Co napisaliśmy poprzednio

22 czerwca 2026 r. w artykule „Czy ENA wobec Romanowskiego »przestaje działać« w Serbii? Co naprawdę mówią przepisy” sprawdzaliśmy argument obrony byłego wiceministra sprawiedliwości. Mec. Bartosz Lewandowski wnosił wtedy o uchylenie europejskiego nakazu aresztowania, twierdząc, że nakaz jest bezskuteczny, bo jego klient przebywa w Serbii — poza Unią Europejską.

Ustaliliśmy, że argument ma częściową rację bytu: ENA rzeczywiście działa tylko między państwami członkowskimi UE, ale przebywanie poza Unią nie unieważnia nakazu — zmienia jedynie narzędzie, którym można sprowadzić poszukiwanego, z ENA na ekstradycję. Tłem był upadek osłony azylowej, z której Romanowski korzystał na Węgrzech od grudnia 2024 r., po przegranych przez Viktora Orbána wyborach z 12 kwietnia 2026 r.


Co się zmieniło

Wcześniej to media i urzędnicy wskazywali miejsce — i wszyscy wskazywali Serbię. Na tej podstawie obrona budowała czerwcowy wniosek o uchylenie nakazu (Fakt, 22 czerwca 2026). Teraz miejsce pobytu wskazał sam podejrzany. We wniosku, który wpłynął do Sądu Okręgowego w Warszawie, Romanowski oświadczył, że „obecnie przebywa w Tyraspolu, na terytorium Naddniestrza, wskazując konkretny adres” — przekazał rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak (PAP, RMF FM).

Donald Tusk o miejscu pobytu Marcina Romanowskiego: „na 99 proc.”

Źródło: rmf24.pl

Zmienił się też autorytet, który to mówi. Wcześniej o miejscu pobytu mówiły anonimowe „doniesienia służb i mediów”. Teraz lokalizację podał publicznie szef rządu. 18 sierpnia 2026 r. Donald Tusk powiedział: „Służby innych państw z regionu, z którymi współpracujemy, potwierdziły nam tę informację, że pan Romanowski znajduje się – na 99 proc., tak na wszelki wypadek to mówię – w Naddniestrzu, w Tyraspolu” (Rzeczpospolita).

Zmieniło się wreszcie samo narzędzie. Pisaliśmy, że wobec kraju spoza UE właściwą drogą jest ekstradycja. Teraz ta droga jest znacznie trudniejsza niż w scenariuszu serbskim. Naddniestrze — jako terytorium nieuznawane za państwo — nie jest stroną żadnych umów ekstradycyjnych, a formalnie właściwe do współpracy prawnej pozostają organy Republiki Mołdawii, które tego obszaru nie kontrolują (Polsat News).


Co nowego

Pismo z Tyraspola. Do Sądu Okręgowego w Warszawie 4 sierpnia 2026 r. wpłynął wniosek Marcina Romanowskiego o wydanie listu żelaznego. „Wniosek wpłynął do tego sądu we wtorek 4 sierpnia; został zarejestrowany, a sprawa jest w toku” — przekazały PAP służby prasowe sądu. Sprawę jako pierwszy opisał 12 sierpnia reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Rzeczniczka sądu do spraw karnych sędzia Anna Ptaszek poinformowała, że „z pisma oraz z koperty wynika, że przesyłka została nadana w Tyraspolu, na terenie Naddniestrza”.

Kluczowy jest nie tylko adres, ale i forma. Prokuratura potwierdziła, że wniosek jest „podpisany osobiście” przez Romanowskiego, a sam podejrzany „oświadczył, że stawi się do sądu lub do prokuratora w oznaczonym terminie pod warunkiem odpowiadania z wolnej stopy”. Do rozpoznania sprawy wylosowano sędziego Konrada Mielcarka (Fakt).

Czym właściwie jest list żelazny. To instytucja z art. 281–283 Kodeksu postępowania karnego, w praktyce rzadko stosowana. Zgodnie z art. 281 § 1 k.p.k., jeżeli oskarżony przebywający za granicą złoży oświadczenie, że stawi się do sądu lub do prokuratora w oznaczonym terminie pod warunkiem odpowiadania z wolnej stopy, właściwy miejscowo sąd okręgowy może wydać mu list żelazny. Słowo „może” jest tu decydujące — wydanie listu jest fakultatywne, sąd nie ma obowiązku go przyznać nawet przy spełnieniu przesłanek.

List żelazny nie uchyla zarzutów i nie kończy postępowania. Gwarantuje jedynie, że oskarżony będzie odpowiadał z wolnej stopy i nie zostanie tymczasowo aresztowany — dopóki dotrzymuje warunków (Wirtualna Polska). Warunki te wymienia art. 282 § 1 k.p.k.: stawianie się na wezwania, niewydalanie się bez zgody sądu z obranego miejsca pobytu w kraju oraz nienakłanianie do fałszywych zeznań i nieutrudnianie postępowania w inny bezprawny sposób. Naruszenie któregokolwiek z nich oznacza odwołanie listu przez sąd okręgowy. Dodatkowo art. 283 k.p.k. pozwala uzależnić wydanie listu od poręczenia majątkowego, które w razie odwołania przepada.

Czy sąd musi posłuchać prokuratury. Po nowelizacji z 2021 r. art. 281 § 2 k.p.k. stanowi, że w postępowaniu przygotowawczym list żelazny może być wydany „na wniosek prokuratora albo przy braku jego sprzeciwu” — co na pierwszy rzut oka daje prokuraturze prawo weta. Praktyka orzecznicza idzie jednak w innym kierunku: „aktualnie w orzecznictwie i doktrynie przyjmuje się, że sąd rozpoznający wniosek […] o wydanie listu żelaznego w postępowaniu przygotowawczym nie jest związany sprzeciwem prokuratora, mimo takiego brzmienia art. 281 § 2 k.p.k.” — z powołaniem na postanowienie Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 9 grudnia 2024 r. (sygn. II AKz 1037/24). „Rzeczpospolita” poświęciła tej kwestii analizę pod wymownym tytułem „List żelazny dla Romanowskiego na łasce prokuratora? Niekoniecznie”. Warto też pamiętać, że Romanowski pozostaje w sprawie Funduszu Sprawiedliwości podejrzanym, a nie oskarżonym — postępowanie jest wciąż na etapie przygotowawczym i akt oskarżenia nie trafił do sądu.

Co powiedział premier — dokładnie. Wypowiedź Tuska padła 18 sierpnia 2026 r. na otwartej dla mediów części posiedzenia Rady Ministrów. Dwa szczegóły mają znaczenie. Po pierwsze, premier sam osłabił swoją tezę wtrąceniem „tak na wszelki wypadek to mówię”, sygnalizując, że nie deklaruje pewności absolutnej. Po drugie, powołał się ogólnie na „służby innych państw z regionu” — nie wskazując ani konkretnego państwa, ani konkretnej służby, co uniemożliwia niezależną weryfikację. Sprawdziliśmy też wersję cytatu: wszystkie główne redakcje relacjonujące tę wypowiedź — m.in. Rzeczpospolita, RMF FM, Onet, Interia, Fakt, Wirtualna Polska, Do Rzeczy, Gazeta Prawna, Polsat News i OKO.press — podały „99 proc.”. Wariant „99,9 proc.” nie znalazł potwierdzenia w żadnej z nich. Kilka dni wcześniej premier posunął się dalej, mówiąc, że nie wyklucza, iż Romanowski jest „kolejnym przykładem takiej wprost zdrady narodowej i korzystania z pomocy wrogów naszej ojczyzny” (Do Rzeczy).

Co powiedziała prokuratura — dokładnie. Tego samego 18 sierpnia Prokuratura Krajowa skierowała do Sądu Okręgowego w Warszawie pismo ze stanowiskiem, że „brak jest jakichkolwiek podstaw do uwzględnienia wniosku podejrzanego Marcina Romanowskiego o wydanie listu żelaznego”.

Stanowisko Prokuratury Krajowej w sprawie listu żelaznego dla Marcina Romanowskiego

Źródło: wiadomosci.radiozet.pl

Rzecznik PK prok. Przemysław Nowak dodał, że „według wstępnych danych poseł nie przekroczył granicy Republiki Mołdawii w ciągu ostatnich pięciu lat”, a także że „nie potwierdzono również, aby przekraczał granice państw sąsiadujących, tj. Rumunii i Ukrainy” (RMF FM). Prokuratura konsekwentnie opisuje te ustalenia jako „wstępne”, a nie ostateczne. Równolegle skierowano formalny wniosek o międzynarodową pomoc prawną do Prokuratury Generalnej Republiki Mołdawii — śledczy chcą ustalić, czy Romanowski w ogóle pojawił się w Mołdawii i czy faktycznie przebywa pod wskazanym adresem.

Czy te komunikaty się wykluczają? Nie. To najważniejsze ustalenie tego tekstu — i wyjaśniła je sama prokuratura. „Nie ma tu żadnej rozbieżności. To są zupełnie dwie różne płaszczyzny współpracy międzynarodowej […] Procesowo nie udało się ustalić […] Jest jeszcze druga płaszczyzna […] operacyjna, realizowana przez służby” — przekazano Wirtualnej Polsce. RMF FM cytuje to samo wyjaśnienie: „Pozorna sprzeczność wynika wyłącznie z tego, że mówimy o różnych płaszczyznach współpracy i różnej wartości dowodowej tej informacji”. Innymi słowy: premier mówił o operacyjnej ocenie, gdzie ktoś fizycznie jest, a prokuratura o braku zapisu w rejestrach. To dwa różne pytania.

Dlaczego brak zapisu niczego nie przesądza. Klucz leży w statusie Naddniestrza. Naddniestrzańska Republika Mołdawska jest de iure regionem wschodniej Mołdawii, a de facto nieuznawanym międzynarodowo parapaństwem ze stolicą w Tyraspolu — nie uznaje go ani jedno państwo świata.

Położenie Naddniestrza na mapie Europy

Źródło: pl.wikipedia.org

Od wojny z 1992 r. władze w Kiszyniowie nie sprawują tam faktycznej kontroli, a region funkcjonuje dzięki wsparciu Rosji, mając własne struktury władzy, armię i walutę. Z tego wynikają dwie luki. Po pierwsze, polskie MSZ na stronie placówki w Mołdawii ostrzega, że przy przekraczaniu „granicy” między terytorium kontrolowanym przez władze Mołdawii a Naddniestrzem „należy liczyć się z kontrolą paszportową, celną, ewentualnie kontrolą stacjonujących nad Dniestrem sił pokojowych” — jest to więc kontrola odrębna od mołdawskiej, prowadzona przez separatystów. Zamiast pieczątki w paszporcie cudzoziemiec dostaje papierową kartę migracyjną, oddawaną przy wyjeździe. Po drugie, Naddniestrze graniczy bezpośrednio z Ukrainą, a tego odcinka władze Republiki Mołdawii nie kontrolują — jak zauważa Ośrodek Studiów Wschodnich, Kiszyniów „nie może umieścić swoich punktów celno-paszportowych na terenie Naddniestrza”.

Potwierdza to niezależnie strona mołdawska. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Republiki Mołdawii przekazało w sierpniu: „Według oficjalnych danych obywatel Polski Marcin Romanowski nie wjechał na terytorium Republiki Mołdawii przez przejścia graniczne kontrolowane przez władze konstytucyjne” (Wirtualna Polska). Sformułowanie jest precyzyjne i mówi dokładnie tyle, ile mówi — nie ma śladu na kontrolowanych przejściach, co nie wyklucza wjazdu inną drogą.

Adres, który się nie zgadza. Tu wersje się rozjeżdżają. Według ustaleń „Rzeczpospolitej” wskazany przez Romanowskiego adres to na mapach Google pusty plac (z zastrzeżeniem, że zdjęcie w trybie Street View jest sprzed dwóch lat) — pisze o tym również Wprost. Obrońca mec. Bartosz Lewandowski tłumaczy, że jest to adres korespondencyjny, a nie miejsce faktycznego zamieszkania jego klienta. Rozbieżność dotyczy też miejsca nadania: komunikat sądu przekazany przez PAP wskazuje Tyraspol, podczas gdy późniejsze ustalenia dziennikarskie OKO.press mówiły o pobliskich Benderach — mieście leżącym, w odróżnieniu od reszty Naddniestrza, na prawym brzegu Dniestru, w strefie bezpieczeństwa nadzorowanej przez siły pokojowe.

Sama prokuratura traktuje pismo z rezerwą i sprawdza, czy nie jest ono prowokacją. Prok. Nowak zwrócił uwagę na szczegół chronologiczny: pismo „jest datowane na 11 lub 12 lipca, a wysłane dwa tygodnie później […] co może budzić podejrzenie, że ktoś je tam dostarczył celem wysłania”.

Co dalej. Do 19 sierpnia 2026 r. Sąd Okręgowy w Warszawie nie wydał publicznie znanego rozstrzygnięcia w sprawie wniosku. Politycznie sprawa dzieli obóz władzy i Pałac Prezydencki: szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki zapytany, czy Romanowski powinien dostać list żelazny, odparł: „Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby taki list żelazny dostał, ale to nie jest decyzja moja” (Polsat News).


Co wciąż aktualne

Europejski nakaz aresztowania nadal nie sięga tam, gdzie ma być Romanowski. ENA działa wyłącznie między państwami członkowskimi UE, a Republika Mołdawii członkiem Unii nie jest — potwierdza to unijny portal e-Justice. Prawna logika, którą opisywaliśmy w naszym artykule z 22 czerwca, przenosi się z Serbii na Naddniestrze bez zmian.

Sam nakaz z lutego 2026 r. pozostaje faktem. Postanowieniem z 17 lutego 2026 r. Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił wniosek Prokuratury Krajowej i wydał ENA wobec Romanowskiego; nakaz wystawiono 18 lutego (TVN24). Nie znika też zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej z art. 258 k.k., który nadal ciąży na byłym wiceministrze w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości (TVN24).


Podsumowanie

Od czerwca zmieniło się jedno: Romanowski przestał być tylko przedmiotem doniesień o Serbii i sam odezwał się do polskiego sądu — z adresu w Tyraspolu. To otworzyło nowy front, ale nie rozwiązało starego problemu.

Pozorna sprzeczność między premierem a prokuraturą nie jest sprzecznością. Tusk mówił o tym, gdzie Romanowski prawdopodobnie fizycznie jest, opierając się na informacjach obcych służb, których nie ujawnił. Prokuratura mówiła o czymś zupełnie innym: że w rejestrach nie ma śladu przekroczenia przez niego granicy Mołdawii. Oba mogą być prawdziwe naraz, bo do Naddniestrza da się wjechać, nie zostawiając wpisu w mołdawskim systemie — region jest formalnie częścią Mołdawii, ale Kiszyniów go nie kontroluje.

Czy da się dziś ustalić, gdzie Romanowski jest? Nie z pewnością. Mamy jego własne oświadczenie, operacyjne wskazanie premiera z zastrzeżeniem „na 99 proc.”, brak potwierdzenia w rejestrach Mołdawii i adres, który według „Rzeczpospolitej” jest pustym placem, a według obrońcy tylko korespondencyjny. Prokuratura sprawdza nawet, czy pismo nie jest prowokacją.

O losie wniosku zdecyduje Sąd Okręgowy w Warszawie. Wbrew powszechnemu wrażeniu sprzeciw prokuratury nie przesądza sprawy — orzecznictwo przyjmuje, że sąd nie jest nim związany. Ale list żelazny jest fakultatywny, a jeden z jego ustawowych warunków brzmi: niewydalanie się bez zgody sądu z obranego miejsca pobytu w kraju. Trudno o warunek gorzej pasujący do kogoś, kto pisze do sądu z nieuznawanego parapaństwa nad Dniestrem.