Kluczowe ustalenia

Potwierdzone przez prokuraturę:

  • Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy Agnieszka Adamska-Okońska przyznała w odpowiedziach dla WP, że zabezpieczono telefon, który zdaniem śledczych „mógł być wykorzystany do przekazania informacji”.
  • Prokuratura zapewniła, że nie sprawdzano bilingów (czyli wykazu połączeń — spisu, kto, z kim i kiedy się łączył) dziennikarza WP Michała Janczury.
  • Prokuratura nie ujawniła trzech rzeczy: jakie dane pobrano z telefonu dyrektora szpitala, jak szeroko zamierzano badać to urządzenie ani czyje jeszcze telefony sprawdzono pod kątem kontaktów z reporterem. Nie podała też publicznie, na jakim przepisie to oparła.

Relacja Wirtualnej Polski (tekst z 28 października 2026 r.):

  • W czerwcu 2026 r. bydgoska policja, działając na zlecenie prokuratury, zapytała redakcję, kto był źródłem kwietniowej publikacji o zabiegu syna senatora Tomasza Lenza. Redakcja odmówiła, powołując się na Prawo prasowe (ustawę, która chroni źródła dziennikarza).
  • We wrześniu 2026 r. dyrektor szpitala w Aleksandrowie Kujawskim Mariusz Trojanowski został przesłuchany jako świadek, a potem dostał postanowienie — czyli formalną decyzję — nakazujące wydanie prywatnego telefonu. Według WP w tym postanowieniu wymieniono reportera Michała Janczurę i jego numer telefonu.
  • WP przypuszcza (pisze: „możemy się domyślać”), że prokuratura wcześniej sięgnęła po bilingi dyrektora. Prokuratura tego nie potwierdziła.

Oceny prawników i reakcje instytucji:

  • Konrad Siemaszko z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka uważa, że jeśli w telefonie są informacje objęte tajemnicą dziennikarską (obowiązkiem nieujawniania, kto i co przekazał dziennikarzowi), to obowiązuje procedura z art. 226 Kodeksu postępowania karnego i zgoda sądu — niezależnie od tego, czyj to telefon.
  • 28 października 2026 r. Rzeczniczka Praw Obywatelskich (urząd broniący praw obywateli) podjęła sprawę z urzędu, czyli z własnej inicjatywy, bez niczyjego wniosku (sygn. II.519.1894.2026). Prokurator Generalny Waldemar Żurek razem z Prokuratorem Krajowym Dariuszem Kornelukiem zapowiedział zbadanie sprawy, a prezes Naczelnej Rady Adwokackiej (samorządu adwokatów) Przemysław Rosati wystąpił do Żurka o sprawdzenie czynności prokuratury.

Kontekst i tło

Wszystko zaczęło się w szpitalu powiatowym w Aleksandrowie Kujawskim. Według WP w niedzielę 15 marca 2026 r. senator Tomasz Lenz wszedł z 13-letnim synem prosto na oddział chirurgii, z pominięciem izby przyjęć, a zabieg wykonał dyżurujący chirurg. Pierwszy tekst Michała Janczury ukazał się w WP 7 kwietnia 2026 r. Szpital odmówił wtedy potwierdzenia informacji, powołując się na ochronę danych osobowych. To, że zabieg się odbył i że dotyczył jego syna, potwierdził reporterowi sam senator. Senator Tomasz Grodzki mówił 9 kwietnia w Kanale Zero, że chłopiec wymagał pilnej pomocy, bo groziła mu sepsa i rozlanie się ropnia.

W kwietniu Lenz zapowiedział zawiadomienie do prokuratury w związku z wypowiedziami dyrektora szpitala o zabiegu. Dziś Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy prowadzi dwa osobne postępowania. Pierwsze dotyczy podejrzenia, że zabieg przeprowadzono „poza kolejnością i z naruszeniem obowiązujących procedur”. Według WP śledczy zajęli się samym zabiegiem dopiero wtedy, gdy redakcja poprosiła, by potraktować jej mail jako zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Drugie postępowanie, wszczęte po zawiadomieniu Lenza, dotyczy ujawnienia tajemnicy lekarskiej i nierzetelnego prowadzenia dokumentacji medycznej. To właśnie w nim zabezpieczono telefon dyrektora.

Szpital w Aleksandrowie Kujawskim — kara NFZ po zabiegu syna senatora Lenza

Źródło: rmf24.pl

Sprawa miała też skutki polityczne i finansowe. W maju 2026 r. Koalicja Obywatelska wykluczyła Lenza ze swoich szeregów. Według TVN24 i Interii oznaczało to także odejście z klubu parlamentarnego, natomiast WP pisała 11 maja, że Lenz jest „niezrzeszonym członkiem klubu KO”. KO wykluczyła również Mariusza Trojanowskiego, działacza lokalnych struktur partii. Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył na szpital karę 134 tys. zł. Kontrola ustaliła, że zabieg nie był finansowany z pieniędzy publicznych, ale wykonał go personel pełniący tego dnia dyżur na oddziale chirurgii. NFZ nie zgodził się umorzyć (czyli darować) kary, a szpital zapłacił już pierwszą ratę.


Szczegółowa analiza

Co ustaliła WP, a co potwierdziła prokuratura

Większość szczegółów przebiegu zdarzeń pochodzi z relacji WP i nie została niezależnie potwierdzona przez prokuraturę. Według redakcji pismo z czerwca wysłała bydgoska policja działająca na zlecenie prokuratury i pytała w nim, kto był źródłem kwietniowej publikacji. Kierownictwo WP odpowiada: „Oczywiście odmówiliśmy: do ochrony źródeł zobowiązuje nas prawo prasowe”. We wrześniu Mariusz Trojanowski został przesłuchany jako świadek, a po przesłuchaniu prokurator przedstawił mu postanowienie o wydaniu prywatnego telefonu. WP pisze, że dyrektor nie mógłby bez wydania telefonu opuścić prokuratury, a policjanci zapowiedzieli, że w razie odmowy przeszukają go i odbiorą urządzenie siłą. Według redakcji w postanowieniu wymieniono imię, nazwisko i numer telefonu Michała Janczury. WP ocenia, że chodziło „prawdopodobnie” o treść wiadomości, które dyrektor wysyłał reporterowi. Tezę, że wcześniej sięgnięto po bilingi dyrektora, redakcja formułuje jako własny wniosek z przebiegu czynności, a nie jako pewne ustalenie.

Prokuratura potwierdziła tylko zabezpieczenie telefonu i podała powód: urządzenie „mogło być wykorzystane do przekazania informacji”. Zapewniła też, że bilingów dziennikarza nie sprawdzano. Na pytania o zakres pobranych danych, czas czynności i inne sprawdzone telefony rzeczniczka już nie odpowiedziała. Prowadzący sprawę prokurator Tomasz Spychała napisał WP, że „brak jest podstaw prawnych” do udzielania jakichkolwiek informacji o przebiegu postępowania. Według WP prokuratura w odpowiedzi na pytania redakcji stwierdziła, że tajemnica dziennikarska obowiązuje tylko dziennikarza. I to jest sedno sporu: prokuratura twierdzi, że ochrona dotyczy osoby dziennikarza, a krytycy — że dotyczy samych źródeł, czyli osób, które przekazały informacje.

Co mówią przepisy

Art. 15 ust. 2 Prawa prasowego nakazuje dziennikarzowi trzymać w tajemnicy dane, po których można rozpoznać autora materiału i osoby, które przekazały informacje — o ile zastrzegły, że nie chcą być ujawnione. Art. 16 zwalnia z tej tajemnicy w dwóch sytuacjach: gdy informacja dotyczy przestępstwa z art. 240 § 1 Kodeksu karnego (chodzi o najcięższe przestępstwa, o których trzeba powiadomić organy) albo gdy informator sam zgodzi się na ujawnienie. Zgodnie z art. 180 § 2 k.p.k. dziennikarza można przesłuchać co do faktów objętych tajemnicą tylko wtedy, gdy jest to niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a danej okoliczności nie da się ustalić w inny sposób. I decyduje o tym sąd, nie prokurator. Art. 180 § 3 idzie dalej: nawet takie zwolnienie z tajemnicy nie może obejmować danych identyfikujących informatora, który zastrzegł anonimowość. Jedyny wyjątek to znów przestępstwa z art. 240 § 1 k.k. (art. 180 § 4).

Przepisy przewidują też inne narzędzia. Art. 225 § 1 k.p.k. mówi, że jeśli osoba wydająca dokument oświadczy, że zawiera on informacje objęte tajemnicą, organ przekazuje go sądowi albo prokuratorowi bez czytania, w zapieczętowanym opakowaniu. Z kolei art. 218 k.p.k. pozwala prokuratorowi zażądać od operatora danych o połączeniach ważnych dla sprawy — i to bez wcześniejszej zgody sądu. Konrad Siemaszko, koordynator Programu Wolność Słowa w HFPC, wskazuje natomiast art. 226 k.p.k. Jego zdaniem, jeśli organy ścigania wiedzą, że telefon zawiera informacje objęte tajemnicą dziennikarską, to „mają prawny obowiązek zastosowania szczególnej procedury i uzyskania zgody sądu”. Kontrola sądu musi według niego nastąpić, zanim śledczy dostaną się do treści — i nie ma znaczenia, czy zabezpieczono telefon dziennikarza, czy innej osoby. Działania prokuratury Siemaszko ocenił jako „próbę obejścia tajemnicy dziennikarskiej w białych rękawiczkach”.

Standard europejski

Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz) już w wyroku Goodwin przeciwko Zjednoczonemu Królestwu z 27 marca 1996 r. uznał, że nakaz ujawnienia źródła naruszył art. 10 Konwencji (przepis chroniący wolność wypowiedzi), a ochronę źródeł nazwał jednym z podstawowych warunków wolności prasy. W sprawie Roemen i Schmit przeciwko Luksemburgowi (2003) Trybunał uznał przeszukania robione po to, by ustalić źródło, za złamanie Konwencji: przeszukania u dziennikarza naruszyły art. 10, a przeszukanie kancelarii adwokackiej — art. 8, który chroni prywatność. W wyroku Wielkiej Izby Sanoma Uitgevers przeciwko Holandii z 14 września 2010 r. Trybunał zażądał, by jeszcze przed sięgnięciem po materiały mogące ujawnić źródło decydował sędzia albo inny niezależny organ. Kontrola dopiero po przekazaniu takich materiałów — jak napisał Trybunał — „podważyłaby samą istotę prawa do poufności”. W sprawie Telegraaf Media przeciwko Holandii (2012) za naruszenie art. 10 uznano śledzenie dziennikarzy bez wcześniejszej niezależnej kontroli.

📄 Ochrona źródeł dziennikarskich — przegląd orzecznictwa ETPCz (PDF, źródło: echr.coe.int)

📄 Wyrok Roemen i Schmit przeciwko Luksemburgowi — komunikat Trybunału (PDF, źródło: hudoc.echr.coe.int)

Do tego dochodzi prawo unijne. Art. 4 europejskiego aktu o wolności mediów (unijnego rozporządzenia UE 2024/1083), stosowanego od 8 sierpnia 2025 r., rozciąga ochronę poufności źródeł także na osoby, które są z mediami w regularnych lub zawodowych kontaktach. Przeszukania, zajęcia i śledzenie w celu ustalenia źródeł dopuszcza tylko za wcześniejszą zgodą sądu i tylko wtedy, gdy przemawia za tym nadrzędny interes publiczny.

Reakcje instytucji i polityków

Waldemar Żurek i Tomasz Lenz

Źródło: rmf24.pl

Wszystkie te reakcje przypadły na 28 października 2026 r. Piotr Sobota z Biura RPO zwrócił się do Prokuratora Okręgowego w Bydgoszczy Dariusza Podufalskiego o wyjaśnienia i odniesienie się do zarzutów z artykułu WP. Waldemar Żurek przyznał, że o działaniach prokuratury dowiedział się z mediów. Zapowiedział, że razem z Dariuszem Kornelukiem sprawdzi, czy nie doszło do naruszeń praw i wolności obywatelskich. Zastrzegł przy tym, że „prokuratura jest niezależna” i prokuratorzy sami decydują o czynnościach dowodowych, ale dodał, że chciałby, „żeby demokratyczne państwo szanowało” tajemnicę obrończą, spowiedzi i dziennikarską. Prezes NRA Przemysław Rosati zażądał od Żurka niezwłocznego sprawdzenia czynności, wyjaśnienia ich podstaw prawnych i tego, jak dużo informacji pozyskano. Według niego organy ścigania nie mogą obchodzić gwarancji tajemnicy, sięgając po analizę połączeń, zabezpieczanie urządzeń czy korespondencję osób kontaktujących się z dziennikarzami.

Krytyka przyszła z różnych stron sceny politycznej. Anna-Maria Żukowska (Lewica) nazwała działania prokuratury „niedopuszczalną ingerencją w niezależność dziennikarską”. Marcelina Zawisza (Razem) zarzuciła prokuraturze, że chce zdobyć informacje chronione tajemnicą dziennikarską bez zgody sądu. Bartosz Lewandowski, pełnomocnik Zbigniewa Ziobry, napisał, że tajemnica dziennikarska — podobnie jak obrończa — należy do kluczowych tajemnic państwa demokratycznego. Roman Giertych (KO) przypomniał prokuraturze, że tajemnica adwokacka, tajemnica spowiedzi i tajemnica dziennikarska są „święte”. Bogusław Chrabota w „Rzeczpospolitej” napisał, że bydgoscy prokuratorzy zapomnieli, iż z ujawnienia źródeł zwolnić może tylko sąd. Michał Janczura skomentował sprawę słowami: „Tak się ucisza niewygodne media!”. Prokuratura, poza krótką odpowiedzią rzeczniczki, nie przedstawiła publicznie szerszego uzasadnienia.

Precedens: sprawa Bojanowskiego

Spór o źródła dziennikarskie i prokuraturę już się w Polsce zdarzał. W latach 2017–2018 Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadziła sprawę reportera Wojciecha Bojanowskiego. Jej rzecznik Łukasz Łapczyński tłumaczył wtedy, że zgodnie z art. 180 k.p.k. zwolnienie dziennikarza z tajemnicy nie obejmuje źródła informacji. Ostatecznie stołeczna prokuratura sama poparła zmianę decyzji sądu w sprawie zwolnienia z tajemnicy i wycofała się ze ścigania dziennikarza.


Co pozostaje otwarte

  • Zakres danych. Nie wiadomo, co pobrano z telefonu dyrektora i czy odczytano korespondencję z reporterem. Nie wiadomo też, czy przed zabezpieczeniem telefonu analizowano bilingi samego dyrektora.
  • Podstawa prawna. Prokuratura nie ujawniła, na jakim przepisie oparła postanowienie i czy w ogóle rozważała procedurę z art. 225–226 k.p.k. O podstawy prawne tych czynności pytają RPO i prezes NRA.
  • Główny spór prawny. Żaden sąd jeszcze nie ocenił w tej sprawie, czy zabezpieczenie telefonu osoby podejrzewanej o kontakty z dziennikarzem — a nie telefonu samego dziennikarza — wymaga wcześniejszej zgody sądu.

Podsumowanie

Prokuratura w Bydgoszczy potwierdza, że zabezpieczyła telefon dyrektora szpitala w Aleksandrowie Kujawskim, bo mógł posłużyć do przekazania informacji dziennikarzowi WP. Zapewnia też, że nie sprawdzała bilingów reportera. Pozostałe szczegóły — czerwcowe pytanie o źródło, numer reportera w postanowieniu i przypuszczenie o bilingach dyrektora — pochodzą z relacji WP i nie zostały przez prokuraturę potwierdzone. Prawo wprost chroni źródła dziennikarza, a o wyjątkach decyduje sąd. Prokuratura twierdzi, że tajemnica obowiązuje tylko dziennikarza. Prawnicy HFPC i NRA uważają, że ochrona obejmuje także dostęp do źródeł przez telefony innych osób. Unijny akt o wolności mediów rozciąga ją na osoby kontaktujące się z mediami. Sprawę badają teraz RPO i Prokurator Generalny.