spędzania czasu i uderzyło w najemców z branż non-food, gastronomii i rozrywki. Raport PwC przygotowany dla Polskiej Rady Centrów Handlowych wskazywał na negatywny wpływ zakazu na centra handlowe i powiązaną z nimi część gospodarki.

A cele samej ustawy? Wolne niedziele dla pracowników handlu udało się zrealizować tylko częściowo. Pracownicy dużych sieci faktycznie w większości przestali pracować w niedziele, ale przez szeroki katalog wyjątków około połowa osób pracujących w handlu nadal pracuje w niedziele niehandlowe — ciężar przesunął się na pracowników stacji, sklepów convenience i samych franczyzobiorców. Cel wzmocnienia małego rodzimego handlu nie został osiągnięty: zyskały skalowalne sieci franczyzowe convenience i stacje paliw, a liczba niezależnych małych sklepów spożywczych dalej spadała.


Jak obchodzono przepisy

Zakaz od początku był obchodzony. Najwcześniejszą i najszerzej stosowaną metodą było przekształcanie sklepów w placówki pocztowe — tysiące sklepów stało się „pocztami", powołując się na wyjątek pocztowy. Kolejną falą było tworzenie w sklepach kącików czytelniczych lub wypożyczalni, by formalnie zmienić charakter placówki.

Supermarket z czytelnią. Najnowszy sposób obejścia zakazu handlu w niedzielę

Źródło: businessinsider.com.pl

Praktykę z czytelniami ukrócił Sąd Najwyższy. Uznał, że uruchomienie czytelni lub biblioteki w sklepie nie zmienia charakteru placówki handlowej i nie uprawnia do handlu w niedzielę objętą zakazem. Główny Inspektorat Pracy doprecyzował, że wyjątek dotyczy sklepów w czytelniach, a nie czytelni w sklepach.

W marcu 2024 r. partia Polska 2050, część koalicji rządzącej, złożyła w Sejmie projekt nowelizacji rozluźniający zakaz. Procedowano rozwiązanie wprowadzające dwie niedziele handlowe w miesiącu — pierwszą i trzecią, z wyłączeniem świąt — z gwarantowanym dniem wolnym oraz podwójną stawką wynagrodzenia dla pracowników uwolnionych sklepów. Na 6 czerwca 2026 r. brak jednak potwierdzonych informacji, by nowelizacja została uchwalona i weszła w życie — aktualny kalendarz wciąż opiera się na obowiązujących przepisach z ograniczoną liczbą niedziel handlowych.


Co pozostaje otwarte

Pełna ocena wpływu zakazu na zatrudnienie w handlu wymaga osobnych danych GUS — efekt mógł oznaczać nie tyle zwolnienia, ile spadek nadgodzin i reorganizację pracy, ale nie ma jednego rozstrzygającego źródła. Trudno też oddzielić wpływ samego zakazu od pandemii COVID-19 oraz inflacji, które silnie kształtowały sprzedaż detaliczną w tych latach. Otwarty pozostaje również dalszy los nowelizacji przywracającej część niedziel handlowych.


Podsumowanie

Po ośmiu latach bilans niedziel niehandlowych jest połowiczny. Zakaz nie pogrążył gospodarki ani nie zlikwidował łącznego obrotu handlu — sprzedaż w dużej mierze przesunęła się na piątki i soboty oraz między formatami sklepów. Najwięcej zyskały jednak sieci convenience, przede wszystkim Żabka, oraz sklepy na stacjach paliw, korzystające z ustawowych wyjątków. Tradycyjny mały handel, który ustawa miała chronić, dalej tracił grunt. Pracownicy dużych sieci dostali wolne niedziele, ale około połowa zatrudnionych w handlu wciąż pracuje w te dni. Spór o kształt zakazu trwa, a projekt przywracający dwie niedziele handlowe w miesiącu na razie pozostaje na etapie prac legislacyjnych.