Trzecia stawka między dwiema starymi

19 sierpnia premier Donald Tusk i minister finansów i gospodarki Andrzej Domański zapowiedzieli zmianę, która ma odwrócić układ obowiązujący od 2009 roku. Zamiast dwóch stawek — trzy: 12 proc. do 130 tys. zł dochodu, 24 proc. w przedziale od 130 tys. do 150 tys. zł i 32 proc. dopiero powyżej 150 tys. zł. Nowa stawka nie zastępuje żadnej ze starych. Wsuwa się między nie (pełny opis propozycji).

Kalkulator — ilustracja do danych o drugim progu podatkowym (fot. biznes.wprost.pl)

Źródło: biznes.wprost.pl

Dziś stawka 12 proc. sięga 120 tys. zł, a każda złotówka powyżej wpada od razu w 32 proc. Po zmianie przedział 120–130 tys. zł byłby objęty stawką 12 proc. zamiast 32 proc. Stąd cała korzyść. Maksymalnie 3 600 zł rocznie — 300 zł miesięcznie — i tyle zyskują dopiero podatnicy z dochodem co najmniej 150 tys. zł. Domański mówił o rocznym zysku „do 3,6 tys. zł”.

Rząd podał, że skorzysta 3,5 mln podatników. Twarde dane resortu finansów mówią co innego o dniu dzisiejszym: w rozliczeniu PIT za 2025 r. drugi próg przekroczyło 2 mln 411 tys. podatników — o 24,59 proc. więcej niż rok wcześniej. Różnicę między jedną a drugą liczbą Tusk tłumaczył krótko: „Wynika to po prostu z rosnących płac i wzrostu gospodarczego”.

Stronę kosztową ma dźwignąć ktoś inny. Podwyżka CIT z 19 do 22 proc. dla podmiotów o rocznych przychodach powyżej 50 mln euro, czyli ok. 200 mln zł, oraz dla podatkowych grup kapitałowych. Do tego powrót limitu ryczałtu do 250 tys. euro z obecnych 2 mln euro. Zmiany dotyczyłyby dochodów z 2027 r., rozliczanych w zeznaniu składanym w 2028 r., i weszłyby w życie tylko wtedy, gdyby projekt przeszedł przez parlament i uzyskał podpis prezydenta.


Próg, który stał w miejscu

Przez kilkanaście lat drugi próg podatkowy był liczbą praktycznie zamrożoną. Przed 2022 r. wynosił 85 528 zł i obowiązywał niezmiennie od 2009 r. Podniósł go dopiero Polski Ład: od 1 stycznia 2022 r. granica przesunęła się do 120 tys. zł i od tej pory ani razu jej nie waloryzowano — mimo wysokiej inflacji i szybko rosnących wynagrodzeń. To samo mówi uzasadnienie projektu nowelizacji złożonego w Sejmie: „Aktualnie obowiązujący próg podatkowy 120 000 zł obowiązuje od 2022 r. i nie podlegał waloryzacji pomimo inflacji i wzrostu wynagrodzeń”.

📄 Uzasadnienie projektu nowelizacji ustawy o PIT złożonego w Sejmie (PDF, źródło: orka.sejm.gov.pl)

Skalę tego zamrożenia da się zmierzyć. Inflacja konsumencka wyniosła 14,4 proc. w 2022 r. i ok. 11,4 proc. w 2023 r., a skumulowany wzrost cen sprawił, że realna wartość progu 120 tys. zł odpowiada dziś mniej więcej 90 tys. zł z 2022 r. Innymi słowy: nawet bez podwyżki płac coraz więcej osób „wpada” w wyższą stawkę. Nie dlatego, że ich dochód realnie urósł — dlatego, że granica progu straciła na wartości.

Widać to w statystykach. Drugi próg przekroczyło 2 mln 411 tys. podatników rozliczających PIT za 2025 r. — o niemal pół miliona więcej w rok. Ta stosunkowo niewielka grupa odpowiada przy tym za 48,7 proc. wpływów z PIT rozliczanego na zasadach ogólnych — za niemal połowę tego podatku. Debata o przesunięciu progu toczy się zresztą od miesięcy: wcześniej rozważano granicę 140 tys. zł, wiązaną z Polską 2050. Zapowiedź z 19 sierpnia jest też kolejnym w tym roku ruchem rządu po stronie podatków; wcześniejszą decyzję opisywaliśmy w tekście o obniżce VAT na paliwa do 8 proc.


Kto zyska, kto zapłaci

Mechanizm korzyści jest prosty. Propozycja wsuwa między 12 a 32 proc. trzecią stawkę — 24 proc. dla dochodów od 130 tys. do 150 tys. zł — i przesuwa granicę stawki podstawowej do 130 tys. zł. Stawka 32 proc. zaczynałaby obowiązywać dopiero powyżej 150 tys. zł rocznie. Dla przedziału 120–130 tys. zł opodatkowanie spada z 32 do 12 proc., a dla kolejnych 20 tys. zł — z 32 do 24 proc.

Ile z tego zostaje w portfelu. Maksymalna korzyść to 3 600 zł rocznie, czyli 300 zł miesięcznie, i sięga po nią podatnik z dochodem co najmniej 150 tys. zł. Podatnik z dochodem 130 tys. zł zyskuje ok. 2 tys. zł rocznie — to efekt samego obniżenia opodatkowania przedziału od 120 do 130 tys. zł. Według wyliczeń eksperta cytowanych przez TVN24 Biznes pracownik z wynagrodzeniem 15 tys. zł brutto miesięcznie zobaczyłby wzrost pensji netto z ok. 10 017 zł do ok. 10 317 zł — właśnie ok. 300 zł na rękę. Domański podał tę samą górną granicę: „Roczny zysk, korzyść z tej reformy, może wynieść do 3600 zł. To są pieniądze, które zostaną w portfelach Polaków”.

Wideo: youtube.com

Skąd wzięła się liczba 3,5 mln. Odnosi się do podatników, nie do gospodarstw domowych, i jest prognozą na przyszły rok, a nie odczytem z ostatniego rozliczenia. Najświeższe dane Ministerstwa Finansów mówią o 2 mln 411 tys. osób, które przekroczyły drugi próg w rozliczeniu za 2025 r. — o 24,59 proc. więcej niż za 2024 r., czyli o blisko pół miliona. Różnicę między 2,4 a 3,5 mln premier tłumaczył dynamiką rynku pracy: „Wynika to po prostu z rosnących płac i wzrostu gospodarczego”, dodając, że grupa ma dalej rosnąć. Przy utrzymaniu tempa z ostatniego roku liczba osób w drugim progu rzeczywiście zbliża się do rządowego szacunku — ale to ekstrapolacja, nie stan zastany.

Są też ci, których zmiana nie dotknie w ogóle. Nie obejmie przedsiębiorców rozliczających się podatkiem liniowym 19 proc. ani ryczałtem — w tych formach nie stosuje się ani progów skali, ani kwoty wolnej. Sama kwota wolna pozostaje na poziomie 30 tys. zł, obowiązującym od 2022 r., i nie jest objęta pakietem.

Za obniżkę zapłacić mają duże firmy i część przedsiębiorców. Premier zapowiedział podniesienie CIT z 19 do 22 proc. dla podmiotów o rocznych przychodach powyżej 50 mln euro, czyli ok. 200 mln zł, oraz dla podatkowych grup kapitałowych. Drugim elementem jest ryczałt: „Jeśli chodzi o ryczałt, wrócimy do wcześniejszego limitu przychodów, który wynosi 250 tysięcy euro rocznie, a więc też milion złotych” — powiedział Tusk. Dziś limit to równowartość 2 mln euro przychodów z poprzedniego roku, przeliczana po kursie NBP z 1 października (dla 2026 r. — 4,2586 zł za euro). Poziom 250 tys. euro obowiązywał do 2020 r. włącznie; od 1 stycznia 2021 r. podniesiono go ośmiokrotnie, do 2 mln euro. Zapowiedź jest przy tym zwrotem: jeszcze przed konferencją Ministerstwo Finansów wycofało się ze zmian w ryczałcie, a procedowany projekt nowelizacji PIT i CIT na 2027 r. nie przewidywał ruszania limitu 2 mln euro. W tle jest jeszcze jedno obciążenie najlepiej zarabiających: danina solidarnościowa, uregulowana w art. 30h i art. 30i ustawy o PIT, wynosi 4 proc. nadwyżki dochodów ponad 1 mln zł. Płaci ją rocznie ok. 25–35 tys. podatników, jednorazowo, bez zaliczek, do 30 kwietnia następnego roku.

Powód, dla którego to wszystko się dzieje, Tusk wskazywał wprost: rosnące wydatki na obronę i finansowanie bezpieczeństwa państwa, którego ciężar spoczywa dziś w dużej mierze na klasie średniej. Zadeklarował przy tym, że pakiet nie może zwiększyć deficytu: „Musimy szukać takich metod, aby ewentualne obniżanie podatków nie naraziło nas na większy deficyt. To jest warunek sine qua non”. Ograniczenie ma wymiar zewnętrzny — Polska od lipca 2024 r. jest objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu, co zawęża przestrzeń fiskalną na obniżkę PIT. Organizacje przedsiębiorców oceniły pakiet krytycznie, mówiąc o „niebagatelnym wzroście obciążeń” jako źródle finansowania zmian.

Cała reszta zależy od ścieżki legislacyjnej. Zmiana skali PIT, stawki CIT i limitu ryczałtu wymaga nowelizacji ustaw — a więc Sejmu, Senatu i podpisu prezydenta RP. Premier zastrzegł, że pakiet zacznie obowiązywać od 2027 r. tylko wtedy, gdy przejdzie parlament i uzyska podpis prezydenta, i zapowiedział szybkie tempo: „jeśli ludzie mieliby tę ulgę odczuć w 2027 roku, to musimy to w tym roku sfinalizować”. O ryzyku weta mówił bez owijania: „bardzo trudno podejmuje się decyzje rządowe, które mają na celu zmienić prawo wtedy, kiedy gdzieś tam za rogiem czai się prezydent z długopisem i z groźbą weta. A jak wiemy prezydent Nawrocki jest absolutnym rekordzistą w tej sprawie”. Dotychczasowy bilans wet Karola Nawrockiego i to, których ustaw dotyczyły, analizowaliśmy w tekście o specustawie inwestycyjnej.


Co pozostaje otwarte

  • Bilans pakietu dla budżetu — ile kosztuje obniżka PIT i w jakim stopniu pokrywają ją wpływy z wyższego CIT oraz z ograniczenia ryczałtu. Rząd deklaruje neutralność dla deficytu, ale rozpisanie tego na konkretne kwoty pozostaje do sprawdzenia w dokumentach legislacyjnych.
  • Ilu przedsiębiorców straci ryczałt — obniżenie limitu z 2 mln euro do 250 tys. euro to cofnięcie się do stanu sprzed 2021 r.; liczebność tej grupy nie została podana podczas zapowiedzi.
  • Los projektu w parlamencie i na biurku prezydenta — bez przyjęcia ustawy i podpisu głowy państwa żadna z opisanych stawek nie zacznie obowiązywać w 2027 r.

Podsumowanie

Rząd chce zamienić dwustopniową skalę PIT na trzystopniową: 12 proc. do 130 tys. zł, 24 proc. między 130 a 150 tys. zł, 32 proc. powyżej 150 tys. zł. Dla podatnika z dochodem 130 tys. zł to ok. 2 tys. zł rocznie więcej w portfelu, a maksymalnie zmiana daje 3 600 zł rocznie, czyli 300 zł miesięcznie — pełną korzyść odczują osoby z dochodem od 150 tys. zł w górę. Liczba 3,5 mln beneficjentów to prognoza na 2027 r.: w ostatnim rozliczeniu, za 2025 r., drugi próg przekroczyło 2 mln 411 tys. podatników, ale ta grupa rośnie o blisko jedną czwartą rocznie, bo próg 120 tys. zł nie był waloryzowany od 2022 r. i realnie stopniał do wartości ok. 90 tys. zł. Za obniżkę mają zapłacić duże firmy — wyższy CIT dla podmiotów o przychodach powyżej 50 mln euro — oraz przedsiębiorcy na ryczałcie, dla których limit przychodów wróciłby z 2 mln do 250 tys. euro. Nic z tego nie jest jeszcze prawem: pakiet musi przejść Sejm, Senat i biurko prezydenta.