Kluczowe ustalenia

  • Na miesięcznicy smoleńskiej 10 lipca 2026 na placu Piłsudskiego Jarosław Kaczyński nazwał sytuację „jedną wielką, gigantyczną kompromitacją tej władzy”.
  • Prezes PiS określił zabezpieczających uroczystość policjantów jako „bojówkarzy” — czyli ludzi z bojówki, nieformalnej grupy stosującej przemoc. Zapowiedział też, że po powrocie PiS do władzy trzeba będzie powołać „gwardię obywatelską, która będzie bardziej zdecydowana”.
  • Bezpośrednim tłem był fakt, że delegacja PiS z Kaczyńskim nie została dopuszczona do złożenia wieńca pod pomnikiem Lecha Kaczyńskiego. Doszło tam do przepychanek i rękoczynów.
  • Komenda Stołeczna Policji w oficjalnym stanowisku z 10 lipca podkreśliła, że pozostaje formacją apolityczną (nie stoi po żadnej stronie sporu politycznego) i działa wyłącznie na podstawie i w granicach obowiązującego prawa.
  • Polskie prawo opiera się na zasadzie, że tylko państwo może legalnie używać siły. Umundurowane, uzbrojone formacje (Policja, straże gminne, Straż Marszałkowska) powstają wyłącznie na podstawie ustaw. Partiom zakazane jest tworzenie struktur paramilitarnych — czyli grup zorganizowanych na wzór wojskowy (art. 13 Konstytucji).

Kaczyński na miesięcznicy smoleńskiej 10 lipca 2026 na placu Piłsudskiego

Źródło: polsatnews.pl


Kontekst i tło

Miesięcznice smoleńskie to obchody organizowane 10. dnia każdego miesiąca. Upamiętniają ofiary katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku, w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką. Główny cykl comiesięcznych marszów pamięci z udziałem Jarosława Kaczyńskiego trwał w latach 2010–2018. Po odsłonięciu w 2018 roku pomnika Lecha Kaczyńskiego obchody odbywają się na placu Piłsudskiego.

Miejsce to od lat bywa areną sporu o prawo do zgromadzeń. W latach 2017–2018 PiS znowelizował Prawo o zgromadzeniach i wprowadził instytucję zgromadzeń cyklicznych. To zgromadzenia organizowane regularnie w tym samym miejscu; nowe przepisy dały im pierwszeństwo w wyborze miejsca i terminu, a zarazem utrudniły organizowanie kontrmanifestacji (czyli protestów przeciwnych) w tym samym miejscu i czasie. Rozwiązanie to było wówczas krytykowane przez Rzecznika Praw Obywatelskich jako ograniczenie wolności zgromadzeń.

Zajście z 10 lipca 2026 odwróciło dotychczasowy układ ról. Tym razem to politycy PiS relacjonowali, że nie mogli dojść do pomnika. Według relacji dziennika „Fakt” miejsce przy pomniku zajęli wcześniej działacze Komitetu Obrony Demokracji (KOD), zanim dotarła tam delegacja PiS.


Szczegółowa analiza

Co dokładnie padło. Kilka niezależnych redakcji zgodnie relacjonuje trzy kluczowe frazy z wystąpienia. Polsat News podał wprost sformułowanie o „gigantycznej kompromitacji tej władzy” oraz zapowiedź, że Kaczyński chce zastąpić policję „gwardią obywatelską”. TVN24 potwierdził, że prezes PiS nazwał funkcjonariuszy „bojówkarzami”. RMF FM zatytułował relację słowami „będzie dożywocie za to” — Kaczyński groził odpowiedzialnością karną osobom, które uznał za odpowiedzialne za zajście. Trzeba tu zaznaczyć jedno zastrzeżenie: pełna, autoryzowana transkrypcja całego przemówienia (czyli oficjalnie zatwierdzony, dosłowny zapis) nie jest publicznie dostępna. Przytaczane cytaty pochodzą z równoległych relacji kilku redakcji, które są ze sobą zgodne co do brzmienia trzech głównych fraz.

Dwie narracje o zajściu. PiS przedstawia zdarzenie jako zaniechanie policji, która nie zareagowała, gdy kontrmanifestanci zablokowali dojście do pomnika. Zbigniew Kuźmiuk (PiS) nazwał sytuację „niebywałym skandalem” i twierdził, że „polska policja broni łobuzów, którzy zakłócają uczczenie pamięci ofiar”. Druga narracja jest policyjno-prawna. Według relacji PAP policja tłumaczyła brak siłowej interwencji tym, że inne osoby zorganizowały w tym miejscu legalne zgromadzenie doraźne — czyli takie zwołane naprędce, w reakcji na bieżące wydarzenie, dopuszczone przez Prawo o zgromadzeniach. Innymi słowy: funkcjonariusze mieli do czynienia z dwoma konkurencyjnymi, ale oba chronionymi przez prawo, zgromadzeniami w tej samej przestrzeni.

Stanowisko policji. Komenda Stołeczna Policji wydała 10 lipca oficjalne „Stanowisko w związku z wydarzeniami na Placu Piłsudskiego”. Podkreśliła w nim, że Policja pozostaje formacją apolityczną i działa wyłącznie na podstawie i w granicach obowiązującego prawa. Jej rolą jest zapewnienie bezpieczeństwa i ochrona porządku publicznego, „a nie uczestniczenie w sporach o charakterze politycznym lub światopoglądowym”. KSP zaznaczyła też, że przebieg zabezpieczenia został nagrany kamerami nasobnymi policjantów (kamerami noszonymi przy mundurze) oraz miejskim monitoringiem w rejonie placu.

Stanowisko Komendy Stołecznej Policji w związku z wydarzeniami na Placu Piłsudskiego

Źródło: ksp.policja.gov.pl

Czy „gwardia obywatelska” ma podstawy prawne? Tu odpowiedź jest jednoznaczna. W polskim prawie obowiązuje zasada, że tylko państwo może legalnie stosować przymus bezpośredni — czyli fizyczną siłę wobec ludzi. Środki przymusu i broń palną mogą stosować wyłącznie formacje państwowe wymienione w ustawach. Policja działa na podstawie ustawy z 6 kwietnia 1990 r. jako umundurowana i uzbrojona formacja służąca społeczeństwu. Istniejące formacje „obywatelskie” też mają twarde umocowanie w prawie. Straż gminną może utworzyć wyłącznie rada gminy — organ samorządu, a nie partia czy grupa obywateli (art. 2 ust. 1 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. o strażach gminnych). Straż Marszałkowska działa na podstawie odrębnej ustawy z 26 stycznia 2018 r. i chroni budynki parlamentu oraz wskazane osoby. Nie istnieje żadna ścieżka prawna, w której partia polityczna powołuje własną uzbrojoną formację porządkową.

Bariery: Konstytucja i Kodeks karny. Co więcej, polskie prawo wprost zakazuje partiom politycznym tworzenia struktur o charakterze paramilitarnym oraz zakazuje istnienia organizacji, które dopuszczają stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy — wynika to z art. 13 Konstytucji RP oraz ustawy o partiach politycznych. Dodatkowo Kodeks karny w art. 258 przewiduje karę za udział w zorganizowanej grupie lub związku, które mają na celu popełnianie przestępstw, w szczególności o charakterze zbrojnym. Najbliższym historycznym odpowiednikiem upolitycznionej formacji „obywatelskiej” wspierającej aparat porządkowy była w powojennej Polsce ORMO (Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej) z czasów PRL — rozwiązana w 1989 roku wraz z upadkiem systemu.

Odznaka ORMO — Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej, rozwiązanej w 1989 r.

Źródło: przystanekhistoria.pl

Reakcje. Słowa Kaczyńskiego wywołały reakcje rządu, MSWiA, policji i Koalicji Obywatelskiej. Marcin Kierwiński (KO) skomentował je wpisem „Czasy polityków ponad prawem Panie Kaczyński minęły”. Głos w sprawie zabrał także premier Donald Tusk.


Podsumowanie

10 lipca 2026 na miesięcznicy smoleńskiej Jarosław Kaczyński nazwał zabezpieczających uroczystość policjantów „bojówkarzami” i zapowiedział, że po powrocie PiS do władzy powstanie „gwardia obywatelska”. Tłem była awantura pod pomnikiem Lecha Kaczyńskiego, do którego nie dopuszczono delegacji PiS i przy którym doszło do przepychanek. Policja odpowiedziała, że jest formacją apolityczną i działa w granicach prawa, a brak siłowej interwencji tłumaczyła obecnością drugiego, legalnego zgromadzenia. Kluczowa jest jednak odpowiedź prawna: w Polsce tylko państwo może tworzyć uzbrojone formacje porządkowe, partie mają wprost zakazane budowanie struktur paramilitarnych, a jedyny historyczny odpowiednik takiej „gwardii” — ORMO — zniknął wraz z PRL. Zapowiedź Kaczyńskiego pozostaje więc na dziś polityczną deklaracją bez podstaw w obowiązującym prawie.