Trzy adresy jednego dnia
9 lipca 2026 agenci CBA, na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie, zabezpieczali dokumentację w trzech lokalizacjach naraz: w Szpitalu Południowym, w Urzędzie m.st. Warszawy i w Urzędzie Dzielnicy Ursus. Nie było zatrzymań. Były dokumenty — to etap gromadzenia materiału, nie stawiania zarzutów.

Źródło: polsatnews.pl
Za tą akcją stoją dwa odrębne śledztwa Prokuratury Okręgowej. Pierwsze — o niekorzystne rozporządzenie mieniem na kwotę nie mniejszą niż 558 558,70 zł, przez nierzetelne faktury wskazujące nieprawdziwy czas pracy lekarza. Drugie — o niegospodarność i brak nadzoru, m.in. nad SOR.
Centralna postać sprawy to lekarz i były radny KO Dawid Kacprzyk. W oświadczeniu majątkowym wykazał ponad 1,6 mln zł dochodu za rok i zwrócił szpitalowi około pół miliona złotych. A jednak, według jego pełnomocnika, nie usłyszał zarzutów i nie został przesłuchany — mimo że medialnie jest twarzą afery.
Kontekst i tło
Warszawski Szpital Południowy to spółka miejska m.st. Warszawy, nad którą miasto sprawuje nadzór właścicielski. To rozróżnienie jest istotne: konsekwencje kadrowe wyciąga tu nie minister zdrowia, lecz władze stolicy, bo to one obsadzają zarząd i radę nadzorczą placówki.
Sprawa narastała przez czerwiec 2026. Dawid Kacprzyk — lekarz, były koordynator SOR szpitala i były radny Koalicji Obywatelskiej w dzielnicy Ursus — stał się jej twarzą po tym, jak media opisały jego zarobki i sposób rozliczania pracy. 17 czerwca 2026 placówka poinformowała w oświadczeniu o wypowiedzeniu mu umowy i zerwaniu kontraktów na wszystkie świadczenia. Kacprzyk zrezygnował z Koalicji Obywatelskiej i zrzekł się mandatu radnego Ursusa.
Skala liczb, które wywołały aferę, robi wrażenie. W oświadczeniu majątkowym radnego widniało ponad 1,6 mln zł dochodu za rok — w tym sama dieta radnego wyniosła 38 676,12 zł, a część mediów wyliczała, że lekarz miał zarabiać nawet około 1,7 mln zł rocznie przy blisko 4 tys. przepracowanych godzin. Równolegle do medialnej burzy uruchomiła się machina państwowa: kontrole, postępowanie sprawdzające prokuratury, a ostatecznie dwa formalne śledztwa i wejście CBA.
Szczegółowa analiza
Co dokładnie robiło CBA. Wejście z 9 lipca 2026 nie było spektakularnym zatrzymaniem, lecz zabezpieczeniem dokumentacji w trzech miejscach jednocześnie — w samym szpitalu, w ratuszu m.st. Warszawy i w urzędzie dzielnicy Ursus. Agenci działali na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie. To ważne dla właściwej interpretacji: na tym etapie nikomu nie postawiono zarzutów w związku z samą akcją CBA — gromadzony jest materiał dowodowy.
Dwa śledztwa, dwa różne czyny. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła dwa odrębne postępowania. Pierwsze dotyczy doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie nie mniejszej niż 558 558,70 zł na szkodę szpitala — przez przedłożenie nierzetelnych faktur wskazujących nieprawdziwy czas pracy lekarza.

Źródło: polsatnews.pl
Za taki czyn grozi kara od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Drugie śledztwo dotyczy niegospodarności i braku nadzoru — obejmuje osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie szpitala, w tym brak nadzoru nad pracą m.in. SOR. To rozdzielenie pokazuje, że prokuratura patrzy równolegle na dwie warstwy: konkretne rozliczenia jednego lekarza oraz szerszą odpowiedzialność zarządczą placówki.
Zwrot pieniędzy i status prawny Kacprzyka. Sam lekarz skorygował 33 faktury obejmujące okres od 31 stycznia 2025 do 16 czerwca 2026 i przelał z powrotem na konto szpitala około pół miliona złotych. Zwrot pieniędzy nie przesądza jednak o odpowiedzialności karnej. Kluczowe dla oceny sprawy: według pełnomocnika, mecenasa Jacka Dubois, Kacprzyk nie został przesłuchany przez prokuraturę i nie usłyszał zarzutów. Innymi słowy — mimo że w przekazie medialnym jest głównym bohaterem afery, formalnie nie jest osobą, której postawiono zarzuty. Rozróżnienie „bohater doniesień prasowych” kontra „podejrzany w rozumieniu procesowym” jest tu absolutnie centralne.
Warstwa zarzutów, które nie są ustaleniem. Część głośnych wątków to na razie doniesienia medialne, nie ustalenia procesowe. Teza, że politycy KO i członkowie ich rodzin byli przyjmowani na SOR poza kolejnością — z osobnym „salonikiem VIP” — pochodzi z doniesień portalu Zero.pl i pozostaje zarzutem, a nie faktem stwierdzonym przez sąd czy prokuraturę. Osobno były ordynator chirurgii szpitala Emil Jędrzejewski 23 czerwca 2026 na Kanale Zero oskarżył Kacprzyka o doprowadzanie do śmierci pacjentów; Kacprzyk odrzucił te słowa w oświadczeniu jako informacje nieprawdziwe i krzywdzące. To wzajemne oskarżenia dwóch stron konfliktu — traktujemy je jako niepotwierdzone twierdzenia, dopóki nie zweryfikuje ich postępowanie.
Reakcja ratusza. Miasto zadziałało na kilku poziomach. Rada Nadzorcza szpitala, na wniosek Prezydenta Warszawy, odwołała dotychczasowy zarząd i powołała na prezesa Anetę Gomółkę-Siemborę. Rafał Trzaskowski zdymisjonował dwóch wiceprezydentów miasta, wystąpił o odwołanie dr Agaty Kusz-Rynkun z zarządu placówki, a także zapowiedział, że w zarządach i radach nadzorczych miejskich spółek — w tym medycznych — nie będą mogli zasiadać członkowie partii politycznych. To reakcja polityczno-organizacyjna, odrębna od toku śledztw prokuratury.
Co pozostaje otwarte
- Status prawny głównych osób. Do momentu przesłuchań i ewentualnych zarzutów sprawa pozostaje na etapie zbierania dowodów — nikt nie jest prawomocnie winny.
- Zarzuty medyczne i „salonik VIP”. Oskarżenia o uprzywilejowane przyjęcia i o zaniedbania kosztujące życie pacjentów wymagają rozstrzygnięcia przez organy ścigania; dziś to spór dwóch stron.
- Wątek prosektorium. Odrębne, medialnie żywe doniesienia o nieprawidłowościach w prosektorium szpitala mają rozbieżne relacje co do szczegółów — nie potwierdziliśmy ich w spójnej formie i celowo zostawiamy poza ustaleniami.
Podsumowanie
W sprawie Szpitala Południowego trzeba oddzielić trzy poziomy. Udokumentowane są fakty formalne: 9 lipca 2026 CBA zabezpieczyło dokumenty w szpitalu i dwóch urzędach, prokuratura prowadzi dwa śledztwa — o wyłudzenie ponad 558 tys. zł na fałszywych fakturach i o niegospodarność — a lekarz Dawid Kacprzyk stracił pracę, zwrócił szpitalowi około pół miliona złotych i zrzekł się mandatu radnego. Miasto odwołało zarząd szpitala i dwóch wiceprezydentów. Jednocześnie najgłośniejsze zarzuty — o przyjęcia „VIP” poza kolejnością i o doprowadzanie do śmierci pacjentów — pozostają na razie twierdzeniami z doniesień medialnych, a nie ustaleniami sądu czy prokuratury. A sam Kacprzyk, choć jest twarzą afery, według swojego pełnomocnika wciąż nie usłyszał żadnych zarzutów.