Kluczowe ustalenia

  • 17 grudnia 2025 r. Prezes Urzędu Regulacji Energetyki (URE — to państwowy urząd, który zatwierdza ceny prądu i gazu) zatwierdził taryfy na 2026 r. dla tzw. sprzedawców z urzędu — czyli firm, które z mocy prawa sprzedają prąd gospodarstwom, jeśli same nie wybrały innej oferty (PGE Obrót, Tauron Sprzedaż, Enea, Energa Obrót) — oraz dla pięciu największych firm, które prowadzą sieci przesyłające prąd do domów.
  • Średnia cena energii czynnej (czyli samego prądu, który zużywamy) dla gospodarstw na taryfie sprzedawcy z urzędu wynosi od 1 stycznia 2026 r. 495,16 zł/MWh netto — i jest niższa niż cena maksymalna (mrożona), która obowiązywała do 31 grudnia 2025 r. To jednak tylko około połowy rachunku: druga połowa to opłaty za dostarczenie prądu (dystrybucja) oraz podatki (akcyza, VAT).
  • Opłaty dystrybucyjne — czyli koszt dostarczenia prądu do domu sieciami — dla zwykłych odbiorców w taryfach na 2026 r. wzrosły średnio o 7,6 proc. (wcześniej było to ok. 0,48 zł/kWh brutto). Dlatego hasło „taniej niż w mrożeniu” dotyczy części „prąd”, a nie całego rachunku brutto.
  • 10 lipca 2026 r. ministrowie Miłosz Motyka (energia) i Andrzej Domański (finanse i gospodarka) pracują nad pakietem obniżającym ceny prądu, który zlecił premier. Na ten dzień pakiet — taryfy hybrydowe i cięcie opłat sieciowych — pozostaje zapowiedzią bez ustawy, rozporządzenia i konkretnych liczb.
  • W tle: pierwsza morska farma wiatrowa Baltic Power (docelowo ok. 1,14 GW), pieniądze na elektrownię atomową w projekcie budżetu na 2026 r. oraz spór rządu z prezydentem o ustawę wiatrakową, w którym obowiązuje wciąż limit 700 metrów.

Średnio 495,16 zł za MWh — decyzja URE w sprawie cen prądu w 2026 r.

Źródło: portalsamorzadowy.pl


Kontekst i tło

Do 31 grudnia 2025 r. rachunki gospodarstw domowych chronił mechanizm mrożenia — czyli ustawowa cena maksymalna prądu, powyżej której nie wolno było liczyć. Od 1 stycznia 2026 r. mrożenie się skończyło. Teraz płacimy według taryf zatwierdzonych przez URE albo według umów zawartych z firmą na wolnym rynku. Dlatego grudniowa decyzja urzędu stała się punktem odniesienia dla pytania, czy prąd naprawdę tanieje.

Rachunek za prąd typowego domu w taryfie G11 (to najpopularniejsza taryfa, w której cena jest taka sama przez całą dobę) nie jest jedną kwotą. Mniej więcej połowa to koszt samego prądu, który zużywamy. Druga połowa to opłaty dystrybucyjne (stałe i zmienne — te same, niezależnie od tego, kto sprzedaje nam prąd) oraz podatki: akcyza i VAT. Ta budowa rachunku jest kluczem do tego, dlaczego spadek jednej części nie musi oznaczać spadku całego rachunku.

Równolegle toczą się dwie duże sprawy energetyczne, które rząd wskazuje jako element swojej strategii cenowej: budowa pierwszej polskiej morskiej farmy wiatrowej Baltic Power oraz program budowy elektrowni atomowej, na który pieniądze znalazły się w projekcie budżetu na 2026 r. Obie inwestycje mają w przyszłości wpływać na koszty wytwarzania prądu — ale dla domowych rachunków ich efekt jest odległy.

Prezes URE zatwierdził taryfy na sprzedaż i dystrybucję energii elektrycznej na 2026 r.

Źródło: ure.gov.pl


Szczegółowa analiza

Sam prąd: faktycznie taniej niż w mrożeniu. Zatwierdzona przez URE średnia cena energii czynnej dla gospodarstw korzystających z taryfy sprzedawcy z urzędu wynosi od 1 stycznia 2026 r. 495,16 zł/MWh netto. Urząd zaznacza, że wszystkie podawane przez niego ceny są „bez VAT i akcyzy” — czyli bez podatków, które dochodzą później. Najważniejsze: ta stawka jest niższa od ceny maksymalnej, która obowiązywała w mrożeniu do 31 grudnia 2025 r. W tym wąskim sensie hasło „taniej niż w mrożeniu” jest prawdziwe — ale dotyczy tylko części „prąd”, czyli mniej więcej połowy rachunku.

Dostarczenie prądu: w drugą stronę. W tych samych taryfach na 2026 r. opłaty dystrybucyjne dla zwykłych odbiorców wzrosły średnio o 7,6 proc. Dla porównania: wcześniejsza średnia cena dystrybucji dla zwykłych odbiorców wynosiła ok. 0,48 zł za kWh brutto. Ponieważ opłata za dostarczenie prądu to drugi wielki blok rachunku — i niezależny od sprzedawcy — jej podwyżka częściowo zjada spadek ceny samego prądu. Właśnie dlatego — jak wskazuje analiza rynku — hasło „taniej niż mrożenie” odnosi się do ceny sprzedaży prądu, a nie do końcowej kwoty brutto na fakturze. Gospodarstwo domowe zobaczy zmianę w obu częściach naraz, a nie tylko w jednej.

Pakiet z 10 lipca: same zapowiedzi, bez przepisów. Tego dnia ministrowie Miłosz Motyka i Andrzej Domański pracowali — na zlecenie premiera Donalda Tuska — nad pakietem rozwiązań obniżających ceny energii. Problem w tym, że o szczegółach „niewiele jeszcze wiadomo”: pakiet jest dopiero na etapie pomysłów, bez uchwalonej ustawy, bez rozporządzenia i bez projektu wysłanego do Sejmu. Dwa filary tych zapowiedzi trzeba więc traktować jako polityczne deklaracje, a nie obowiązujące prawo:

  • Taryfy hybrydowe — czyli połączenie stałej stawki G11 z cenami zmiennymi, które zależą od tego, ile prąd kosztuje w danej chwili. Na 10 lipca nie mają uchwalonej ustawy ani opublikowanego projektu z konkretnymi parametrami.
  • Obniżka opłat sieciowych/dystrybucyjnych (czyli tych za dostarczenie prądu, stanowiących ok. 50 proc. rachunku) — nie ma tu żadnego przepisu, projektu ustawy ani podanych liczb. To zapowiedź kierunku, bez cyfr, które pozwoliłyby policzyć realną korzyść dla domowego budżetu.

Morskie wiatraki: pierwsza farma w budowie. Rząd wskazuje jako element strategii pierwszą polską morską farmę wiatrową Baltic Power, budowaną wspólnie przez ORLEN i Northland Power. Jej docelowa moc to ok. 1,14 GW (ok. 1140 MW). To inwestycja w toku — jej pełny wpływ na to, skąd bierzemy prąd, a pośrednio na hurtowe ceny energii, rozłoży się na lata.

📄 Sprawozdanie z realizacji planu łańcucha dostaw — Baltic Power (PDF, źródło: ure.gov.pl)

Atom i spór o wiatraki. Wstępny projekt budżetu na 2026 r., przyjęty przez Radę Ministrów, przewiduje istotne środki na energetykę jądrową (projekt Lubiatowo-Kopalino). Osobny, polityczny wątek to lądowe wiatraki. W 2025 r. prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wiatrakową — czyli odmówił jej podpisania — a ustawa ta miała zmniejszyć minimalną odległość elektrowni wiatrowej od domów do 500 metrów. Uzasadniał to tym, że taka zmiana „nie jest rzeczą akceptowalną społecznie”. Warto rozróżnić dwie rzeczy. Sztywna zasada 10H (odległość równa dziesięciokrotności wysokości turbiny — czyli od wysokiego wiatraka trzeba było zachować bardzo duży dystans) została zniesiona już nowelizacją z 2023 r., która wprowadziła minimum 700 metrów. Weto Nawrockiego nie przywróciło więc zasady 10H — zablokowało tylko dalsze złagodzenie z 700 do 500 metrów. Na 10 lipca 2026 r. obowiązuje wciąż kompromis 700 metrów z 2023 r.


Podsumowanie

Odpowiedź nie jest prosta. Cena samego prądu, który zużywamy, faktycznie spadła poniżej poziomu z mrożenia — zatwierdzona przez URE stawka to 495,16 zł za MWh netto. Ale to tylko połowa rachunku: druga połowa, czyli opłaty za dostarczenie prądu, wzrosła średnio o 7,6 proc. Dlatego „taniej niż mrożenie” nie oznacza od razu niższej faktury brutto. Ogłoszony 10 lipca 2026 r. pakiet rządowy — taryfy hybrydowe i cięcie opłat sieciowych — to na razie zapowiedzi bez ustawy, rozporządzenia i konkretnych liczb. Realny efekt dla domowych rachunków będzie można ocenić dopiero wtedy, gdy pojawią się projekty przepisów z konkretnymi parametrami.