Co ustaliliśmy trzy tygodnie temu

19 lipca 2026 opisaliśmy w artykule o sporze wokół „miejsca w kolejce” po pociski Patriot, jak polska polityka pokłóciła się o transfer rakiet PAC-3 dla Ukrainy. Rząd potwierdził wtedy jedno: pociski przekazano. Resztę — liczbę sztuk i daty — utajnił. Kancelaria Prezydenta sugerowała, że Polska odstąpiła Ukrainie miejsce w kolejce u amerykańskiego producenta; MON stanowczo zaprzeczał.

Nasze ustalenie brzmiało wtedy tak: opóźnienia w dostawach dla Polski istnieją niezależnie od sprawy Ukrainy, bo wyczerpane są zapasy amerykańskiego producenta. A bez jawnych liczb ani teza o „osłabieniu obrony”, ani jej zaprzeczenie nie dają się rozstrzygnąć. Trzy tygodnie później spór wrócił — tym razem wywołany z zewnątrz.


Co się zmieniło w liczbach

Wcześniej podawaliśmy jedną wielkość: łączną wartość polskich donacji sprzętowych dla Ukrainy — 16,45 mld zł za lata 2022–2026, z czego 14,9 mld zł przypadło na lata 2022–2023. Zaznaczaliśmy, że MON nie opublikował pozycyjnej listy sprzętu.

Teraz znamy drugą stronę tego rachunku i imienny asortyment. Na okres od 2024 r. do lipca 2026 r. przypadło 1,55 mld zł, czyli 9,4 proc. całości (komunikat MON) — a więc ponad 90 proc. polskiej pomocy sprzętowej poszło w pierwszych dwóch latach wojny (PAP).

Konferencja prasowa MON o donacjach sprzętu wojskowego dla Ukrainy

Źródło: gov.pl

Na liście przekazanego od 2024 r. sprzętu są pociski PAC-3 do systemu Patriot, bezpilotowy system Scan Eagle, bomby lotnicze, przeciwpancerne pociski kierowane i części do przeciwlotniczych zestawów NEWA. Z wcześniejszych lat — czołgi T-72, PT-91 i Leopard 2A4, armatohaubice Krab, MiG-29, Mi-24 i karabinki Grot (Wirtualna Polska).

Liczba samych pocisków PAC-3 MSE była wcześniej całkowicie niejawna, a jedyne cyfry w obiegu pochodziły z szacunków publicystycznych. MON nadal jej nie podaje i posługuje się formułą, że przekazana ilość „stanowi margines naszych zdolności”. Ale po raz pierwszy skalę określił przedstawiciel resortu: wiceszef MON Cezary Tomczyk powiedział w TVN24, że Polska przekazała Ukrainie „kilka” takich pocisków (Rzeczpospolita).

Przywoływaliśmy też publicystyczną kalkulację zakładającą 10 przekazanych pocisków — „tyle, ile Holandia i Niemcy”. To porównanie nie trzyma skali. Rząd Niemiec zobowiązał się sfinansować Ukrainie kilkaset pocisków PAC-2 do wyrzutni Patriot, dostarczanych przez cztery lata (Rzeczpospolita, Bankier). To wprawdzie starszy wariant niż PAC-3 MSE, ale niemiecki i polski wkład w amunicję do Patriotów dzieli rząd wielkości.


Co powiedział Zełenski, a co usłyszała Polska

Prezydent Ukrainy przyjechał do Serbii 7 sierpnia 2026 r. — była to jego pierwsza wizyta w tym kraju od objęcia urzędu — a nazajutrz wystąpił na wspólnej konferencji prasowej z prezydentem Aleksandarem Vuciciem (Euronews). Mówiąc o pociskach przechwytujących do systemów Patriot, wymienił kraje, u których Ukraina ich szuka: obok Niemiec i Polski także Norwegię, Holandię i Izrael. Pięć państw. W polskiej debacie wypowiedź skrócono do „Zełenski wskazał Polskę” — lista była szersza.

Wołodymyr Zełenski i Aleksandar Vucić w Belgradzie

Źródło: pl.euronews.com

Jego główna teza dotyczyła jednak nie Polski, tylko trendu. „Tych rakiet w 2026 roku jest mniej. W 2025 roku miesięczne dostawy były większe” — powiedział w Belgradzie (Forsal, RMF24). Trzy dni wcześniej ujął to liczbowo: według niego liczba dostarczonych pocisków przeciwlotniczych spadła trzykrotnie wobec 2025 r. i dotyczy to całego pierwszego półrocza 2026 (Gazeta.pl). Potwierdził przy tym, że Ukraina ma porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi o comiesięcznych dostawach pocisków do Patriotów — ale, jak dodał, dostępne ilości nie zaspokajają potrzeb (Wirtualna Polska, Onet).

Tło tej wypowiedzi to noc z 4 na 5 sierpnia. Według Sił Powietrznych Ukrainy Rosja wystrzeliła wtedy 115 dronów oraz 28 pocisków hipersonicznych i balistycznych w siedem rejonów kraju (Euronews). Z dronami obrona poradziła sobie dobrze: zestrzelono 98 ze 115, około 85 proc. Z pociskami było odwrotnie — i właśnie ten wątek najczęściej się skraca. Siły Powietrzne w swoim komunikacie nie podały oficjalnie przyczyny zerowej skuteczności przechwyceń pocisków; przypisywanie jej wyłącznie deficytowi rakiet do Patriotów opiera się na interpretacji mediów i na wypowiedziach strony ukraińskiej. Zginęło co najmniej 17 osób w Kijowie i obwodzie kijowskim (CNN, Kyiv Independent). Sam Zełenski podał bilans 17 zabitych i 44 rannych (TVN24) i napisał, że „pociski przechwytujące rakiety balistyczne mogły uratować życie ludzi, którzy dziś zginęli” (Fakt).

Tu potrzebna jest ostrożność, bo „zero przechwyceń” nie znaczy automatycznie „bo zabrakło rakiet”. Rosjanie użyli tej nocy Iskanderów-M z głowicami kasetowymi (Forsal). Ten pocisk w końcowej fazie lotu rozpędza się do prędkości hipersonicznych i manewruje quasi-balistycznie, co samo w sobie obniża szansę przechwycenia przez Patriota — niezależnie od tego, ile pocisków przechwytujących stoi w wyrzutniach (radar.rp.pl). Zachodnie media opisywały ten atak jako wykorzystanie przez Rosję słabości ukraińskiej obrony powietrznej: „New York Times” pisał o wyczerpanych systemach, a Al Jazeera — o braku pocisków przechwytujących. Obie rzeczy mogą być prawdziwe naraz: zapasów jest mniej, a Iskander i tak jest trudnym celem.

Czego nie widać w zestawieniu donacji

Poza rakietami Polska dokłada coś, co nie mieści się w żadnej tabeli sprzętu. 3 grudnia 2025 r., przed ministerialnym posiedzeniem NATO w Brukseli, szefowie dyplomacji Polski, Norwegii i Niemiec ogłosili wspólne przekazanie 500 mln dolarów na natowski mechanizm PURL, z czego polski wkład to 100 mln dolarów (MSZ, Konkret24). PURL finansuje zakupy amerykańskiego sprzętu dla Ukrainy; NATO planuje, by od 2026 r. zapewniał wsparcie rzędu 1 mld dolarów miesięcznie (PAP). Dwie rzeczy warto tu odnotować. Po pierwsze, Niemcy i Norwegia dokładały się do PURL wcześniej — Polska dołączyła do mechanizmu później (PISM). Po drugie, poza pieniędzmi Polska odgrywa rolę, której nie widać w żadnym zestawieniu donacji: lotnisko Rzeszów-Jasionka od drugiego dnia inwazji jest głównym hubem zachodnich dostaw uzbrojenia na Ukrainę (Portal Samorządowy).

Wróciło też pytanie, czy Zełenski „dziękuje Niemcom, a Polskę pomija”. Prezydent Ukrainy rzeczywiście oświadczył publicznie: „Jestem wdzięczny Niemcom, a osobiście Friedrichowi Merzowi, za wsparcie oraz za podejmowane kroki w kierunku stworzenia europejskiej obrony przeciwrakietowej” — bez wzmianki o Polsce (Do Rzeczy). Rzecz w tym, że ta wypowiedź pochodzi z początku lipca 2026 r., po jego rozmowie z kanclerzem Niemiec przy okazji szczytu NATO — a nie z konferencji w Belgradzie (noticiasaominuto.com). Na konferencji 8 sierpnia Polska została wymieniona z nazwy. Zestawianie lipcowych podziękowań z sierpniowym apelem jako dowodu na lekceważenie Polski miesza dwa różne wydarzenia z dwóch różnych miesięcy.

Osobno warto się przyjrzeć, co stoi za zapewnieniem o „dziesięć razy więcej”. Po ujawnieniu transferu Cezary Tomczyk powiedział: „Umówiliśmy się z sekretarzem generalnym [NATO] jeszcze, że gdyby Polska była zagrożona, to dostalibyśmy 10 razy więcej tego typu rakiet i systemów w ciągu pierwszej doby zagrożenia” (Rzeczpospolita, Interia). Cytat jest autentyczny i powtórzony przez kilka redakcji. Warto jednak zwrócić uwagę na jego konstrukcję: „umówiliśmy się” opisuje ustalenie z rozmowy, a nie umowę, dokument czy jawne zobowiązanie sojusznicze. To rozróżnienie ma znaczenie praktyczne — pierwsze zależy od okoliczności i dobrej woli, drugie od podpisu.


Co się nie zmieniło

Opóźnienia u producenta istnieją niezależnie od Ukrainy. Wiceprezes Lockheed Martin Brian Dunn mówił w rozmowie z „Financial Timesem”, że amerykańskie zapasy pocisków PAC-3 są wyczerpane, a o ryzyku opóźnień dostaw dla Polski w programie Wisła informowano publicznie już od marca 2026 r. (radar.rp.pl). To wprost potwierdza ustalenie z naszego artykułu z 19 lipca 2026.

Pociski PAC-3 MSE do systemu Patriot

Źródło: portalobronny.se.pl

Stanowisko rządu też jest bez zmian. MON podtrzymuje, że decyzja o donacji zapadła na wniosek sekretarza generalnego NATO oraz dowództw amerykańskich sił w Europie i nie wpływa na zdolności obrony powietrznej Polski, a każda donacja była poprzedzona analizą Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (gov.pl). Premier Donald Tusk ujął rzecz krótko: „Polska nie wyrywa się z wydatkami czy z donacjami do przodu przed innych” (Money.pl).

Rozstrzygnięcia nadal nie ma — i z tego samego powodu co miesiąc temu. Każdy transfer PAC-3 MSE fizycznie zmniejsza polski zapas, to prosta arytmetyka. Nie ma jednak publicznych danych pokazujących, że dotychczasowe transfery zbiły polskie zdolności poniżej progu uznawanego przez MON i wojsko za bezpieczny — bo sam ten próg, podobnie jak stan magazynów, jest niejawny (Gazeta Prawna).


Podsumowanie

Zełenski rzeczywiście wskazał Polskę — ale w towarzystwie czterech innych krajów, a jego głównym zarzutem nie było „Polska nie daje”, tylko „w 2026 roku dostajemy mniej niż w 2025”. Polski wkład w amunicję do Patriotów jest realny, lecz niewielki: wiceszef MON mówi o „kilku” pociskach, podczas gdy Niemcy finansują Ukrainie setki sztuk. Za to poza rakietami Polska dokłada 100 mln dolarów do natowskiego mechanizmu PURL i od 2022 r. przepuszcza przez Rzeszów-Jasionkę zachodnie dostawy broni. Popularna teza, że Zełenski dziękuje Niemcom, a Polskę pomija, opiera się na zestawieniu dwóch wystąpień z dwóch różnych miesięcy — 8 sierpnia w Belgradzie Polska została wymieniona z nazwy. Najważniejsze pytanie — czy oddaliśmy kawałek własnego bezpieczeństwa — wciąż nie ma twardej odpowiedzi, bo liczby pozostają tajne. Z jedną nową rzeczą do zapamiętania: nawet pełne magazyny nie gwarantują przechwycenia Iskandera-M, więc równanie „więcej rakiet = zero trafień” jest za proste.