Co napisaliśmy poprzednio

4 czerwca 2026 opisaliśmy, czym był dokument, który dzień wcześniej trafił z Warszawy do Pentagonu — Polska proponuje USA nową stałą bazę na własny koszt — co naprawdę zawiera list intencyjny.

Ustaliliśmy wtedy, że wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał sekretarzowi obrony USA Pete'owi Hegsethowi list intencyjny. To formalne pismo, w którym jedna strona deklaruje polityczną wolę — ale nie jest to wiążąca umowa ani decyzja o budowie. Inicjatywa wyszła od Polski. W proponowanym modelu finansowanie miało spaść na Polskę, zgodnie z logiką umowy EDCA z 2020 roku (umowa o wzmocnionej współpracy obronnej — reguluje zasady pobytu wojsk USA w Polsce). Waszyngton nie potwierdził wtedy publicznie ani że się zgadza, ani czy sam dołoży do kosztów.

Najważniejszej liczby — ile to będzie kosztować polskiego podatnika — nikt z rządu wtedy nie podał. W mediach krążył nieoficjalny szacunek ok. 10 mld zł, ale nie stał za nim żaden opublikowany kosztorys.


Co się zmieniło

  • Wcześniej: koszt polskiej części nie był znany, a jedyna krążąca liczba — ok. 10 mld zł — była nieoficjalnym szacunkiem prasowym. Teraz: 11 września 2026 szef MON podał widełki publicznie. „Pewnie w okolicach 15, może nawet 17 miliardów złotych inwestycji ze strony polskiej, ale to jest najlepsza inwestycja w bezpieczeństwo” — powiedział Kosiniak-Kamysz. Ten sam cytat opublikowały Interia, Onet, Wirtualna Polska i Money.pl.

Stała baza USA w Polsce będzie kosztować fortunę. Szef MON ujawnił kwotę

Źródło: biznes.interia.pl


Co nowego

Widełki są, kosztorysu nie ma. To najważniejsze zastrzeżenie do liczby 15–17 mld zł: nie wiadomo, czego dokładnie dotyczy. Nie rozstrzygnięto publicznie, czy obejmuje tylko nową stałą bazę, czy cały pakiet inwestycji infrastrukturalnych dla wojsk USA w Polsce — ani czy zawiera już wydane pieniądze. Widać to w samych relacjach z 11 września: Onet pisał o koszcie „stałych baz” w liczbie mnogiej, Wirtualna Polska o „budowie stałej bazy”, a Money.pl przytoczył istotne zastrzeżenie ministra, że rozmowy „dotyczą obecnie głównie jednej bazy, która nie musi być jednak zlokalizowana w jednym miejscu”. Do 12 września MON nie przedstawiło ani metody, jak wyliczono tę kwotę, ani jej rozbicia na kategorie kosztów, ani horyzontu czasowego, ani źródła finansowania.

Bilans dotychczasowych wydatków — po raz pierwszy w całości. Inwestycje dla wojsk USA nie zaczynają się od nowej bazy. Trwają od 2020 roku w ramach formalnego programu „Infrastruktura zapewniana przez Polskę”, który nadzoruje Inspektorat Wsparcia Sił Zbrojnych i który jest objęty polsko-amerykańskimi przeglądami zarządzania (czyli obie strony okresowo sprawdzają, jak program jest prowadzony). Liczby wyglądają tak: umowa z 2020 roku przewidziała łącznie 115 projektów infrastrukturalnych w 12 lokalizacjach, z czego rozpoczęto już 55, a wydano dotychczas 2,4 mld złpodaje bankier.pl. Na 2026 rok w planie finansowym ujęto 735 mln zł.

Od Redzikowa po Wrocław. Polska wydaje 2,4 mld zł na bazy dla sojuszników

Źródło: bankier.pl

To dwie różne przegródki budżetowe. Budowa infrastruktury to nie to samo, co bieżące utrzymanie sojuszników — a mylenie tych dwóch rzeczy to najczęstszy błąd w publicznym sporze o koszty. „Rzeczpospolita” wyliczyła, że na bieżące wsparcie obecności wojsk sojuszniczych Polska wydała w latach 2020–2024 łącznie 831 mln zł, czyli nieco ponad 200 mln zł rocznie, i wprost zaznaczyła, że inwestycje infrastrukturalne idą „w zupełnie inną przegródkę finansową”. Dla porównania: przy zawieraniu umowy w 2020 roku resort obrony szacował łączny koszt obecności amerykańskich żołnierzy na pół miliarda złotych rocznie.

Co naprawdę mówi umowa o podziale rachunku. Teza, że Polska finansuje pobyt wojsk USA „w całości”, jest nieścisła — i to w obie strony. Polska rzeczywiście bierze na siebie bardzo dużo. Ze środków własnych finansuje budowę i modernizację infrastruktury: koszary, magazyny paliwowe, hangary, stołówki, drogi i sieci — opisuje to Interia, a Forsal podsumował jedną z transz zdaniem „Cztery bazy wojskowe w Polsce, 504 miliony dolarów i ani centa z amerykańskiej kieszeni”. Do tego dochodzą dwie rzeczy, których w rachunkach zwykle nie widać. Po pierwsze, Polska udostępnia siłom USA uzgodnione obiekty i tereny nieodpłatnie — bez czynszu i podobnych opłat. Po drugie, przyznaje im zwolnienia z podatków pośrednich i opłat celnych — czyli m.in. stawkę 0% VAT (zamiast zwykłego podatku doliczanego do zakupów) dla dostaw na wyłączny użytek służbowy sił USA. To zwolnienie wynika z art. 19 ust. 2 umowy i jest opisane przez Inspektorat Wsparcia, a pełna lista zwolnień znajduje się w artykułach 19, 21, 23 i 34 tekstu umowy w Dzienniku Ustaw.

Nie jest jednak prawdą, że Amerykanie nie płacą za nic. Koszty budowy i utrzymania obiektów używanych wspólnie przez wojska polskie i amerykańskie są dzielone między strony. Strona amerykańska pokrywa natomiast żołd i pensje własnego personelu, zakup i utrzymanie swojego sprzętu oraz koszty operacji i szkoleń. Polska odpowiada za infrastrukturę i wsparcie państwa goszczącego (czyli za to, co kraj przyjmujący zapewnia wojskom sojusznika na swoim terenie), jak podsumowuje Fakt. Przy ratyfikacji umowy w 2020 roku ówczesna ambasador USA Georgette Mosbacher napisała: „W ramach EDCA, USA poniosą koszty szkolenia, wyposażenia i rozmieszczenia sił amerykańskich w Polsce, co znacznie przewyższa koszty utrzymania, gdy siły amerykańskie znajdą się w kraju”.

W drugą stronę działa jednak inny mechanizm, który myli opinię publiczną. Forsal zwrócił uwagę, że komunikaty o „zaakceptowaniu inwestycji” przez rząd USA mogą sugerować, że obie strony wspólnie płacą — podczas gdy „w rzeczywistości całość środków pochodzi z budżetu Polski”. Amerykańska akceptacja dotyczy zakresu i standardu inwestycji, a nie jej opłacenia.

Ostatnie słowo nie należy do Warszawy. To nie zarzut opozycji, ale słowa samego szefa MON. Pytany o lokalizację i ostateczny kształt przedsięwzięcia Kosiniak-Kamysz odpowiedział, że decyzja „oczywiście będzie należeć ostatecznie do prezydenta Stanów Zjednoczonych”. Rola Polski sprowadza się do przygotowania propozycji — co zresztą dosłownie wynika z czerwcowej uchwały rządu. Po stronie amerykańskiej decyzję podejmuje prezydent jako zwierzchnik sił zbrojnych i Departament Obrony, a budżet zatwierdza Kongres.

Ten sam tydzień przyniósł dwa inne rachunki. 9 września 2026 Polska i USA podpisały szóstą umowę w ramach programu Foreign Military Financing (to amerykański program finansowania zakupów uzbrojenia przez sojuszników) o wartości ok. 4 mld USD na zakup amerykańskiego uzbrojenia — potwierdziły to Polsat News i radar.rp.pl. To ok. 14,8 mld zł — skala porównywalna z całym deklarowanym kosztem bazy. Ważna różnica: to nie jest grant ani darowizna (czyli pieniądze, których się nie oddaje), lecz instrument dłużny, który trzeba spłacić. Money.pl pisze o „pożyczce” i gwarancji kredytowej, a szef MON mówił o „gwarancjach kredytowych udzielanych nam przez rząd Stanów Zjednoczonych” (gwarancja kredytowa to sytuacja, w której USA ręczą za spłatę kredytu, dzięki czemu jest on tańszy — ale to wciąż dług Polski). Warto dodać, że media opisują charakter prawny tej umowy rozbieżnie: MILMAG jako pożyczkę bezpośrednią, a Money.pl i Gazeta Prawna jako gwarancję kredytową. Łącznie sześć umów w tym programie daje Polsce finansowanie rzędu 19–20 mld USD. W tym samym miesiącu Agencja Uzbrojenia podpisała z zakładami Mesko z grupy PGZ umowę ramową wartą ponad 8 mld zł na dostawy przeciwlotniczych zestawów Piorun — z zastrzeżeniem, że umowa ramowa nie jest jeszcze zamówieniem (to porozumienie o warunkach współpracy, a konkretne zamówienia dopiero się z niej składa): pierwsza umowa wykonawcza miała zostać podpisana podczas targów MSPO w Kielcach.


Co wciąż aktualne

  • Ramy prawne pozostają te same. Umowa o wzmocnionej współpracy obronnej została podpisana 15 sierpnia 2020 i ogłoszona w Dzienniku Ustaw z 2020 r. poz. 2153 — to potwierdzenie wprost ze źródła pierwotnego, mocniejsze niż to, którym dysponowaliśmy w czerwcu.

  • Dokument z 3 czerwca nadal jest listem intencyjnym. Przekazanie propozycji sekretarzowi obrony USA i to, że pismo nie jest wiążące — „swego rodzaju list intencyjny, który ma być podstawą do dalszych rozmów” — potwierdziliśmy ponownie, tak jak w naszym artykule z 4 czerwca 2026.

  • Mapa obecności USA w Polsce się nie zmieniła. Trwałe elementy to nadal wysunięte dowództwo V Korpusu w Camp Kościuszko w Poznaniu, baza obrony przeciwrakietowej Aegis Ashore w Redzikowie i węzeł logistyczno-lotniczy w Powidzu z magazynami amerykańskiego sprzętu. Nowa baza miałaby tę sieć uzupełnić, a nie zastąpić.

  • Historyczny punkt odniesienia się utrzymuje. W ramach koncepcji Fort Trump z lat 2018–2019 polski rząd oferował wkład do 2 mld USD — potwierdzają to zgodnie Wirtualna Polska, „Polityka” i BBC. W ówczesnych złotych to ok. 7,4–8 mld zł, czyli mniej niż połowa dzisiejszych widełek.

Szczegóły polsko-amerykańskiej umowy EDCA

Źródło: milmag.pl


Podsumowanie

Od czerwca zmieniło się jedno naprawdę istotnie: znamy kwotę. 15–17 mld zł to pierwsza liczba podana przez urzędującego ministra, a nie przez media — i zarazem liczba bez kosztorysu. Nie wiadomo, czy dotyczy jednej bazy, czy całego programu inwestycji dla wojsk USA, czy obejmuje już wydane 2,4 mld zł, w jakim czasie ma zostać wydana i z jakiego źródła. To duża niewiadoma przy dużych pieniądzach.

Sam kierunek nie jest nowy. Polska płaci za infrastrukturę dla wojsk USA od 2020 roku: 115 projektów w 12 lokalizacjach, 55 rozpoczętych, 2,4 mld zł już wydane i 735 mln zł w planie na 2026. Ale teza, że finansujemy pobyt Amerykanów „w całości”, jest nieścisła. Polska pokrywa infrastrukturę, udostępnia tereny bez czynszu i przyznaje zwolnienia podatkowo-celne. Natomiast żołd, sprzęt i operacje są po stronie amerykańskiej, a koszty wspólnych obiektów są dzielone.

Krytycy mają za to rację w najtwardszym punkcie: Polska ponosi koszt, a decyzję podejmuje Waszyngton — mówi to sam szef MON. Po trzech miesiącach mamy uchwałę rządu, pozytywną odpowiedź Pentagonu i wizytę amerykańskiej delegacji oglądającej lokalizacje, ale żadnego ujawnionego wiążącego dokumentu. Nie znamy też oficjalnie miejsca. Decyzja ma zapaść jesienią.

Warto na koniec zapamiętać, co „stała baza” właściwie zmienia. Dziś w Polsce jest 8,5–9 tys. amerykańskich żołnierzy, w szczycie rotacji do 10 tys. — ale aż mniej więcej dziewięciu na dziesięciu stacjonuje rotacyjnie, czyli na zmianę, na określony czas. To znaczy, że ich obecność może zostać wstrzymana decyzją Pentagonu. Stała baza to więc przede wszystkim zmiana statusu i trwałe zakotwiczenie infrastruktury, a nie automatyczny wzrost liczby żołnierzy. I to jest właściwa miara tego, co Polska kupuje za 15–17 mld zł.