Co napisaliśmy poprzednio

W artykule Oświadczenie prokuratury ws. ZondaCrypto: sześć wątków w weryfikacji, zarzuty bez nazwisk z 27 sierpnia 2026 r. rozłożyliśmy na części opublikowany dwa dni wcześniej komunikat prokuratora generalnego Waldemara Żurka o „istotnym przełomie” w śledztwie dotyczącym giełdy kryptowalutowej ZondaCrypto. Dokument wymieniał z nazwy sześć wątków — fundacje Zbigniewa Ziobry i Przemysława Wiplera, Telewizję Republika, konferencję CPAC oraz sprawy Radosława Piesiewicza i Marcina Romanowskiego — ale wszystkie w jednym, ostrożnym trybie: jako informacje, które prokuratura weryfikuje. Wątek prezesa PKOl opisano tam wyłącznie jako „ewentualną korzyść majątkową”. Jednocześnie prokuratura potwierdzała, że w sprawie są już podejrzani z postawionymi zarzutami, i odmawiała podania zarówno ich nazwisk, jak i treści zarzutów. Nasza konkluzja brzmiała: dopóki to się nie zmieni, przypisywanie zarzutów konkretnej osobie jest domysłem, a nie ustaleniem.


Co się zmieniło

Prezes PKOl Radosław P. doprowadzany do Sądu Rejonowego Katowice-Wschód w Katowicach

Źródło: rmf24.pl

  • Wcześniej: nazwisko Radosława Piesiewicza pojawiało się w komunikacie prokuratury tylko jako „ewentualna korzyść majątkowa” w fazie weryfikacji, bez zarzutów i bez czynności procesowych wobec niego. Teraz: w czwartek 27 sierpnia 2026 r. rano funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymali go w Warszawie, a tego samego dnia prokurator generalny Waldemar Żurek napisał na platformie X, że „prokuratura przedstawiła dziś Radosławowi P. zarzuty karne z art. 230 par. 1 i 302 par. k.k. tj. płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością”.

  • Wcześniej: prokuratura konsekwentnie odmawiała ujawnienia danych podejrzanych i treści przedstawionych im zarzutów. Teraz: sam Prokurator Generalny podał publicznie kwalifikację prawną zarzutów wobec konkretnej osoby — ale granica nadal istnieje. Zapytana przez „Rzeczpospolitą” o to, co dokładnie zarzucono Piesiewiczowi w wątku wierzycieli, rzeczniczka prokuratora generalnego prok. Anna Adamiak odpisała, że „informacja o treści zarzutu zostanie przekazana opinii publicznej po zakończeniu czynności z udziałem podejrzanego”. Prokuratura w komunikatach używa formy „Radosław P.”; pełnego nazwiska i wizerunku używamy dlatego, że sam zainteresowany zgodził się na ich publikację.

  • Wcześniej: opisywaliśmy postanowienie z 30 lipca 2026 r. o połączeniu śledztwa katowickiej Prokuratury Regionalnej ze śledztwem Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej, nie rozstrzygając, kto po tej decyzji faktycznie prowadzi sprawę. Teraz: to już jasne. Połączone śledztwo prowadzi Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach, a nie Prokuratura Regionalna. To właśnie na jego zlecenie działało CBZC i to do tej jednostki Piesiewicza doprowadzono krótko po godz. 16 w dniu zatrzymania.

  • Wcześniej: jedyną znaną kwotą zabezpieczoną w śledztwie były 4 mln euro zablokowane na zagranicznym koncie. Teraz: Żurek podał 27 sierpnia, że „jesteśmy w trakcie zabezpieczania środków na poczet przyszłych odszkodowań, obecnie to ponad 100 mln zł”. Zaznaczył przy tym, że jest to kwota zbliżona do sumy roszczeń składanych w śledztwie przez poszkodowanych, i zapowiedział, że liczy na „radykalny przełom” w zwrocie pieniędzy ofiarom piramid finansowych.

  • Wcześniej: zegarek Patek Philippe wart 40 tys. euro był ustaleniem dziennikarskim „Superwizjera” TVN24 i Wirtualnej Polski, którego prokuratura w żaden sposób nie komentowała. Teraz: Żurek powiedział na konferencji prasowej 27 sierpnia, że „kwestia zegarka wartego 40 tysięcy euro, podarowanego panu Radosławowi P., to jest jeden z tych elementów, który prokuratura będzie sprawdzać”.


Co nowego

Noc w katowickim sądzie

Chronologia trzech dni jest gęsta. Zatrzymanie nastąpiło w czwartek rano w Warszawie; po południu Piesiewicza przewieziono do Katowic. Czwartkowe przesłuchanie trwało około ośmiu godzin, a jego druga część w piątek — około pięciu. Podejrzany „nie przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale złożył obszerne wyjaśnienia” — przekazała prok. Anna Adamiak.

W piątek 28 sierpnia prokuratura złożyła wniosek o trzymiesięczne tymczasowe aresztowanie, powołując się na „obawę matactwa”. Do sądu Piesiewicza doprowadzono około godz. 21.30. Sądem właściwym do rozpoznania wniosku był Sąd Rejonowy Katowice-Wschód. Posiedzenie aresztowe rozpoczęło się około północy i trwało do piątej rano.

Decyzja zapadła nad ranem w sobotę 29 sierpnia 2026 r.: sąd uwzględnił wniosek prokuratury i zastosował wobec Radosława Piesiewicza tymczasowy areszt na trzy miesiące. Informację przekazała PAP rzeczniczka prokuratora generalnego prok. Anna Adamiak.

Sam zainteresowany komentował sprawę krótko. Prowadzony do katowickiej prokuratury powtórzył przed dziennikarzami trzykrotnie: „polityka, polityka, polityka”, a zapytany, czy czuje się ofiarą, odpowiedział, że „bardzo dużą”.

Dwa przepisy o zupełnie różnej wadze

Zarzuty opierają się na dwóch przepisach Kodeksu karnego i warto rozumieć różnicę między nimi, bo w nagłówkach zlewają się w jedno.

Art. 230 § 1 k.k. to płatna protekcja bierna — przyjęcie korzyści w zamian za podjęcie się pośrednictwa w załatwieniu sprawy z powołaniem się na wpływy. Jest zagrożony karą pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat.

Art. 302 § 1 k.k. dotyczy sytuacji, w której ktoś w razie grożącej mu niewypłacalności lub upadłości spłaca lub zabezpiecza tylko niektórych wierzycieli, działając na szkodę pozostałych. Zagrożenie jest nieporównanie niższe: grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienie wolności do lat 2.

To ten drugi zarzut pozostaje najmniej opisany publicznie — prokuratura wprost zapowiedziała, że jego treść ujawni dopiero po zakończeniu czynności z podejrzanym.

Zegarek: dwie wersje, żadnego rozstrzygnięcia

Ze wspólnego śledztwa dziennikarskiego Wirtualnej Polski i TVN24 wynika, że w 2025 r. Przemysław Kral kupił zegarek Patek Philippe Calatrava 6007G-001 o wartości 40 tys. euro, który trafił do prezesa PKOl. Sam zegarek dziennikarze wycenili na około 172 tys. zł — przy ówczesnym kursie euro. Łączną wartość korzyści, które miały trafić do Piesiewicza i jego bliskich, oszacowali na od 190 do 216 tys. zł: poza zegarkiem Kral miał opłacić miejsca VIP na mecz AS Monaco – PSG w listopadzie 2025 r. oraz wyjazd na mecz Atalanta – Chelsea w Bergamo w grudniu, co miało kosztować Krala około 18–44 tys. zł.

Radosław Piesiewicz podczas konferencji prasowej — fot. rmf24.pl

Źródło: rmf24.pl

Wieczorem 28 listopada 2025 r., podczas pobytu Piesiewicza w Monako, Kral spotkał się z nim w hotelu. Po spotkaniu prezes PKOl pisał do niego: „Dziękuję”, minutę później „Jesteś niesamowity”, a o 23.41 „Jestem w szoku, dziękuję”.

Piesiewicz przedstawia to inaczej. W oświadczeniu opublikowanym na platformie X napisał, że umówił się z Kralem, „abym zapłacił mu za niego gotówką (uczyniłem to w kilku ratach, podczas naszych spotkań)”, że „zegarek jest z certyfikatem wystawionym na moje imię i nazwisko” oraz że „oczywiście nie płaciłem żadnego podatku, gdyż nie jest to darowizna, a zakup”. Doprowadzany 28 sierpnia do sądu powtórzył to zwięźlej: „Straciłem 200 tys. euro, zapłaciłem za zegarek, do czego miałbym się przyznać?”.

Kluczowa dla zarzutu płatnej protekcji jest jednak nie sama transakcja, tylko to, za co miała być zapłatą. Według ustaleń dziennikarzy Piesiewicz miał powoływać się na wpływy u byłego premiera Mateusza Morawieckiego i u prezesa UOKiK. Obie strony temu zaprzeczyły: prezes UOKiK Tomasz Chróstny odpowiedział dziennikarzom krótko — „Nigdy nie było czegoś takiego”, a biuro poselskie Mateusza Morawieckiego zaprzeczyło, by jesienią 2025 r. były premier spotykał się z prezesem PKOl w sprawie ZondaCrypto. Sam Piesiewicz przyznaje, że z Chróstnym odbył jedno spotkanie „w 2020 lub w 2021 r. na temat polskiej koszykówki”, a potem widział go „jeszcze raz, ale przelotem” i że z Morawieckim „nie rozmawiał na żaden temat związany z Zondacrypto”.

Jest jeszcze jeden element, który podważa sens obietnicy niezależnie od tego, czy padła. UOKiK wysłał w 2025 r. do spółek grupy ZondaCrypto osiem pism, z czego pięć w drugiej połowie roku, i równolegle pytał TVP, TVN, Polsat oraz TV Republika o reklamy giełdy. Ale samą sprawę urząd przekazał Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego już 10 września 2025 r. — czyli około miesiąca przed tym, zanim prezes PKOl miał zacząć cokolwiek obiecywać. Sprawa, którą rzekomo miał „załatwić”, nie leżała już wtedy na biurku, na które miał wpływać.

Pokrzywdzony czy uprzywilejowany

Drugi zarzut dotyczy pieniędzy wyprowadzonych z tonącej giełdy. Według ustaleń „Rzeczpospolitej” Piesiewicz nabył w grudniu 2025 r. dwa rodzaje tokenów na ZondaCrypto za 200 tys. euro; gazeta określa wartość tej inwestycji jako około milion złotych. TVN24 ustalił, że w obliczu nadciągającej niewypłacalności giełdy prezes PKOl miał odzyskać 100 proc. zainwestowanego kapitału i zostać potraktowany uprzywilejowanie w porównaniu z tysiącami innych klientów, których wypłaty zostały zablokowane.

Obraz komplikują dwa dalsze ustalenia „Rzeczpospolitej”. Po pierwsze — nieoficjalnie — zwrot środków na tokenowe konto Piesiewicza nie został finalnie zrealizowany, przelew gotówki nie nastąpił, ale nazwisko Piesiewicza figuruje na liście wypłat i to właśnie prokuratura traktuje jako dowód. Po drugie, Piesiewicz przygotował razem ze swoim prawnikiem zawiadomienie do prokuratury, ze skanami przelewów i korespondencją, chcąc zgłosić się jako poszkodowany klient giełdy — ale finalnie takiego zawiadomienia nie złożył.

Konkretnej kwoty tej uprzywilejowanej wypłaty prokuratura publicznie nie podała. Liczby krążące w opisach sprawy pochodzą więc z ustaleń dziennikarskich, nie z dokumentu procesowego.

PKOl: apel ministra, komunikat prezydium, żadnej decyzji

Minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki napisał w mediach społecznościowych: „Wzywam Zarząd Polskiego Komitetu Olimpijskiego do podjęcia natychmiastowych działań naprawczych i odbudowę zaufania do PKOl-u”.

Odpowiedź Prezydium Zarządu PKOl była w innej tonacji. W komunikacie, pod którym podpisało się 15 członków prezydium — m.in. Otylia Jędrzejczak, Tomasz Chamera, Adam Korol, Maja Włoszczowska, Andrzej Supron i Leszek Blanik — napisano, że stowarzyszenie „działa w normalnym trybie, a jego organy funkcjonują w sposób niezakłócony”, a „ewentualne dalsze działania będą podejmowane w najbliższym czasie w zależności od decyzji uprawnionych organów”. Innymi słowy: żadnej procedury statutowej nie uruchomiono.

Nie jest to zresztą pierwsza próba. Pod koniec maja 2026 r. w siedzibie PKOl złożono wniosek o zwołanie nadzwyczajnego walnego zgromadzenia, którego jedynym punktem merytorycznym miało być odwołanie prezesa. Jak poinformował 24 sierpnia wiceprezes PKOl Adam Korol, Piesiewicz terminu takiego zgromadzenia nie wyznaczył — „prezes Radosław Piesiewicz do tej procedury się nie zastosował, więc musimy iść z tą sprawą do sądu”.

W opinii publicznej sprawa czytana jest politycznie: według sondażu SW Research dla „Rzeczpospolitej” 50,5 proc. Polaków uważa, że sprawa zegarka obciąża wizerunek Prawa i Sprawiedliwości.

Wątek Romanowskiego: co jest udokumentowane, a co nie

Równolegle Wirtualna Polska i TVN24 opisały 28 sierpnia, że poszukiwany listem gończym były wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski szukał na początku 2026 r. azylu w Dubaju, a Przemysław Kral miał mu pomóc założyć spółkę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, na której podstawie Romanowski mógłby uzyskać wizę rezydencką. Prokuratura Krajowa unieważniła Romanowskiemu paszport dyplomatyczny i zwykły w listopadzie 2025 r., a cztery miesiące później skan jego dokumentu tożsamości trafił do Krala właśnie w celu rejestracji spółki.

Plan się nie powiódł. Ze względu na status Romanowskiego — poszukiwanego listem gończym i objętego europejskim nakazem aresztowania — nikt nie chciał założyć na niego spółki.

Adwokat Bartosz Lewandowski oświadczył 28 sierpnia, że nie był inicjatorem spotkania Krala z Romanowskim, choć brał w nim udział, że nie miał wiedzy o ewentualnych staraniach Romanowskiego o wizę do ZEA oraz że wypowiedział wszystkie pełnomocnictwa i upoważnienia do obrony Krala.

I tu przebiega granica, o którą pytaliśmy. Na dzień 29 sierpnia 2026 r. ten wątek opiera się wyłącznie na ustaleniach dziennikarskich WP i TVN24. Prokuratura nie opublikowała dokumentu procesowego, który by go potwierdzał, ani nie postawiła w nim nikomu zarzutów. W komunikacie Prokuratora Generalnego z 25 sierpnia sprawa figurowała ogólnie jako „działania podejmowane przez osoby pomagające zbiegłemu byłemu wiceministrowi” — bez nazwiska Krala i bez Dubaju.


Co wciąż aktualne

  • Data i zakres śledztwa się nie zmieniły. Postępowanie w sprawie ZondaCrypto wszczęła Prokuratura Regionalna w Katowicach 17 kwietnia 2026 r. pod kątem oszustw znacznej wartości i prania brudnych pieniędzy — dokładnie tak, jak podawaliśmy w naszym artykule z 27 sierpnia.

  • Połączenie śledztw obowiązuje. Decyzja o połączeniu wątku ZondaCrypto z postępowaniem dotyczącym zaginięcia Sylwestra Suszka zapadła 30 lipca 2026 r.; oba prowadzone są dalej pod sygnaturą 1001-109.Ds.77.2022.

  • Nagrody dla olimpijczyków od sponsora zostały wypłacone w tokenach. Piesiewicz sam ujawnił to w rozmowie z RMF FM: „Pieniądze zostały wypłacone za tokeny”. To ta sama waluta, której wartość i wypłacalność są dziś przedmiotem śledztwa.


Podsumowanie

Przez dwa dni wątek Radosława Piesiewicza przeszedł drogę od jednego z sześciu zdań w komunikacie prokuratury do trzymiesięcznego aresztu. To realna zmiana etapu, nie zmiana tonu nagłówków — kwalifikację prawną podał publicznie sam Prokurator Generalny.

Ale ostrożność, o której pisaliśmy poprzednio, wcale nie stała się zbędna. Za czyn z art. 230 k.k. grozi do ośmiu lat więzienia, za czyn z art. 302 k.k. — do dwóch; treści tego drugiego zarzutu prokuratura wciąż nie ujawniła. Zegarek, wejściówki VIP, wypłata przed krachem i wątek Dubaju to na dziś ustalenia dziennikarskie WP, TVN24 i „Rzeczpospolitej”, a nie cytaty z dokumentu procesowego. Piesiewicz zaprzecza, twierdzi, że za zegarek zapłacił i że sam stracił na giełdzie 200 tys. euro. Chróstny i Morawiecki zaprzeczają, że ktokolwiek u nich interweniował. Areszt oznacza, że sąd uznał obawę matactwa za realną — nie że sprawę rozstrzygnięto.

Najbardziej wymowna jest cisza w samym PKOl. Minister sportu wzywa do „natychmiastowych działań naprawczych”, prezydium odpowiada, że organizacja „działa w normalnym trybie”, a wniosek o walne zgromadzenie w sprawie odwołania prezesa leży bez terminu od maja. Podobne napięcie między tym, co jest w komunikacie prokuratury, a tym, co dopisują nagłówki, opisywaliśmy niedawno przy zarzutach w sprawie wpisu na Telegramie — i tu, i tam warto czytać dokument, a nie tytuł.