Co napisaliśmy poprzednio
3 września 2026 r. opisaliśmy ostatni krok przed głosowaniem: sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka poparła kandydaturę byłego ministra Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego (to sąd, który bada, czy ustawy są zgodne z konstytucją), a Sejm miał zdecydować w piątek 4 września.
Tłumaczyliśmy wtedy trzy rzeczy. Jak liczy się bezwzględną większość — czyli ile głosów trzeba, żeby wygrać. Skąd bierze się spór o „dublerskie” miejsce po Justynie Piskorskim. I to, że przepisy nie wyznaczają prezydentowi żadnego terminu na odebranie ślubowania. Odnotowaliśmy też, że na komisji posłowie PiS podważali dziesięcioletni staż Berka jako radcy prawnego, czyli to, czy naprawdę przez tyle lat wykonywał ten zawód.
Cały materiał: Berek przed głosowaniem Sejmu — co się zmieniło od sierpnia: komisja na tak, decyzja w piątek. Wcześniej, 18 sierpnia, pisaliśmy o karencji dla polityków, która nigdy nie weszła w życie — czyli o obowiązkowej przerwie, jaka miała dzielić politykę od funkcji sędziego.
Co się zmieniło
-
Wcześniej: głosowanie było dopiero zapowiedzią, a politycy obu stron mówili o marginesie kilku głosów.
-
Teraz: 4 września 2026 r. Sejm wybrał Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W głosowaniu wzięło udział 437 posłów. Bezwzględna większość — czyli próg, który trzeba było przekroczyć — wynosiła 219, a za Berkiem zagłosowało 226 posłów. Kandydat PiS prof. Artur Kotowski dostał 184 głosy i nie został wybrany. Berek ma zastąpić Justyna Piskorskiego, którego kadencja kończy się 18 września 2026 r.
-
Wcześniej: szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki zapowiadał, że „jeżeli zachowane są procedury, to pan prezydent przyjmuje to ślubowanie”.
-
Teraz: ślubowanie zostało obwarowane warunkiem. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz powiedział 16 września, że prezydent odbierze je „wtedy, kiedy pan Maciej Berek przedstawi dokumenty potwierdzające, że spełnia wymogi formalne”. Dodał: „Do dziś ich nie mamy i będziemy konsekwentnie o to pytać”, a kandydat na sędziego TK „musi być krystalicznie czysty”.
-
Wcześniej: zarzut o brak stażu padał na posiedzeniu komisji z ust posłów opozycji.
-
Teraz: podnosi go sam Pałac. Już 4 września, w dniu głosowania, Bogucki kwestionował z mównicy sejmowej udokumentowanie dziesięcioletniego stażu, a podobnie mówił w Kanale Zero Marcin Przydacz. 8 września Bogucki ocenił, że wątpliwości „są gigantyczne. Co do stażu pracy radcowskiego, realnie wykonywanych czynności radcowskich przez pana ministra Berka”.
Co nowego
Czego wymaga ustawa — i czego nie wymaga. Konstytucja w art. 194 ust. 1 mówi tylko tyle, że 15 sędziów TK wybiera indywidualnie Sejm na 9 lat „spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą”. Szczegóły są w art. 3 ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego: sędzią może zostać osoba, która „wyróżnia się wiedzą prawniczą oraz spełnia wymagania niezbędne do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego lub sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego”.
To odesłanie prowadzi dalej — do art. 30 ustawy o Sądzie Najwyższym. Poza wymogami ogólnymi, jak ukończone 40 lat, przepis przewiduje w praktyce dwie drogi do zostania sędzią:
- ścieżkę zawodową — kandydat „posiada co najmniej dziesięcioletni staż na stanowisku sędziego, prokuratora, Prezesa Prokuratorii Generalnej [...], jej wiceprezesa, radcy albo przez co najmniej dziesięć lat wykonywała w Polsce zawód adwokata, radcy prawnego lub notariusza”;
- ścieżkę naukową — tu wymóg stażu „nie dotyczy osoby, która posiada tytuł naukowy profesora albo stopień naukowy doktora habilitowanego nauk prawnych” (habilitacja to kolejny stopień naukowy powyżej doktoratu) i pracowała na polskiej uczelni, w PAN, instytucie naukowo-badawczym lub innej placówce naukowej.
📄 Ustawa o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego — tekst (PDF, trybunal.gov.pl)
Praca w administracji nie jest osobnym tytułem. W obecnym katalogu z art. 30 nie ma ani pracy w Rządowym Centrum Legislacji (urzędzie, który przygotowuje projekty ustaw dla rządu), ani stanowisk w administracji rządowej jako samodzielnej podstawy kwalifikacji. Taką szeroką furtkę znały dawne przepisy o Sądzie Najwyższym z lat 80. — dopuszczały dziesięcioletnią pracę na samodzielnym stanowisku w organach administracji państwowej związanym z praktyką prawniczą. Dziś tej drogi już nie ma.
Ścieżka naukowa też odpada: Maciej Berek jest doktorem, ale nie ma habilitacji ani tytułu profesora, na co zwracał uwagę rzecznik prezydenta. W jego przypadku wszystko sprowadza się więc do jednego pytania: czy przez co najmniej dziesięć lat wykonywał zawód radcy prawnego — czyli prawnika, który doradza klientom i reprezentuje ich w sprawach prawnych.
Co mówią dokumenty z samorządu radcowskiego. Jeszcze przed głosowaniem Berek opublikował zaświadczenie dziekana Rady Okręgowej Izby Radców Prawnych: uchwałą z 2002 r. został wpisany na listę radców prawnych i od dnia ślubowania do dziś ma uprawnienia do wykonywania zawodu. Ale najważniejsza jest inna informacja. W ewidencji radców — czyli oficjalnym rejestrze — Berek zgłosił wykonywanie zawodu od 1 stycznia 2006 r. do 31 lipca 2009 r. oraz od 1 sierpnia 2012 r. do chwili obecnej.

Źródło: wprost.pl
Ile to lat. Arytmetyka jest prosta. Pierwszy okres to około 3 lata i 7 miesięcy, drugi — ponad 14 lat. Razem, jak policzyła „Rzeczpospolita”, Berek zgłosił wykonywanie zawodu „w sumie przez ponad 17 lat, z trzyletnią przerwą”. Co ważne — sam okres od sierpnia 2012 r. przekracza ustawowy próg dziesięciu lat, i to bez przerwy. Berek podsumował to krótko: „Mam 17 lat wykonywania zawodu radcy prawnego”.
Gdzie naprawdę leży spór. Pałac nie kwestionuje samego wpisu na listę, tylko to, co się za nim kryło. Bogucki mówił o zaświadczeniu, że „to jest zaświadczenie o tym, że był wpisany na listę, a nie o tym, że czynnie wykonywał ten zawód”. Innymi słowy: figurowanie w rejestrze to jedno, a realna praca to drugie. Porównywał to z naborem do sądów — nawet radca aplikujący do najniższego sądu powszechnego „musi też udokumentować, że realnie wykonywał zawód”.
Ten wątek ma znaczenie, bo w latach 2007–2015 Berek był prezesem Rządowego Centrum Legislacji. Zgłoszony drugi okres praktyki zaczął się więc wtedy, gdy kierował urzędem. Samo to niczego jeszcze nie przesądza: radca prawny — w odróżnieniu od adwokata — może wykonywać zawód także w ramach stosunku pracy, w tym w jednostkach administracji publicznej.
Jest jednak i argument przeciwny. Pojawia się w tekście opublikowanym przez „Do Rzeczy”. Czytamy w nim, że całościowe odczytanie przepisów (autor mówi o „holistycznej wykładni”, czyli o interpretacji sensu przepisów jako całości) „nie pozwala zatem przyjąć, że każde świadczenie pomocy prawnej w rozumieniu art. 4 ustawy o radcach prawnych pozwala uznać za spełniony wymóg 10-letniego wykonywania zawodu”. Krótko: nie każda czynność prawnika automatycznie liczy się do tych dziesięciu lat.
Ważne zastrzeżenie: nie znaleźliśmy żadnego publicznie dostępnego dokumentu, który rozstrzygałby, jakie konkretnie czynności radcowskie Berek wykonywał w poszczególnych latach — ani takiego, który by temu przeczył. To spór o interpretację przepisów i o dowody, a nie o samą liczbę lat w rejestrze. Berek odpowiada: „Gdyby ktoś z otoczenia prezydenta chciał, to takie dokumenty by znalazł. Ja je przedstawiałem, tłumaczyłem, one są publicznie dostępne”.
Pisma między Pałacem a Sejmem. Kancelaria Prezydenta skierowała do marszałka Sejmu pismo z pytaniami o to, jak procedowano kandydaturę i czy potwierdzono staż. Powołała się w nim na art. 30 ustawy o SN wraz z wyjątkiem dla profesorów i doktorów habilitowanych. Zdaniem Pałacu „nie zostały okazane dokumenty potwierdzające spełnienie tych wymagań”.
11 września Kancelaria Sejmu odpisała, że żądanie wydania dokumentów „jest pozbawione podstawy prawnej”, bo „ani ustawa o statusie sędziów TK, ani tym bardziej sama konstytucja, nie przewidują możliwości wystąpienia przez prezydenta RP do Sejmu [...] i kontestowania suwerennej decyzji Sejmu” — czyli podważania decyzji, którą Sejm podjął samodzielnie. Marszałek Włodzimierz Czarzasty oczekuje „niezwłocznego przyjęcia ślubowania”. Równolegle poseł Paweł Jabłoński zwrócił się do CBA, by zbadało oświadczenia majątkowe i rejestr korzyści Berka pod kątem tego, czy rzeczywiście przez wymagany okres wykonywał zawód.
Co mówią przepisy o roli prezydenta. Podstawą jest art. 4 ust. 1 ustawy o statusie sędziów TK: „Osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ślubowanie”. I tu rzecz kluczowa: ani ta ustawa, ani Konstytucja, ani Regulamin Sejmu nie przewidują procedury, w której prezydent weryfikuje kwalifikacje sędziego już wybranego przez Sejm. Zasady wyboru i opiniowania kandydatów określa Regulamin Sejmu, a same kandydatury ocenia sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Przepisy nie zakreślają też prezydentowi terminu na przyjęcie ślubowania.
Ten brak terminu bywał jednak różnie odczytywany przez sam Trybunał. W wyroku K 34/15 z grudnia 2015 r. TK uznał, że „brak przepisów ustawowych precyzujących termin na odebranie ślubowania musi być rozumiany w ten sposób, że Prezydent swój obowiązek ma zrealizować niezwłocznie”, a zwłoka mogłaby być uzasadniona jedynie w nadzwyczajnych przypadkach. Ale 12 maja 2026 r. Trybunał orzekł inaczej — że prezydent nie ma bezwzględnego obowiązku odebrania ślubowania od osób wybranych przez Sejm.
Dwie strony sporu. Maciej Berek powiedział 16 września w TVP Info: „Nie ma takiego trybu, nie ma takiej procedury, w której prezydent, powołując się na nieistniejącą kompetencję, mówi: chciałbym sobie coś tam jeszcze sprawdzić”, oraz „Prezydent nie ma uprawnienia do wykonywania tych czynności, które teraz on czy jego kancelaria próbuje wykonywać”. Zapowiedział: „Wystąpię do prezydenta jeszcze raz z prawnym stanowiskiem, że moją powinnością jest złożenie tego ślubowania”. Tydzień wcześniej mówił, że prezydent się z nim nie kontaktował i że trzeba poczekać do 15–16 września.
Po jego stronie stanął były prezes TK prof. Andrzej Zoll: „Prezydent nie jest tutaj potrzebny, ponieważ cały proces powołania sędziego Trybunału zamyka się na Sejmie”. Obóz prezydenta odpowiada pytaniem, które streszcza całą jego logikę: „Kto ma to weryfikować, jak nie prezydent?”.
Co oznacza brak ślubowania. Tu przepis jest jednoznaczny: stosunek służbowy sędziego Trybunału nawiązuje się po złożeniu ślubowania — czyli dopiero przysięga formalnie rozpoczyna pełnienie funkcji. Konstytucjonalista (prawnik od prawa konstytucyjnego) Jacek Zaleśny podkreśla, że „dopóki wybrane osoby nie złożą ślubowania wobec prezydenta, dopóty nie obejmą stanowiska sędziego TK”.
Praktyka Trybunału to potwierdza: prezes TK Bogdan Święczkowski nie uznał ślubowania złożonego w Sejmie za skuteczne, więc osoby wybrane w ten sposób nie orzekają. Dopóki Berek nie złoży ślubowania, nie obejmie stanowiska — choć kadencja Justyna Piskorskiego, którego ma zastąpić, kończy się już 18 września.
Co wciąż aktualne
- Precedens z 2015 r. Prezydent Andrzej Duda nie odebrał ślubowania od trzech sędziów wybranych 8 października 2015 r. przez Sejm VII kadencji — Romana Hausera, Andrzeja Jakubeckiego i Krzysztofa Ślebzaka — mimo że wyrok TK z 3 grudnia 2015 r. uznał ich wybór za zgodny z Konstytucją.
- Precedens z 2026 r. Karol Nawrocki odebrał ślubowanie tylko od dwojga z sześciorga sędziów wybranych przez Sejm 13 marca 2026 r. Pozostała czwórka złożyła ślubowanie w Sejmie 9 kwietnia 2026 r., a Leśkiewicz nazwał przesłane z tej uroczystości dokumenty „bez mocy prawnej”. Sejm uznał wtedy, że prezydent nie wykonał „ustawowego obowiązku odebrania ślubowania”.
- Karencja dla polityków nie obowiązuje. Uchwalona 13 września 2024 r. ustawa o Trybunale Konstytucyjnym zmieniała zasady wyboru sędziów — w tym wprowadzała większość 3/5 głosów — ale, jak pisaliśmy w artykule z 3 września, nie weszła w życie.
Podsumowanie
Maciej Berek został wybrany do Trybunału Konstytucyjnego 226 głosami przy progu 219, ale na razie nie może orzekać, bo prezydent nie przyjął od niego ślubowania. Pałac stawia warunek: najpierw dokumenty, które potwierdzą, że Berek przez dziesięć lat faktycznie wykonywał zawód radcy prawnego.
Co dało się sprawdzić, to sprawdziliśmy. Ustawa wymaga od kandydata kwalifikacji sędziego Sądu Najwyższego, a w przypadku Berka jedyną realną drogą jest dziesięć lat wykonywania zawodu radcy prawnego — nie wystarczy ani praca w administracji, ani sam doktorat. W rejestrze radców Berek zgłosił praktykę przez ponad 17 lat, z czego sam nieprzerwany okres od sierpnia 2012 r. to ponad 14 lat. Otwarte pozostaje jedno: czy wszystkie te lata — także czas kierowania Rządowym Centrum Legislacji — były „wykonywaniem zawodu” w rozumieniu ustawy. Publicznie dostępne dokumenty nie rozstrzygają tego w żadną stronę.
Druga kwestia jest bardziej jednoznaczna: żaden przepis nie przewiduje procedury, w której prezydent weryfikuje kwalifikacje sędziego wybranego już przez Sejm, i żaden nie daje mu terminu na odebranie ślubowania. Z tej samej luki obie strony wyciągają przeciwne wnioski. Trybunał w 2015 r. mówił o obowiązku „niezwłocznego” przyjęcia ślubowania, a w maju 2026 r. — o braku bezwzględnego obowiązku. Do czasu rozstrzygnięcia tego sporu nowy sędzia pozostaje wybrany, ale bez prawa orzekania.